Przejdź do komentarzyCzęść druga
Tekst 2 z 3 ze zbioru: Czas miecz,krwi i bólu
Autor
Gatunekproza poetycka
Formautwór dramatyczny
Data dodania2019-09-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń37

Powiew spokoju


Już po wszystkim,

Ogień wygasł,

Krzyki umilkły,

Można zaczerpnąć powietrza.


Staram się dopatrzeć sensu,

Ale jakoś nie mogę,

Tyle krwi przelanej w imię?

Króla,który jest tchórzem.


Teraz to mój zamek,

Ale nie chce go,

Myśli rozbijają głowę,

Kaleczą dusze.


Pora iść na naradę,

Posłuchać okrutników,

Ale czy?

Ja też nim jestem?












Narada


-O to nowy książę,

Peoniusz Waleczny!

A to jego żona księżna Elenora,

Została ułaskawiona.


Nie była zbytnio zadowolona.


-A to nowy hrabia,

Jakubin Mężny,

I jego hrabina Wiktoria,

Również ułaskawiona.


Książę ma ten zamek,

I te ziemie,

Hrabia posiadłości i mamy zameczek.


-A ten wierny sługa:

Hrabia Rezbork dostanie posiadłości,

Winoroślą i plantacje pomidorów.


-Wypijmy za zdrowie!


I wreszcie koniec tej farsy.


-Elenoro.

-Tak-powiedziała cichym głosem.

-Czemu płaczesz?

-To bestia i okrutnik.

-To prawda,dlatego.


Spojrzała mi w oczy.


-Chciałem Ciebie,żeby ochronić.

-Naprawdę?

-Tak,przed bitwą byliśmy zwykłymi rycerzami.

-A teraz jesteś księciem.

-Król na murach nadał nam przydomki.

-Jakubinowi też.

-Tak,nie bój się.


-Peoniuszu?

-Tak?

-Książę też był zły,nie kochałam go.


Objąłem Ją.


-Prosił żeby Cię chronił.

-Widziałeś jego śmierć?


Było ciężko to wykrztusić.......


-Tak,to ja go zabiłem.















Niespodzianka


Trud spływa po czole,

Elenora nie wybuchła gniewem,

Ślub dla władzy,

Jak Jej matka chciała.


Wszedłem do komnaty,

Usiadłem na łóżku,

Nie spodziewając się,

Co się wydarzy.


Pukanie do drzwi.


-Wejść.

-Panie,król wzywa na naradę.

-Teraz,gdzie?

-Sala obrad.


-Witam książę.

-Królu co się dzieje?

-Chędożone elfy zaatakowały garnizon.

-Teraz?

-Tak,to twoje ziemie.

-Co mam robić.

-Dam Ci ludzi i ruszaj do lasu.

-A to na pewno oni?

-Tak to te chędożone elfy.

-Dam Ci konnych i kuszników.

Hrabia Rezbork ruszy z tobą.













Wyprawa


W blachach na koniu,

Dostałem 150 zbrojnych,

Ruszyć w nocy do lasu,

A w nim elfy.


Dojechaliśmy do lasu,

Las straszny,

Nie wiedziałem,że będą w takich pracował,

Strach wjechać było.


-Książę,ruszymy przodem.

-Czemu chcesz przodem?

-Chronić Cię Panie.

-Nie Hrabio,ja ruszam pierwszy.


Wjechaliśmy do lasu,

Usłyszałem gwizd,

Strzała przeleciała blisko,

Padł żołnierz przymnie.


Kolejna strzała,

Drugi zwalił się na ziemie,

Kusznicy!


Ruszyłem prosto,

Uchyliłem się,

Strzała przeleciała nad głową,

Kusznik posłał bełt,

Trafił,elf spadł.


Elf strzelił,

Pochyliłem się,

Naramiennik odbił strzałę,

Ruszyłem szybko,

Ciąłem go mieczem,

Spadł z drzewa.


Do przodu-krzyczy Hrabia.

Na następnym drzewie elf,

Za nim załadował,

Wbiłem ostrze.


Jeden z żołnierzy rzucił pochodnie,

Kusznicy zaczęli dzieło,

Sześciu elfów spadło z drzew,

Przodem ruszyło ośmiu naszych.
















Las ognia


Żołnierze powalili kilku elfów,

Pojawił się jeden z elfim mieczem,

Ciął i zawalił już dwóch.


Nasi strzelali z kusz,

Elf powalił jeszcze dwóch,

Sierżant uderzył,

Odbił i ciął,

Sierżant zawalił się.

Strzały powaliły trzech ostatnich.

Bełty go nie trafiły.


Hrabia ruszył za nim,

Po drodze zabił trzech,

Kilku z Hrabią wjechało do wioski,

Strzały ich przywitały.


Koń dostał,Hrabia spadł.

Kusznicy byli już na miejscu.

Bełty powaliły łuczników.


Hrabia zerwał się,

Na piesze,

Do ataku!

Koni wjechali,

Zabijali elfy.


Hrabia walczył,

Zabił dziesięciu,

Ktoś podpalił namioty,

Pojawił się elf z mieczem,

Ciął,odbijał,wbijał.

Powalił siedmiu.

Hrabia kazał go otoczyć.


























Bestia i człowiek


Wjechałem z rycerzami.


-Co tu się dzieje?

-Książę,rozprawiamy się z elfami.

-Kim on jest?


-To chędożony elf,

-Zabije go !

-Stój.


Kapitan wybiegł,

Ciął,elf uchylił się,

Odwrócił się i wbił ostrze,

Staną i ciął po szyi.


Na niego-krzykną Hrabia.

-Nie -kim jesteś?

-Książę,jestem wodzem elfów z lasu.

-Czy to prawda ze zaatakowaliście garnizon?

-Nie Panie.


-Nie prawda nie można mu wierzyć.

-Hrabio,to wojownik jak ja.


-Nie kłamie na honor przyrzekam.


Co ty wiesz o honorze chędożony elfie.


-Żołnierzu przestań.


-Książę,pozwól mi na pojedynek.

-Nie,nie przeżyjesz tego.

-Dostałem rozkaz od króla,wybacz mi.

-Dobrze książę.


-Żołnierze zbieramy się.

Droga z powrotem do zamku.
















Powrót w złości


-Panie czemu?

-Hrabio to nie oni.

A zresztą zabił by was.

-Dlaczego tak myślisz Panie?

-Widziałem go,zabił 5 w lesie.

-W wiosce ośmiu.

-Tylko ja miałbym szans.

-Co powiemy królowi?

-Ze walczyliśmy,a oni zniknęli.

-Tak jest książę.


Wróciłem do komnaty.


-Co się stało Peoniuszu?

-To nie oni rozbili garnizon.

A ja sam zabiłem dwóch,

Moi ludzie jeszcze więcej.


Przytuliła mnie,

Dała mi sił,

Czuje wyzuty,

Czy jestem już bestią?












Wściekłość


-Dlaczego ich nie zabiliście?

-Królu,zniknęli.

-Trzeba było ich gonić.

-Panie,była noc.

-I co z tego.

-Mają dobrych łuczników.

-Może i tak.


Hrabia Rezbork pokłonił się.

Wziął wszystko na siebie.

Król wezwał naradę.

Dywizja piechoty ruszy do lasów,

Król chce zniszcz opór elfów,

Wysiedlić resztę za nasze granice.


Dostałem 200 konnych,

Dostałem zadanie,

Ruszyć w strunę garnizonu,


Ruszyłem pod garnizon.













Garnizon


Jedziemy ścieżką,

Słysze szum,

Spada na nasz chmura strzał,

Ciężka zbroja chroni mnie.


Jedna strzała wbiła się przy ramieniu,

Wielu konnych nie miało pełnej zbroi,

I padło w mrok.


Ruszyliśmy na przód,

Strzały opadały,

Kusznicy strzelali,

Ale wrogów nie było widać.


Garnizon,

Otwierać bramę,

Wjechaliśmy do środka,

Brakuje tylnej straży,

50 ludzi poległo.


-Książę,co się dzieje?

-Zaatakowali nasz.

Poległo mi 50 ludzi.

-Wczoraj w nocy zaatakowali nas.

-Jakie były straty?

-25 zabitych.

-A ilu ich zginęło?

-Jakieś 50 chędożone elfy.


Atakują!


Na pozycje Panowie!

Kusznicy zajęli pozycje,

Jazda zajęła piesze pozycje,

Wróg atakuje,

Trzeba się bronić.










Walka


Elfy ruszyły,

Łucznicy posłały strzały,

Kusznicy odpowiedzieli.


-Oni nie atakują murów.

-Nie wczoraj też tak było.

-Zbrojni pod bramę.

Mam pomysł.


Bełty powaliły wielu.


-Kapitanie ilu masz zbrojnych?

-20 reszta to łucznicy i kusznicy.

-Dobrze moich 100 ruszy.

-Poprowadzisz ich Panie?

-Tak.

-A ta strzała?

-To nic.


Otworzyć bramę.

Na przód!


Elfy zdziwione,

Bełty powaliły kolejnych.


Uderzyłem jednego,

Pada we krwi,

Pchnięcie leży drugi,

Zbrojni powalają elfy.


Na przód!


Zabijam kolejnych dwóch,

Biegniemy lasem,

Strzelają,mamy straty.

Dopadam następnego,

I kolejnego.















Mord


Wybiegamy z lasu,

Wioska przed nami,

Lecą strzały,

Biegniemy szybciej,

Przeszywam elfa na wylot,

Następny dostaje cięciem po brzuchu.


Resztki oporu ulegają,

Zbrojni wpadają do wioski,

Zaczynają się krzyki.


Stać!Stać!


Wszyscy patrzą na mnie,


-Nie ma gwałtów,

Pokonaliśmy wroga,

Wracamy,

-Panie a łupy?

-Nie ma.

Kobiety i dzieci są niewinne.

Wracamy.


Wróciliśmy do garnizonu,

Później udaliśmy się do zamku,

Straciłem 70 ludzi łącznie.

Mam nadziej ze elfki uciekną.










Kłótnia


-Zrobiłem to jak mogłem.

-Tak Peoniuszu zachowałeś się dobrze,

-Wiem Elenoro,ale król może być innego zdania.


Pukanie do drzwi.


-Wejść

-Panie król prosi.

-Dobrze,Elenoro do zobaczenia.


-Książę pokonałeś elfy?

-Tak królu.

-Doszły mnie słuchy ze kazałeś zawrócić.

-Pokonaliśmy wroga.

-A wioska?

-Kobiety i dzieci.

-Chędożone elfy.

Wróć tam i zabij ich.

-Panie czemu?

-To wrzut,trzeba się ich pozbyć.


-Dywizja ruszyła do lasu.

Rozbiła resztki elfów.

Wielu uciekło,reszta zabita.

Został jeszcze skrawek lasu.

I tam gdzie byłeś Ty.


-Ruszaj mój dzielny książę,

Możesz nawet wychędożyć elfkę.










Wioska bólu


Wjechałem do wioski,

Schodzę z konia.

Podchodzi do mnie elf.


-Panie proszę nie róbcę krzywdy.

-Nie zrobię,ale musicie się wynosić.

-Panie proszę.

-To rozkaz króla.

-Rozumiem.

-Jeden dzień uciekajcie bo zginiecie.

-Dziękuje Pnie.


Podchodzę do elfki,

Długie włosy,

Zielone oczy,

Okrągłe piersi.


Spojrzała się na mnie,

-Chędoż się człowieku.

-Co?

-Chędoż się człowieku.


Odszedłem.


-Panie co robimy?

-Wyniosą się za dzień.

-A co powiemy królowi?

-Prawdę.

-A jeśli?

-Nie bój,biorę to na siebie.

-Dobrze książę.


Ruszyliśmy do zamku,

Przed zamkiem wisiał elf,

Ten,który walczył mieczem,

Miał 10 bełt w sobie.


Taki wojownik,

I tak zginą,

Mogłem z nim walczyć,

Zginą by z honorem.












Król


-Peoniuszu widziałeś elfa przed bramą?

-Tak królu,widziałem.

-Chędożony zabił 30 naszych.

Kusznicy zaczęli strzelać,

-Kto prowadził działania?

-Hrabia Rezbork.

Mam talent.


-Jedna elfka krzyczała jak Ją brali.

A wieś w ilu?

-Nie królu.


Dał bym mu w mordę.


-Brali Ją w pięciu,

Po wszystkim była gorsza niż dziwka,

Wiem bo kiedyś chodziłem,

Później Ją zabili.


Jedną mi przywidzieli,

Ale Ją chędożyłem,

Miała fajne w dotyku.


-A ty poużywałeś sobie?

-Nie Panie.

-Zabiłeś wszystkich?

-Nikogo.

-Jak to ?

-Za dzień opuścią wioskę.

-Miałeś ich zabić.

-Królu,nie zabije bezbronnych.

-Złamałeś mój rozkaz.

-Nie Panie,nie będzie ich tam.

-Zdradziłeś mnie.

-Nie królu.

-Wynos się.












Ucieczka


-Co teraz zrobimy?

-Spokojnie Elenoro.

-Król Cie zabije.

I mnie też.

-Spokojnie.


Jakubin otwiera drzwi.


-Jakubinie.

-Peoniuszu,król chce Cię zabić.

Jesteś zdrajcą.


-Skąd wiesz?

-Zrobił naradę.

Chce oddać mi zamek.

-I co zrobisz?

-Ucieknę razem z tobą.

-Elenora jedzie z nami.

-Dobrze.


-Jakubinie odmówiłeś mu?

-Jesteś moim przyjacielem.

-Choć moi ludzie czekają.

-A zbroja?

-Trudno weź miecz.

-Wieś ze obaj będziemy zagrożeni?

-Wiem,powiem tak:


Chędożyć tego skurwiela.


Wjechaliśmy w otoczeniu 10 rycerzy,

Strażnik nasz przepuścił,

Powiedział książę,

Chyba słyszę to po raz ostatni.








  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×