Przejdź do komentarzyObcy: recepcja twórczości Fiodora Dostojewskiego w Polsce/5
Tekst 14 z 23 ze zbioru: Obcy - czyli nie mój... ergo gorszy
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-02-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń654

Początek dłuższego cytatu:


*W Polsce /powojennej/ Dostojewski ustąpić musiał, odwrotnie niewątpliwie niż w okresie międzywojennym, zainteresowaniu literaturą radziecką oraz innymi klasykami XIX wieku. Do r. 1957 recepcja jego dzieł ograniczała się /w prasie/ do kilku wzmianek i artykułów, nie pretendujących do odkrywczości (...) /UWAGA! czytamy dalej!/ aż do połowy lat 50-tych głucho było w krytyce polskiej o Dostojewskim. Zaczęto o nim pisać znów dopiero w związku z opublikowaną 15 X 1955 r. decyzją Światowej Rady Pokoju /przy ONZ/ uczczenia 75 rocznicy śmierci pisarza.*


Ciąg dalszy tego dłuższego cytatu:


*Przede wszystkim zabrano się do palącej sprawy reedycji jego dzieł, po wojnie nie wznawianych. Podjął się tego Państwowy Instytut Wydawniczy. Było to zamierzenie długofalowe, realizowane od r. 1955 do 1964 (...) Równolegle z akcją edytorską rozwijało się zainteresowanie scen polskich Dostojewskim (...) W teatrach stołecznych i wojewódzkich oraz w *Teatrze TV* wystawiano kilkakrotnie /adaptacje/ *Zbrodni i kary*, *Braci Karamazow* oraz mniejszych utworów /takich jak/ *Wieś Stiepancikowo*, *Sen wujaszka*, *Potulna* i *Mąż i żona pod łóżkiem* Koniec cytatu (T. Poźniak - *Dostojewski w Polsce Ludowej*)


W latach 1956-68 ukazało się w polskiej prasie i na półkach księgarskich łącznie ponad 200 publikacji, których tematyka - często w bardzo różny sposób - oscylowała wokół fenomenu, jakim w światowej literaturze był i na zawsze pozostanie Fiodor Dostojewski. Pokaźną część tej liczby - około 25% całości - stanowiły najrozmaitszego formatu wypowiedzi reprezentantów tzw. *pokolenia 56* (tzw. *współczesnościowców*, pisarzy i publicystów związanych z pismem ... no, wiadomo - *Współczesność* - i do nich jeszcze wrócimy!), którzy (nadal mowa o *pokoleniu 56*) w omawianym okresie (1956 - 1968) średnio 3-4 razy w roku zabierali głos *w sprawie Dostojewskiego*. Zainteresowanie osobą i spuścizną tego prozaika nie stanowiło, oczywiście, dla nich *racji istnienia*, bo spectrum poruszanej przez nich tematyki było grubo szersze, i wyraźny spadek entuzjazmu dla *dostojewszczyzny* daje się u nich zauważyć już w latach 1966 - 1968, kiedy to - łącznie - jakby na *do widzenia* pojawiły się ich słownie DWIE tylko znaczące prace: jedna, pióra R. Przybylskiego, poświęcona adaptacjom i przeróbkom scenicznym prozy Dostojewskiego, oraz druga - *polaczkom* w jego utworach, autorstwa Zb. Żakiewicza.


Kolejny cytat:


*Na łamach prasy katolickiej powstał /po wojnie/ spór, czy Dostojewskiego można nazwać humanistą w ogóle.* Koniec cytatu (T. Poźniak - *Dostojewski w Polsce Ludowej*). J. Dobraczyński, J. Woroniecki i A. Rogalski, związani z różnymi odłamami polskiego katolicyzmu, w swojej publicystyce powojennej twórczo inspirowali - i sami byli vice odwrotnie inspirowani, bo to zawsze działa na zasadach wzajemnej interferencji i pogłosu - prowokując do dyskusji nie tylko *starych*, jeszcze z przedwojnia znawców prozy wielkiego Rosjanina, jak np. Wł. Fiszer; głos zabrali także Maria Janion, wybitny aktor sceny polskiej, Leszek Herdegen, Stanisław Lem, Adolf Rudnicki, Andrzej Stawar.


Naturalnie, *pokolenie 56* (wrócimy do niego w osobnym eseju!) również musiało się odnieść do tej powszechnej debaty (czy można nazwać Dostojewskiego humanistą) i zaprezentować swoje odrębne własne stanowisko. Przedstawiciele *współczesnościowców* nie działali przecież na wyizolowanych wyspach bezludnych, a samotność, wyalienowanie, zanurzenie w egzystencjalizmie - straszliwe w przestrzeni ducha pokłosie absurdalnej Apokalipsy, która w latach 1939 - 1945 ugrobiła ponad 40 mln Europejczyków - nastroje totalnej depresji współistniały schizofrenicznie z powszechnym w spopielonej Polsce entuzjazmem, wiarą w moc Człowieka, współgrając z erupcją sił witalnych lat wielkiej odbudowy ze zniszczeń wojennych. Ci *młodzi gniewni 56* (wrócimy do nich, bo nie mogą być zapomniani!) nie grawitowali w pustce Kosmosu - ich głos był adresowany *do kogoś* i często *przeciwko komuś* (vide np. eseje *Niewidoczny - i całkiem pomijany - czytelnik w utworze literackim*)


cdn.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Miałem kiedyś kolegę, nazywał się Dostojewski. Nie pamiętam jak miał na imię. Studiowaliśmy razem polonistykę. Na Sorbonie. Był tam jeszcze jeden kolega, Koziołek Matołek. Nie mówił, ale beczał. Wybeczał mi kiedyś całą historię Czech. Z jego badań wynika, że Rosja nie leży w Singapurze. Coś w tym jest. Zawsze podziwiałem go za elokwencję. Doktoryzował się najwcześniej z nas. Prawdę powiedziawszy mój doktorat dopiero dojrzewa. Muszę się spotkać z Bolkiem i Lolkiem, żeby dokończyć doświadczenie. Ale do Bielska droga daleka. Góry, góry, góry. To jest to. Dostojewski wyjechał do Paryża. Sprzedaje tam buty i dorabia jako ksiądz. Na podstawie jego dziejów nakręcono film pełnometrażowy pt. Swiat wg Bundych. Zagrał nim główną rolę, ale to już zupełnie inna historia.
© 2010-2016 by Creative Media
×