Przejdź do komentarzyA. Sołżenicyn - Rosja na dnie / Strefa władzy. Pierwsze lata tak wyczekiwanej demokracji
Tekst 11 z 27 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2017-06-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń339

Tamte wielkie dni 19-21 sierpnia 1991 r. mogły stać się Gwiezdnym Zegarem w naszej Rosji historii. Ówczesne wydarzenia znamionowały cechy prawdziwej rewolucji: masowy entuzjazm nie tylko społeczeństwa, ale też w znacznej mierze i mieszkańców stolicy (i tak samo  w Rosji powiatowej). Wolne przejawy aktywności ulicznego tłumu. Do zachłyśnięcia nieodparte wrażenie dokonującego się na naszych oczach wielkiego historycznego zwrotu. Słabe, bojaźliwe działania służb wyraźnie sygnalizowały dychawiczność i nieuchronny szybki kres władzy komunistycznej w ZSRR. Główni sprawcy przewrotu mieli wspaniałą możność dokonania - i to zaledwie kilkoma energicznymi posunięciami - totalnej i do samego rdzenia ogromnej zmiany i w całej tej naszej sytuacji wewnętrznej Rosji, i w zewnętrznych uwarunkowaniach jej istnienia w rozlegającym się wtedy *chórze suwerenów* - republik związkowych. Nowi działacze, prowadzeni przez kochający naród, w tamtych dniach nie napotkaliby na swej drodze żadnego oporu; wystarczyło natychmiast zamknąć i rozpuścić na wszystkie 4 wiatry całą partię komunistyczną; ogłosić ponowne otwarcie swobodnej drogi - zakazanej już od 60 lat - dla małej i drobnej przedsiębiorczości, bez których tak dławiło się całe radzieckie społeczeństwo, i co stałoby się najbardziej naturalnym i trafionym pierwszym etapem reformy ekonomicznej; ogłosić realne prawa miejscowych samorządów, jakich nigdy nie miały żadne sowiety /rady/ za komuny; i, kończąc wreszcie z bolszewizmem - natychmiast zdecydowanie znieść sztuczne, wydumane leninowsko-stalinowsko-chruszczowowskie granice między republikami: krok taki nie wymuszałby żadnych jakichś dalszych pilnych działań fizycznych, lecz stworzyłby trwały fundament dla niechby nawet wieloletnich rozmów i układów politycznych. (Nie będziemy tu aspirować do jakiejś wielkiej skali historycznej: że zniesienie władzy bolszewickiej logicznie żądało przywrócenia praw państwowych sprzed 1916 r., albowiem rewolucja lutowa w tej swojej chucpie radości i samozadowolenia nie wypracowała przecież własnej konstytucji.)


Niczego takiego - ni bodaj podobnego - nie zrobiono. Głównodowodzący animatorzy przewrotu w kilka dni wszystkich nas oszukali, zdradzili nadzieje wiwatujących tłumów. Wodzowie ci oraz wspierający ich aktywiści - jako pierwszy i jasny wyraz demokratycznego zwycięstwa wybrali przepychanki związane z przejęciem pomieszczeń, gabinetów na Kremlu i na Placu Starym, grabież samochodów a później też i samych mieszkań prywatnych. Takimi oto sprawami zajęto się w te najważniejsze dni, kiedy los Rosji można było formować dowolnie, jak ten rozgrzany wosk. Zwycięska, na chybcika sklecona, *wierchuszka*, wszedłszy w kolejny dramatyczny akt Historii Rosji, okazało się, myślała li tylko i wyłącznie o władzy, która nieoczekiwanym prezentem jakimś cudem trafiła w ich ręce - i o niczym innym. Jeśli chodzi o GRANICE państwa - ówczesny rosyjski vice-prezydent został natychmiast wysłany do Kijowa i dalej do Ałma-Aty z misją podpisania aktu przekazania dziesiątków etnicznie rosyjskich obwodów, w tym zamieszkałych tam 18 milionów Rosjan (kapitulację tę wielokrotnie potem potwierdzano, wewnętrzne w ZSRR granice administracyjne uznając jako państwowe jakoby pod naciskiem postanowień Traktatu Helsinskiego z 1975 r.) Rozpad ZSRR był nieuchronny, pierwsze jaskółki zwiastowały to jeszcze w 1991 r., nadal jednak był czas dla istotnych przygotowań, by jakoś pomniejszyć szkody, wyrządzone w ten sposób głębokim więziom gospodarczym, bytowym i tym wielomilionowym osobistym. I nie było żadnych przyczyn, by rozpad ten jeszcze własnymi rosyjskimi rękoma przyspieszać. Taki interes miał ówczesny ukraiński prezydent - jaki miałby mieć jednak nasz??


Tak oto w pierwszych już paru dniach nowa władza przejawiła i polityczny w swych głowach istny mętlik (jeśli by tylko ten jeden mętlik!) i obojętność na los rosyjskich narodów. W obliczu wielkich przemian i wydarzeń *wierchuszka* była totalnie zagubiona, sama nawet tego nie widząc - tak była zaabsorbowana walką o swoje stołki i przywileje.


I taką oto *jakość* przejawiała sobie beztrosko przez następne całe swoje siedmiolecie. Są symptomy, że przejawi ją też w kolejnych latach.


Czy zatem nastała w Rosji - era DEMOKRACJI? W każdym razie tak to zostało powszechnie rozgłoszone. Co oznacza, że prawie natychmiast lawinowo błyskawicznie rodziły się istne tłumy i rzesze DEMOKRATÓW. Masy te tym bardziej porażały, że wśród tej *wierchuszki* głównodowodzących co najwyżej 5-6 ludzi brało wcześniej udział w walce przeciwko reżimowi komunistycznemu. Wszyscy pozostali wyskoczyli jak ten Filip z konopi w bezpieczne teraz niebo ze swych stołecznych kuchennych schodów - i to wcale nie był ten najgorszy wariant. Niektóre orły nowej demokracji przeleciały wprost nad tłumami prosto jak strzelił z gazety *Prawda*, z pisma *Komunista*, z komunistycznych uczelni, z partyjnych komitetów a nawet z CK KPZR /Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego/. Z wczorajszych politruków otrzymaliśmy tym sposobem dzisiejszych nawet nie zwykłych ot, takich sobie demokratów, a tych najbardziej radykalnych. Niektórzy nawet to wyjaśniali: *Znajdowaliśmy się na szczytach władzy komunistycznej tylko po to, aby zamiast nas tej służby nie pełnił ktoś jeszcze gorszy.* Teraz zaś, aby ratować i umacniać Nową Rosję, apiać ci sami ludzie ponoszą dalsze swoje *wiekopomne ofiary* i przejmują po raz kolejny władzę. Toż to argument nie do obalenia: któż inny jeśli nie oni mają stosowne doświadczenie w zarządzaniu państwem?? Ci profesjonaliści...

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×