| Autor | |
| Gatunek | poezja |
| Forma | wiersz / poemat |
| Data dodania | 2026-04-20 |
| Poprawność językowa | |
| Poziom literacki | |
| Wyświetleń | 130 |

Dla czytelników mojej pierwszej książki z sagi „Echo Wolności” – prawdziwy rarytas: wiersz nastoletniego Villego Rathore Riana (Libertyna). Szykujcie się na dużą dawkę krwi, wampirów i trumien.
Ville Rathore Rian to człowiek orkiestra, artysta kompletny i matematyczny geniusz. Ma jednak pewną słabość: jest technologicznym konserwatystą i przez przypadek udostępnił w swoich mediach społecznościowych tomik poezji z lat licealnych. Wprawdzie błyskawicznie go skasował, ale w internecie nic nie ginie. Oczywiście Libertyn tworzy po angielsku, ale specjalnie dla Was wrzucam tekst przetłumaczony na polski ;-). Mam tego więcej ;-P
Tango przeklęte
Czarną różę z jednym kolcem podarowałeś,
Jako szczery prezent z serca – oszalałem.
Czyniłem wszystko, czego żądałeś,
Padałem przed tobą na kolana.
Byłeś kochankiem, jedynym mym władcą,
Przed którym strach odchodził w niepamięć.
Choć byłeś mego serca wielkim zdrajcą,
Serca pełnego kiedyś pięknych marzeń.
Na wyżyny ołowianych, pozłacanych ołtarzy
Wzniosłeś mnie, swym kochankiem czyniąc.
Podcinałeś mi żyły szkłem rozbitych witraży,
Bo ze swoimi grzechami mą krwią chciałeś spłynąć.
Orkiestra aniołów grała tango przeklęte,
Ja z różą w ustach, kolcem zraniony.
W tańcu pożądałem cię, modląc się namiętnie
Za twe serce, jak kamień twarde, diamentowe.
Bo mówiłeś, że stanę się szatańskim brylantem,
Kiedy ostatnia kropla krwi oko moje opuści.
Lecz twe słowa ufności mej nie były warte,
Odszedłeś w niepamięć i już do mnie nie wrócisz.
Zabiłeś mnie zdradą, żelaznym cierpieniem,
A ja w bólu mogę żyć poza światem.
Kiedyś ta miłość do ciebie pójdzie w zapomnienie,
Odejdzie jak każda istota, odejdzie z czasem.
Zmartwychwstałem! I w ogrodzie roślin, barwnych zapachów,
Biegłem, krzycząc, patrząc, lecz byłem sam.
I wśród drzew i dywanów z kwiatów,
Czarną różę z jednym kolcem spotkałem.
Spojrzałem na różę, która jakby była twoim sercem,
Której dotknąłem, a czarne płatki jej jedwabne
Otuliły mnie i w pewnym momencie
Zabrały mnie przed szatańskiego ogrodu bramę.
Stałem długo przed ogrodu drzwiami,
Z czarną różą w ręku, kolcem serce zranione.
Tak długo stałem przed ogrodu kratami,
Aż moje ciało przez wiarę zostało opuszczone.
Drzwi zbrodni jakiś otworzył diabeł,
Zapraszał serdecznie, a zło płachtą zasłonił.
– Mnie już szatan nie oszuka żaden – Rzekłem,
wszedłem do ogrodu, z myślą:
Chcę wyrwać skrzydełko motylowi.
Szedłem aleją ciemności z różą przy sercu,
Nie wiedząc, czego szukam, a szedłem przed siebie.
Dawano mi kwiaty wyrwane z cmentarnych wieńców,
Kiedy szedłem z dusz płynącej rzeki brzegiem.
Znalazłem cmentarz, nagrobki zniszczone,
Rękami odgarniałem szatańską tam ziemię.
Chciałem zasadzić różę, zanim utonę
W rzece dusz, co dawno odeszły w zapomnienie.
Czarnej róży ostatnią słoną łzę oddałem,
Ostatni raz jeszcze na nią patrzyłem.
Jakby na serce, które kiedyś kochałem,
I na tę twarz, która coraz stawała się fałszywa.
Zamknąłem oczy, oddechu już nie było,
Żmije na powierzchnię wychodziły przez ranę.
Choć dusza wiedziała, co mnie w środku zniszczyło,
Dusza z nadzieją, że z cierpienia zmartwychwstanie...
Ville R. Rian








oceny: do przyjęcia / przeciętne