Przejdź do komentarzyPorcelanowa Tancerka
Tekst 5 z 16 ze zbioru: Różne teksty
Autor
Gatunekbajka
Formaproza
Data dodania2019-06-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń29

Gdzieś tam hen, w dalekiej krainie, mała dziewczynka spaceruje w lesie. Złociste słońce przygrzewa nie za mocno i nie za słabo. Tak w sam raz, by odbyć urokliwą wędrówkę, ale żeby nie zmarznąć i też za bardzo się nie spocić. Ptaki śpiewają wesoło. Nic dziwnego. Witają pierwszy dzień wiosny. Śmieszne wiewiórki, nie boją się dziewczynki. Zawsze ma przy sobie orzeszki. Częstuje nimi przemiłe zwierzątka. Nawet małe sarenki, do niej podchodzą, żeby je pogłaskała. Mówi do nich kilka ciepłych słów. Wie, że jej nie rozumieją. Na tyle jest już duża, ale wcale ją to nie martwi. Wyobraża sobie, że z nimi rozmawia, jakby byli ludźmi. Niedźwiedzi trochę się boi, bo są wielkie i włochate. Ale często przynosi im pyszny słodki miód. Dlatego wie, że krzywdy jej nie zrobią. Rzeczywiście. Nigdy na nią nie warczą. Może je nawet pogłaskać, po gęstym futerku. Ale nie za dużo, bo trochę ostrzegawczo mruczą. Jest przekonana, że się nie zgubi. Jej dom stoi niedaleko lasu. Zna drogę powrotną, jak własną kieszeń. I właśnie przez tą kieszeń, za chwilę przeżyje cudowną przygodę swojego życia. Może będzie troszeczkę strasznie, ale nie aż tak, żeby się bać.


Człapie właśnie wydeptaną ścieżką, między dużymi krzaczkami, wesoło pogwizdując radosną melodyjkę. Co jakiś czas podskakuje, bo bardzo się cieszy, że właśnie tu jest. Kolorowe ptaszki, pogwizdują razem z nią, siedząc na okolicznych gałązkach. Widzi mały pień drzewa. Leży w poprzek ścieżki. Bierze odpowiedni rozbieg i go szczęśliwie przeskakuje. Ale przez to z jej kieszeni, wypadają orzeszki. Prosto w gęste zarośla. Dziewczynka zaczyna ich szukać. Musi je znaleźć, bo wiewiórki będą smutne, jak nie dostaną od niej prezentu. Rozgarnia gałązki na wszystkie strony. Nagle coś zauważa, zanurzonego w listkach. Takie niby pomarańczowe. Bardzo jest ciekawa, co to może być. Odgarnia wszystko, co to zasłania. Widzi prostokątne, zamknięte pudełko. Górna pokrywka, stanowiąca poziome drzwi, jest trochę jaśniejsza. W dziurce tkwi złoty kluczyk. Nawet wie, co to za rzecz. Śliczna bursztynowa pozytywka. Mieni się w promieniach słońca, gdy trzyma ją w dłoniach i ogląda ze wszystkich możliwych stron. Taka jest śliczna i wspaniała… i trochę dziwna.


W środku ktoś cichutko płacze. Dźwięk jest ledwo słyszalny. Przykłada ucho, do jednej ze ścianek. Teraz słyszy wyraźniej. Naprawdę, komuś tam jest bardzo smutno. Decyduję się na otwarcie pozytywki, chociaż mimo wszystko, odczuwa lekki niepokój. Co tam może być? Ale skoro coś w środku, jest takie zapłakane, to raczej nic jej nie grozi..


Przekręca kluczyk i otwiera wieczko. Momentalnie słyszy spokojną melodyjkę, a na środku, na błyszczącej podstawce, wolniutko się obraca Porcelanowa Tancerka. Spogląda na jej gładką twarz. Jest cała we łzach. Kręci się w kółko i wcale nie widać, żeby to jej sprawiało radość. Dziewczynka nie wie co o tym myśleć. Jak może jej pomóc. Ona jest taka nieszczęśliwa. Sukienka nie rozwiewa się wesoło, jak to zwykle bywa, bo jest z porcelany. Nagle słyszy cichy głosik, raz bardziej, raz słabiej, bo nieustannie się obraca:


–– Pomożesz mi. Powiedz, że tak. Długo czekałam na tą chwilę. Tutaj, w zaroślach. Pierwszy warunek się spełnił. Jesteś nim Ty.

–– Ja?

–– Tak. Byłam kiedyś wspaniałą tancerką. Człowiekiem. Ale wyrządziłam krzywdę mojej najlepszej przyjaciółce. Później ją bardzo przepraszałam. Ale w nocy…

–– Co się stało w nocy?

––Przyszła do mnie dziwna postać. Chyba kobieta. Powiedziała, że za karę, przemieni mnie w Porcelanową Tancerkę. Włoży do pozytywki, dolepi do podstawki i w zaroślach, gdzieś tam w lesie, będę czekać, aż ktoś mnie odczaruje.

–– Ale kto?

––Ty jesteś tą osobą. Jestem o tym przekonana.

–– Ja? Niczym się nie wyróżniam. Jestem zwykłym dzieciakiem. Powiedziała coś więcej?

–– Tak. Po pierwsze, musi to być osoba, co pragnie dobra dla wszystkich. To chyba mamy za sobą. Po drugie: musisz zanieść pozytywkę na Błękitną Łąkę. Po trzecie: wysoko nad łąką musi śpiewać skowronek. Po czwarte: na łące masz wypowiedzieć ważne zdanie. To wszystko razem, mnie odczaruje.

–– Jakie zdanie?

–– Niestety, nie powiedziała. Ale dodała, że ta osoba, która mnie odnajdzie i zechce mi pomóc, zyska dar: rozmawiania ze zwierzętami, a one nawzajem między sobą.

–– Naprawdę? To cudownie. Pomogę Tobie na pewno. Od czego zaczniemy?

–– Radzę od ptaszków. Latają wysoko. Zobaczą gdzie łąka i tobie powiedzą.


Dziewczynka przywołuje jednego z nich. Przysnął trochę na gałązce, ale go zbudziła wołaniem. Podfrunął do niej, siadając na ręce.


–– Czy byś mógł wzbić się wysoko, by zobaczyć, gdzie jest Błękitna Łąka. Później wrócisz i mi powiesz. No co…? Odmawiasz? Nie bądź taki, proszę.

–– Chętnie bym poleciał, ale mam już trochę lat w skrzydłach. Tak wysoko nie zdołam. Zresztą w tym lesie, nie ma takich. Ale orzeł… to by mógł. Poprosimy go. Na pewno się zgodzi.


Dziewczynka z pozytywką w ręce, czeka dłuższy czas. Tancerka też się niecierpliwi. A może wszystko na próżno. Nagle słyszą trzepot skrzydeł. Orzeł ląduje na ziemi. Obydwie są uradowane.

–– Gdzie ta łąka? W którą stronę mam iść? Proszę, powiedz!

–– W tamtą – wskazuje skrzydłem kierunek. – Tylko muszę was ostrzec. Po drodze jest jaskinia, gdzie mieszka Zębaty Wąż. Nie wiem, czy was przepuści. Jest trochę stary i trochę nerwowy. Choroba mu doskwiera. Może dlatego. No to na tyle – powiedział orzeł i odfrunął.

–– Czy mógłbym w czymś pomóc – słyszy głos za sobą.

Odwraca się i widzi ogromnego niedźwiedzia. W pierwszej chwili, aż się wystraszyła. Tak groźnie wygląda.

–– No...gdybyś chciał...misiu kochaniutki...

–– Mało to moje pociechy, Twojego miodu najadły. Nawet ja czasami posmakowałem. Pychota! Dzieciaki ciągle Ciebie chwalą. Teraz smacznie śpią. No to w czym problem?

–– Problem to Zębaty Wąż. Musimy się przedostać na Błękitną Łąkę, a on jest po drodze.

– Ach ten… stary maruda i zrzęda. Podupadł na zdrowiu. Nic dziwnego, że wszystko go drażni. Pójdę z wami. Jakby co, to na niego ryknę.

–– Nie dostanie zawału? – zaniepokoiła się dziewczynka.

–– No to tylko głośniej mruknę i pokażę zęby. Może być?

–– Ale tylko dwa i te najmniejsze. Obiecujesz?

–– Obiecuję... a może byś na mnie wsiadła? Będzie szybciej.

–– Jeżeli to ci nie sprawi kłopotu.

–– Ależ skąd. Tylko uważaj, żebyś nie spadła.


Trzymając pozytywkę w ręce, jedzie na niedźwiedziu, w kierunku łąki. Małe gałązki, lekko muskają jej twarz. Ale się tym nie przejmuje. Jest szczęśliwa, że może pomóc. Niedźwiedź głośno dyszy, bo też posunięty w latach, jak ten wąż. Tancerka już nie wiruje. Jest bardzo smutna, chociaż trochę mniej. Ma w porcelanowym sercu nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Będzie taką, jak kiedyś. Są już blisko jaskini, gdzie mieszka wąż. Słyszą za sobą jakieś hałasy. To wiewiórki za nimi biegną i małe sarenki. A właściwie tylko sarenki. Bo wiewiórki na nich siedzą. A na wiewiórkach, zamiast fruwać, przycupnęły kolorowe ptaszki. Gdy Zębaty Wąż widzi taki dziwny pochód, to tak zaczyna się śmiać, że mu sztuczna szczęka wypada. Wchodzi z powrotem do swojej jaskini, bo nie chce się rozchichotać na całą swoją długość. Jak przestanie, to wyjdzie, żeby na spokojnie poszukać swoich zębów. Ma tylko nadzieję, że ich niedźwiedź, nie nadepnął swoją ciężką łapą.


Przechodzą bezpiecznie w odgłosach: wesołego sepleniącego rechotania.


Idą już dość długo, jakby początek drogi ich nieustannie przeganiał, a oni by ciągle zaczynali wędrówkę, od tego samego miejsca. Wreszcie wychodzą z lasu na Błękitną Łąkę. Ani śladu skowronka. Cisza jak makiem zasiał. Tylko łany niebieskich kwiatów, falują na wietrze, jak lekko wzburzone morze, co się o horyzont oparło i zachodzące Słońce. Dziewczynka jest załamana. Czyżby wszystko na próżno? Czy ich cały wysiłek poszedł na marne?


Wtem na jej ramieniu siada kos. Mówi do niej:

–– Zacznę swoje trelę. Skowronek to mój dobry kolega. Jak mnie usłyszy, to na pewno przyleci.

–– A może ja bym ryknął – pyta duży włochaty. – Szybciej usłyszy.

––I szybciej nie przyleci – odpowiada kos.

–– Co racja, to racja – przytakuje niedźwiedź. - Lepiej schowam się w krzakach. Nie chcę go wystraszyć.

–– Tylko nie wykukuj. Przyrzekasz?

–– No ba! Słowo misia!


Kos zaczyna śpiewać. Cała gromada stoi przy nim i wpatruje się w niebo.


–– Oj oj, coś tam leci – krzyczy wiewiórka.

–– To zwykła gęś – odpowiada sarenka. – Nie odróżniasz?

–– Ojej! Teraz na pewno on! – cichutko krzyczy Tancerka.


Rzeczywiście. Malutki punkt na niebie, staje się większym punktem. Krąży kilka metrów nad nimi. Kos do niego treluje, żeby natychmiast zaczął śpiewać.


–– Dlaczego natychmiast? – pyta skowronek. – Co tu się dzieję. Będę śpiewał, jak będę chciał.

–– To bardzo ważne, żebyś się wzbił wysoko i śpiewał. Uratujesz Porcelanową Tancerkę. Bardzo cię o to proszę. Bardzo.

–– Szczerze mówiąc, nie wiem o co chodzi, ale skoro tak ładnie mnie poprosiłaś...no to pa. Lecę wysoko, śpiewać.

–– To świetne. Wielkie dzięki. Wam wszystkim też. Zostaniesz odczarowana! Cieszysz się?

–– A zdanie?

–– Jakie zdanie? Ojejku. Zupełnie mi wyleciało z głowy. Naprawdę nie wiem. Przecież mogłam myśleć w czasie wędrówki. A nie tylko siedzieć i już. To może być milion różnych zdań.

–– Musisz się pospieszyć. Zapomniałam o czymś powiedzieć.

–– O czym? Mów prędko.

–– Zdanie zadziała, dopóki skowronek śpiewa. Jak mu się sprzykrzy i przestanie, to nawet gdybyś to zdanie później wypowiedziała, to nic z tego. Zostanę taką na zawsze. Ta postać dała do zrozumienia, że to tylko kilka prostych słów.

–– Ale jakich?

–– Nie wiem.

–– A wy wszyscy, też nie wiecie?

–– Też nie wiemy. Jest nam przykro z tego powodu. Naprawdę.

–– Już wiem. Jak mogłam nie pomyśleć. To na pewno o takie słowa chodzi.


*~~~~~*


–– Mamo, mamo, pan listonosz przyniósł list. Do mnie zaadresowany.

–– Do Ciebie? Naprawdę? Przeczytasz mi, co tam napisane?

–– Oczywiście, że tak. Tylko muszę otworzyć. Poczekaj chwilę.

–– Nie musisz się spieszyć. Posłucham w tym czasie, tej ładnej melodyjki, którą słychać z Twojego pokoju.

–– Zgadnij co to jest? No… ta kartka, którą trzymam?

–– A skąd mam wiedzieć? Ale chyba mi powiesz, co?

––Pewnie, że powiem. To zaproszenie... albo bilet...nie znam się.

–– Ale na co?

–– Chwilę, właśnie czytam.

–– No mów wreszcie. Jestem ciekawa. Na co zaproszenie?

–– Na występ tańca… ojejku !!

–– Tak się nie mówi: na występ tańca.

–– Wieeem, ale jestem taka szczęśliwa. To na pewno od niej. Najlepszej tancerki, w całej naszej krainie.


*

Dziewczynka wchodzi do swojego pokoju. Bierze do ręki bursztynową pozytywkę. Wspomina wspaniałą przygodę, którą przeżyła, oraz to, że zrobiła coś dobrego. Nie tylko: ja - tak sobie cicho myśli. - Oni wszyscy też. Śnieżno biała, okrągła podstawka, dość szybko wiruje. Jakby chciała odwirować część swojej radości. Podzielić się nią z innymi. Nie ma na niej Porcelanowej Tancerki. Obracanie jest coraz wolniejsze. W końcu zatrzymuje się w ten sposób, żeby dziewczynka mogła odczytać: jedno jedyne słowo, napisane złotą czcionką: Dziękuję.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×