| Autor | |
| Gatunek | poezja |
| Forma | wiersz biały |
| Data dodania | 2026-04-29 |
| Poprawność językowa | - brak ocen - |
| Poziom literacki | - brak ocen - |
| Wyświetleń | 99 |

ileż to już wymyślono silników i pojazdów
napędzanych światłem księżyca! choć przyznaję,
nie spotkałem się z żadną baśnią, kreskówką,
komiksem, gdzie występowałoby takie cudo,
domyślam się, że jest ono, poniewiera się po
ludzkich wyobraźniach od dziesiątków,
jeśli nie setek lat!
mój osobisty selenomotor wprawia w ruch
machinę latającą i przytroczony do niej
reflektor wielkiej mocy.
płynę w powietrzu, nad krajobrazem. jest noc,
więc widać wyraźniej: ten przejmujący zgrozą
hrabia, co mieszka na wzgórzu
i którego powszechnie posądza się o wampiryzm,
w rzeczywistości dorabia jako podsupermarketowy
żul-upraszacz o drobne (ogrzewanie zamczyska
kosztuje że ho ho, tyle tam komnat, grube mury),
poczciwcy nauczyli się mówić językiem spustowym
i przeklinają innych całymi seriami,
czupurniacy kryją w sobie flauszowe misie.
dostrzegam paradoksy:
łagodność zamkniętą w szkatułce z napisem
`Nie otwierać, drakońskie`,
wszystkoślepe oczy jednego myśliciela
i drugiego, który usiłuje wpatrywać się protezą,
bezsens tych prób,
widzę roztkliwianie się nad losem ryb głębinowych,
które nie zdają sobie sprawy, jak naprawdę
wygląda świat, nie wiedzą nic
o sondach kosmicznych, istnieniu ludzi,
o Burdż Chalifie i religiach,
grafficiarzy pstrzących maziajami ściany
jaskini platońskiej,
miasta odłożone na lepsze czasy.
– jakie to brzydkie! – wyskakuję w ciemność.
machina leci nie sterowana przez nikogo,
roztrzaskuje się tuż przed wschodem słońca.







