Przejdź do komentarzyNiewidoczny - i całkiem pomijany - czytelnik, wpisany w utwór literacki / finał
Tekst 13 z 23 ze zbioru: Obcy - czyli nie mój... ergo gorszy
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-02-08
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń771

Aparat pojęciowy, jakim dysponuje współczesna poetyka odbioru, jest coraz obszerniejszy, jednak nie na tyle, żeby z jego pomocą pomyślnie rozwiązać podstawowy problem, z jakim literaturoznawstwo boryka się czy nie od swojego zarania: problem spójnego jednoznacznego kryterium oceny dzieła literackiego.


Na pytanie dlaczego - z naszego punktu widzenia, tj. punktu widzenia XXI wieku - taki np. Eurypides, W. Szekspir, Molier, A. Czechow czy A. Strindberg - żeby pozostać w tej samej kategorii światowej klasyki dramatu - dlaczego są to twórcy nieśmiertelni, co decyduje, że wciąż są czytani, `przerabiani`, że pojawiają się wciąż nowe zaskakujące interpretacje ich dziedzictwa, nowe inscenizacje, nowe ekranizacje, nowe, nowe, nowe - i publiczność na tych spotkaniach zawsze jest w nadkompletach, choćby to się odbywało na wielkich stadionach - nie ma żadnej sensownej pełnej na to odpowiedzi, a,  ściślej biorąc, ona - ta odpowiedź - jest: odczytanie kolejne tych Tuzów Wielkiego Dramatu zawsze będzie takie, jaka będzie epoka i rzeczywistość, pod adresem której te pytania padły, jacy będą ci widzowie, czytelnicy, reżyserzy, filmowcy, kostiumolodzy, scenarzyści, oświetleniowcy i aktorzy, których `zapytamy` o dawno w proch rozsypanego dramaturga, choć jego idee, jego arcydzieła przecież oddychają, żyją samoistnym swym życiem, podwojonym i potrojonym przez wszystkie czasy, które minęły i wciąż mijają, ab ovo reinterpretując całą tę ich niebywałą spuściznę, ukazując jej zaskakujące nowe podteksty, nowe konotacje, nową wymowę, nieoczekiwane 4. i 5. dno.


Bo przecież na recepcję dzieł litarackich ma wpływ ogromny także łańcuch odczytań Poprzedników, tak więc współcześni nasi patrzą na takiego naszego przykładowego Szekspira czy innego jeszcze Dostojewskiego zarówno przez optykę własnych, często tragicznych osobistych doświadczeń (w tym np. wojennych i powojennych) - jak i z perspektywy dostępnego nam wielkiego dorobku pokoleń badaczy tych twórczości; szekspirologia czy *dostojewskologia* to dzisiaj przecież potężne dziedziny światowego literaturoznawstwa.


Na wyobrażenia czytelnicze o czyjejś spuściźnie składa się także cała mitologia, jaka nieuchronnie towarzyszy każdemu zjawisku kultury wysokiej. Gada się o różnych pikantnościach, wyssanych z palca na zasadzie zabawy w głuchy telefon, ktoś coś nie dosłyszał, i dorobiono Gombrowiczowską komuś gębę *dla jaj*, a potem ludzie to powielali do upojenia itd., itd.


Fakt, że na treść wiedzy i przedstawień czytelnika wpływa szereg czynników przypadkowych - par exemple czytamy coś, bo to coś jest właśnie na topie, jak to było z np. H. Potterem, który stał się niepojętym w swym fokusie komercyjnym hitem, zanim go znawcy literaturoznawcy zdążyli sklasyfikować jako tzw. samograj i literacki przysłowiowy gniot, typową operę mydlaną, która kasę nakręca i nakręca, i nakręca, Bóg wie w jaką nieskończoność - fakt, że na ten nasz odbiór czytelniczy mają wpływ trudne często do zdefiniowania okoliczności - trudne do zdefiniowania dla dociekań literaturoznawstwa w jego czystej, niesynkretycznej postaci - decyduje o tym, że - póki co - pytania o wyznaczniki wartości czyjegoś utworu, czy, szerzej, czyjejś twórczości in block, te pytania zwykle się po prostu uchyla i idzie w dziecinne z piaskownicy ogólniki typu *podoba mi się/nie podoba mi się* lub też odpowiada na nie w oparciu o naprędce konstruowane skale, które mają ten marny walor, że... nie są uniwersalne.


Lucien Goldman pisze: *Dzieło sztuki może zachować swoją wartość poza czasem i miejscem, w jakich powstało, tylko wówczas, kiedy wyrażając szczegółową ludzką sytuację, transponuje ją na plan wielkich ludzkich problemów` (Jeremy Hawthorn - *Społeczny i czasowy kontekst reakcji na dzieło literackie*)


I - na zakończenie - niejako ku pokrzepieniu naszych serc taka oto, bardzo wątła wskazówka: *w praktyce możemy wartościować dzieło literackie tylko pośrednio, poprzez własną jego konkretyzację /dla każdego z nas różną - przypis autorki/, co najwyżej starając się uwzględniać również znane nam konkretyzacje innych odbiorców* (H. Markiewicz - *Główne problemy wiedzy o literaturze*)


Czego to nas-Czytelników uczy? Może pokory i szacunku wobec nie tylko mojego, ale też i wobec tych innych odczytań?


2014 r.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
emilio, tekst b. dobrze napisany. Profesjonalny. Jak dodrze, ze mogę go czytać.
Zastanawianie się nad geniuszem niektórych dzieł i ich twórców, odpowiedzi na pytania w tekście są w nim zawarte. Często zastanawiam się, dlaczego Norwid - taki geniusz, był odrzucony przez swoje czasy. Nie dbał o koneksje, nie miał siły przebicia i przerastał epokę.
Był taki naukowiec, Tesla - genialny fizyk, jego pomysły i patenty, zabierał Edison. Gdy Tesla się zbuntował - spalono mu fabrykę i doprowadzono do nędzy.
Wielcy malarze, np Goya, miał mecenasów, Da Vinci miał pieniądze. Szekspir wystawiał swe sztuki na dworze Elżbiety I.
Przyznaję, byli geniuszami, ich słowa powtarzane sa od wieków i będą, on wrośli w naszą cywilizację. Stali się nieśmiertelni.
Bardzo mądre słowa wypowiedział, zacytowany przez Ciebie, L. Goldman:

"*Dzieło sztuki może zachować swoją wartość poza czasem i miejscem, w jakich powstało, tylko wówczas, kiedy wyrażając szczegółową ludzką sytuację, transponuje ją na plan wielkich ludzkich problemów`". Jeszcze powrócę, bo muszę nieco pomyśleć nad tym tekstem. A juz mi w głowie "buzuje", hi. Dziękuję za Twoje rozważania. Bajka.
avatar
nic nie zrozumiałem. to za mądre. ale, że się wmieszam. bo muszę się wmieszać żeby zaistnieć twórczo. szczerze powiem, że ja nic nie wiem o literaturze. i to, że sobie tak klupię pomalutku ty litery, to czysta przyjemność. może i o to chodziło Szekspirowi. Kto wie?
avatar
To samo dzieło czytając samemu oceniam inaczej - raczej słabo.
Słuchając utworu tegoż przez lektora zupełnie inaczej zazwyczaj dobrze.
Są jeszcze okoliczności i tu mogą pojawić zależnie od czasu też skrajne oceny .

Tak że ja do oceny się nie naję . Myślę że lepiej mi wychodzi ocena kobiecych wdzięków :-)
avatar
Nie ma znaczenia, czy wiesz coś o historii i teorii literatury - czy nic zgoła. Fenomen geniuszu kryje się, jak sądzę, w Bożym darze?? a więc albo to mamy... albo nic wcale!

Artur Rimbaud był chyba jeszcze nastolatkiem, kiedy napisał swój "Statek pijany", a zamilkł na wieki jako bardzo nieopierzony, zdawałoby się, młody człowiek. Niepowetowana strata.

Mark Twain był samoukiem, jak nasz dzielny waleczny czuły twardziel Czułi z "......." arcydzielo :)

Genialny Sergiusz Jesienin swoją "Spowiedź chuligana" stworzył bynajmniej nie po dziesięcioleciach jakichś studiów uniwersyteckich.

Itp., itp.

Wracając do tego z eseju czytelnika, którego wyraźna twarz kryje się w każdym dziele literackim. Warto się głębiej zastanowić, KTO JEST ADRESATEM NASZYCH NA PUBLIXO TEKSTÓW?? Do kogo staramy się dotrzeć? Komu schlebiamy, a kto nas jako odbiorca kompletnie nie interesi, i, "gościu, spadaj na drzewo!"

Ja to już od dawna wiem, KTO tak naprawdę kryje się w zaklętym i bardzo ciasnym kręgu mojej "pisaniny". Wiem to na bank i na mur/beton
avatar
emilio, witaj. Znajomość teorii literatury się przydaje, ponieważ czasami można nie wiedzieć, przy skodyfikowanych formach, o co naprawdę chodzi twórcy.
Są, geniusze, rzadkość, którzy o teorię nawet się nie otarli, ale z gdy czytamy ich dzieła, np. z początkowego ich okresu pisania, a później porównujemy je z tymi następnymi, to czesto dostrzegamy rozwój tychze pisarzy. Choć myślę, ze czasami przeszkadza nadmiar teorii, bo ona sobie, a dzieła sobie.
Zresztą, i tu podsumuję, trzeba mieć, choć minimum wiedzy, aby napisać utwór. Oby tylko teoria nie zabiła Duszy Twórczej. Bajka.
© 2010-2016 by Creative Media
×