Przejdź do komentarzyWiersz, który podążał do berbeci, lecz pojmali go dwaj aktorzy pantomimiczni
Tekst 20 z 21 ze zbioru: Note bien
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2019-07-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń45


Jestem Tolinon - pewien starszy pan

Tak się przedstawił w restauracji.

Kelner uścisnął jego dłoń,

I jęli prawić o degustacji.

Tolinon starannie okular przetarł,

Po czym najpilniej w menu się wczytał.

W tym czasie kelner wino czerwone

Przyniósł w dzbaneczku w listki zielone.

Długo toczyła się wartka rozmowa.

Padały nazwy, wymyślne słowa.

Kelner uśmiechał się, drapał w głowę,

Oczy rozszerzał za każdym słowem.

Później go w kuchni dość słychać było.

Coś spadło z brzękiem, a coś się zbiło.

Zobaczyć wszyscy chcieli już zucha.

Wreszcie wyszedł zza kotar -

Z uśmiechem triumfu od ucha do ucha.

Goście już brawa chcieli bić gromkie.

Lecz każdy myślał - a nóż się omsknie.

Ustał ruch nakryć, nawet mlaskanie.

Oto kelner wyniósł na desce niezwykłe danie

Pan Tolinon minę miał jak zwycięzca.

Nie jada jajek, ryb, ani mięsa.

I tylko czasem - tak jak dziś właśnie -

Zamówił sobie, zgadnijcie!

Niby – pieczeń z niby - kaczki.

Niby - pikle, i niby – kabaczki.

Żółte kluseczki, takie na niby.

Trochę parmezanu i na niby - grzyby.

Wszystko to, pan Tolinon zjadł z apetytem.

Goście patrzyli z wielkim zachwytem.

A potem widać było zza szyby,

Jak płaci rachunek, taki na niby.




  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×