| Autor | |
| Gatunek | romans |
| Forma | proza |
| Data dodania | 2026-04-04 |
| Poprawność językowa | |
| Poziom literacki | |
| Wyświetleń | 108 |

No i nie udał się mój pomysł z wrzuceniem wszystkiego do jednego posta, więc rozdziały 1-13 macie w jednym, a od rozdziału 14 będę wrzucać tutaj tak długo, jak mi edytor pozwoli. Jedziemy dalej.
***********************************************************************************************************************
Rozdział 14Jakub i Mateusz poznali się w pierwszej klasie liceum. Z urody Kuba był wenezuelskim Armandem z telenoweli, który pewnego dnia przejmie firmę ojca i zostanie głową rodziny. Mati był typem kalifornijskiego surfera, z przepastnymi oczami, o których Billie Eilish śpiewała `ocean eyes` i falującymi blond włosami. Kuba identyfikował się ze stylem emo, malował paznokcie na czarno, nosił podarte bluzy, czapki typu beanie, miał kolczyk w dolnej wardze, malował graffiti na murach. Mati nosił sprane jasne jeansy i rozciągnięte swetry, rysował komiksy i nagrywał filmiki video. Dogadali się od razu. Już pierwszego dnia dodali się do znajomych na platformach do gier i spędzali wieczory, a czasem nawet całe noce, rozmawiając na zestawach słuchawkowych i zabijając zombie w mundurach nazistów. Siostra Kuby, Asia, była cztery lata młodsza. Gdy Kuba szedł na studia, ona była dopiero na początku liceum. Znała Matiego, ale nie imprezowali w tym samym gronie. Czasem grali razem w gry, gdy Mati wpadał ich odwiedzać, ale Asia nie czuła się dobrze z dwoma starszymi chłopakami, którzy mieli swoje tajemnice i swoje sprawy. Wolała siedzieć u siebie w pokoju i pisać na portalach społecznościowych z koleżankami. Dopiero podczas studiów miała okazję poznać Matiego lepiej. Mimo że Kuba i Mati studiowali na różnych kierunkach, wybrali tę samą uczelnię w innym mieście i zamieszkali razem na stancji, więc szybko odnaleźli wspólnych znajomych i razem spędzali prawie cały wolny czas. Do tego wspólne wakacje, wyjazdy. Potem magisterka, staże, kariera. Asia i Basia żyły życiem studenckim, z dala od brata Asi i jego znajomych. Przynajmniej Basia nie miała z nimi kontaktu. Wiedziała, że Kuba wyjechał na studia i widywali się czasem podczas świąt albo wizyt u Asi, gdy Kuba wpadał po pracy porozmawiać z rodzicami. Zdarzało się, że zostawał dłużej i oglądali razem filmy, zamawiali pizzę, grali w karty albo planszówki.
A potem dla wszystkich zaczęło się dorosłe życie i Asia z Basią miały jedynie czas, żeby spotykać się we dwie, o bracie Asi nie wspominając. Oczywiście zawsze gdzieś się przewijał, przesyłał pozdrowienia, ale Basia widywała go rzadko. `Kuzyn`. Ot, taki kuzyn.
A teraz, rozgrzana czerwcowym słońcem, z posmakiem placka z truskawkami w ustach i kurzem na bosych stopach, stała naprzeciwko mężczyzny, którego tak bardzo chciała wyrzucić z pamięci, marzeń, planów na przyszłość, i liczyła, że trzy tygodni u babci Heli jej w tym pomogą. Tymczasem los miał wobec miej inne plany.
***
- Wy się znacie? - pyta Kuba, patrząc to na mnie, to na Mateusza.
- Pracujemy razem - odpowiada Mateusz. Cieszy mnie to, że wyręcza mnie w udzielaniu odpowiedzi, bo trudno mi ułożyć w głowie jakieś sensowne zdanie. - Basia świetnie sobie radzi, ma duże szanse na awans.
Uśmiecham się głupawo i rumienię jak burak. Albo jak malina.
- No tak, staram się... - udaje mi się wychrypieć cicho.
Mateusz śmieje się i mówi:
- W życiu bym nie uwierzył, gdyby Kuba mi powiedział, że najlepsza przyjaciółka Aśki to moja koleżanka z pracy. Ale jaja. Będziemy mieli bardzo ciekawe wakacje.
Zastanawiam się, co ma na myśli, ale uśmiecham się, kiwam im głowami na pożegnanie, po czym obracam się na pięcie i wchodzę do domu.
Chodzę niespokojnie po pokoju. Słyszę śmiech Mateusza, Kuby i Aśki, którzy siedzą w kuchni z babcią Helą i pałaszują schabowe. Ja wymówiłam się bólem głowy, spowodowanym godzinami spędzonymi na słońcu. Moja skóra, opryskana mgiełką po opalaniu, robi się brunatna i błyszczą na niej złotawe drobinki, które pływają w spreju. W powietrzu unosi się ładny zapach kokosa i tropikalnej plaży. W końcu wychodzę na balkon i siadam pod ścianą na rozgrzanych, pobielałych deskach. Teraz na balkonie jest cień, ale nadal jest bardzo ciepło. Zapowiadają piękną pogodę: gorące dni i ciepłe noce. Idealna pogoda na urlop. Bawię się bransoletką, którą zdjęłam z nadgarstka i zastanawiam się, jak ja wytrzymam te trzy tygodnie. Pewnie zepsuję moje zabawki. Nagle na balkon wchodzi radosnym krokiem Aśka.
- Ból głowy minął? - pyta i siada obok mnie.
Wzdycham.
- Czuję, że coś jest na rzeczy - Aśka patrzy na mnie podejrzliwie, z uśmiechem kota, który właśnie wypatrzył tłustą mysz.
Przez chwilę się waham, po czym mówię:
- Mateusz.
Przełykam ślinę.
- Co Mateusz? - pyta Aśka zdezorientowana.
- Bo my pracujemy razem - wzdycham ciężko i odchylam głowę do tyłu. - A ja od jakiegoś czasu nie mogę przestać fantazjować o...
- Jego kutasie - kończy Aśka szeptem, po czym wybucha śmiechem.
Szturcham ją i wtóruję jej śmiechem.
- No dobra, o tym też - przyznaję i przygryzam wargę.
- A jeśli ma małego? - mówi Aśka i mruży oczy. - Muszę sobie przypomnieć, czy Kuba coś o tym mówił.
- Przestań! - uciszam ją. - Poza tym on ma dziewczynę.
- Mati ma dziewczynę? - dziwi się Aśka. - Nic mi o tym nie wiadomo.
- Z pracy. Jolka. Barbie - mówię i wzdycham.
- Nigdy nie słyszałam o żadnej Jolce - mówi Aśka.
Rozmawiamy przyciszonymi głosami, bo nigdy nie wiadomo, kto może zajść nas od strony pokoju.
- Zapytam Kuby i dam ci znać - mówi Aśka i klepie mnie po udzie.
- Nieeee! - próbuję ją powstrzymać. - Wszystko się wyda.
- Nic się nie wyda, będę dyskretna. Jeden z najlepszych agentów z FBI, czyli Joanna Pokora, w akcji - Aśka robi ważną minę.
Kręcę głową i śmieję się. Rozglądam się po ogrodzie i mój wzrok pada na trawnik za domem, którego fragment widać z balkonu. Na trawniku leży Mateusz. Ma zamknięte oczy i grzeje się w ostatnich promieniach słońca. Zastanawiam się, czy słyszał coś z naszej rozmowy, ale jest za daleko. Podziwiam to, jak proporcjonalnie zbudowane jest jego ciało. Ile bym dała, żeby usiąść na jego nogach, rozpiąć mu spodnie i liznąć czubek jego kutasa, po czym wziąć go do ust, a następnie wsunąć go całego tak daleko, jak się da, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że będę musiała wziąć go głęboko do gardła. `Oby miał dużego` - myślę bezwiednie, po czym karcę się za tę myśl. Moja głowa woli jednak wyświetlać mi obrazy moich ust, które przesuwają się po jego kutasie w górę i w dół, i moich rąk dotykających oślinionego wzgórka łonowego, skóry na trzonie, moich palców, i niemal słyszę jak jęczy. Jestem już niemal na etapie, gdy zaczynam czuć pulsowanie żył na jego kutasie w moich ustach, gdy Aśka trzepie mnie po ramieniu i mówi:
- Chodź, pokażę ci moje skarby.
Następnie wstaje i ciągnie mnie za sobą. Gdy wstaję, czuję, że mokre majtki od kostiumu kąpielowego kleją się do mojej cipki i ud. Ja pierdolę. Barbara. Ty bezwstydna ladacznico. Idę za Aśką, ale zanim wchodzę do jej pokoju, uciekam w stronę łazienki i myję się dokładnie między nogami, po czym szybko wbiegam do swojego pokoju i zakładam suche majtki. Następnie biegnę do Aśki, która siedzi na łóżku ze średniej wielkości kuferkiem przed sobą.
- Gotowa na pokaz magii? - pyta mnie i szczerzy zęby.
Rozdział 15
- Zobacz, jakie mam skarby - Aśka zaczyna wyjmować zawartość kuferka. Im więcej przedmiotów pojawia się na łóżku, tym bardziej jej twarz przybiera minę lisa-chytrusa. - Spokojnie, wszystko po dokładnym myciu i dezynfekcji - mruga do mnie. - Mamy tutaj... yyy... - zawiesza głos, - Durex, taki zwykły lubrykant - odkłada na bok butelkę z żelem. - Ale mam też krople pobudzające łechtaczkę - znacząco unosi brwi.
Biorę obie butelki do ręki i oglądam ze wszystkich stron. Połowy zawartości lubrykantu już nie ma.
- A to jest mój Womanizer - wyjmuje czarny masażer ssący do łechtaczki. - Wersja premium. Kocham.
Całuje czarny wibrator i daje mi do obejrzenia.
- A tutaj - mówi i wyjmuje kolejny przedmiot, - jest mój Satisfyer Pro. To do punktu G. Fajna sprawa.
Satisfyer jest biały i przypomina zwykły wibrator, tyle że ma wypustkę do stymulacji punktu G.
- No i jeszcze standard, czyli króliczek, tylko ma taką końcówkę `do lizania`, jajko na pilota i... kulki gejszy - Aśka wyjmuje silikonowe, fioletowe kulki połączone ze sobą.
- A to do czego? - pytam.
- Wkładasz sobie do środka i paradujesz po mieście albo po domu, albo jedziesz odwiedzić mamusię, i dzięki temu, że mają dobrze zbalansowany środek ciężkości, ćwiczą mięśnie Kegla - śmieje się Aśka.
Przyglądam im się.
- Trochę jak jaja - mówię, a Aśka wybucha śmiechem. - Chyba o tym kiedyś czytałam. To działa?
- Nie wiem - Aśka wzrusza ramionami. Potem mówi nieco konspiracyjnym szeptem: - Przyznam się do czegoś.
Patrzę na nią z wyczekiwaniem.
- Wygooglowałam rankingi najlepszych zabawek i akcesoriów do masturbacji i zrobiłam wielki haul - śmieje się znowu. - Bo wiesz, musiałam sobie jakoś radzić, nie?
- Jak to? - patrzę na nią zdziwiona.
Aśka od liceum była z Antkiem, chłopakiem z naszej klasy. Stracili ze sobą dziewictwo, rozstawali się co miesiąc, a po trzech dniach do siebie wracali. Uprawiali seks już w liceum. Po studiach wynajęli razem mieszkanie i zaczęli odkładać na kredyt, Rodzice Antka zaproponowali, że kupią im mieszkanie w prezencie ślubnymi (byli bardzo bogaci, bardziej niż Antek chciał to przyznać), ale Aśka czekała na pierścionek. Rozstała się z Antkiem osiem miesięcy temu. Wiem, że bywał dziwny i nie traktował jej dobrze. Lubił obrzucać ją wyzwiskami, żeby czuła się jak ktoś gorszego sortu. Z jednej strony nie przyznawał się do zamożnych rodziców, z drugiej czuł się lepszy od innych. Miał huśtawki nastrojów i potrafił rzucić talerzem o ścianę. Aśka zawsze mówiła, że jemu potrzeba po prostu dużo uwagi, bo rodzice nie interesowali się nim, gdy dorastał.
- No, tak to - Aśka wzrusza ramionami, kładzie się na wznak na łóżku i patrzy w sufit.
Leży tak przez chwilę.
- Bo ja ci nigdy nie mówiłam, jak wyglądał nasz seks, nie? - pyta Aśka.
Kręcę głową i przygryzam lekko wargę. To nie były tematy, w które się zagłębiałyśmy. Powierzchowne rozmowy o zabawkach czy żarty o seksie były między nami na porządku dziennym, ale tajemnic własnych sypialni nie zdradzałyśmy. No, może poza znaczącymi spojrzeniami, gdy padały pewne komentarze, albo niedopowiedzeniami. Wydawało mi się, że Aśka i Antek mieli idealne życie seksualne.
- Bo on miał takie... nie wiem... dziwne podejście - zaczyna Aśka, i wzdycha. Kładzie dłoń na brzuchu. - Niby wszystko okej, ale to nie był taki seks, że miłość, wiesz. Że jesteśmy jedną osobą i on jest czuły i widzi mnie jako piękną dziewczynę. To było takie... Sama nie wiem.
Zapada cisza. Słychać tylko ptaki za oknem. Cieszę się, że zamknęłam drzwi, gdy wchodziłam do pokoju, bo przynajmniej nikt nas nie słyszy.
- Na przykład zaciskał mi dłonie na szyi, gdy dochodził - wyznaje Aśka. - Raz prawie mnie udusił. Albo... Kazał mi się kłaść na podłodze z głową w bok i przyciskał moją głowę stopą do podłogi i tryskał spermą na moje piersi i twarz... Albo kładł mnie na brzuchu na łóżku, siadał na mnie, wsuwał we mnie kutasa i nakrywał mi głowę poduszką, po czym rżnął mnie i obrzucał wyzwiskami.
Nie wiem, co powiedzieć. Jestem... zaszokowana to nie jest właściwe słowo. Czytałam o gorszych przypadkach, ale Aśka? Ta rozbrykana Aśka? Niesforny kucyk?
- I tak mu pozwoliłaś? Podobało ci się to? - pytam cicho.
Aśka wzdycha.
- Podobało, nie podobało. Wiesz, ja czasem lubię, jak mnie ktoś dobrze zerżnie, żebym wiedziała, że żyję, a Antek to miało być moje `ride or die`. Wszystko bym dla niego zrobiła. On dla mnie nie. Byłam tą słabszą, nie stawiałam oporu, bo go kochałam. Chciałam mu dać maksimum przyjemności. No to brał. Ja miałam z tego tyle, że miałam kutasa w cipce, a to całkiem fajne uczucie - Aśka parska sarkastycznie, - i czasem mnie zerżnął w odpowiedni dzień, gdy potrzebowałam, żeby zeszła ze mnie para.
- A po seksie? Jak był? - dopytuję.
- Przez kilka minut całkiem okej. Zadowolony. A potem się ubierał i szedł do swoich zajęć albo zasypiał. Gdy chciałam trochę się poprzytulać, pogadać, to pytał, dlaczego muszę kłapać jadaczką, gdy właśnie zapewnił mi udany seks. Mogłabym dać mu chwilę spokoju. No to przepraszałam i zamykałam `jadaczkę`.
Kiwam głową. Pawłowi też się to czasem zdarzało.
- Wtedy zaczęłam szperać w poszukiwaniu zabawek - wyznaje Aśka. - Bawiłam się, gdy miał popołudniowe zmiany. A jak lekarz przepisał mu trzy leki na różne dolegliwości, to w sumie przestał chcieć seksu częściej niż raz na dwa albo trzy tygodnie. Stawał mu, ale miał problem, żeby skończyć. Wściekał się wtedy, że to moja wina, bo mam nie taką minę. Albo że nie jęczę tak, jak jemu to potrzebne, żeby dojść. Raz zapytał, czy bym nie chciała, żeby kogoś zaprosił, to mi zrobią podwójną penetrację. Prawie go z domu nie wyrzuciłam wtedy.
Teraz mimo wszystko czuję się nieco zszokowana. Antek nie wyglądał na typa, który chciałby próbować czegoś takiego.
- No ale... Co było, to było, i `se ne wrati` - mówi Aśka i śmieje się radośnie. - Teraz mam domorosłych poetów z Tindera i zajebiste zabawki, dzięki którym tracę czucie w dłoniach i stopach.
Śmiejemy się obie. Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Aśka prędko chowa całą zawartość kuferka, zamyka go i wsuwa pod łóżko.
- Otwarte! - krzyczy.
Kuba wsuwa głowę przez szparę w uchylonych drzwiach.
- Chcecie iść na krótki obchód okolicy? - pyta.
Aśka podnosi się na łokciach, patrzy na mnie i kręci przecząco głową.
- Dzisiaj już nie. Już mamy to za sobą. Jutro chętnie. Teraz czas na zakopanie się w pościeli i sen.
Kuba kiwa głową i znika. Czuję lekki zawód. Miałabym okazję spędzić czas z Mateuszem. Ale czuję też piekące od słońca ramiona i zmęczenie, które spowodowały długie godziny na świeżym powietrzu.
- Widzimy się na śniadaniu? - pytam
- Jasne - Aśka ściska moją dłoń i opada z powrotem na łóżko.
Wychodzę na korytarz i widzę na schodach Kubę i Matiego. Mati odwraca głowę i patrzy na mnie przelotnie. W kącikach jego ust pojawia się coś na kształt uśmiechu.
- Słodkich snów - mówi, po czym zbiegają z Kubą na łeb na szyję do sieni i wybiegają z domu.
Oj, człowieku. Żebyś ty wiedział, co się będzie działo z masażerem łechtaczki między moimi udami i wspomnieniem twoich pięknie wykrojonych ust pod zamkniętymi powiekami. Zdecydowanie będę miała piękne sny.








oceny: bezbłędne / znakomite
oceny: bezbłędne / znakomite
/dzieci naszych/
pokolenie na Jego
/zawsze cierniową?!/
drogę ;(
DOPÓKI
- ZAMIAST POTĘŻNYCH INWESTYCJI W POWSZECHNĄ I SKUTECZNĄ EDUKACJĘ DZIECI -
BĘDZIEMY INWESTOWAĆ W PRZEMYSŁ ICH ZABIJANIA,
DOPÓTY TAK BĘDZIE, JAK JEST
- nie uczy społecznej wrażliwości
/dzięki której ta społeczność przetrwała tyle tysiącleci!/,
- nie uczy solidarności i współpracy na rzecz lepszego /dla dzieci!/ jutra,
- nie uczy przezorności i dalekowzroczności,
- nie uczy ................................,
- nie uczy ........................ ..... .,
- itd.,
- itp.
(patrz ostatni akapit)
Wiedza nie bierze się z sufitu. Wiedza - to efekt
e d u k a c j i
Jeśli chodzi o edukację: zdobywanie wiedzy - tak, nauka w szkole - nie. Nikt mnie nie przekona, że system edukacji zbiorowej to dobry pomysł. Jasne, nie mamy innego narzędzia, żeby zmusić społeczeństwo do zdobycia chociaż podstawowej wiedzy, ale szkoła jako szkoła (a uczęszczałam długo, bo skończyłam na doktoracie), nie dała mi zbyt wiele. Na pewno nerwicę jak diabli.
Nie potrafię zrozumieć, jaki przekaz mają Pani komentarze, ponieważ ich forma przypomina białą poezję i są w treści bardzo hermetyczne.
/gdzie z racji niesłychanych odległości dziecka od szkoły już w tamtym tysiącleciu wprowadzono z pomocą radia pionierskie wtedy zdalne nauczanie/
święci "jakieś" triumfy ;(
Wszędzie gdzieś indziej edukacja zbiorowa
/w przedszkolach, podstawówkach, szkołach średnich, w uczelniach, w armii, w kościele, na wiecach wyborczych, w mediach et cetera, et cetera/
jest póki co jedynym naszym /ludzkości/ w miarę skutecznym
/acz uciążliwym tak dla nauczanych jak i dla nauczających/
w tej dziedzinie wynalazkiem
;(