| Autor | |
| Gatunek | poezja |
| Forma | wiersz / poemat |
| Data dodania | 2026-04-17 |
| Poprawność językowa | |
| Poziom literacki | |
| Wyświetleń | 176 |

Twardym szeryfem siebie nazywał,
„Wy miękiszony! – innych tak zwał.
Pewny, że nikt go nigdy nie ruszy,
publiczną forsę trwonił, gdzie chciał.
Jednak spadł z konia – wynik wyborów.
Pycha zniknęła, uśmiech też spełzł.
Gdy pod nogami grunt zaczął parzyć,
spieprzył na Węgry, w trwodze na fest.
Tak to pis-twardziel, mocarny w gębie,
tchórzem podszyty okazał się.
Z polską Temidą nie chciał mieć styku,
by za przestępstwa nie siedzieć, więc
„na Węgrzech Orban mi gwarantuje
spokojne życie, już troski precz!”.
Wszystko do czasu. Tenże nie przetrwał,
w ichnich wyborach spadł z konia też.
„Gdzie nam się podziać?! O my, nieszczęśni! –
wraz z kumplem wyje. – „Czas pryskać gdzieś!
Rosja? Białoruś? Przyjmą nas chyba.
Nasze zasługi… Putin je chce”.
***
To kwestia czasu. Cierpliwość cnotą.
„Temida czeka, by zważyć cię.
Nie rycz na próżno. Wrócisz do Polski,
tu cię przyjmiemy… i cela też”.








oceny: bezbłędne / znakomite
oceny: bezbłędne / znakomite
Ciach!
Bez nutki optymizmu byłoby nam źle na świecie.
Czas najwyższy, aby skończył się podział na "równych i równiejszych".
oceny: bardzo dobre / bardzo dobre
oceny: bezbłędne / znakomite
Niech ktoś nam wskaże?
- Chętnie was przyjmą
W San Escobarze.
Nawet Juesej ich nie chce...
może do Kima po prośbie przydrepce?