Przejdź do komentarzy'Po prostu Basia' - romans, erotyka (chili), rozdz. 1-13
Tekst 1 z 3 ze zbioru: Po prostu Basia
Autor
Gatunekromans
Formaproza
Data dodania2026-04-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń250

To nie jest skończona powieść. Piszę ją codziennie albo co dwa dni. Ponieważ na tym portalu obowiązuje formuła wrzucania postów, jak na forum, będę edytować ten post, gdy pojawią się kolejne części. Ta `książka` to mój plac zabaw, eksperyment. Chcecie wiedzieć, jak się kończy? Będę z Wami szczera: nie mam pojęcia. Bohaterka prowadzi mnie za rękę. Chcę nieco odczarować język, którego używamy w życiu intymnym. Chcę Was nauczyć, że można i trzeba mówić pieprznie o seksie i w czasie seksu. Ostrzegam, jest nieprzyzwoicie, więc jeśli nie lubicie książek typu smut, nie czytajcie.

Ci, którzy przeczytają - komentujcie! Potrzebny mi feedback! Czy to Was w ogóle wciągnęło? Od kobiet chętnie przeczytam uwagi merytoryczne. Od mężczyzn - dotyczące warsztatu literackiego.

Z góry dziękuję i - mam nadzieję - do przeczytania :)



***********************************************************************************************************************


Basia uważa, że jest taka... nijaka. Dwustu obserwujących na Instagramie, piętnaście lajków pod zdjęciem z wakacji w Andaluzji. Myślała, że jeśli ubierze bikini i zawiąże wokół bioder pareo, doda parę hasztagów, które preferuje algorytm, może ktoś ją zauważy. Mama napisała: `Tylko nie przesadź ze słodyczami`, a koleżanka dodała: `Udanych wakacji!` i wkleiła emotikona z buziakiem. Po powrocie do pracy Basia poczuła zadziwiający spokój. Nie musiała już udawać, że jej życie jest ekscytujące.Pewnego dnia stojąc przy jednym z dużych okien w korytarzu na piątym piętrze, z których roztaczał się widok na całe miasto, obróciła głowę i napotkała spojrzenie niebieskich, przenikliwych oczu. Szef działu finansów. Zerknęła przelotnie na jego dłonie. Nie zauważyła obrączki. Patrzył na nią, jakby ją... widział. Poczuła dziwne trzepotanie motylich skrzydeł w dole brzucha i szybkim, acz nieco chwiejnym krokiem, wróciła do biurka. Czuła, że drżą jej palce. Dlaczego jej się przyglądał? Czy zastanawiał się, dlaczego się obija? Dlaczego robi sobie przerwy w pracy, podczas gdy powinna zarabiać na sukces firmy? Czy powinna się wkrótce spodziewać mejla, w którym dział HR zaprosi ją na spotkanie?


************************************************************************************************************************


Wstęp

Karolina, kierowniczka naszego zespołu, kończy prezentację i rozgląda się po sali.

- Jakie macie uwagi do tego projektu? - pyta rzeczowo.

Przez chwilę panuje cisza. Przesuwam palcem po moim niebieskim kubku z kawą. Jest nieco wyszczerbiony i codziennie obiecuję sobie, że przyniosę do pracy nowy, bo moje OCD nie daje mi spokoju i wiecznie myślę o tym, że ten kubek jest ma wyszczerbioną krawędź i przez to do niczego się nie nadaje. Cieszę się, że poprzedniego popołudnia byłam u kosmetyczki i zrobiłam sobie paznokcie. Przynajmniej nie muszę się wstydzić moich rąk. Mogłyby być nieco szczuplejsze, bardziej eleganckie, ale muszę żyć z tymi, które mam. Nagle odzywa się Eryk, młody chłopak, który - przynajmniej moim zdaniem - jest nieco zbyt głośny i na co dzień bywa męczący.

- Myślę, że ta kobieta jest nieatrakcyjna. Jakaś taka... zmęczona, nijaka... Powinna być bardziej energiczna, wiecznie w biegu, jakby nie miała chwili dla siebie... I może by ją trochę umalować. Te cienie pod oczami... Sam nie wiem...

W duchu przewracam oczami i nieśmiało podnoszę rękę. Karolina uśmiecha się.

- Tak, Basiu? - pyta.

Słyszę stłumiony chichot z drugiego końca stołu i kątem oka widzę, że Paula pochyla się w stronę Julki i szepcze jej coś do ucha. Nie zwracam na nie uwagi. Przynajmniej udaję, że niczego nie widzę.

- Skoro mamy reklamować suplement, który dodaje energii i poprawia stan skóry, nie możemy pokazać kobiety, która tego suplementu absolutnie nie potrzebuje, bo już jest pełna energii i ma zdrową skórę.

Karolina śmieje się, a ja czuję na ramieniu dotyk ciepłej dłoni. Ciepło przenika przez cienki materiał mojej koszuli i rozlewa się po plecach, powodując przyjemne mrowienie. Mój nos wciąga przyjemny, podniecający zapach wody kolońskiej. A może to perfumy. To Mateusz, kierownik działu finansowego. W czasie prezentacji stał nieco z tyłu. Teraz podszedł i położył dłoń na moim ramieniu w geście uznania.

- To prawda, propozycja Eryka jest niedorzeczna - Mateusz śmieje się razem z Karoliną.

Potem czuję, że Mateusz zabiera dłoń i zostaje tylko wspomnienie jego dotyku - chłód, tam gdzie wcześniej było przyjemne ciepło.

- Ktoś ma jakieś inne uwagi? - pyta Karolina.

Cisza. Słyszę tykanie zegara wiszącego nad projektorem, na którym wcześniej wyświetlano prezentację.

-  W takim razie przemyślcie to i zgłoście wasze uwagi do mnie. Możecie zajrzeć do mojego gabinetu albo wysłać mi mejla. To wszystko. - Karolina zbiera papiery i wstaje od stołu.

Mateusz podchodzi do niej i rozmawiają o czymś przyciszonymi głosami. Zerkami na nich ukradkiem, po czym zabieram mój wyszczerbiony kubek oraz notatnik i pióro i wychodzę razem z pozostałymi członkami zespołu.


Rozdział 1

Wróciłam do domu. Przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam drzwi mieszkania. Mufka, brązowy pudel o cudnych oczach, niczym czarne guziczki, czekała pod drzwiami. Przywitałam się z nią czule i poszłam rozpakować torbę z zakupami i włożyć część z nich do lodówki, a resztę do szuflad i szafek. I lody, do zamrażarki. O smaku chałwy. Na półeczce w lodówce postawiłam czekoladowy sos do lodów.

Potem zabrałam Mufkę na spacer. Przeszłyśmy kilka alejek dookoła naszego osiedla. Spotkałam kilka znajomych twarzy, zamieniłam parę uprzejmych zdań. Dzień jak co dzień. Gdy skończyłam jeść obiadokolację był już wczesny wieczór. Wzięłam szybki prysznic, opatuliłam się w długi pikowany szlafrok z Zara Home i usiadłam na wygodnej kanapie przed telewizorem. Odpaliłam laptopa, a na telewizorze jeden z serwisów streamingowych. Cofnęłam się jeszcze do kuchni i nałożyłam kilka kopiastych łyżek lodów, które obficie polałam sosem. Do tego sok pomarańczowy. Zaniosłam to wszystko do pokoju i włączyłam serial, który w ostatnich dniach zabierał cały mój wolny czas. Lody były pyszne. Najlepszy polski producent. Idealny smak, a w połączeniu z czekoladą, dawały mi poczucie niebywałej przyjemności. Przynajmniej na krótki czas. Serial pochłonął mnie kompletnie. Obejrzałam dwa odcinki i zabrałam się do oglądania trzeciego. Kątem oka zerknęłam na otwartego obok laptopa. Żadnych nowych wiadomości, powiadomień. Spokój. Mogłam dalej śledzić wydarzenia na ekranie. Mufka ułożyła się na pluszowym kocu po mojej prawej stronie i spała niczym dziecko, bezpieczna, ufna.

W pewnej chwili na ekranie laptopa pojawił się komunikat o nowej wiadomości. Było już po dziesiątej wieczorem, więc zastanawiałam się, kto może pisać o tak późnej porze. Pewnie kolejny newsletter albo reklama wakacji dla samotnych. Położyłam otwartego laptopa na kolanach i otworzyłam skrzynkę odbiorczą. Moje serce zabiło szybciej. Mateusz.

Mateusz? Czego mógł ode mnie chcieć Mateusz? I do tego o dziesiątej wieczorem? Tytuł wiadomości brzmiał: `Prezentacja`. Drżącymi palcami kliknęłam przycisk na touchpadzie.


Cześć Basiu,

wybacz, że piszę tak późno, ale myślałem o tym, co powiedziałaś podczas prezentacji i chciałbym, żebyś przesłała niego więcej uwag na temat tego projektu do Julki. Ona jest odpowiedzialna za ułożenie scenariusza.

Miłego wieczoru,

Mateusz Werner


Musiałam przeczytać tę wiadomość jeszcze dwa lub trzy razy, zanim zrozumiałam, czego ona dotyczyła. Poczułam, że zaschło mi w ustach, więc szybko wzięłam łyk soku pomarańczowego. Siedziałam tak, wpatrując się w monitor. Zapomniałam wyłączyć serial i nie wiedziałam nawet, co się dzieje na ekranie telewizora. W nozdrzach nadal czułam zapach jego wody kolońskiej. Gdybym znała jej nazwę, kupiłabym próbkę i spryskała nią pościel. Skąd mi przyszła do głowy taka myśl? Próbowałam wyrzucić ją z głowy. A potem przypomniałam sobie ciepło jego dłoni i od razu wyobraźnia podsunęła mi wizję tej ciepłej dłoni na wewnętrznej stronie mojego uda. Dotyk palców. Dłoń przesuwała się wyżej i wyżej... Podniosłam się z kanapy tak szybko, że niemal zrzuciłam laptopa na podłogę. Wyszłam na balkon, gdzie owionęło mnie chłodne, wieczorne powietrze. Wiedziałam, że gdy trochę ochłonę, te niedorzeczne myśli wyparują z mojej głowy. On i ja? Ja jestem Basia. Po prostu Basia. Basia, która pije herbatę z wyszczerbionego kubka. Basia, która przynosi do pracy ślimaka z cynamonem, którego zjada przy biurku. Basia, której nikt nie widzi, ale która jest przydatna, bo ma za zadanie przekazywać mejle od klientów do odpowiednich osób. Basia, która nie wydaje tysięcy złotych na kosmetyczki, spa, fryzjerów, ciuchy z drogich butików. Basia, która ma skromną biżuterię i ubiera się na pastelowo. Nie, nie. Nie wolno mi myśleć o Mateuszu w ten sposób. Mufka cicho wyje i ociera mokry nos o moją rękę.

- Już wracamy - mówię i wchodzimy do środka, po czym zamykam za nią drzwi balkonowe.


Wciąż z sercem w gardle biorę do ręki laptopa, stawiam go na małym stoliku i odpisuję:


Dobry wieczór Mateuszu,

To miłe, że zainteresowało Cię to, co powiedziałam na spotkaniu. Oczywiście prześlę moje sugestie Julce z samego rana.

Pozdrowienia,

Basia Zaręba


Gdy klikam `wyślij`, mam ochotę zwymiotować chałwowe lody z polewą czekoladową, ale opanowuję się i czuję tylko bicie serca w gardle. Potem zamykam laptopa, wyłączam telewizor, idę do łazienki, żeby umyć zęby i udajemy się z Mufką do sypialni. Ubieram piżamę i wślizguję się pod kołdrę, podczas gdy Mufka mości się na swoim legowisku. Gdy zasypiam, przez chwilę słyszę blisko, przy moim uchu głos Mateusza.

Basiu... - mówi, a ja czuję, że moje ciało zalewa fala przyjemności i zapadam w sen.


Rozdział 2

Od samego rana przygotowuję plik dla Julki. Mam parę notatek dotyczących tej kampanii, mimo że kampanie nie należą do moich obowiązków, ale lubię czasem zapisywać pomysły, które przychodzą mi do głowy podczas firmowych spotkań. Z kubka z herbatą unosi się para. Widzę, że Julka idzie przejściem między biurkami w firmowym open space w stronę mojego biurka. Ktoś, kto nie zna się na modzie mógłby powiedzieć, że nie wygląda nadzwyczajnie, ale ja wszystko widzę, zauważam każdy detal: jej lniane spodnie, jedwabna koszula, baletki z miękkiej skóry i delikatna złota biżuteria krzyczą: Paryż! Mediolan! Nowy Jork! Jeszcze zanim do mnie podchodzi czuję zapach jej perfum. Tak pachnie luksus i sukces.

- Mati powiedział, że prześlesz mi parę sugestii - mówi Julka omiatając mnie wzrokiem.

Pewnie w myślach wycenia koszt mojej garderoby i śmieje się w duchu widząc ubrania, które mijała prezentowane na manekinach w sieciówkach, gdy szła do swojego butiku dla kobiet, które wiedzą, że odpowiedni wygląd otworzy przed nimi właściwe drzwi.

- Właśnie nad tym pracuję - odpowiadam.

- Pospiesz się w takim razie - mówi Julka. - Mam dziś dużo pracy.

Po tych słowach odwraca się na pięcie i odchodzi. Jej platynowe blond włosy błyszczą w świetle dnia niczym płynny jedwab. Wzdycham i przenoszę wzrok z powrotem na ekran. Muszę nanieść jeszcze sporo poprawek.

Gdy kończy się herbata w kubku, udaję się do firmowej kuchni. Nastawiam czajnik i czekam, aż woda się zagotuje. Do kuchni wchodzą Julka z Paulą, roześmiane, pachnące. Nerwowo stukam palcem po blacie, na którym stoi mój wyszczerbiony kubek. Wciągam brzuch, mimo że mam na sobie sweter oversize w miętowym kolorze, dzięki któremu nie widać zbędnych kilogramów, ale wiem, że to jest tania sztuczka. I tak mnie przejrzą. Sweter opina się nieco na moich biodrach w czarnych spodniach typu bootcut.

- Nie gadaj! - wykrzykuje Paula. - Zaprosił cię do `Gondoli`?

Julka przygryza wargę i potakuje głową, po czym chichocze.

- Najpierw do gondoli, a później na pięterko! - śmieje się w głos Paula.

- Daj spokój - ucisza ją Julka. - Nie wiem, czy pozwolę mu się zaciągnąć do łóżka. Nie na pierwszej randce.

Randka. Słowo brzmi dla mnie równie obco, co hoplitozaur. Ciekawe, o kim mówią. Pewnie się nie dowiem. Ale źle obstawiam. Imię pada niemal w tej samej chwili, gdy ta myśl cichnie w mojej głowie.

- Mati. No nieźle, Julka. Poszczęściło ci się.

Julka odwraca głowę i spogląda na mnie.

- Nadal nie dostałam pliku - mówi.

- Zaraz go prześlę, jest już właściwie gotowy - odpowiadam.

Wychodzą. Woda w czajniku dawno się zagotowała, a ja nadal nie zalałam torebki herbaty w kubku. Z nieznanego mi powodu czuję zimną dłoń zaciskającą się na moim żołądku i coś na kształt rozczarowania. Dlaczego? Przecież ja jestem `po prostu`, a to jest Julka. Jeszcze raz uruchamiam czajnik, zaparzam herbatę i wracam do pracy.

Wracam do domu nieco opieszałym krokiem. Mufka czeka niecierpliwie pod drzwiami.

- Przepraszam, Mufi - klękam i przytulam do siebie ciepłego, puchatego pudelka, a potem drapię ją pod brodą tak, jak lubi najbardziej. Przypinam smycz do jej obroży i wychodzimy na spacer. Spacerujemy przez chwilę i pozwalam jej prowadzić. Na zewnątrz jest przyjemnie. Drzewa kołyszą się lekko na wietrze. Skręcamy w alejkę prowadzącą w stronę placu zabaw, gdy słyszę męski głos za plecami:

- Basia? - w głosie słychać niepewność, jakby osoba, która zadawała to pytanie, nie była pewna, czy się nie pomyliła.

Odwracam się i widzę Pawła. Paweł to mój były. Rozstaliśmy się dwa lata temu, bo... jego mama uważała, że zasługuje na więcej od życia, niż małżeństwo z kimś takim jak ja. Uśmiecham się, ale uśmiech nie sięga oczu. To raczej kurtuazja niż autentyczna radość.

- Paweł! Co u ciebie? - pytam.

Paweł podchodzi bliżej i mierzy mnie wzrokiem.

- Nie byłem pewny, czy to ty, bo... trochę się zmieniłaś - rumieni się, mówiąc te słowa.

`Tak, przybyło mi 7 kg` - mam ochotę odpowiedzieć i myślę sobie, że jego mama najwyraźniej miała rację.

- Och, wiesz jak to się teraz nazywa - odpowiadam siląc się na żart. - `Kilogramy szczęścia`.

Paweł śmieje się niepewnie. Nie wie, czy to oznacza, że utyłam z radości po naszym rozstaniu, czy może mam kogoś nowego.

- A ty się w ogóle nie zmieniłeś - mówię.

- Daj spokój - Paweł macha ręką, mile połechtany,

To nieprawda, że się nie zmienił. Widzę cofającą się linię włosów. lekko opuchniętą twarz i opiętą na pękatym brzuchu koszulę. Piwko, chipsy i meczyki? Po tych dwóch latach cieszę się, że nie jesteśmy już razem.

- Byłem w okolicy pokazać mieszkanie klientowi - mówi Paweł. - Może uda się je opchnąć.

Uśmiecham się.

- Oby.

- No nic, będę leciał. Obiecałem mamie, że zawiozę ją na zajęcia taneczne. Ale musimy się kiedyś spotkać na piwo czy coś - Paweł przestępuje z nogi na nogę.

- Jasne - uśmiecham się.

`Zablokowałam cię i wykasowałam twój numer telefonu już dawno temu, fujaro` - ciśnie mi się na usta, ale macham tylko na pożegnanie i odchodzę wraz ze zniecierpliwioną Mufką. Kierujemy się w stronę domu. Gdy Paweł znika z pola widzenia odchylam głowę i śmieję się. Wszechświat jednak wie, co nam nie służy.


Rozdział 3

Weekend. Weekend, weekend, weekend.

Leżę w łóżku w sobotni poranek i zastanawiam się, jaką wymówkę sobie znaleźć, żeby nie odkurzać mieszkania i nie myć podłóg, nie usuwać kurzu z mebli i sprzętów oraz nie sprzątać kuchni. O praniu nawet nie wspomnę. Żadna wymówka nie przychodzi mi do głowy i wiem, że będę musiała się za to zabrać.

- Mufka - mówię zaspanym głosem.

Suczka wskakuje na łóżko i kładzie się obok mnie. Głaszczę jej jedwabiste futerko. Niedługo czeka nas wizyta u groomerki.

- Od dzisiaj robimy pięć tysięcy kroków dziennie - oświadczam. - I żadnych lodów z polewą.

Druga część zdania jest do mnie, nie do psa, bo Mufka nie ma problemów z objadaniem się słodyczami. Mufka ziewa przeciągle i kładzie pysk na moim ramieniu. Czas wstać i zabrać ją na poranną przechadzkę.

- Za tydzień zwiększymy liczbę kroków do ośmiu tysięcy - mówię do niej, gdy idziemy wolnym krokiem przez osiedle.

Gdy wracamy do domu, zaparzam herbatę i wstawiam pranie. Białe ubrania odkładam osobno, na później, bieliznę wkładam do siatkowego woreczka, a ciemne wrzucam do pralki i nastawiam program na trzydzieści stopni. Moje pięć groszy dla dobra planety. Zjadam śniadanie, a następnie postanawiam zrobić zakupy, żeby nie iść do sklepu już po wysprzątaniu mieszkania, zziajana i wyczerpana, a do tego głodna. Wszyscy wiemy, że gdy człowiek idzie do sklepu głodny, kupuje więcej, niż mu potrzeba, bo najchętniej zjadłby wszystko. Długo stoję przed półką z przekąskami i w końcu decyduję się na wafle ryżowe w paprykowej posypce. Trzy opakowania. I jeszcze jogurty i płatki granola. To będą moje małe przyjemności w ten weekend.

Wracam do domu, rozpakowuję siatki i zabieram się za odkurzanie, mycie podłóg i ścieranie kurzy. Na koniec zmieniam pościel i siadam spocona, z włosami przyklejonymi do zaczerwienionych policzków. Wypijam szklankę wody smakowej bez cukru. Czas na kąpiel. Dzięki temu, że mam prysznic z wanną, mogę sobie pozwolić na chwilę spokoju, wdychając kokosowy zapach płynu do kąpieli i czytając książkę. Potem wycieram się, nakładam balsam, wmasowuję wcierkę do włosów w skórę głowy, przecieram tonikiem twarz, nakładam krem i serum, wklepuję wszystko dokładnie, po czym zabieram z łazienki buteleczkę oleju rycynowego i roller 3D. Zanoszę je na stolik przed kanapą, a później idę do kuchni. Zaparzam duży kubek herbaty miętowej, biorę pod pachę dwie paczki wafli paprykowych i kubek z herbatą i zajmuję miejsce na kanapie. Moje centrum dowodzenia. Włączam telewizor, wybieram serwis streamingowy i przeglądam nowości. Nagle przychodzi mi do głowy myśl, że Julka i Mateusz są teraz zapewne w `Gondoli` i zaśmiewają się, pochylając ku sobie głowy, z kieliszkami wina w dłoniach. Szybko pozbywam się tego obrazu z głowy i dalej przeglądam propozycje na ekranie. Na pewno nie obejrzę żadnej ckliwej komedii o miłości w Toskanii czy innej Prowansji. Mam ochotę na kryminał. Najlepiej taki, w którym sprawczynią zbrodni okazuje się blond pracownica agencji reklamowej o wyglądzie influencerki z mediów społecznościowych, która trafia na resztę życia do więzienia. Wgryzam się w paprykowy wafel i włączam przycisk `start`.


Rozdział 4

- Zapisałam się na stronę randkową dla singli 50+ - mówi mama podekscytowanym tonem.

Nie bardzo wiem, jak to skomentować, więc pytam tylko:

- I jak?

Mama chichocze.

- Poznałam dwóch miłych panów. Jeden jest rozwodnikiem. Ma dorosłe dzieci. Dobrze zarabia - ponownie chichocze. - A drugi to typ playboya. Prawnik.

Wzdycham. Mama wyruszyła na podbój portali randkowych.

- Tylko nie daj się nikomu naciągnąć na pieniądze - mówię. - I uważaj na takich, co szukają sponsorki.

- Oj, Basiu, ty zawsze taka pesymistyczna - mówi mama. - Też powinnaś sobie założyć konto na takim portalu. Od rozstania z Pawłem nikogo z nikim się nie spotykałaś.

W głosie mamy słyszę troskę, ale też coś na kształt... wstydu? Wstydu, że jej wspaniała córka, jedna z trójki jej dorosłych dzieci, skończyła studia, pracuje w agencji reklamowej, i wciąż nie nosi na palcu obrączki, nie ma dobrze zarabiającego męża, domu z ogródkiem, i nie obnosi się z dumą z ciążowym brzuszkiem. Z tłuszczykiem od nadmiaru przekąsek - owszem. Ale mama nie ma się przed czym chwalić sąsiadkom. `Ma jeszcze dwójkę `cudownych` dzieci, którym się powiodło` - myślę i mówię do telefonu:

- Prędzej spotkam tam psychopatę z nałogami, długami i brakiem umiejętności społecznych, faceta na jedną noc albo znudzonego męża, niż kogoś na całe życie.

Mam wzdycha.

- No nie mówiłam? Pesymistka - podsumowuje mama.

Kończymy rozmowę i siedzę przez chwilę na kanapie zadumana. Po tym, jak rozstałam się z Pawłem (wolę mówić `rozstaliśmy się` niż `zostawił mnie`) nie miałam szczególnej ochoty na randki, a to, co czytałam o aplikacjach randkowych w internecie, i co opowiadały mi koleżanki z pracy, skutecznie odstraszyło mnie od zainstalowania jednej z nich.

Wzięłam do ręki laptopa i weszłam na stronę sklepu z zabawkami dla dorosłych. Postanowiłam, że czas zrobić sobie prezent. Uznałam, że będzie to nagroda za moją pracę nad zdrowym trybem życia. A taka zabawka... na pewno nie sprawi, że poczuję się gorzej. Przechodzę do sekcji ze stymulatorami łechtaczki i zaczynam moje poszukiwania.

*

Od tygodnia robimy z Mufką osiem tysięcy kroków dziennie. Mało, ale od przyszłego tygodnia przechodzimy na dziesięć tysięcy. Brakuje mi słodyczy i przyznaję, że raz czy dwa razy kupiłam tabliczkę czekolady - ciemnej. Chociaż tyle.

Niektóre z moich pomysłów przypadły Julce do gustu i mieliśmy kolejne spotkanie, na którym przedstawiono ostateczną wersję kampanii. Ruszamy. Mateusza nie było na spotkaniu. Udawałam sama przed sobą, że mnie to nie rusza, ale odczułam ten brak. Dlaczego? Przecież spotykał się z Julką. W myślach zganiłam siebie za własną naiwność i głupotę. `Nie twoja liga, Basiu` - pomyślałam, wstając z krzesła i zbierając swoje rzeczy.


Rozdział 5

Kampania reklamowa okazała się sukcesem, sprzedaż reklamowanego przez nas suplementu zwiększyła się znacząco, a do mnie coraz częściej docierały plotki o tym, że być może czeka mnie awans. Nie ukrywam, że byłoby to dla mnie spełnienie marzeń - kolejny szczebel na drodze kariery. Postanowiłam jednak nie dać się ponieść fantazji i nadal starannie wykonywałam pracę, która była mi przypisana w ramach zakresu obowiązków.

Pewnego dnia, gdy zjawiłam się rano w agencji, na moim biurku stało ładnie zapakowane pudełko. Rozejrzałam się zdziwiona dookoła, ale wszyscy byli zajęci swoimi sprawami, pili poranną kawę lub przeglądali korespondencję. Usiadłam przy biurku i wzięłam pudełko do ręki. Było zapakowane w żółty papier z białymi gwiazdkami i przewiązane fioletową wstążką. Drżącymi palcami rozwiązałam wstążkę i rozwinęłam pudełko z papieru. Wewnątrz było zwykłe, kartonowe, nic szczególnego. Jednak gdy je otworzyłam, szczęka opadła mi niemal na podłogę. W środku był piękny, malowany w niebieskie kwiatki kubek z bolesławskiej ceramiki. Kto w biurze wiedział, że potrzebuję nowego kubka? Wyjęłam go z pudełka i podziwiałam w nieśmiałym zachwycie. Był idealny. Zauważyłam, że w pudełku jest jakaś karteczka. Sądziłam, że może ktoś przypadkiem zostawił paragon (byłoby to wyjątkowo niefortunne), ale nie, to był karnet z ręcznie napisaną wiadomością:

`Gratuluję doskonałych pomysłów, które przyczyniły się do sukcesu naszej kampanii. Zauważyłem, że Twój kubek do kawy powinien już przejść na zasłużoną emeryturę, więc pozwoliłem sobie zaproponować kandydata na jego stanowisko - mam nadzieję, że jego kandydatura zostanie rozpatrzona pomyślnie ;) Z pozdrowieniami - Mateusz`.

Poczułam, że robi mi się gorąco, jakby całe moje ciało stanęło w płomieniach. Na moich policzkach pojawiły się czerwone wykwity. Czułam mrowienie we rękach i nogach oraz trzepotanie motyli w brzuchu. Nie wiedziałam, jak zareagować, co myśleć. W mojej głowie zamiast mózgu były teraz puchate, białe chmurki i uśmiech Mateusza. Na chwilę zebrało mi się na mdłości, ale szybko przeszły i siedziałam nieruchomo, trzymając w rękach piękny, niebieski kubek. Mój skarb. Wiedziałam już, że to będzie mój ulubiony kubek. Najpiękniejszy ze wszystkich. Nie wiedziałam jednak, jak odebrać ten gest ze strony Mateusza. Nikt inny nie gratulował mi, ani nie powiedział mi nic miłego. Nawet Julka. Ona tylko zbierała pochwały z miną królowej i chichotała, trzepocząc rzęsami. Przecież było to oczywiste, że kampania odniosła sukces. W końcu ona odpowiadała za zebranie materiału w całość i przekazanie go Karolinie.


Rozdział 6

Zbliża się lato. Właściwie mamy już bardzo ciepłą wiosnę. Mufka i ja robimy codziennie dziesięć tysięcy kroków. Mamy swoje trzy trasy i mała wydaje się zadowolona z długich spacerów. Dzięki przejściu na mniej kaloryczną dietę i wprowadzenie warzyw i owoców do jadłospisu, schudłam pięć kilogramów. Czuję się lżejsza. Basia 2.0. Ale czuję się lżejsza tylko na ciele - mniej kilogramów do dźwigania. Wewnątrz czuję jednocześnie pustkę i przygnębienie. `Przesilenie wiosenne` - usłyszałam od mamy. Właśnie wysłała mi zdjęcie z ośrodka wypoczynkowego, gdzie wyjechała z panem Krystianem. To ten, który ma dzieci. Oboje są roześmiani. Mama ma na głowie kapelusz z dużym, jasnoróżowym kwiatem.

Jest niedziela. Siedzę na kanapie, a Mufka leży obok mnie. Przez okno wpadają promienie słońca. Na drzewach za oknem pąki zaczynają rozwijać się w jasnozielone liście. Zastanawiam się, czy mama ma rację i też powinnam spróbować szczęścia (a raczej nieszczęścia) na jednej z aplikacji randkowych. Wracam w myślach do mojego związku z Pawłem. Byłam wtedy na studiach. Noce spędzałam w klubach i wracałam do domu nad ranem. Wynajmowałam mieszkanie z Dominiką, więc zdarzało się, że nie wracałam sama. Nie rozmawiałam z Dominiką od kiedy wzięła ślub i wyprowadziła się z mężem na drugi koniec polski tuż po skończeniu studiów. Obserwujemy się na Instagramie, czasem lajkujemy swoje posty. To wszystko.

Na jednej z imprez w klubie Aneta, koleżanka z roku, przyprowadziła do stolika dwóch chłopaków. Jednym okazał się Paweł. Kończył właśnie studia z zarządzania nieruchomościami. Rozmawiał tej nocy tylko ze mną, a później wymieniliśmy się numerami telefonów i dodaliśmy w mediach społecznościowych. Nie minęło dużo czasu, a widywaliśmy się co dwa lub trzy dni. Przynosił kwiaty, prezenty. Pamiętam piękną srebrną bransoletkę, którą dostałam od niego po trzech miesiącach randkowania. Jeździliśmy razem na rowerach, graliśmy w gry na konsoli, oglądaliśmy filmy. Po pół roku zaproponował, żebym się do niego wprowadziła. Zgodziłam się. Miał własne mieszkanie - prezent od rodziców z okazji ukończenia studiów. Razem urządziliśmy mieszkanie, chociaż miałam dużo swobody jeśli chodzi o dodatki. Seks był okej. Nie było fajerwerków. Seks po polsku - tak bym to nazwała. I pytanie, które zadawali wszyscy faceci: `Doszłaś?`. Potakiwałam energicznie głową, mimo że to nie była prawda. Ale wmówiłam sobie, że nie zawsze musi chodzić też o mnie. Paweł był inteligentny, aczkolwiek zdarzało mi się przyłapywać go na brakach w wykształceniu. Czasem czułam się zażenowana, gdy wykazywał się oczywistą niewiedzą podczas spotkań ze znajomymi, a mówił z taką pewnością siebie, że na policzkach wykwitały mi rumieńce. Lubił opowiadać o swoich osiągnięciach. Byłam z niego dumna, ale rzadko zdarzało mu się doceniać moje sukcesy. W niektóre soboty wychodził z kolegami na piwo, a ja umawiałam się z Aśką i Zosią na babskie pogaduchy. To były moje przyjaciółki jeszcze z liceum. Cieszyłam się, że mamy ze sobą kontakt, i że mam w nich wsparcie. Po pewnym czasie Paweł przestał być tak bardzo wylewny w uczuciach. Seks był mało ekscytujący, mimo że zdarzało nam się eksperymentować, ale Paweł preferował szybkie ruchanie przed snem przy lampce na nocnym stoliku. Lubił gdy mówiłam do niego, żeby mnie ruchał mnie jak szmacianą lalkę swoim wielkim kutasem. Wtedy dochodził najszybciej. Nie robiłam tego często, żeby mu nie spowszedniało. W tamtym czasie farbowałam włosy na blond, używałam czerwonej szminki, nosiłam stringi, bo wszystkie inne majtki nazywał `gaciami babci Krysi`.

- Suche było to mięso - mówi, gdy nie smakował mu obiad. - Musisz zapytać mojej mamy, jak to robi, że zawsze wychodzi jej soczyste.

Potakiwałam głową. Kiedyś z ciekawości przejrzałam listę jego obserwowanych na Instagramie. Im dłużej scrollowałam, tym większą czułam gulę w żołądku. Kobiety, dziewczyny, nawet takie osiemnastoletnie. Dużo tego. Niektóre miały niebieski znaczek i `OF` w nazwie. Byliśmy razem już trzy i pół roku i założyliśmy wspólne konto bankowe. Nie sprawdzałam, ile na nim jest, bo zawsze było wystarczająco dużo. Paweł pracował w zarządzaniu nieruchomościami i zarabiał dużo pieniędzy, więc nigdy nie zdarzyło nam się, żeby karta została odrzucona. Miałam też jego zgodę na kupowanie sobie fatałaszków i kosmetyków, wypady na kawę w koleżankami. Postanowiłam przejrzeć zestawienie transakcji bankowych. Co miesiąc wpłaty na ten sam rachunek. `OnlyFans`. Płacił za zdjęcia i nagrania nagich dziewczyn w internecie. Wieczorem odczekałam aż zaśnie i otworzyłam jego laptopa. Przejrzałam historię przeglądarki. Strony z kamerkami internetowymi. Praktycznie każdego tygodnia. Kiedy miał na to czas? Czy robił to wtedy, gdy udawał, że idzie do toalety na `dłuższe posiedzenie`? A może gdy wychodziłam na zakupy?

Następnego dnia zamiast obiadu usiadłam naprzeciwko niego na stole i pokazałam mu wyciągi z konta i wydruki z jego historii przeglądarki. Na początku próbował nieudolnie się z tego wytłumaczyć, ale w końcu przyznał, że tak, to wszystko prawda. Błagał mnie o drugą szansę.

- Kochanie, ja przestanę. Patrz, już usuwam te wszystkie dziewczyny z Instagrama. I anuluję subskrypcję na OnlyFans. Tyle lat jesteśmy razem. Ostatnio byłem w Aparcie, oglądałem pierścionki...

Kupił mnie tym ostatnim zdaniem. Naiwna, dwudziestosześcioletnia Basia. Życie wróciło do normy. Znowu oglądaliśmy seriale, jeździliśmy na rowerach, graliśmy w gry. Bawiliśmy się w dom. Minęło pół roku. Pewnego dnia zepsuł mi się laptop, a miałam ważny projekt do skończenia. Poprosiłam Pawła, żeby pożyczył mi swój. Wahał się, ale w końcu się zgodził. Po dwudziestu minutach musiałam wyszukać ważne dane w przeglądarce i wyskoczyła mi reklama strony porno. Szybko kliknęłam krzyżyk w górnym prawym rogu i zajrzałam do historii przeglądania. Historia lubi się powtarzać, mawiają. Kamerki, OnlyFans. Pamiętam moją pierwszą myśl: `Debil. Nawet historii przeglądania nie czyści, ani nie używa trybu incognito`.

Nie doczekałam się mojego pierścionka. Tej samej nocy spałam w pokoiku gościnnym w mieszkaniu mojej mamy na rozkładanej kanapie z IKEI. Zabrałam tyle, ile byłam w stanie. W weekend brat pomógł mi przewieźć wszystkie moje rzeczy w mieszkania Pawła do mieszkania mamy. W przeciągu tygodnia wynajęłam kawalerkę i przetransportowałam do niej moje graty. Płakałam parę dni.  Po dwóch miesiącach adoptowałam Mufkę. Od tamtej pory żyłam sama. Spotykałam się z przyjaciółkami. Unikałam klubów i nocnego życia. Przestałam pić. Znalazłam nową pracę. Lizałam rany.

Wspomnienie związku z Pawłem sprawiło, że czuję silną chęć wrąbania tabliczki czekolady i paczki czipsów, oglądając przy tym jakiś tandetny, babski serial. Daję sobie chwilę. Siedzę na kanapie i biorę głębokie wdechy, wprost do brzucha, zatrzymuję licząc do czterech, i wypuszczam powoli przez usta. Spokojnie, tylko spokojnie. Wdech, wydech. Pragnienie utopienia smutków w kojących ramionach śmieciowego jedzenia mija. Biorę do ręki telefon. Wybieram numer.

- Asia? Cześć, kochana. Co u ciebie? Co u mnie? Wszystko dobrze. Masz ochotę przejść się dziś do kina?

Znowu jestem tu i teraz. Jest niedziela, na zewnątrz świeci słońce.


Rozdział 7

Nadszedł maj i wisiała nade mną perspektywa czerwcowego urlopu. Kilka osób z pracy miało zamiar wziąć urlop w tym samym czasie i rozmawiały z ekscytacją w głosie o zagranicznych podróżach i planach, jakie robiły na czas wolny. Ja nie miałam planów. Gdzie miałabym pojechać? Na wakacje dla singli? Samotny wypad w góry? Trzy tygodnie w renomowanym spa? Sama mogłam równie dobrze spędzić te trzy tygodnie w mieszkaniu.

Pewnego dnia zbieram się na odwagę i zaglądam do biura Mateusza. Mateusz podnosi głowę znad laptopa.

- Przepraszam, pewnie ci przeszkadzam - mówię i czuję, że się strasznie rumienię, a mój żołądek zaciska się w pętelkę.

Mateusz uśmiecha się.

- Dla moich ulubionych współpracowników zawsze znajdę czas - mówi.

`Ulubionych współpracowników`. Czuję, że miękną mi kolana.

- Ja tylko na chwilę - jąkam się - Chciałam podziękować za kubek.

Mateusz śmieje się głośno, ukazując ładne, białe, proste zęby. Jego usta są idealne, pełne, zmysłowe, idealne do pocałunków. Robi mi się gorąco na tę myśl.

- Naprawdę, to tylko taki drobiazg w ramach uznania - mówi i wstaje od biurka.

Podchodzi do mnie i czuję zapach jego wody kolońskiej. Nie dość, że moje ciało jest rozgrzane od wewnątrz do czerwoności, co wyraźnie odzwierciedla szkarłat na moich policzkach, teraz czuję setki motyli w dole brzucha. Mój mózg wypełnia się puchatymi chmurkami cukrowej waty. Moje ciało reaguje na bliskość ciała Mateusza.

- Myślę, że to dopiero początek obiecującej kariery - mówi Mateusz i wkłada ręce do kieszeni spodni.

Uśmiecham się niezręcznie. Mateusz patrzy na mnie swoimi oczami koloru Morza Śródziemnego, otoczonymi firankami rzęs, a jasnobrązowy lok opada mu na czoło. Mam ochotę odgarnąć ten pukiel włosów z jego czoła.

- Dziękuję raz jeszcze - udaje mi się wydusić z siebie i szybko odwracam się na pięcie, żeby nie rzucić się na niego i nie zaczął rozrywać paznokciami jego idealnie gładkiej, jasnoszarej koszuli i nie wetknąć mu języka do ust.

- Dobrze wyglądasz - słyszę za plecami głos Mateusza.

W tym momencie wiem już, że przepadłam z kretesem. Mężczyzna, który był związany z inną kobietą, kompletnie zawrócił mi w głowie. Postanawiam, że zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby o nim zapomnieć.


Rozdział 8

Aśka to szczupła brunetka średniego wzrostu. Ma pieprzyk jak Marilyn Monroe i bystre, brązowe oczy. Jej śmiech jest zaraźliwy, a śmieje się często i bez przerwy żartuje. To dlatego tak bardzo chciałam się z nią przyjaźnić w liceum. Ona mówi, że przyciągnął ją do mnie mój spokojny, zrównoważony sposób bycia. Żadna z nas nie była królową piękności i chłopcy nie zwracali na nas uwagi, więc nazywałyśmy się `Ule Brzydule` - jako odniesienie od nazwy popularnego serialu. Gdy Aśka zaczęła chodzić do liceum, przeprowadziła się z rodzinnego miasteczka do naszego miasta i zamieszkała z ciotką. Bywałam u niej bardzo często. Ona u mnie również. Często u siebie nocowałyśmy. Poznałam jej starszego brata, Kubę. Kuba właśnie skończył liceum i zaczynał wymarzone studia za granicą. Kuba był bardzo przystojny, ale nie liczyłam na wiele, bo byłam `Ulą Brzydulą`, a poza tym nie było szans na częste spotkania. Polubiliśmy się jednak, i za każdym razem, gdy przyjeżdżał, spędzaliśmy czas grając w gry planszowe albo w gry na konsoli, oglądaliśmy głupkowate komedie amerykańskie i zamawialiśmy wielkie pizze, które w większości pożerał Kuba. Po maturze Aśka poszła na wybrany przez siebie kierunek studiów, a ja poszłam na zarządzanie mediami i reklamą. `Przyszłościowy kierunek` - kiwały głowami ciocie i wujkowie, a ja cieszyłam się perspektywą kreatywnej pracy w przyszłości. Aśka i ja nigdy nie straciłyśmy ze sobą kontaktu. Studiowałyśmy w tym samym mieście i co miesiąc chodziłyśmy na obiad do ulubionej knajpki, a w weekendy ruszałyśmy na podbój miejskich klubów. Ona znała moich znajomych ze studiów, ja znałam grono jej najbliższych koleżanek i kolegów.

Dzisiejszego popołudnia siedzimy z Aśką w ogródku kawiarni w centrum miasta. Zosia musiała zostać w pracy. Jest kierowniczką sali w popularnej restauracji i często nie udaje jej się dotrzeć na nasze babskie spotkania. Aśka ściąga sandały i kładzie nagie stopy na rattanowym, pustym fotelu obok fotela, na którym siedzi. Pije swoją mrożoną kawę i zlizuje z ust piankę. Ja zamówiłam lemoniadę, co uważam za luksus, bo powinnam była zamówić wodę z cytryną i miętą, ale jest tak ciepło i przyjemnie, że postanawiam rozpieścić się nieco. Moje ciało wygląda zdecydowanie lepiej od kiedy robimy z Mufką po dziesięć tysięcy kroków i różne ćwiczenia z filmików na YouTubie na smuklejsze, ładniej zarysowane mięśnie. Moja cera zyskała na zmniejszeniu ilości śmieciowego jedzenia i teraz jest gładka i zaczynają się na niej pojawiać piegi od słońca, pomimo kremu z wysokim filtrem.

- Jak w pracy? - pyta Aśka. - Dzieje się coś ekscytującego?

Kręcę przecząco głową. Czuję, że bluzka, którą mam na sobie, zdecydowanie nie pozwala skórze oddychać.

- Część ekipy planuje wakacje w czerwcu. Ja zresztą też. Tylko... - urywam.

Przyglądam się mojej szklance z lemoniadą.

- Co się znowu dzieje? - Aśka odchyla się na oparciu fotela i unosi okulary.

Odwracam głowę i przyglądam się ludziom spacerującym po rynku.

- Nie bardzo mam gdzie spędzić ten urlop - mówię. - Trzy tygodnie siedzenia w domu.

Wzdycham.

- Może wreszcie przejrzę te wszystkie śmieci w kartonach, które przytargałam po wyprowadzce od mamy - mówię.

- Jeszcze jego nie zrobiłaś? - śmieje się Aśką. - Jeśli nie zaglądałaś do nich przez ten cały czas, spokojnie możesz je wyrzucić na śmietnik. Dwa lata to dużo czasu.

W sumie ma rację. Niektórych kartonów nawet nie rozpakowałam.

- A jeśli w jednym z nich jest nasz pamiętnik z liceum? - mówię, udając przerażenie, i obie się śmiejemy.

- No dobra - odpowiada Aśka. - Przejrzyj kartony, i jeśli znajdziesz pamiętnik, koniecznie go do mnie przynieś.

Kiwam głową. Aśka siedzi przez chwilę z zamkniętymi oczami. Jej stopy, które spoczywają na siedzeniu fotela, ogrzewa słońce i nadaje im czerwonawy kolor. Wiem, że po kilkunastu minutach przebywania w cieniu ta czerwień przejdzie w brąz. Aśka opala się szybko i od razu na brązowo. Nagle podrywa głowę i podnosi palec do góry.

- Wiem! - mówi. - Pojedziemy do babci Heleny!

Patrzę na nią zaskoczona.

- Do babci Heleny? - powtarzam.

- Tak! Przecież wiesz, że ma ogromny dom z ogrodem na wsi - mówi Aśka. - Pytała mnie ostatnio, czy bym nie przyjechała pomóc w ogrodzie i oporządzić zwierzęta. To doskonały pomysł na spędzenie twoich trzech tygodni urlopu.

Niepewnie przesuwam palcem po szklance z lemoniadą.

- No nie wiem... A co z twoją pracą? Co z Mufką? - odpowiadam.

- Mufka jedzie z nami! - oświadcza Aśka. - A pracę mogę zabrać ze sobą. Babcia ma internet bezprzewodowy.

Śmieje się. Aśka prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Jest architektką. Aktualnie projektuje duży dom dla bogatego klienta. Pracy jest mnóstwo, ale wszystko może zrobić ze swojego laptopa.

- Kuba jej załatwił ten internet, gdy był u niej ostatnim razem - tłumaczy. - Dzięki temu babcia może rozmawiać ze mną przez wideo ze swojego komputera. Bo telefon to oczywiście cegła.

Przewraca oczami.

- No ale jak to? - pytam. - Mam mieszkać przez trzy tygodnie za darmo u twojej babci?

- Oj tam, `za darmo` - protestuje Aśka. - Odpracujesz w polu.

Zanosi się śmiechem, po czym wpycha sobie winogrono do ust.

- Najesz się truskawek - dodaje z łobuzerskim uśmiechem.

Odwzajemniam ten uśmiech i czuję, że to rzeczywiście może być dobry pomysł. Trzy tygodnie na wsi, z dala od tego całego życia na pokaz.

- Zgoda - mówię i obie uśmiechamy się promiennie.


Rozdział 9

Trzymam dwie przekazane mi przez kuriera paczki na kolanach. Siedzę na łóżku w mojej sypialni. Wiem, co jest w pudełkach. Mój nowy masażer łechtaczki i mini wibrator. Mam 28 lat i nie wiem nawet, czy kiedykolwiek przeżyłam pełen orgazm. Zanim kupiłam sobie moje nowe zabawki, przeczytałam tyle, ile byłam w stanie znaleźć na ten temat w internecie. Dowiedziałam się, że 75-80% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, żeby osiągnąć orgazm. Mężczyźni (jeśli można tak ich nazwać), z którymi uprawiałam seks do tej pory, nie interesowali się zbytnio moja łechtaczką. Seks oralny w ich wykonaniu określiłabym raczej jako chłeptanie owsianki i lizanie żelka. Zazwyczaj wystarczyło parę minut, żebym wiedziała, że ani nie wzmaga to mojego podniecenia, ani nie wywiera wpływu na mój organizm. Więc pochylałam się i przyciągałam ich głowę do siebie, a potem całowałam ich, a oni momentalnie zaczynali wpychać swoje sterczące przyrodzenia we mnie i ruszać biodrami - im mocniej, tym lepiej. I te ich żałosne próby pokazania mi, jacy są w tym dobrzy: kręcili biodrami, jakby chcieli zakręcić penisami wewnątrz mnie. Czasem wpijali się w moją pierś i miętolili językiem i zębami mój sutek, aż syczałam z bólu i odsuwałam ich twarz od siebie. A potem zaczynałam moją `arię operową`: `ach! och! ach!`. A oni zasugerowani moimi entuzjastycznymi jękami dochodzili szybko i padali obok mnie na łóżko, spoceni i zadowoleni z siebie. Niektórym zdarzało się pytać: `Doszłaś?`. No tak, jasne, że doszłam. Było cudownie. Tyle że... nie bardzo. Ale kiwałam głową. Moja starsza kuzynka Marta nauczyła się masturbować przy pomocy zabawek ze sklepów erotycznych w wieku 35 lat. Postanowiłam zacząć wcześniej, bo brakowało mi seksu, a apki randkowe zdecydowanie nie były czymś, na co miałam ochotę.

Rozpakowałam pudełka i wyjęłam zabawki. Jedną z nich był mały wibrator z dziesięcioma prędkościami i pulsacjami, drugą podłuży masażer ze ssawką na końcu. Do drugiego dodano drugą, silikonową nakładkę ssącą. W dyskoncie kupiłam lubrykant. We wszystkich artykułach piszą: `Upewnij się, że masz kilka godzin dla siebie, stwórz przyjemny nastrój, zapal zapachowe świeczki, włącz zmysłową muzykę. Potem rozbierz się i usiądź przed lustrem i przyglądaj się swojemu ciału. Dotykaj go, głaszcz je. Możesz użyć olejków do masażu`. Pieprzyć to. Nie będę udawać, że zamierzam tu stworzyć idealne miejsce do medytacji. Jest wieczór, więc po prostu zapalam lampkę na szafce nocnej. Widzę siebie niewyraźnie w dużym lustrze stanowiącym drzwi zamykanej szafy. Idę do łazienki i dezynfekuję wibrator i masażer, a potem podłączam je do ładowania. Wolałabym nie doświadczyć nagłej awarii sprzętu w czasie `nauki`.

*

Okej, jest wieczór. Wyłączam telefon. Byłaby siara, gdyby zadzwoniła mama, a ja z ręką między nogami i bzyczeniem w tle. Mogłabym nie odbierać i oddzwonić, gdy `ugaszę pożar`, ale jeśli już wzniecę ten pożar, to czy będę chciała go gasić tylko po to, żeby posłuchać, jak mama opowiada o deserze z wisienką w likierze w lodziarni w uzdrowisku? Nie, zdecydowanie nie. Postanowiłam, że będę trochę `cringy` i zapaliłam świeczkę zapachową i włączyłam muzykę relaksacyjną na laptopie, po czym włączyłam wygaszacz ekranu. Wibrator i masażer leżą na łóżku, podobnie jak lubrykant. Czy powinnam rozłożyć ręcznik, żeby nie upaprać pościeli lubrykantem? Rany boskie, o czym ja w ogóle myślę w takiej chwili?!


Rozbieram się do naga. Na szczęście w sypialni panuje bardzo przyjemna temperatura i nie czuję chłodu. Kładę się na łóżku, z głową na nieco uniesionej poduszce. Odwracam lekko głowę i widzę w lustrze moją twarz i rozrzucone na poduszce włosy oraz jedną pierś. Nie jest tak źle. Nawet nie czuję się zawstydzona. Wcześniej wzięłam krótką kąpiel, żeby być czysta, wypachniona i takie tam. W końcu dla siebie samej też trzeba być apetyczną, nie? Zamykam na chwilę oczy i zapadam się w miękką pościel na łóżku. Postanawiam posłuchać przez parę minut muzyki i się zrelaksować. W końcu nie mogę sobie obetrzeć łechtaczki w dramatycznym pościgu za `wielkim O`. Muszę być spokojna i zrelaksowana. Po chwili zaczynam przesuwać palcami po skórze moich przedramion, piersi, brzucha. Dotykam sutków. Szczypię je trochę, żeby zrobiły się twarde. To całkiem miłe. Głaszczę moje piersi, biorę je całe w dłonie, ściskam lekko. Przesuwam dłonie na brzuch. Delikatnie, opuszkami palców, kreślę kręgi wokół mojego pępka, a potem niżej, w stronę wzgórka łonowego. Golę sobie włosy łonowe i zostawiam tylko pasek idący od łechtaczki w górę. Dotykam palcami ogolonych miejsc na wzgórku łonowym. Czuję niewielki punkciki tam, gdzie wyrastają zazwyczaj włosy. Przesuwam dłonie niżej, uginam nogi w kolanach i rozkładam je, żeby było mi wygodniej. Głaszczę wewnętrzne strony swoich ud. To miłe. Głaszczę całe moje uda i ściskam pośladki. Przez chwilę jeszcze głaszczę brzuch i piersi. Jest tak spokojnie i jest mi... dobrze. Biorę do ręki lubrykant i wyciskam na dłoń. Żel jest zimny. Rozcieram go w dłoniach i później zaczynam dotykać się między nogami moimi nieco lepkimi, mokrymi dłońmi. Rozprowadzam lubrykant po całej wargach sromowych i gdy moja dłoń dociera do łechtaczki, wydaję cichy jęk. Jest niespodziewanie wrażliwa. Jakby całe te przygotowania rozluźniły moje ciało i przygotowały je na przyjemność. Zaczynam masować palcem wskazującym i środkowym moją łechtaczkę. Na początku czuję niewiele. Ale nie zamierzam się poddawać. Coś mi się należy po dwóch latach celibatu od czasu, gdy rozstałam się z Pawłem. Moje palce same rozsuwają moje wargi sromowe i znajdują wejście do cipki. Jest gorące i bardzo mokre. Podnoszę dłoń do światła i widzę kryształowy nitki między palcami, jak pajęczyna. Chyba mogę zacząć zabawę z moimi nowymi przyjaciółmi. Niepewnie biorę masażer do ręki. Tu się włącza, tu zmienia obroty, tu wyłącza. Kumam. A wibrator? Przycisk u samej podstawy. Włącz, wyłącz, zmień tryb. Nakładam przyssawkę masażera na łechtaczkę, która teraz staje się niewidoczna pod białym silikonem, i naciskam `start`. Pierwsze odczucie niemal podrywa mnie z łóżka. Odsuwam masażer i śmieję się na głos.


- Oj, Basiu... - mówię do siebie i kręcę głową, a potem wracam do poprzedniej pozycji.


Rozsuwam szerzej nogi, upewniam się, że moja łechtaczka jest odpowiednio pokryta lubrykantem, ponownie przykładam masażer i przygotowuję się do tego, co na mnie czeka. Start. Czuję delikatne mrowienie w ciele. Masażer pulsuje i wciąga moją łechtaczkę do środka, a potem puszcza, i znowu lekko zasysa. Nieświadomie zaczynam drażnić swój sutek. Masażer ssie i coraz silniej czuję, że ciało drży. Muzyka płynie spokojnie z głośników laptopa. Wrzucam wyższy bieg i wydaję z siebie jęk. Och. Jest dobrze, jest dobrze. Trochę więcej lubrykantu. Im więcej lubrykantu, tym łechtaczka lepiej reaguje na ssanie. Zaczynam bezwiednie poruszać biodrami na łóżku. Jeszcze. Odwracam głowę w stronę lustra i widzę nieco zaczerwienione policzki i szkliste oczy. Kobieta, która chce, żeby ktoś dał jej przyjemność. Rozciągnął jej cipkę swoim kutasem, łagodnie, wślizgując się do samego końca, a potem powoli go wyjął, i robił to tak długo, aż wreszcie oboje dojdą, spoceni, spełnieni. Odkładam na chwilę masażer, biorę lubrykant, rozcieram go między nogami, ponownie przykładam masażer do łechtaczki (jeszcze), a potem włączam wibrator. Łagodnie przesuwam nim pomiędzy wargami i rozchylam je, szukając wejścia do cipki. Czuję jak wibruje. Chcę go poczuć  w środku. Zaczynam wsuwać go w siebie powoli i pozwalam sobie na jęki i westchnienia. Cały czas trzymam masażer na łechtaczce. Czuję, że jest napęczniała i chce więcej. Zaczynam lekko wsuwać i wysuwać wibrator z cipki. Szybciej. Włączam silniejsze drgania. Czuję, że coś się zaczyna ze mną dziać. Moje stopy są jakby zdrętwiałe, w podbrzuszu zaczynają trzepotać motyle. Jeszcze. Nie wiem nawet, ile czasu minęło. Wiem, że palce moich stóp są podkurczone, a moje biodra poruszają się w tym samym rytmie, w którym pieprzę samą siebie wibratorem. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Nie rozpoznaję siebie. To jakaś bezwstydna wersja mnie. Cipka, którą rżnie jakiś kutas, który wie, jak sprawić, by kobieta doszła. Mateusz. Jego imię rozbrzmiewa gdzieś z tyłu mojej głowy i widzę jego niebieskie oczy. Od wejścia do mojej cipki w górę moich ud i wzgórka łonowego zaczynają mnie ogarniać zimne i gorące ognie. Przestaję kontrolować to, co się dzieje. Wiem tylko, że moja łechtaczka zaraz eksploduje. Włączam silniejszy bieg i nagle moim ciałem wstrząsa nagła fala ulgi, jakbym eksplodowała od środka. Dygoczę i odsuwam masażer od łechtaczki. Wyciągam z cipki wibrator i wyłączam oba. Leżę na łóżku. Moje ciało jest inne. Czuję mrowienie na czubku języka. Całe moje podbrzusze pulsuje. Kładę dłoń między nogami i czuję bicie swojego serca. Moje serce bije teraz między moimi nogami. Może to dlatego miłość i seks muszą iść ze sobą w parze. Przygryzam wargę. Teraz, kiedy już wiem, czego mogę się spodziewać, zastanawiam się, czy nie wgryzłabym się w kolejny słodki cukierek...


Rozdział 10

Siedzę przy biurku z nogą założoną na nogę i stukam czubkiem ślicznego, nowego buta typu baletki o ścianę biurka. To mój ostatni dzień przed urlopem. Na zewnątrz jest cudownie ciepło, ale wewnątrz biura jest klimatyzacja, więc nie odczuwam ciepła słonecznych promieni. W myślach powracam do wieczora kilka dni wcześniej, gdy po raz pierwszy dowiedziałam się, jak to jest przeżyć orgazm w całej jego pełni. Czuję, że chętnie wymknęłabym się do łazienki i pobawiła się moim masażerem, ale odrzucam tę myśl. W odległym naroźniku przestrzeni biurowej widzę Mateusza i pokusa przyłożenia główki masażera do mojej łechtaczki staje się jeszcze silniejsza. `Przestań` - strofuję się w duchu. Odwracam wzrok i zaczynam rozmyślać o kolejnych trzech tygodniach w wiejskim domu babci Aśki. Tego mi właśnie potrzeba. Dzisiaj czeka mnie wybór garderoby (właściwie nie wiem po co, bo dla kogo miałabym się tam stroić - dla Aśki i jej babci i lokalnych gospodarzy?), książek, które chcę przeczytać i przesłuchać, a także sporządzenie listy rzeczy, w które muszę się zaopatrzyć w lokalnym dyskoncie zanim zacznę pakowanie. Patrzę na kubek w niebieskie kwiatki stojący przede mną na biurku i zastanawiam się, czy zabrać go ze sobą (i pocierać nim moją łechtaczkę zanim zacznę zabawę z masażerem - rany, jakie ja mam czasem głupkowate myśli!). W końcu podejmuję decyzję, że wezmę go na wakacje. Będzie mi przypominał o tych niebieskich oczach, zapachu wody kolońskiej i ciepłym dotyku na moim ramieniu tamtego dnia podczas zebrania. Wzdycham. Mateusza nie ma już w zasięgu mojego wzroku. Za godzinę wychodzę. Szanse na to, że jeszcze go zobaczę przed trzema tygodniami rozłąki są niewielkie. Czuję, że będę za nim bardzo tęsknić.

*

Staję przed moim regałem z książkami. Tak, przyznaję się bez bicia: należę do osób kupujących książki, których później nie jest w stanie przeczytać, w wyniku czego mój regał coraz bardziej się zapełnia. Zastanawiam się, czy zabrać ze sobą książki, które już czytałam, a do których lubię wracać, czy może w końcu przeczytać zaległe lektury. Decyduję się na to drugie. Postanawiam zabrać `Gdzie śpiewają raki`, `Haunting Adeline` tom 1, `Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej` i `Bezmatek`. Gdybym chciała się z kimś założyć, że przeczytam je wszystkie w trzy tygodnie, z pewnością bym przegrała. Książki wybrane. Teraz czas na zanurzenie się w odmęty szafy z ubraniami. Postanawiam ułatwić sobie sprawę, bo mam całe popołudnie i wieczór dla siebie, więc wyrzucam wszystko na podłogę. Siadam ze skrzyżowanymi nogami i zaczynam przeglądać bluzki, sukienki, szorty, spódniczki, topy i bieliznę. Czy jest sens zabierać koronkową bieliznę na wakacje u babci na wsi? Postanawiam, że na jedno śliczniutkie pudrowo-różowe body z koronki znajdzie się miejsce w torbie. Przerzucam ubrania i po chwili nachodzi mnie myśl, że będę to przecież musiała poukładać z powrotem w szafie, ale Basia-leniuch uznaje, że po prostu wrzucę to na półki i powieszę przypadkowo na wieszakach, a porządek zrobię następnego dnia. Mufka tarza się w stercie ubrań.

- Mufi - śmieję się i czochram ją po kudłatym brzuchu. - Będę mieć sierść na ubraniach.

Sierść będę mieć tak czy inaczej, ale wolałabym mniej niż więcej. Na koniec siadam do listy zakupów, i gdy wreszcie mam wszystko spisane, kładę się na łóżku i zerkam w stronę szuflady szafki nocnej. A może by tak... Postanawiam wprowadzić się w odpowiedni nastrój i wyszukuję coś, co powinno nastroić mnie odpowiednio. Mam zaległy sezon `Bridgerton` do obejrzenia. Idealnie.

*

Po sobotniej wyprawie do dyskontu i sąsiadującego z nim supermarketu mam już wszystko: zapas kosmetyków, wacików, balsam i krem do twarzy z filtrem, balsam po opalaniu, sprej na komary i kleszcze, wtyczkę na komary do kontaktu (wersja baby), oraz tonę innych rzeczy. Nawet kapelusz słomkowy sobie kupiłam. Czarny. I duże okulary. Jak gwiazda filmowa.

Po powrocie do domu Mufka i ja robimy pozostałe mi do codziennej normy pięć tysięcy kroków i wracamy. Jest gorąco. Jestem spocona i zmęczona. Odpoczywam przez chwilę na łóżku przy przyjemnych podmuchach wentylatora. Gdy czuję się lepiej, idę do kuchni po szklankę wody z plasterkiem cytryny i udaję się do łazienki, gdzie najpierw w wannie szoruję peelingiem do ciała wszystkie bardziej owłosione miejsca na moim ciele (na szczęście nie mam ich zbyt wiele), a potem wycieram się i biorę do ręki golarkę. Siadam na desce klozetowej i dokładnie depiluję sobie pachy, łydki i okolice bikini. Krzywię trochę twarz, gdy depilator wyrywa włoski z boków wzgórka łonowego, ale lubię mieć gładką skórę. Poza tym, jak by to wyglądało, gdybym położyła się na kocu w stroju kąpielowym i po bokach majtek od kostiumu kąpielowego widać byłoby czarne kikuty? No dobra, ogródek na wsi na zadupiu to nie plaża w Monte Carlo, ale lubię o siebie dbać. Tak mam od dziecka. Czuje się wtedy pewniejsza siebie, bardziej kobieca. Smaruję wydepilowane łydki i okolice bikini żelem z aloesu i zawijam się w ręcznik. Zostało już tylko pakowanie. W markecie kupiłam małą, fioletową kosmetyczkę na moje zabawki. Są już umyte i spakowane, a kosmetyczka spoczywa na dnie plecaka, do którego się spakuję. Nie wiem nawet, czy będę miała własny pokój, żeby w spokoju poświęcić się `praktykom relaksacyjnym`, ale wolę dmuchać na zimne. W poniedziałek rano Aśka podjedzie swoim małym Suzuki i zabierze nas w podróż w krainę chwastów, kurzych odchodów i robactwa. Ahoj, przygodo!


Rozdział 11

Aśka spóźnia się o kwadrans. W tym czasie gorączkowo biegam z jednego pomieszczenia do drugiego, zastanawiając się, czy wszystko zabrałam. Mufka wyczuwa, że coś się szykuje, i waruje pod drzwiami, obserwując bacznie moją bieganinę. Gdy mam już pewność, że wyłączyłam wszystkie wtyczki z kontaktów, zakręciłam wodę i gaz, pozamykałam okna, podlałam kwiaty i wyrzuciłam całe jedzenie, które mogłoby się zepsuć podczas mojej nieobecności, biorę plecak, wkładam na głowę kapelusz, wsuwam okulary na nos, zarzucam plecak na ramię (brzmi to tak, jakbym go po prostu przerzuciła, ale wierzcie mi, wymagało to ode mnie sporo wysiłku), zapinam smycz na obroży Mufki i wychodzimy z domu. Dwa razy sprawdzam, czy zamknęłam drzwi na klucz i wybiegamy radośnie z budynku w stronę samochodu Aśki. Aśka otwiera bagażnik i pomaga mi spakować do niego plecak, a potem zapinamy Mufkę w szelki na tylnym siedzeniu. Zajmuję miejsce pasażera, Aśka sprawdza, czy każda z nas ma swoją butelkę z wodą, po czym uruchamia silnik i ruszamy.

- Jesteśmy jak Thelma i Louise - mówię ze śmiechem.

-  Obyśmy nie skończyły, jak one - wtóruje mi śmiechem Aśka. - Nie, jesteśmy Bonnie i Clyde. Sherlock i Watson. Flip i Flap.

Obie wybuchamy śmiechem.

- Ja jestem Audrey Hepburn - obwieszczam, poprawiając na głowie kapelusz. - Możesz być Marilyn Monroe.

- Trochę nie pasuję urodą - zaprzecza Aśka. - Będę Elizabeth Taylor.

Kiwam głową. Ustalone. Gwiazdy kina jadą na przystań, do której przycumowany jest jacht, którym mają dotrzeć na Majorkę. Albo Minorkę. Albo Sardynkę. Pomimo, że nie jest to dozwolone, zdejmuję baletki i kładę stopy na desce rozdzielczej. Aśka włącza muzykę i zaczynamy śpiewać na cały głos. Jest wcześnie i czuję, że mam lekkie mdłości, ale to minie. Póki co skupiam się na słowach piosenki i widokach za oknem, gdy opuszczamy przedmieścia.

Zjeżdżamy z obwodnicy i jedziemy teraz lokalnymi drogami pośród typowo polskich krajobrazów.

- Proszę szanownej wycieczki - mówi Aśka poważnym, niskim głosem, udając przewodnika wycieczek, - po prawej stronie drogi możemy zaobserwować ciągnące się w nieskończoność pola uprawne, należące zapewne do lokalnych gospodarzy. Natomiast po lewej stronie - oczyszcza gardło, - rozciąga się typowo sielski krajobraz polskiej wsi, przedstawiający łany zboża, które sięgają najbliższego lasu, który widać na horyzoncie. A tutaj - Aśka robi dramatyczną przerwę, - krowa! Polska, czystej krwi na własnych uprawach hodowana krowa!

Obie wybuchamy śmiechem.

- A teraz wjeżdżamy do niewielkiej wsi, gdzie przodownicy pracy z pełnym oddaniem spełniają swój obowiązek wobec ojczyzny, pracowicie spełniając dzienną normę - kontynuuje Aśka.

Chichoczę i kręcę głową nad jej paplaniną.

- Głupek - mówię tylko, a Aśka wytyka język i chichocze razem ze mną.

- No co, próbuję zapewnić nam rozrywkę - wzrusza ramionami Aśka.

Wyciągam telefon i przeglądam Instagrama. Robię zdjęcie pięknego, błękitnego nieba i łanów zboża za oknem samochodu. Wrzucam zdjęcie i podpisuję: `Gdzie wariatki dwie, tam będzie się działo`, i oznaczam Aśkę na zdjęciu. Dwie minuty później mam już serduszko od Zosi i komentarz: `A ja ciężko zarabiam na chleb w biurze, bo nie dali mi urlopu :(`. Czytam komentarz Aśce, która mówi:

- Odpisz jej, żeby w piątek po pracy spakowała dupsko w swoją Hondę i przyjechała do nas na weekend.

Tak też robię i otwieram przeglądarkę. Zaczynam przeglądać mapę okolic, w które jedziemy. Zdaje się, że będziemy mieszkać między dwoma jeziorami. Brzmi nieźle.

- Jak się nazywa ta wieś? - pytam, żeby się upewnić.

- Brzozogaj - odpowiada Aśka. - Babcia mieszka na samym skraju, nieco dalej od głównych zabudowań. W jej ogrodzie można chodzić nago i nikt cię nie zobaczy - dodaje łobuzersko. - No, może poza babcią, ale ona już dawno temu przestała się interesować jakąkolwiek nagością.

Uśmiecham się pod nosem.

- Skoro już jesteśmy przy tym temacie - zaczyna z lisim uśmiechem Aśka, - jak twoje nowe zabawki?

Oczywiście musiałam jej powiedzieć, że dokonałam nowego zakupu. Aśka wie o mnie wszystko, więc tego też przed nią nie ukryłam.

- Sprawdzają się na tyle, że zaczynam rozważać rezygnację ze związku z przedstawicielem płci przeciwnej - odpowiadam ze śmiechem.

- A tej samej? - pyta Aśka zaczepnie, w odpowiedzi na co daję jej kuksańca w bok.

- Nie strzelać do kierowcy! - broni się Aśka.

- Przecież wiesz, że sprawdziłam już, że jestem hetero - oświadczam.

- Szalone lata studenckie, co nie? - mruga do mnie Aśka.

Kiwam głową i ponownie odblokowuję telefon.

- Intryguje mnie pewna kwestia - mówię, przygryzając wargę.

Aśka zerka na mnie z zaciekawieniem. Wpisuję w wyszukiwarkę pytanie: `Czy kobieta może osiągnąć orgazm jedynie przez penetrację penisem?`. Po chwili pojawia się automatyczna odpowiedź. Czytam pytanie na głos Aśce, która momentalnie okazuje zainteresowanie.

- I jaka jest odpowiedź? - pyta.

- `Nie, orgazm nie musi być osiągany tylko przez penetrację. W rzeczywistości, dla wielu kobiet penetracja pochwy nie jest wystarczająca do osiągnięcia orgazmu.  Oto kluczowe fakty: Rola łechtaczki: Większość kobiet osiąga orgazm przede wszystkim dzięki stymulacji łechtaczki.

Różnorodność: Orgazm można osiągnąć na wiele sposobów, w tym poprzez stymulację łechtaczki (ręczną, oralną, za pomocą gadżetów), stymulację punktu G, a także podczas masturbacji. Indywidualne preferencje: Brak orgazmu podczas samej penetracji jest całkowicie normalny i nie świadczy o żadnych zaburzeniach. Orgazm jest kwestią bardzo indywidualną, a techniki takie jak zmiana pozycji, dodatkowa stymulacja łechtaczki podczas penetracji mogą pomóc w jego osiągnięciu.` - czytam odpowiedź podaną przez bota Google.

- Hm, ciekawe - mówi Aśka i obie pogrążamy się w rozmyślaniach, a raczej we wspomnieniach naszych poprzednich doświadczeń łóżkowych.

- Czyli że jak? - pyta Aśka, gryząc skórkę na kciuku. - Samo włóż-wyciągnij-włóż-wyciagnij nie działa?

- Z tego, co tu czytam, wynika - mówię, - że stymulacja łechtaczki poprzez pocieranie jej podczas jest konieczne. Może dlatego pozycja misjonarska była najbardziej popularna przez tyle lat? - zastanawiam się.

- Trzeba będzie przeprowadzić intensywne badania nad tym tematem - oświadcza Aśka swoim poważnym, męskim głosem przewodnika wycieczki. - Ten wyjazd może stanowić niezwykle cenne źródło informacji, które mogą nawet stanowić materiał na pracę doktorską.

- Z promocji i reklamy, czy z architektury? - pytam, po czym obie wybuchamy śmiechem.


Rozdział 12

Jesteśmy na miejscu. Dom babci Asi leży na ogromnej działce, otoczony najbardziej magicznym ogrodem, jaki można sobie wyobrazić. Od żelaznej bramy jedziemy piaszczystą drogą pod sam dom, gdzie Aśka parkuje samochód. Wysiadamy. Jest gorąco, co stanowi duży kontrast z chłodem klimatyzacji we wnętrzu Suzuki Aśki. Rozglądam się dookoła. Byłam tu wcześniej i wszystko wygląda dokładnie tak, jak to zapamiętałam. Ogromne, stare drzewa owocowe, dziko rosnące kwiaty, ale też malwy i słoneczniki rosnące pod ścianami domu, oraz skalniaki, które założyła babcia Hela. Otwieram drzwi samochodu i rozpinam Mufkę z jej szelek. Wyskakuje z wnętrza auta i zaczyna jak szalona biegać po podwórku przed domem. W drzwiach staje uśmiechnięta od ucha do ucha babcia Hela.

- No i przyjechały wreszcie! - cieszy się, wycierając dłonie w lnianą ścierkę kuchenną.

Aśka biegnie ku niej i rzuca jej się na szyję. Jest bardzo zżyta z babcią. Spędzała u niej wszystkie wakacje, letnie i zimowe, od kiedy tylko pamięta. Kiedy żył dziadek, zabierał ją zimą na sanki i do lasu, a latem jeździli rowerami łowić ryby w pobliskich jeziorach. Z tego, co wiem, w okolicy są dwa jeziora, jedno bardzo blisko, z luksusowymi hotelami i pensjonatami w pobliżu plaż. Drugie jest nieco dalej. Nad brzegiem tego drugiego jest wybudowany nowoczesny pomost z kładkami w kształcie okręgów. Przez połowę podróży Aśka snuła opowieści o tym, jak będziemy się kąpać i chodzić na plaże przy ośrodkach wypoczynkowych, żeby podrywać miejscowych, pływać, wypożyczać kajaki, opalać się, palić ogniska i takie tam. Cieszyła się z tego jak dziecko. Nie brzmi to, jak najczarniejszy scenariusz, więc również uśmiecham się w duchu. Mufka obskakuje babcię i liże ją po rękach.

- Och, ty pięknoto - mówi babcia. - Żebyś mi tylko kur nie zjadła.

Babcia Hela śmieje się, a Aśka chichocze. Podchodzę do babci Heli.

- Dzień dobry.

- Basia! - babcia uśmiecha się od ucha do ucha. Jej rumiane policzki błyszczą niczym małe jabłuszka, a wokół oczu ma głębokie zmarszczki. Takie od uśmiechu. Ściska mnie mocno. - Tak dawno cię nie widziałam. Chyba jeszcze przed studiami.

- Całkiem możliwe - udaje mi się wydusić z siebie, gdy tonę w babcinym uścisku.

- No chodźcie, chodźcie - mówi babcia. - Rozpakujecie się i dam wam kompotu, bo pewnie pić wam się chce. I placek upiekłam, ale jeszcze gorący.

Aśka patrzy na mnie i szczerzy zęby. Wyciągamy nasze plecaki i torby z samochodu i wchodzimy do domu. Zanim wchodzę, przystaję i patrzę na dom. Jest duży i stary, z czerwonej cegły, ale pokryty beżowym tynkiem. Ma jedno piętro i niskie poddasze, a do tego piwnicę, ale ostatni raz zapuściłyśmy się tam z Aśką jeszcze w liceum, w poszukiwaniu skarbów. Długa historia. Wzdycham na to wspomnienie i wchodzę po małych drewnianych schodkach na ganek, a potem do chłodnego wnętrza domu. Plecaki zostawiamy w dużej, starannie zamiecionej sieni i wchodzimy na korytarz. Po jego prawej stronie wznoszą się długie drewniane schody na piętro, a przed schodami są drzwi do przestronnej kuchni. Kuchnia jest przytulna i przywodzi na myśl wspomnienia dzieciństwa, z wszystkimi jego zapachami i smakami. W prawym rogu w głębi jest narożna drewniana ława, a przy niej stół z ceratą w niebiesko-białą kratę, przypiętą pinezkami. Przy boku od strony kuchni stoi druga drewniana ławka. Z łatwością pomieściłoby się przy tym stole siedem osób. Szafki są stare i pomalowane na biało. Kuchenka jest nowa, ale gazowa. Babcia woli tradycyjne metody przyrządzania potraw. Lodówka też jest nowoczesna. Duża, stalowa. Na ścianach wiszą zdjęcia, wyszywane serwetki i wycinanki o ludowych, tradycyjnych wzorach. Za niektóre ramki, jak to zwykle bywa, zatknięte są tzw. `święte obrazki`. Ale czego innego się spodziewać po tradycyjnym, wiejskim domu. Z kuchni przechodzi się do jadalni. Wsuwam głowę do wnętrza pokoju. Nic się w nim nie zmieniło przez ostatnich niemal dziesięć lat: duży, drewniany, wypolerowany stół z ciemnego drewna z białymi, szydełkowymi serwetkami, dziesięć pasujących do niego krzeseł obitych czerwonym aksamitem. Po lewej stronie duży kredens i komoda na zastawę kuchenną. Po prawej w głębi stare pianino i stołek. W rogu za drzwiami zielony piec kaflowy, ale nieczynny. Aśka i jej brat postarali się, żeby babcia miała centralne ogrzewanie w całym domu. Została sama po śmierci dziadka i nie szczędzą na nią pieniędzy. Naprzeciwko kuchni jest tak zwany pokój dzienny, a w głębi korytarza, za pokojem dziennym, toaleta. W pokoju dziennym babcia z dumą pokazuje wygodną, obszerną kanapę obitą oliwkowym pluszem oraz dwa wygodne fotele, jak również duży telewizor.

- Mam to całe fajfaj - chwali się babcia Hela. - Mogę internet oglądać. Hasło jest z tyłu telewizora, Kuba napisał dużymi literami i nakleił, żebym nie zapomniała - tłumaczy babcia.

Aśka zaciska usta i z trudem tłumi chichot. Obie od razu wpisujemy hasło do naszych telefonów komórkowych i mamy już łączność ze światem za pomocą szybkiego łącza bezprzewodowego. Tylną ścianę pokoju zajmuje stary, drewniany regał, który - wnosząc po niewielkich dziurkach - zaczęły już konsumować korniki. Regał wypełniony jest książkami. Pamiętam, jak wybierałyśmy z Aśką książki z regału i zaszywałyśmy się pod kocami, z kubkami ciepłej herbaty z miodem. Albo brałyśmy koce i biegłyśmy na trawnik, żeby czytać w cieniu wielkich czereśni rosnących w głębi ogrodu.

- Pokoje macie te same, co zawsze - mówi babcia Hela. Asia na końcu po lewej, Basia po prawej. Już wam pościel zmieniłam i wywiesiłam kołdry na balkonie, żeby się wietrzyły.

Uśmiecham się na tę myśl. Pachnąca letnim wiejskim ogrodem kołdra i wygodne, podwójne łóżko, w którym zawsze sypiałam, gdy odwiedzałam babcię razem z Aśką.

- No to się rozpakujcie i chodźcie na obiad. Schabowe zrobiłam. Kubie usmażę, jak przyjedzie.

- Kubie...? - powtarzam za babcią i mrugam oczami z niedowierzaniem.

Aśka śmieje się na cały głos.

- Zapomniałam ci powiedzieć - mówi. - Kuba przyjeżdża spędzić z nami urlop. I nie przyjeżdża sam - dodaje Aśka. - Przyjeżdża ze swoim przyjacielem.

Aśka patrzy na mnie i uśmiecha się szelmowsko. No ładnie. Czyli jednak nie będą to wolne od stresu, ciągłej obecności facetów i problemów, które się z tym wszystkim wiążą. Z trudem zarzucam plecak na ramię. Mufka biegnie przede mną po schodach śmiesznie stawiajac łapy, a ja wspinam się do pokoju, który będzie moim centrum dowodzenia przez następne trzy tygodnie.


Rozdział 13

Siadam na łóżku i zaczynam rozpakowywać plecak. Okno pokoju wychodzi na mały balkon, przez poręcz którego przewieszona jest lekka kołdra wypełniona pierzem. Po chwili do mojego pokoju wpada Aśka i siada ze skrzyżowanymi nogami na łóżku.

- Co ciekawego przywiozłaś? - pyta, zaczynając przeglądać książki, które wyjmuję z plecaka. - Też kilka zabrałam, możemy się wymienić, jeśli coś nam się spodoba.

- Jasne - odpowiadam.

- Babcia Hela wstawiła już ziemniaki, więc niedługo będzie obiad, a potem możemy iść do ogrodu albo powłóczyć się po okolicy z Mufką - mówi Aśka, przerzucając strony `Haunting Adeline`.

- Słyszałam, że to całkiem niezłe - mówi i chichocze. Potem sięga po moją fioletową kosmetyczkę.

- Nie ruszaj! - krzyczę i robię się czerwona jak burak, ale Aśka już otworzyła kosmetyczkę i przegląda zawartość.

- No proszę - mówi z chytrym uśmiechem i przygryza wargę. - Ładny zestaw. Tylko wiesz - dodaje konspiracyjnym szeptem, - chłopacy będą spać w pokoju obok, więc postaraj się bawić po cichu.

Przełykam ślinę. Tego nie przewidziałam. Faktycznie Kuba i jego kolega będą spali w sypialni sąsiadującej z moim pokojem, naprzeciwko łazienki. No trudno, będę musiała jakoś sobie poradzić. To w końcu tylko trzy tygodnie, może nawet nie sięgnę do kosmetyczki.

- Przyjdź potem do mnie, to pokażę ci, co ja zabrałam - śmieje się Aśką i przewraca się na plecy, klikając na przycisk wibratora i sprawdzając różne ustawienia.

Kiwam głową i wkładam wszystkie ubrania na półkę dużej, drewnianej szafy garderobianej. Książki kładę w stosiku na stoliku z szydełkową, białą serwetką i wazonem z kwiatami. Babcia postarała się, żebyśmy miały warunki jak w najlepszym pensjonacie.

- Obiad! - słyszymy wołanie dobiegające z parteru i Aśka zrywa się z łóżka.

Pospiesznie pakuję wyjęte przez nią zabawki do fioletowej kosmetyczki i chowam ją głęboko na półce, za ubraniami. Wychodzimy z pokoju i zbiegamy po schodach do kuchni. Babcia Hela drepcze między stołem i kuchenką. Nakłada do miski parujące ziemniaki odcedzone z wody i posypuje je świeżo umytym koperkiem z ogrodu. Stawia miskę z ziemniakami na stole i zdejmuje z patelni kotlety schabowe panierowane, po czym obok ziemniaków stawia talerz z całym stosem pysznych kotletów.

- Jeszcze buraczki - mówi zamyślona i nakłada ćwikłą z chrzanem do kamionkowej miseczki ze wzorem z Bolesławca. - Jedzcie, żeby nie ostygło - zachęca nas, uzupełniając stojący na stole posiłek miseczką z burakami. - Asiuchna - mówi, - idź do sieni, tam jest kompot. Nalej do dzbanka i przynieś to sobie wypijemy do obiadu.

Siadamy przy stole wszystkie trzy i nakładamy sobie kopiaste talerze. Postanowiłam zrobić sobie przerwę od ścisłej diety na czas wakacji. To nie oznacza, że będę sobie nadmiernie folgować, ale nie zamierzam też się głodzić. Obiad jest pyszny. Wszystko świeże, z przydomowego ogródka. Zrobione babcinymi rękami. Jemy i odpowiadamy na pytania babci Heli.

- Ja mówiłam Asi, że ten Paweł to mi nie brzmi na dobrego człowieka - mówi babcia Hela, gdy kończę opowiadać o moim związku z Pawłem. - Babiarz. Tylko mu dupy w głowie.

- Babciu! - śmieje się Aśka.

- Jeszcze zatęskni za domowym obiadem i oddaną kobietą, co mu rogów nie przyprawi. Żeby na dobrego chłopa trafić... Oj, to nie tak łatwo, dziewczęta - kręci głową babcia Hela. - Żeśmy się z Mirkiem zeszli, to było przeznaczenie. Złoty człowiek, świeć Panie nad jego duszą.

Pamiętam dziadka Mirka. Wesoły, pracowity, zawsze miał w kieszeniach lizaki i wciskał nam ukradkiem. To był jego nawyk, od kiedy rzucił palenie. Zawsze z lizakiem w ustach. Wiecznie trzymały się go żarty. W Lany Poniedziałek gonił babcię Helę po podwórku z wężem ogrodowym. Gdy Asia i Kuba byli dziećmi, zawiesił huśtawkę na grubej gałęzi jabłoni. Huśtawka, spłowiała i nosząca ślady minionych lat i zabaw, nadal wisiała w tym samym miejscu. Dziadek co jakiś czas wymieniał linki, dla bezpieczeństwa. Odszedł jeszcze zanim skończyłyśmy studia. Rak jelita grubego. `Znowu się opiłem maślanki, cholera` - mówił, gdy w czasie posiłku biegł w stronę toalety. Gdy go zdiagnozowali, było już za późno. Teraz spoczywał na cmentarzu w Ostrowitem. Jego zdjęcia zdobiły ściany i szafki w całym domu. Babcia Hela nie opłakiwała go na oczach ludzi. Zawsze mówiła o nim ze śmiechem i tym samym uwielbieniem, które miała dla niego przez cały okres ich randkowania, narzeczeństwa i małżeństwa.

- Dobry kompot - Aśka klepie się po brzuchu.

- Tak się najadłaś, że ci brzuch wyskakuje z szortów - śmieję się

- Przyganiał kocioł garnkowi - Aśka trzepie mnie po ramieniu zeszytem z krzyżówkami, który leżał między nami na ławce. - Widziałam, że zjadłaś trzy kotlety.

Czerwienię się jak buraczki, których ślady ciągle mam w kącikach ust.

- To mnie pozwij do sądu! - rzucam jej w twarz i nagle wszystkie trzy, wraz z babcią Helą, zaczunamy się śmiać.

- Nie mam miejsca na placek - jęczy Aśka. - Idziemy na spacer i siestę w ogrodzie - oznajmiła babci, po czym zaczęła zbierać brudne naczynia ze stołu i wkładać je do zmywarki. - Idź się przebierz, czy coś tam - odwróciła się Aśka do mnie. - Weź kapelusz, okulary, filtr i książkę do torby. Ja zaraz przyjdę.

Idę do swojego pokoju. Ubieram strój kąpielowy, w razie gdybyśmy postanowiły się opalać albo zabłąkały nad jedno z jezior, smaruję się cała kremami z filtrem, po czym wkładam oliwkową lnianą sukienkę do kostek, z wiązaniem na szyi. Do tego zakładam czarne japonki i mój kapelusz oraz okulary-muchy w stylu gwiazdy filmowej. Do tego biorę czarną torebkę z rafii, wkładam do niej `Gdzie śpiewają raki`, butelkę wody mineralnej, chusteczki, mokre chusteczki, płyn antybakteryjny, płyn na robaki, kremy z filtrem, małą podręczną apteczkę, i jestem gotowa. Po dziesięciu minutach do pokoju wchodzi Aśka z miną równie ważnej celebrytki, którą ja trenowałam właśnie przed lustrem, i wychodzimy z domu.

- Ale klara - narzeka Aśka.

To prawda. Słońce przypieka nasze ramiona i ręce oraz długie nogi Aśki w nieprzyzwoicie krótkich szortach. Niech sobie nosi te szorty. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie na tym pustkowiu, to gdzie?

- Psikamy się na kleszcze - mówi Aśka i wyjmuje sprej z plecaczka. - Pójdziemy w stronę lasu, żeby się trochę lżej poczuć po obiedzie, a potem wracamy do ogrodu na kocyk.

Droga do lasu jest piaszczysta. Moje japonki są wkrótce szare, a stopy brudne. Wracamy. Po drodze Aśka wbiega do domu i wychodzi niosąc duży kosz, a przez ramię ma przewieszony pled piknikowy, który niemal dotyka ziemi po obu stronach. Zabieram od niej koc i obchodzimy dom dookoła. Za domem rosną stare drzewa: wiśnie, zarówno te duże i soczyste, jak i te małe, o głębokim, bordowym kolorze. Obie odmiany słodko-kwaśno-gorzkie. Uwielbiam i jedne, i drugie. Oprócz tego są jabłonie: dwie stare jak sam świat antonówki, jedna olbrzymia papierówka i kilka innych odmian, o których nie mam pojęcia. W głębi rośnie grusza, gdzieś są też posadzone dwie śliwy. Pod płotem od południowej strony jest cała ściana malinowych krzewów. Kilka sporych grządek zajmują truskawki, a także wiele innych jadalnych roślin uprawianych w wiejskich ogródkach: ogórki, fasolka szparagowa, sałata, rzodkiewki, marchewki, kalarepa, buraki, ziemniaki, nawet cukinie. Czego dusza zapragnie.

Między drzewami jest niewielka polanka i tam rośnie bujna, zielona trawa. Wiem od Aśki, że co tydzień przychodzi chłopak sąsiadów i kosi tę trawę za jakieś drobne na słodycze. Rozkładamy pled, rozbieramy się do kostiumów kąpielowych, a Aśka stawia kosz w cieniu.

- Babcia pokroiła placek i nalała kompotu do dzbanka, więc mamy podwieczorek - mówi i przeciąga się na słońcu, niczym zadowolony kot.

Kładziemy się na brzuchu i Aśka przysypia, osłonięta rondem swojego słomkowego kapelusza, a ja czytam i rozmyślam. Po jakimś czasie, obracamy się i kładziemy na plecach. Będziemy nieźle opalone po tych wiejskich wakacjach. Cieszę się, że moja skóra opala się od razu na brązowo i jest czerwona tylko przez krótki czas. Podobnie jak Aśki. Po chwili przenosimy się w cień i pałaszujemy placek, popijając go kompotem. Aśka opowiada mi o chłopaku, któremu projektowała mieszkanie, i który zaprosił ją na wakacje na jachcie. Zaśmiewamy się do rozpuku, gdy powtarza mi, w jaki sposób próbował ją poderwać. Najbardziej podoba mi się zdanie: `Dziewczyny, tak samo jak owoce, potrzebują słońca, żeby mieć w sobie słodycz, i żeby delektować się nimi nieustannie, a ty to słońce w sobie masz`.

- Poeta! - kwiczę ze śmiechu, a Aśka wyje i próbuje naśladować moje `świńskie` odgłosy.

Nagle z podwórka dochodzi nas warkot silnika, a potem okrzyki radości i podniesione głosy.

- O-ho! - mówi Aśka. - Braciszek przyjechał.

Wyciera ręce w ścierkę i wstaje.

- No chodź, przywitamy się. Nie chce mi się czekać, aż przyjdą tutaj.

Wstaję niechętnie. Nakładam na siebie suknię, która ładnie przylega mi do ciała. Wiążę ją na karku. Wsuwam japonki na nogi, które teraz są już mniej brudne - zarówno jedne, jak i drugie. Aśka już wciągnęła szorty i podkoszulek. Wychodzimy z zza domu. Pierwsze, co widzę, to czarne BMW Kuby. Wiem, że ma słabość do samochodów, więc nie uznaję tego nawet za snobizm.

- Basia! - ktoś podnosi mnie w  pasie w górę i obraca dookoła.

Gdy wreszcie staję na ziemi, widzę przed sobą uśmiechniętego Kubę, z jego oliwkową cerą, ciemnymi włosami i oczami. Jest taki spokojny, radosny. Jak jego dziadek.

- No cześć, kuzynie! - uśmiecham się i ściskam go jeszcze raz. Już od czasów liceum nazywamy się kuzynostwem. Widzę, że przyjaciel Kuby jest schowany gdzieś za samochodem, przy bagażniku, i wyciąga torby. Idę w stronę babci Heli, która stoi przed gankiem ze łzami w oczach.

- Moje dzieciaczki przyjechały - mówi, po czym ściska mnie w pasie.

Kuba podbiega do mnie i bierze mnie za rękę.

- Chodź - mówi. - Przedstawię cię.

Ciągnie mnie w stronę samochodu. Gdy podchodzę bliżej, staję jak wryta. Chłopak przede mną patrzy na mnie z lekko otwartymi ustami, po czym uśmiecha się od ucha do ucha. Jego oczy są tak niebieskie, że wygrałyby z każdą niezapominajką na świecie, z Morzem Śródziemnym i z niebem ponad Skandynawią.

- To jest mój najlepszy ziom, Mati - zaczyna Kuba. - A to jest...

- Basia - Mateusz uśmiecha się jeszcze szerzej, a mi robi się mokro między nogami i miękną mi kolana.


  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Nie zrozumiałem, na czym ten eksperyment Twój, Koleżanko, polega; niestety, oległem na szóstym rozdziale. Dla mnie to bardziej instruktażowa polska wersja "Dziennika Bridget Jones".
avatar
Eksperyment polega na tym, że piszę coś, czego normalnie bym nie napisała, bo moimi ulubionymi pisarzami są Sartre, Fromm, Steinbeck itd.
Celem tego jest właśnie napisanie polskiej wersji książki dla kobiet o kobietach, z elementami erotyki/soft porno.
Nie dziwię się, że poległeś na rozdziale 6, bo to nie jest książka dla mężczyzn.
Napisałam wyraźnie: mężczyzn proszę o uwagi dotyczące warsztatu pisarskiego, nie tematyki.
avatar
Przeciwnie, dzisiaj faceci z udanym stażem w sferze m.in. bar-bara bara-bara (do których mam zaszczyt należeć) również powinni ten Twój pornoromans przynajmniej uważnie zlustrować. Wiedza o seksualności kobiet i mężczyzn w Polsce jest żenującoprzerażająca. A kto temu winien? Przede wszystkim anachroniczny Kościół powszechny, którego edukacyjna rola sprowadza się do mącenia ludziom w głowach.
avatar
Dobra, z wszystkim się zgadzam. Z tym, że brakuje nam nazewnictwa neutralnego, tzn. niewulgarnego i niemedycznego. I pary powinny rozmawiać w łóżku i nazywać części ciała i to, co robią. Bo powiedzenie komuś "lubię jak mnie dotykasz TAM" to jest oczywistość.
Ja mam doktorat z literaturoznawstwa i piszę to, żeby zresetować mózg. Dlatego mówię, że to mój "plac zabaw".
Po prostu jestem zainteresowana, czy taki tekst znajdzie czytelników, czy może w dzisiejszych czasach osoby, które czytają, chcą już tylko "Jessica jest w połowie pumą, a w połowie wilkiem i wybiera ją przewodnik stada i ona musi stracić z nim dziewictwo" albo "Król elfów miał niebieskiego penisa z kolcami, którego można było określić jako penis-monster i ona chodziła za nim na kolanach na smyczy - albo on za nią i rżnęli się jak dziki w lesie" albo "Był brutalem, który rządził całą mafią i uwięził ją w swojej rezydencji na końcu świata i gwałcił tak długo (tu opisy gwałtów na pięć stron, z których wynika, że bohaterka to po cichu uwielbia) aż zakochała się w nim".
avatar
Problematyka przez stulecia
odwiecznie chronionego

jak w tabernaculum

t a b u,

którego skutecznie po kobiecemu delikatnie dotyka ta książka,

JEST

stara jak Pramatka Polaków rzeka Wisła: jak
i n a c z e j opisać wszystkie te słynne sceny łóżkowe na krawędzi lodówki i porno, te osławione motylki, punkty gie, miękkie kolana, napletki, moszny itp.,itd., jakich form wyrazu użyć, jakimi słowy wyrazić to, co wcale nie ma głowy etc., etc.

Pytanie,


czy naprawdę potrzebujemy precyzyjnych pojęć tam, gdzie rządzić powinien nie Zimny Mózg,
a Żywioł-Bóg Miłości-Amor


??
avatar
Miła Pani, nowoczesne Europejki - w tym nowoczesne Polki - nie chcą już czytać Mniszkówny! Pornoromans to na miarę trzeciego tysiąclecia rzeczywiście nowatorska, podparta w dodatku doktoratem, ciekawa (także literacko) nowa bajka dla dorosłych dzieci. Jak powiada prezydent, "Jestem za... a nawet przeciw!"
avatar
Haha, jesteście niesamowici. Dzięki za konstruktywne komentarze :)
© 2010-2016 by Creative Media
×