Przejdź do komentarzyRamzes ze Starej Kopalni cz.9
Tekst 9 z 40 ze zbioru: Ramzes ze Starej Kopalni
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2018-02-13
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń122

niedziela 

Edeltraud leżała oparta o ramię Bero i z mieszaniną ciekawości i zdumienia spoglądała na swoje nagie ciało. Było tego dużo. Piersi, które nigdy nie karmiły, brzuch i silnie zarysowane biodra nie rozepchnięte ani jedną ciążą, uda – wszystko jak porządnie wypchana kanapa – jędrne, gładkie i blade, bo Edeltraud nigdy nie traciła czasu na wylegiwanie się na słońcu. Uśmiechnęła się teraz do wspomnienia sprzed wielu lat, kiedy to po raz ostatni poddała swoją figurę dokładnym oględzinom przed lustrem. Stwierdziła wtedy, że grubokoścista i tęga dziewczynka-grzmot przeistacza się w herod- babę. Przyjęła ten fakt do wiadomości i pogodziła się z nim. Kwestia własnej urody przestała się dla niej liczyć i całą swą energię inwestowała odtąd w ważniejsze sprawy. Jeszcze tylko ulegając rodzinnej presji wyszła za słabowitego Erwina Funke; jego rodzice, bauerzy, w silnych ramionach i plecach dziewczyny widzieli ratunek dla wielkiego lecz podupadającego gospodarstwa i gdy tylko wzięła się do roboty, odetchnąwszy z ulgą zeszli z tego świata, a ich syn wkrótce za nimi podążył. Edeltraud sprzedała wtedy wszystko, co wymagało uprawiania, uzupełniła swoje wykształcenie i założyła ośrodek dla niepełnosprawnych. Tak spędziła prawie całe życie i nie odczuwała żadnego braku, ani nie zazdrościła zgrabnym i pięknym kobietom. W lustro patrzała tylko po to, żeby sprawdzić, czy wygląda czysto i schludnie. Dopiero tej pamiętnej nocy, gdy naszła w swoim biurze włamywacza, jego spojrzenie powiedziało jej, że była kobietą mogącą się podobać.  

Bero podał jej kieliszek. Swój odstawił na podłogę przy łóżku i podczas gdy Edeltraud sączyła czerwone wino, wodził palcami po jej obfitych kształtach. Przymknęła oczy – czuła się rzeźbą – jego dłonie tworzyły jej ciało na nowo, a wszystko to było piękne. 

– Na szczęście dawno rzuciłem palenie – wypowiedział na głos ostatnie ogniwo łańcucha skojarzeń. – Zabroniłabyś mi, prawda? 

– Nie zabroniłabym. Wygłosiłabym tylko swoje zdanie na ten temat. Raz i nigdy więcej. 

– No właśnie. A ja bym ci uległ. Nie lubię być posłusznym chłopczykiem. 

– Jak dobrze w takim razie, że w tej kwestii jesteśmy zgodni. 

– I nie tylko w tej. Edeltraud, wybacz, że przez chwilę będę wzniosły i romantyczny, ale muszę ci coś wyznać. Jesteś moją drugą połową. Szukałem cię przez całe życie, nie zdając sobie z tego sprawy. Myślałem tylko, że nie nadaję się do poważniejszego związku, bo brałem od kobiet to, czego akurat potrzebowałem, a nie zwracałem uwagi na całą resztę. I żadnej nie uwzględniałem w swoich życiowych planach sięgających dalej niż dwa tygodnie w przyszłość. Z tobą chcę spędzić życie. Dzień po dniu, godzina po godzinie. 

– Przy czym oboje zdajemy sobie sprawę, że nie zostało nam już zbyt wiele tych dni. Kilka lat, a potem mogą się zacząć choroby, alzheimer, niedołęstwo. 

– Nie kracz tylko idź na emeryturę. Carpe diem. Zacznij żyć dla siebie i dla mnie. Chcę się z tobą ożenić. Chcę się w tobie zatracić bez lęku, że zrobię ci krzywdę. Jesteś silna i wielka tak ciałem, jak i charakterem. Moja druga połowa.  

Teraz Edeltraud odstawiła kieliszek. 

– Proponuję taką kolejność. Carpe diem – już dziś. Potem emerytura i za rok, gdy przeminie pierwsza fascynacja i nadal będziemy chcieli – ślub. Jeszcze nie zastanawiałam się nad naszym związkiem, bo najpierw muszę poznać Edeltraud Funke, kobiecą kobietę. Dobrze mi w zupełnie inny sposób niż dotychczas – zaczęła gładzić tors Bero. – Na przykład bardzo mi się podoba, że nie jesteś wątły i kruchy jak mój mąż. Mogłabym na tobie usiąść bez obawy, że cię rozgniotę – a widząc reakcję jego ciała na jej dotyk i na słowa, dodała tonem, którego nigdy by się u siebie nie spodziewała – sprawdzimy doświadczalnie?

c.d.n.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×