| Autor | |
| Gatunek | bajka |
| Forma | proza |
| Data dodania | 2026-05-15 |
| Poprawność językowa | - brak ocen - |
| Poziom literacki | - brak ocen - |
| Wyświetleń | 112 |

Część ósma
„Bardzo dobrze...” - skwitował Keawe - „Osobiście jestem ciekaw. Zatem chodźmy, pozwólmy sobie spojrzeć na ciebie, panie diabliku.”. Gdy tylko to zostało wypowiedziane, diablik wychynął z butelki i ukrył się w niej ponownie, tak szybko, jak jaszczurka. Keawe i Lopaka siedzieli jak skamieniali.
Nadciągnęła noc zanim którykolwiek z nich odzyskał głos na tyle aby coś powiedzieć; wtedy Lopaka pozwolił zabrać pieniądze i wziął butelkę. „Jestem człowiekiem, który danego przez siebie słowa nie łamie.” - rzekł - „Gdyby tak nie było nie mógłbym tknąć tej butelczyny moimi palcami. Cóż, dostanę mój szkuner i parę dolarów do kieszeni, a wtedy pozbędę się diabła tak szybko, jak tylko będę mógł. Między nami a prawdą, wcale mi się jego wygląd nie podoba... ``. „Lopaka...” - powiedział Keawe - „Nie myśl o mnie źle. Wiem, że jest już za późno i że nasze wybory są złe. Ale odkąd ujrzałem tę małą gębę, nie mogę jeść ani spać, dopóki to nie odejdzie precz ode mnie. Dam tobie latarnię i kosz abyś mógł wsadzić weń butelkę i każdy obraz, który się tobie spodoba w moim domu – jeżeli tylko oddalisz się od razu i spędzisz noc w Hookenie!”. „Keawe” - odpowiedział Lopaka - „Niejeden człowiek zareagowałby inaczej, ja jednak ponad to wszystko oddaję ci taką przyjacielską przysługę i na dowód, iż dotrzymuję słowa, kupiłem butelkę. Noc i ciemność zdaje się teraz dziesięć razy bardziej niebezpieczna dla człowieka z taką rzeczą pod swoją pachą. Co do mnie, to jestem tak przerażony, że nie mam serca aby ciebie za cokolwiek winić. Tak właśnie myślę. Pozwólmy sobie mieć nadzieję, że będziesz szczęśliwy w swoim domu, a ja szczęśliwy z posiadania mego szkunera i pomimo tego obaj dostaniemy się do nieba na końcu czasu, pomimo diabła i jego butelki.”.
I tak oto Lopaka poszedł w dół góry, a Keawe stał na przednim balkonie i wsłuchiwał się w dźwięk podków końskich, obserwując latarnię połyskującą w dole ścieżki, wzdłuż klifu. Cały czas drżał i modlił się za swego przyjaciela, dziękując niebiosom, że wybawiły go z kłopotu. Następnego dnia było tak jasno, iż zapomniał swego całego stresu. Jeden dzień podążał za drugim; Keawe mieszkał w nieustannej radości, w swoim domu. Jego ulubionym miejscem był tylny ganek; tam przebywał, jadł i czytał historyjki w gazetach Honolulu. Lecz, gdy ktoś przychodził Keawe pokazywał jemu wszystkie pokoje i obrazy. Sława domu rozpościerała się daleko i szeroko; został nazwany największym domem w całej Konie, kiedy indziej jasnym domem dlatego, że szkło, złocone ramy i obrazy świeciły tak jasno, jak w biały dzień. Jeśli zaś idzie o Keawe, to nie potrafił przechadzać się przez pokoje bez śpiewu, który jego serce przepełniał... . Gdy statki żeglowały po morzu, nie mógł się powstrzymać aby nie wciągnąć swojej flagi na maszt.








Ale czy ten wers jest prawidłowy ,,wychynął z butelki,, ?
Dla mnie ,może być - ale zwrócił uwagę .