Przejdź do komentarzyPytanie o Jezusa i potrzebne Ci zbawienie
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Rozmaitości
Autor
Gatunekfilozofia
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-12-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń130

Pod moim artykułem:

https://www.publixo.com/text/0/t/28380/title/Jedna_narodowosc,_dwie_postawy#comment_102248 zostałem przez Yakamoz poproszony, abym wypowiedział się w temacie zbawienia opisanego w Biblii. Pierwotnie to ja ją zapytałem o to, ale gdy przeczytałem: `Ty zrobisz to lepiej ode mnie, a ja się odniosę` - to postanowiłem upublicznić tutaj gotowe na inną okoliczność, krótkie opracowanie poruszające nie tylko temat zbawienia, ale i osoby Pana Jezusa (o czym też z moją miłą rozmówczynią toczył się dialog).




Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?



Zwykle padają odpowiedzi: Panem - Zbawicielem - Przyjacielem.

Jest On również: „Drogą, Prawdą i Życiem” (Ewangelia Jana 14,6). To wszystko prawda, ale aby się nie powtarzać, odpowiadam, że Jezus Chrystus jest dla mnie - PRZYSZŁOŚCIĄ!

Dlaczego? Ponieważ TYLKO ON, dzięki temu Kim jest i co uczynił, obdarza mnie darem wiecznego zbawienia, czyli ratunkiem od należnego mi potępienia spowodowanego całą moją grzesznością!

I to jest TA PRZYSZŁOŚĆ, jakiej potrzebuję!

Czy myślisz, że z Tobą jest inaczej?!


Uwierz, to znaczy zaufaj Jezusowi i ciesz się PRZYSZŁOŚCIĄ obejmującą wieczność!

To jest możliwe, ponieważ „Bóg tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał ŻYCIE WIECZNE” (Ewangelia Jana 3,16), a Jezus Chrystus to „Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Ewangelia Jana 1,29).

Uwierz więc, że: „Zbawienie nasze dzięki Bogu zasiadającemu na tronie i dzięki Barankowi!” (Apokalipsa 7,10), a będziesz z Bogiem WIECZNIE ŻYŁ!



Poniżej odpowiedź na drugie, ważne pytanie.




Dlaczego potrzebujesz ZBAWIENIA i czym ono jest?



1. Zbawienie jest Bożą ODPOWIEDZIĄ na Twoje grzeszne życie! Właśnie dlatego go potrzebujesz bo jesteś grzesznikiem.

2. Zbawienie jest RATUNKIEM od nieuchronnej wiecznej śmierci! Wyobraź sobie, że wpadłeś do wody, nie umiesz pływać, potrzebujesz ratownika bo toniesz - śmierć już nadchodzi...

3. Zbawienie jest DAREM od Boga! Nigdy nie osiągniesz go swoim dobrym życiem i zasługami. Jest ono dostępne wyłącznie poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa: w to Kim On jest i co uczynił.


Jak zatem możesz być zbawiony?

1. ZROZUM swoje beznadziejne położenie! Toniesz.

2. ZAWOŁAJ: Jezu ratuj mnie! Nikt inny nie jest Ratownikiem!

3. PRZYJMIJ wiarą ratunek: dar zbawienia. Tego potrzebujesz!


Zawierzając siebie Bożemu miłosierdziu, uznając swoją winę, wyznaj Bogu swoje grzechy i uwierz w ich przebaczenie, a potem ŻYJ nowym życiem: zbawionego, czyli uratowanego, dziecka Bożego!



Taka jest moja odpowiedź na propozycję/prośbę wypowiedzenia się, do której Yakamoz chce się odnieść.

Jeśli jeszcze ktoś, to proszę bardzo.

Tekst powyższy ma taką formę, której już nie zmieniałem, a pierwotnie stanowi on treść papierowej ulotki - jeśli to kogoś razi, to przepraszam, ale jak kobieta prosi, to trudno odmówić, prawda?...


  Spis treści zbioru
Komentarze (32)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Mam pytanie do niektórych fragmentów opracowania o grzechu i zbawieniu.

3. Zbawienie jest DAREM od Boga! Nigdy nie osiągniesz go swoim dobrym życiem i zasługami. Jest ono dostępne wyłącznie poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa: w to Kim On jest i co uczynił.

Miałem kiedyś sąsiada, który naparzał co tydzień żonę (oboje już zmarli) i regularnie była u nich policja z intewencjami. Raz ją siekierą dziabnął w pierś, ale jakoś wyszła, bo chłopisko ważył chyba ze 46 kg i mu siły zabrakło.
Ale co niedziela byli w kościele, ona w ciemnych okularach (oczy ciągle w tęczy siniaków), a on w garniturze, ochlajmorda, tak się bił w piersi na podniesieniu, że myślałem, że sobie dziurę zrobi w tym cherlawym gołębniku... przepalonym i przepitym. Prości ludzie, ale bardzo religijni. Chodzili do kościoł pod wezwaniem Chrystusa i z pewnością bardzo w niego wierzyli, bo jak go spotykałem na klatce schodowej to zawsze się szybko żegnał. Kiedy spytałem dlaczego to robi, skoro bije co tydzień żonę. Powiedział, że robi to każdego dnia, żeby mu się powiodło, bo wierzy w Chrystusa i jego pomoc. Odpowiedział, że jest znaczna różnica między jego żoną, a Chrystusem, bo żona jest głupia i niegospodarna, a Jezus, to jego nadzieja na powodzenie i wieczne życie. I teraz mam pytanie. Czy ten mężczyzna może się cieszyć życiem wiecznym? Kochał Chrystusa i wierzył w niego, a że lubił wypić i tłuk żonę, to właściwie nie ma nic wspólnego z jego wiarą. Zbigniew, jak myślisz, jest ten pan w raju, czy może w dziewiątym kręgu u Dantego?
To znaczy, że można być nawet kryminalistą, złodziejem czy tzw. ulicznym obździdrągiem, ale wystarczy wierzyć w Chrystusa, żeby trafić do raju? A przecież są ludzie, którzy nie grzeszą. Gdzie oni zatem trafią, skoro nie wierzyli w Jezusa, ale ich życie było pełne cnót i moralności.
avatar
Każda, kolejna wypowiedź autora powoduje u mnie coraz większe obrzydzenie do propagowanej przez niego religii. Odnoszę wrażenie, że jego celem jest właśnie uzmysłowienie jak największemu gronu czytelników obłudy zawartej w dzisiejszym Kościele. I nawet mu to wychodzi - taki forumowy słoń w składzie porcelanowych świątków.
avatar
Od zawsze na całym świecie ludzie nie tyle pragną zbawienia, ile spokojnego godziwego życia.

A że to nasze życie wszędzie od zawsze (jak to przecież widzimy na własne oczy dookoła!) nasze życie to wieczne użeranie się o każdy bzdet i własny uczciwie zarobiony byle złamany grosz, to takie tanie gadki o TAMTEJ w niebie nagrodzie wieczności można sobie schować. Do kieszeni
avatar
Emilio - właśnie tak, jak przedstawiłaś. A wszelkie bajania o nadstawianiu drugiego policzka za nagrodę, która czeka Ciebie w zaświatach, to nic innego, tylko wmawianie (łatwo)wiernym, aby byli cisi i potulni za życia. Dla dobra kogo?!!! Wszelkiej maści mafiozów i innych oszołomów, jakimi się okazują coraz częściej zarówno ludzie władzy cywilnej, jak i kościelnej.
avatar
Poniższa, rozłożona na wiele wpisów, odpowiedź dotyczy komentarza Sir-Theodor-von-Knoedel.
Ona też będzie dla Yakamoz (dzięki której w ogóle ten tu temat zaistniał) dużym dopowiedzeniem i spełnieniem jej prośby, abym napisał coś na temat zbawienia.
Proszę wybaczyć obszerność wypowiedzi, ale już tak mam, że chcę dokładnie coś przedstawiać, zwłaszcza, gdy jestem pytany.
------
Dziękuję Sir-Theodor... (czy może być po prostu: Teodor? - było by prościej; Zbyszek jestem) za pytania z obszernym tłem, które bardzo mi pomoże udzielić odpowiedzi, abym był dobrze zrozumiany.

Takich przypadków, jaki opisałeś jest z pewnością wiele; przemoc w zaciszu domowym (choć wtedy raczej trudno mówić, że jest cicho) to niestety dość częsta i bolesna (szczególnie dla bitej strony) rzeczywistość (choć jest też przemoc psychiczna - bez siniaków na ciele, ale za to z ranami w duszy).

Zadajesz konkretne pytania, na które odpowiem z Biblią w ręku, choć ze świadomością (i Ty też ją miej), że nie jestem na miejscu Pana Boga i nie mogę wyrokować w sposób bezbłędny, ostateczny. To, co napiszę będzie tylko taką obserwacją z daleka, bo ani nie znałem Twego sąsiada za życia, ani nie wiem, jak się dokonał jego zgon - bo może się zdążył nawrócić?!

Piszę o nawróceniu, bo z tego podanego opisu, to mogę z wielką dozą prawdopodobieństwa graniczącego z pewnością przypuszczać, że on nie był człowiekiem NAWRÓCONYM. Był człowiekiem RELIGIJNYM - a to nie jest jedno i to samo!

Osoba NAWRÓCONA to taka, która kocha Boga i kocha ludzi. Stosuje się do woli Bożej objawionej w przykazaniach Bożych (ale też jest uległa władzy państwowej, o ile jej wymogi nie stoją w sprzeczności z wymogami Boga). Ma szerokie horyzonty – pragnie dobra nie tylko swego, ale i innych. Dba o dobre imię Boga, w którego wierzy.
avatar
Osoba RELIGIJNA natomiast skupia się na wąskim zakresie praktyk i ceremonii, które w jej mniemaniu są Bożym wymogiem i stara się być tu skrupulatna, jednak bez szerszego spojrzenia na rzeczywistość - bez praktycznego przełożenia tychże praktyk religijnych na codzienne życie (osoba nawrócona takiego przełożenia dokonuje – u niej wiara ma wymiar nie tylko obrzędów, jak u osoby religijnej, ale i praktycznego, codziennego życia).

Patrzę na Twój opis tych sąsiadów i pozwól, że będę cytował (dodając komentarz):
>>Miałem kiedyś sąsiada, który naparzał co tydzień żonę (oboje już zmarli) i regularnie była u nich policja z intewencjami. Raz ją siekierą dziabnął w pierś, ale jakoś wyszła, bo chłopisko ważył chyba ze 46 kg i mu siły zabrakło.>Ale co niedziela byli w kościele>Prości ludzie, ale bardzo religijni.<<
Dobrze piszesz: RELIGIJNI (to raczej bym do niego odniósł bo nie znam postawy jego żony - nie opisałeś jej, więc z Twego opisu tego sąsiada wynika, że Twoja opinia o religijności jest bardzo trafna. To był człowiek religijny – co wcale nie jest plusem).
avatar
>>Chodzili do kościoła pod wezwaniem Chrystusa i z pewnością bardzo w niego wierzyli, bo jak go spotykałem na klatce schodowej to zawsze się szybko żegnał.>Kiedy spytałem dlaczego to robi, skoro bije co tydzień żonę. Powiedział, że robi to każdego dnia, żeby mu się powiodło, bo wierzy w Chrystusa i jego pomoc. Odpowiedział, że jest znaczna różnica między jego żoną, a Chrystusem, bo żona jest głupia i niegospodarna, a Jezus, to jego nadzieja na powodzenie i wieczne życie.<<
Bardzo znamienne słowa tego człowieka! - świadczące o jego RELIGIJNOŚCI, ale nie o POBOŻNOŚCI. Pobożność bowiem, jak sama nazwa wskazuje, to postępowanie (też myślenie, bo myśl poprzedza czyn) po-Bożemu. I to zawsze, wszędzie – nie tylko raz na tydzień w niedzielę, nie tylko wtedy, gdy ktoś patrzy, gdy się to opłaca, ale zawsze!
avatar
A religijność (już wyżej pisałem) to wybiórcze podchodzenie do spraw duchowych – wypełnianie pewnych praktyk nakazanych na dany dzień; robienie pewnych gestów w określony sposób; oddzielanie sfery sacrum od profanum: przez godzinę w niedzielny poranek jestem blisko Boga, ale przez resztę tygodnia – daleko; to robienie czegoś na pokaz: bo co ludzie powiedzą?
To wszystko (a można by dłużej pisać) oznaki RELIGIJNOŚCI, której Bóg nie oczekuje od ludzi. On oczekuje POBOŻNOŚCI, nawrócenia prawdziwego - rzutującego na całe życie, a nie tylko pustych rytuałów spełnianych w wyznaczonych przez ludzi miejscach i czasach...
Czy jestem dobrze rozumiany? Jak nie, to pisz – dopowiem bo to sprawa zasadnicza (nie tylko w jakiejś tam ocenie tego sąsiada, i odpowiedzi na Twoje bardzo zasadne pytania, ale to kwestia istotna też dla mnie, dla Ciebie, dla każdego, kto jest jakoś tam na duchowe tematy otwarty).

Jeszcze ze słów tego gościa wnoszę, że on traktował Jezusa jako swego rodzaju „talizman”. Bo piszesz odnośnie jego żegnania się ilekroć go spotykałeś, że: >> robi to każdego dnia, żeby mu się powiodło, bo wierzy w Chrystusa i jego pomoc.<<
Są tacy, co wierzą, że jak np. wstaną prawą nogą, to powiedzie im się tego dnia... Albo jak ominą ścieżkę czarnego kota, to zapobiegną problemom (bo wiadomo: czarny kot je roznosi)...
avatar
Ten pan obrał inna „taktykę” (nie wiem, może i czarnego kota poważał) – on ze swej religijności (powtarzam: wszystko, co do tej pory o nim wiem, to oznaki religijności tylko, a nie pobożności i nawrócenia!) uczynił sposób ma powodzenie w życiu, przy czym był absolutnie w tym egoistyczny, bo dbał tylko o swoje dobro, ale już o dobro żony to nie!! Nie wiem jakim był dla innych ludzi, ale ta jedna krzywdzona przez niego osoba wystarcza, aby mięć bardzo negatywną jego ocenę.
To tylko moja ocena, ja nie wyrokuję o nim w skali wieczności, to robi Pan Bóg, ja tylko wyrażam zdanie w oparciu o to, co podałeś.

Jeszcze piszesz o nim: >>Odpowiedział, że jest znaczna różnica między jego żoną, a Chrystusem, bo żona jest głupia i niegospodarna, a Jezus, to jego nadzieja na powodzenie i wieczne życie.<<
No, to tylko potwierdza moje zdanie, że traktował w sposób zabobonny Jezusa, jako „talizman” na życiowe powodzenie doczesne i „przepustkę” do wieczności...
A to jest wielkie nieporozumienie! Taka postawa tylko ukazuje brak zrozumienia o co naprawdę chodzi w naszych kontaktach z Bogiem.
Otóż nie chodzi o to, aby Mu się „podlizać”, przypodobać, a w zamian odebrać „kupon” na wygodne życie tu na ziemi a kiedyś w niebie, ale chodzi o utrzymywanie społeczności, więzi, relacji opartych na miłości, zaufaniu, posłuszeństwie niezależnie od tego, czy taki „kupon” się otrzymało, czy nie.
Najwidoczniej ten pan w obawie przed utratą „kuponu” swoją religijność praktykował, ale to było wszystko, na co było go stać, bo już w życiu tego nie było widać, że on jest Bogu posłuszny, że Go prawdziwie kocha, bo gdyby kochał, to i ludzi – począwszy od żony – by kochał, a nie krzywdził (posiniaczona żona!).
avatar
Dalej pytasz: >>Czy ten mężczyzna może się cieszyć życiem wiecznym? Kochał Chrystusa i wierzył w niego, a że lubił wypić i tłuk żonę, to właściwie nie ma nic wspólnego z jego wiarą. Zbigniew, jak myślisz, jest ten pan w raju, czy może w dziewiątym kręgu u Dantego?>a że lubił wypić i tłuk żonę, to właściwie nie ma nic wspólnego z jego wiarą<<
Otóż ma! Te czyny agresji, przemocy i niszczenia swego zdrowia i życia świadczą przeciwko jego „wierze” (cudzysłów bo to żadna była wiara; to ten rodzaj wiary, o jakim Jakub pisał, że i demony wierzą...).
Ja bym go nawet nazwał bezbożnikiem, a nie osobą wierzącą! To była tylko pusta religijność, a nie prawdziwa wiara i pobożność. Osoba prawdziwie nawrócona, rzeczywiście wierząca i pobożnie żyjąca, nie robi tego, co ten pan.
avatar
Zatem co do jego zbawienia można mieć tylko i wyłącznie wielkie znaki zapytania. Bóg go ostatecznie rozliczy, nie ja, ale sam widzisz, że wszystko świadczy przeciwko niemu...
A właśnie z naszych czynów będziemy sądzeni! Nie z naszych deklaracji, naszych pobożno-religijnych gestów czy obecności w kościele (i przynależności do Kościoła w sensie ludu Bożego).
Nasze uczynki są materiałem dowodowym na Bożym sądzie. Wiara bez dobrych uczynków jest martwa – patrz List Jakuba cały 2 rozdział. U tego sąsiada Twego wyraźnie brakowało dobrych uczynków, a to znaczy, że brakowało mu prawdziwej wiary, a to z kolej tylko źle rokuje na wieczność bo dar zbawienia przyjmuje się wiarą!
Wiara (powtarzam: prawdziwa, a nie demoniczna) jest jak ręka, którą się bierze od Boga dar życia wiecznego. Gdy brak „ręki wiary”, to jak odebrać ten dar? Nie da się, prawda?...

Jeszcze pytasz: >>To znaczy, że można być nawet kryminalistą, złodziejem czy tzw. ulicznym obździdrągiem, ale wystarczy wierzyć w Chrystusa, żeby trafić do raju?<<
Tak, wystarczy! Gdy się jest NAWRÓCONYM łotrem na krzyżu obok Chrystusa.
Ja nie widzę z tego opisu, aby ten gość był takim nawróconym łotrem; był łotrem, to prawda, ale tym z drugiej strony krzyża Jezusowego...
Co z tego – już o tym piałem wiele – że on był religijny, gdy życiem (np. bicie żony) dowodził, że nie był ani wierzący, ani nawrócony!
Powtórzę: to życie, czyny, a nie słowa i gesty mają decydujące znaczenia dla naszej wieczności. A te dobre czyny, dobre życie ma być wynikiem dobrej wiary w Boga (a dobra wiara to nie znaczy taka, że się jest przez godzinę w kościele, a potem się wódę chleje i babę leje...).
Myślę, że mnie dobrze rozumiesz, Teodorze, co chcę przekazać; jeśli masz wątpliwości – pisz.
avatar
Na koniec stwierdzasz i pytasz: >>A przecież są ludzie, którzy nie grzeszą. Gdzie oni zatem trafią, skoro nie wierzyli w Jezusa, ale ich życie było pełne cnót i moralności.<<
Znów to jest poza moimi kompetencjami wyrokować o kimkolwiek (mogę tylko z grubsza oceniać).
Rzecz zasadnicza – nie ma ludzi, którzy nie grzeszą! Co prawda nie każdy facet bije żonę (jak ten tu nasz bohater), ale wszyscy z racji swej natury grzesznej, grzeszymy. Dlatego wszyscy potrzebujemy Bożej łaski przebaczającej nam te nasze grzechy (choćby tak małe, jak zła myśl o kimś).

Takim tekstem sztandarowym w temacie zbawienia są te słowa:
„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę! Nie jest to więc waszą zasługą, lecz darem Boga.
Nie za dokonane czyny, aby nikt się nie chełpił.
Jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg dla nas przygotował, abyśmy zgodnie z nimi postępowali”.
(List do Efezjan 2:8-10)
Po 1) mowa tu, że zbawienie to dar Boga (nie nasza zasługa; zatem jeśli Twój sąsiad robiąc coś, np. chodząc do kościoła, czy znak krzyża czyniąc, myślał, że jakieś zasługi gromadzi w niebie, to się bardzo mylił).
Zbawienie jest z łaski przez wiarę! - to prawda nr 1.

Prawda nr 2 wynika z tej 1-szej i mówi, że Bóg ma dla nas „przygotowane” dobre czyny, abyśmy je pełnili.
Co to znaczy? Rozumiem to tak, że tylko te czyny nasze są dobre, które są dobre w Bożych oczach! Czyli to nie my decydujemy co jest dobre w tym absolutnym wymiarze, ale to Bóg już wcześniej zdecydował co jest dobre, a co złe, i nam, to objawił, np. w Biblii.
avatar
Gdy żyjemy z Nim w przyjaźni, to czynimy to, co On chce – i to jest dobre.
Gdy żyjemy z dala od Boga, to co prawda możemy coś „dobrego” czynić, z czego inni odniosą pożytek, ale takie czyny, dokonywane w atmosferze niewiary w Chrystusa, nie mają Bożej aprobaty i ci ludzie nie rokują na otrzymanie daru zbawienia bo brak im tej wcześniej wspomnianej „ręki” (ręki wiary).
Za ich – jak piszesz – życie pełne cnót i moralności (są tak żyjący ateiści) oni nie zapracują sobie na zbawienie, bo ono jest na innej zasadzie udzielane: nie z uczynków! (gdyby było za dobre uczynki, to by byli 1-si w kolejce, ale Bóg ustalił inną regułę – jest nią wiara w Jezusa Chrystusa; teraz nie zaczynaj tylko wątku pt.: „A co z tymi, co żyją w dżungli i nawet nie słyszeli o Nim?” bo to wątek na inny temat, ale jestem pewien, że Bóg ich nie skrzywdzi i tak osądzi, jakie mieli poznanie.
Zamiast więc się kłopotać: co z nimi, to lepiej pomyśleć: co ze mną? Bo nie żyję w dżungli i mam, w przeciwieństwie do nich, dostęp do nauki o Chrystusie – zatem: co z nią robię? Oto jest pytanie! Bo każdy indywidualnie będzie sądzony, i nie naszym problemem jest to jak Bóg osądzi kogoś – nas winno interesować: jak On osądzi mnie?).
avatar
Na koniec podam jeszcze szereg cytatów z Biblii, aby pokazać, że jest różnica między religijnością Twego sąsiada (Bóg nie lubi religijności), a prawdziwą, miłą Bogu pobożnością (lista ta jest niekompletna, można by inne jeszcze teksty cytować, ale wybrałem te).

1 Jana 2:4
​Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma.

1 Jana 2:9
​Kto mówi, że jest w światłości a brata swojego nienawidzi, w ciemności jest nadal.

1 Jana 3:10
​Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie. Kto nie postępuje sprawiedliwie, nie jest z Boga, jak też ten, kto nie miłuje brata swego.

1Jn 4:20 ​Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.

Jana 13:35
​Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie.

Ef 5:25 ​Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie,

Efezjan 5:28
​Tak też mężowie powinni miłować żony swoje, jak własne ciała. Kto miłuje żonę swoją, samego siebie miłuje.

Efezjan 5:33
​A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego.

Kol 3:19 ​Mężowie, miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi.

1 Piotra 3:7
​Podobnie wy, mężowie, postępujcie z nimi z wyrozumiałością jako ze słabszym rodzajem niewieścim i okazujcie im cześć, skoro i one są dziedziczkami łaski żywota, aby modlitwy wasze nie doznały przeszkody.

Efezjan 4:31
​Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was wraz z wszelką złością.
avatar
Czy wymagany jest tu jakiś komentarz? Chyba nie, prawda? Słowa te same za siebie mówią! Jak w ich świetle wygląda postać Twego sąsiada?! Jeśli widzisz, że jego życie nie przystaje do wyrażonej tymi tekstami woli Bożej, to sam sobie odpowiesz na swoje powyższe pytania o jego wieczny los...
Osobiście nie dałbym sobie nawet paznokcia uciąć za niego – zbyt silne są dowody przeciwko niemu, a ta cała jego religijność to psu na budę nawet się nie zda.
Na początku napisałem, że osoba nawrócona „Dba o dobre imię Boga, w którego wierzy.” No właśnie... Czy życie tego sąsiada pokazuje, że on dbał o to dobre imię? No, nie! Właśnie przez takich ludzi Boże imię doznaje uszczerbku – źle się mówi o Nim, bo w złym świetle tacy ludzie Go ukazują...

Jednak, może na łożu śmierci, niczym ten nawrócony na Golgocie łotr, pokutował ze swej bezbożności widocznej w czynach? Nie wiem, dlatego nie wydaję wyroku ostatecznego i nikt nie powinien – to zrobi Pan Bóg, który jako jedyny zna na wylot ludzkie serce, my tylko widzimy to, co na zewnątrz.
W przypadku tego człowieka widok jest przykry... stąd i rokowania co do zbawienia marne.

Ty natomiast, Teodorze, nie zmarnuj posiadanej szansy! Dla niego to już i tak nic się nie da zrobić – księga zamknięta, życie skończone i żadne pośmiertne modły nic tu nie zmienią.
A gdybyś trafił do raju, i tam spotkał tego sąsiada, to wiedz, że jednakowo – i on i Ty – na tej samej zasadzie się tam znaleźliście!
Nie na zasadzie waszych zasług, ale na zasadzie Bożej łaski przyjętej wiarą!
avatar
Dziękuję za cierpliwość w doczytaniu do końca :)
Mam taką „przywarę”, że lubię dokładnie wszystko tłumaczyć, aby nie było niejasności; a gdyby tu były to chętnie dopiszę ciąg dalszy.
Nawet jednak jak nie masz uwag i pytań, to napisz mi co ogólnie o tym myślisz? Czy moja odpowiedź pomogła Ci w znalezieniu wyjaśnienia tych naturalnych pytań?
Pozdrawiam.
:)
avatar
Trotsiga, piszesz:
"Każda, kolejna wypowiedź autora powoduje u mnie coraz większe obrzydzenie do propagowanej przez niego religii."
---
Jeśli zechcesz uważnie przeczytać moje powyższe odpowiedzi na pytania Teodora, to przyznasz mi rację, że ja też występuję przeciwko religijności.
avatar
Emilio, piszesz: "Od zawsze na całym świecie ludzie nie tyle pragną zbawienia, ile spokojnego godziwego życia".
---
A czy to coś złego, gdy się chce tego spokojnego, godziwego życia zaznać nie tylko przez max 100 lat, ale też przez wieczność?...

A co do nagrody w wieczności (o czym piszesz, że można sobie ją...), to nikt z nas tu jeszcze żyjących nic o niej nie wie, w sensie: nie zaznał jej.
Zatem ja bym radził poczekać z końcowymi wnioskami co do jej istnienia czy nie - bo można się srodze pomylić...
avatar
A ja pytam Ciebie wprost - jaki Kościół reprezentujesz? Może i przeoczyłem Twoje tutaj wyznanie wiary, lecz po komentarzu pod moim tekstem dowiedziałem się, że już w dorosłym wieku poddałeś się ceremonii chrztu przez zanurzenie w wodzie. A tam jakoś nie odpowiadasz mi na tożsame pytanie.
Taki rodzaj chrztu praktykuje wiele religii - Baptyści, Jehowi i jeszcze kilka / kilkanaście innych.
avatar
Zbyszku Drogi!
A ja mam konkretne pytania (nie da sie na nie udzielić odp. biblijnej):

1. Jaki kościół, wyznanie, odłam, reprezentujesz?

2. Skąd umocowanie do komentarzy, np. takich jak:
"ja bym radził poczekać z końcowymi wnioskami co do jej istnienia czy nie - bo można się srodze pomylić..."

3. Jak długo zamierzasz tutaj tkwić z tą swoją apostolską / misjonarską / prometejską ... indoktrynacją?


Mam dość na portalu literackim tego nachalnego indoktrynerstwa, proszę Nauczyciela Samozwańczego.
Idź szerzyć swoją naukę przykładem, życiem, bo usiadłeś Waść w świątyni pod wezwaniem laptopa i co robisz? Klikasz, mniemając, że znalazłeś materiał na nawrócenie na jedynie słuszną drogę wyznaniową.

Idź, zobacz, czy ktoś z sąsiadów nie potrzebuje jakiejś pomocy - może staruszka, której warto przynieść zakupy; moze jakaś samotna mama nie ma dzisiaj kasy na mleko dla dzieci... Może trzeba jakiegoś dziadka zaprowadzić do lekarza, albo zwyczajnie z nim porozmawiać, bo tylko ze ścianami gada.

A nam daj korzystać z naszych darów - rozumu i wolnej woli.

A mnie, Boze, daj dar cierpliwości, bym dosadniej pisać nie zaczęła!


Amen
avatar
Trotsigo, odpowiedziałem Ci tam [z opóźnieniem bo chciałem dołączyć nagranie z YouTuba].
avatar
Droga Gruszko, widzę, żeś z tych wierzących bo słowem „Amen” zakończyłaś...
:)
Jak już tak konkretnie pytasz, to odp., że należę do nurtu wyznań protestanckich, a konkretnie do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.

Pytasz o moje prawo do komentarzy radzących poczekać z końcowymi wnioskami; cóż, jestem studentem Biblii od ćwierć wieku, i to stamtąd czerpię takie przekonanie, żeby być ostrożnym w takich wyrokach, stąd radzę tę ostrożność innym. Nie widzę w tym nic zdrożnego, a raczej pożytecznego.
Czy Tobie Biblia też jest znana?

Odnośnie pyt. nr 3 to regulaminu żadnego nie łamię, i do czytania nikogo nie zmuszam – więc jak ja Tobie nie zakazuję tu być, tak i Ty nie masz podstaw do wyrzucania mnie stąd, prawda?...
Zawsze można przecież ignorować czyjeś teksty! Ja Twoje – Ty moje! W czym problem?

Dziękuję też za końcowe pouczenia (prawie jak kazanie, masz talent mówcy) – z wzajemnością je i ku Tobie kieruję bo taką postawę każdy winien praktykować, w miarę możliwości i potrzeb. Ty nic o moich nie wiesz, więc nie masz podstaw do krytyki...

Pozdrawiam, dobrego dnia życząc – dnia tolerancji dla inaczej wierzących, myślących, dnia rozciągniętego na całe życie, gdzie się wolności wypowiedzi nie blokuje tylko dlatego, że mi nie odpowiada coś tam...
Zawsze można zmienić „program”; zawsze można omijać z daleka, prawda?
Szanujmy się... pomimo różnic.
:)
avatar
Ty pouczasz, ja zaczne Ciebie pouczać.
Masz monopol na zbawienie? Zaczynasz straszyć, jak nie... to nie będziesz zbawiony?
To ja Ciebie pouczę: NIE TY DECYDUJESZ O ZBAWIENIU. Na szczęście wciąż o zbawieniu decyduje siła wyższa, której wyroki są niezbadane.
Za to tkwisz w grzechu pychy, która każe Ci wierzyć w siebie i w swoja nieomylność.

To nie jest portal religijny. A takie w sieci są, więc polecam.
avatar
Gruszko, nie bez powodu zapytałem czy znasz Biblię...
Ponieważ to na niej się opierając, mogę - bo taka w niej nauka - mówić, że zbawienie ma swoje warunki. Kto je ignoruje w sposób świadomy, nie może raczej liczyć na zbawienie (zaznaczam: raczej - bo tylko Bóg o tym ostatecznie decyduje, na pewno nie ja, co mi próbujesz imputować). Tego uczy Pismo św. (mogę zacytować szereg tekstów) - dlatego zapytałem czy je znasz?...
avatar
I tutaj akurat gruszkę muszę poprzeć, nawet przyznając - "nie chcem, ale muszem" . Mnie parokrotnie już banowano za politteksty, a i wczorajszy tekst, przedstawiający nieco prawdy o Kościele w Polsce został usunięty. Więc i Twój tutaj nie powinien być tolerowany przez LOTTĘ. No, ale ... widocznie tutaj jakieś "wyższe siły" rządzą owym portalem.
avatar
Wiesz Zbyszek, masz dużo czasu i szukasz towarzystwa do zbawienia, jak wielu szuka do innych nałogów. Może daj coś od siebie, nie od Boga i oddaj krew, zostań dawcą szpiku, zadeklaruj swoje organy na przeszczepy (tak na wypadek, bo po śmierci Ci się nie przydadzą), daj na Święta prezent obcemu dzieciakowi (daj, a nie sprzedaj za modlitwę), czy wyprowadź sąsiadce psa na spacer, żeby miała chwilę dla siebie, albo zrób starszej osobie zakupy, wszystko bez głoszenia prawd o Bogu.
Gdy spojrzysz pod nogi, a nie tylko na niebo będziesz mniej deptał. Nie odpowiadaj, nie wyliczaj swoich zasług, tylko to przemyśl.
avatar
Przychodzi dziad z torbą,
A tu na obiad 2 śledzie
Już policzone co do ostatniej
Łuski. Może chociaż o zbawieniu
Z nim se pogadamy.
Taka ta nasza "Biblia" chleba
Naszego powszedniego. Amen
avatar
Zbyszek napisał:

"(...)nie bez powodu zapytałem czy znasz Biblię...
Ponieważ to na niej się opierając, mogę - bo taka w niej nauka - mówić, że zbawienie ma swoje warunki. Kto je ignoruje w sposób świadomy, nie może raczej liczyć na zbawienie (zaznaczam: raczej - bo tylko Bóg o tym ostatecznie decyduje, na pewno nie ja"

Przemocą komentatorów, w Zbyszka narracji wdarło się słowo "raczej". To zajebiste słowo, które oddaje tajemnicę wiary i tych rzeczy. Raczej. Raczej, to nie wierni, a nawet nie księża decydują kto gdzie trafi po śmierci. Normalnie czad!
avatar
I jeszcze coś. Przyznaję wyróżnienie dwóm pierwszym komentarzom należącym do von Knoedla i Trotsigi. Za czystą logikę.
avatar
Legionie, czekam właśnie nie odpowiedź Teodora - bo to on zadał dobre pytania. Jak umiałem, tak bardzo dokładnie odpowiedziałem (czytałeś?) - ciekawi mnie, co on na to?...
Jego pytania są logicznym następstwem życiowych obserwacji. Wykazałem jednak, że wnioski z tych obserwacji mogą być mylące...
avatar
Zbyszku, dziękuję za obrazowe przedstawienie zagadnienia, poczytawszy niektóre wypowiedzi, doszłam do wniosku, że religia i polityka to bardzo zapalne tematy.

A ponieważ kłótnie wyzwalają złe emocje, a za nimi złe słowa, a te potrafią zniszczyć dobre samopoczucie, postanowiłam nie kontestować stwierdzeń Autora.

Zatem wnioski zachowam dla siebie :)
avatar
Yakamoz, nie musisz się uzewnętrzniać publicznie.
Zawsze możesz mi coś prywatnie napisać :)
Pozdrawiam - miej się dobrze :)
© 2010-2016 by Creative Media
×