Przejdź do komentarzyOBRZYDLIWA ULICA /7/
Tekst 21 z 39 ze zbioru: Inne opowiadania
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2015-03-26
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń481


OBRZYDLIWA ULICA /7/


Zaczynało to wszystko przypominać jakąś czarną komedię. My, którzy musieliśmy

walczyć o utrzymanie prawidłowego stanu rzeczy, zostaliśmy nazwani zdrajcami. Gdyby chodziło tylko o to - przełknęlibyśmy tę obelgę. Ale nie... Ciemniaki wdały się z nami w podstępną rozgrywkę. Zabrały się do fabrykowania oszustw i udowadniania, że prawidłowo to jest u nich, a nie u nas.

Ta sytuacja zaczęła wymagać interwencji wyższej instancji. I tu powstał następny problem. Bo niby co mieliśmy zrobić?.. U nas wyższą instancją okrzyknął się kolejarz, którego wytypowaliśmy na zdrajcę. Skoro raz się okrzyknął, nie dało się tego człowieka usunąć – zbyt wciągało go sprawowanie władzy. Od razu przyjął postawę dyktatorską. Od tego momentu prawidłowe miało być to, co on uzna za prawidłowe.

Wprawdzie ciemniaki z obrzydliwej ulicy bały się tego kolejarza ale my nie mogliśmy znaleźć z nim wspólnego języka. Występował w interesie kolei i zachowywał się tak, jakby mianowano go jej naczelnym dyrektorem.

Każdemu normalnemu człowiekowi dałoby się wytłumaczyć, że kolej nie funkcjonuje w próżni, że oprócz niej są jeszcze inne rzeczy, a ona sama jest tylko elementem bardziej złożonego układu.

Nasza linia kolejowa biegła przez całe miasto. Ciągnęła się po wysokim nasypie, mijała Czarcią Górkę, wchodziła na most, pod którym płynęła rzeka, a później między polami, jeziorami i lasami rozgałęziała się na dwie inne linie, zmierzające w różnych kierunkach. Dzieliła przy tym nasz gród na nierówne części. Tak to już zostało pomyślane... Po jednej stronie było miasto właściwe, po drugiej zaś – wieś, gdzie, nie wiadomo dlaczego w końcu dziewiętnastego wieku zaczęto stawiać kamienice i inne budynki mieszkalne, szpital oraz dwa kościoły. Ten podział wyrażał się w naszym języku - jak ktoś mówił, że idzie do miasta, to wiadomo było, że wybiera się na drugą stronę torów, bo my mieszkaliśmy w tej mniejszej, wiejskiej części, czy jak kto woli – na przedmieściu.

No więc, każdemu normalnemu człowiekowi dało się wytłumaczyć, że są jeszcze inne rzeczy poza koleją - ale nie naszemu kolejarzowi... I nie wiadomo czy wynikało to z głupoty tego człowieka, czy raczej z metody działania, jaką stosował?.. Był to właśnie typowy krzykacz. Miażdżył innych potokiem wyrzucanych przez siebie słów. Wśród nich jego racje mieszały się z ideologią, pretensjami, oskarżeniami i innymi rzeczami, które nie miały nic wspólnego z omawianą sprawą. W tym co robił przypominał napastliwego śledczego. Krzycząc nie mógł jednak niczego sensownego dowiedzieć się, za to zniechęcał innych do wdawania się z nim dyskusję.

Występując w interesie swojej instytucji, miał marne pojęcie o funkcjonowaniu kolei od strony technicznej ale rwał się do wystawiania w tych sprawach opinii. Wydawał też jakieś własne dyrektywy, znajdując wśród zastraszonych głupków posłuch.

Nie mogliśmy darować ciemniakom z obrzydliwej ulicy, że swoimi oskarżeniami odwróciły naszą uwagę i ten, który miał być okrzyknięty zdrajcą nagle samozwańczo wykreował siebie na męża zaufania.




  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo mi się podobają te króciutkie wspomnienia (relacje). A ostatnie zdanie pierwszego akapitu jakoś idealnie przystaje mi do naszej współczesnej, przedwyborczej rzeczywistości.
Język żywy, barwny, ale zwyczajowo niedopracowany pod względem interpunkcyjnym.
Brakuje przecinków przed: ale (2), w końcu (wtrącenie), czy wynikało, przypominał, nie mógł, nagle; zbędne są przecinki przed: zmierzające, każdemu.
Nie robię z tego powodu zarzutu, muszę to jeszcze sprawdzić, ale nie podobają mi się dwukrotnie użyte znaki: ?..
Ponadto proponuję unikać takich samych słów w bliskim sąsiedztwie. Mam na uwadze dwa sąsiednie zdania zaczynające się słowem "Od".
© 2010-2016 by Creative Media
×