Przejdź do komentarzyWyżeńca (frag. szer. utw.)
Tekst 2 z 2 ze zbioru: Ballady
Autor
Gatunekbajka
Formawiersz / poemat
Data dodania2026-04-29
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń99

`WYŻEŃCA` (Frag. szers. utw.)


(...)


Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,

I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,

To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,

Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,

A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,

Śmiał się `haha` gdy klinga ucinała młodziane pędy,

I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,

Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,

I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,

Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,

Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,

Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,

I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,

A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,

Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,

Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,

Dłoń jego karciła karki i przednie fasady,

Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,

Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,

Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy,

Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,

Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,

Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to strachajło,

A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,

I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,

Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,

Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,

I tak bracina jej oddany został pochwytany.

A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -

Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -

To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,

Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -

`Kurwina!` - głośnie odmówił człowieczyńce

Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,

Upust dał ślince, a ponoć widziano też sińce.

Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca

Jak popy makowe górskiego rolnika,

Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty

I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,

Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych

Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali

I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.


(...)


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Utwór dedykowany bardzo wysublimowanej garstce Czytelników,

którzy przebiją się przez gęstwę-magmę

rozżarzonego słowotoku w jego płynnym akcie natchnionego słowotwórstwa

;)

Język

/tutaj profilowany na tzw. z dziada-pradziada staropolszczyznę/

może ALBO ułatwiać komunikację WY-JA

ALBO ją utrudniać
© 2010-2016 by Creative Media
×