Przejdź do komentarzyOkrążenie, cz.2/2
Tekst 36 z 37 ze zbioru: Pozostało w pamięci
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2017-02-17
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń64

cd.

Ruszyła biegiem partyzancka wiara. Nie mieli dużo roboty; już po kilku minutach mogli wracać z przytroczoną do pasów zdobyczą.

Kiedy tylko weszli do obozowiska i triumfalnie podnieśli trofea do góry, zbiegli się wszyscy odpoczywający partyzanci, na czele z dowódcą. Biorący udział w wyprawie błyskawicznie ustawili się w króciutki dwuszereg i zamarli w bezruchu. Gajowy sprężyście wybił trzy kroki w stronę oficera, wyprężył pierś jak na defiladzie, zasalutował i służbiście zameldował:

– Panie poruczniku, melduję wykonanie bojowego zadania! Straty przeciwnika dwudziestu pięciu. Wziętych do niewoli zero. Straty własne zero. Zużycie amunicji zero.

– Przyjąłem. Dziękuję – odpowiedział oficer, próbując również zachować pozory powagi. – Dajcie spocznij.

– Spocznij! – powtórzył gajowy w stronę dwuszeregu podwładnych.

– Kucharz! – Dowódca nie musiał nawet go wołać, gdyż tenże już stał przed nim. Przygotowany był do wykonania specjalistycznego zadania – na wojskowy mundur miał założony biały, chociaż przybrudzony fartuch, na głowie podobnego koloru czapka kucharska, w ręku dzierżył krótki nóż. Jedynie wpadnięty brzuch odróżniał go od podobnych jemu w regularnej armii.

– Na rozkaz! – Szef jednoosobowej obsady kucharskiej przyjął postawę najbardziej służbistą ze służbistych. Nawet rękę z nożem zgiął po wojskowemu w łokciu, kierując jego ostry czubek w górę, jak nałożony na karabin bagnet.

Porucznik zlustrował go spojrzeniem. Już chciał zrugać za niepierwszej świeżości fartuch, ale wstrzymał się. Warunki frontowe to nie koszary, nie sprzyjają przestrzeganiu regulaminów i czystości oporządzenia w każdym calu. Ważne, że osobista broń w ręku kucharza lśniła, wypolerowana do połysku. Wydał tylko rozkaz:

– Wasze zadanie. Zdobycz oczyścić, oporządzić, upiec. Nie jest to niedźwiedź, ale nie będziemy narzekać. Jedno ognisko, drewno tylko suche, bezdymne, czas zakończenia przed zmierzchem słońca. Szef oddziału dopilnuje równego podziału prowiantu. Pytania?

– Panie poruczniku, sam nie zdążę wszystkich ptaków. Potrzebuję kilku chłopaków do pomocy, co by oskubali i pomogli patroszyć.

– Szef przydzieli wam tylu, ilu potrzebujecie. Czuję, że sami będą się pchać na ochotnika. Coś jeszcze?

– Pan porucznik chce same udka czy piersi?

– Powiedziałem, po równo, bez wyjątku. Wykonać.

– Taa jee…!

Dowódca wiedział, co mówi; szef oddziału nie musiał wyznaczać pomocników kucharza, ochotników do oporządzania gęsi nie zabrakło. Prawie wszyscy partyzanci pochodzili ze wsi, znali się na przygotowaniu ptactwa do pieczenia. Ich entuzjazm wynikał bardziej z prozaicznej chęci zajęcia pierwszych miejsc w kolejce do tak dawno wyczekiwanego, porządnego posiłku, ale to zrozumiałe. Na wojnie jedzenie dla żołnierza jest równie ważne, jak amunicja.

Kucharz i tak uwijał się jak w ukropie, poganiany przez wygłodniałych akowców. Pomocnicy nadziewali wypatroszone gęsi na metalowe szpikulce i bagnety, opiekali nad jednym ogniskiem. Podział „pieczystego” odbywał się pod czujnym okiem szefa oddziału.

Nikt nie narzekał na brak przypraw; ptaki smakowały wszystkim wybornie, jakby były najwykwintniej przyrządzonymi bażantami z wielkopańskiego stołu. Zapach rozchodzący się znad ogniska tak oszałamiał niektórych partyzantów, że nie czekali na dopieczenie gęsiny i łapczywie wgryzali zęby w jeszcze półsurowe mięso. Głód potrafił przesunąć wskaźnik na skali smaczne – niesmaczne w jedną, skrajną pozycję – wszystko smaczne, co nadaje się do zjedzenia. Do tego „chłopcy z lasu” zaspokoili ssanie w żołądkach nie zwykłymi bulwami, ziemniakami, a delikatnym mięsem; było ono jak wisienka na świątecznym torcie.

Ten prawdziwy posiłek, pierwszy po długim okresie postu, pozwolił im przetrwać. Po kilku dniach rozpoznawania terenu zwiadowcy znaleźli lukę w okrążeniu i cały oddział, pod nosem Niemców, przemknął przez nią w nocy i przeniósł się w inny kompleks lasów. „Gęsią ucztę” każdy z partyzantów jeszcze długo wspominał. W pełni zasłużyła na taką nazwę i pamięć.


 


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Sukcesy długo się pamięta i chętnie o nich opowiada.
avatar
Ciekawa i barwna kontynuacja. Hardy, ale kontynuujesz również nadmiar przecinków. Zbędne przecinki przed: na czele, jak nałożony, wypolerowana,jak amunicja, poganiany. Z powyższego zestawienia wynika, że niepotrzebnie stawiasz przecinki przed "jak" służącym do porównania oraz przed przymiotnikami lub imiesłowami przymiotnikowymi. A "poganiany" i "wypolerowana" to nie czynność (czasownik), a cecha, więc przecinki przed nimi są zbędne.
Niechętnie minimalnie obniżam ocenę za poprawność, ale robię to dlatego, by nie być posądzony o stronniczość.
avatar
Tak właśnie jest, Matianie.

Janko, dzięki za uwagi, poprawki w oryginale naniosłem.
Mam jednak dalej wątpliwość w jednym przypadku: "zbiegli się wszyscy odpoczywający partyzanci, na czele z dowódcą". Jeżeli tu usunę przecinek, tekst może być przeczytany dwojako, m.in. że zbiegli się tylko partyzanci przebywający na czele (początku obozu) oraz dowódca. Gdybym zamiast "na czele z dowódcą" napisał "wraz z dowódcą", to wtedy tekst byłby jednoznaczny i bez przecinka.
Jak sądzisz?
avatar
Ja bym takich wątpliwości nie miał. Ale jeżeli takowe masz, to w końcu zdania zmień szyk wyrazów, by było: z dowódcą na czele.
avatar
Dzięki, Janko. Jak zwykle, najtrudniejsze czasem jest znaleźć najprostsze rozwiązanie :)
© 2010-2016 by Creative Media
×