| Autor | |
| Gatunek | publicystyka i reportaż |
| Forma | artykuł / esej |
| Data dodania | 2026-06-29 |
| Poprawność językowa | - brak ocen - |
| Poziom literacki | - brak ocen - |
| Wyświetleń | 131 |

HASIOK
Kiedy palę na balkonie papierosa widok hasioka jest źródłem wielu interesujących obserwacji. Taaakie refleksje mnie wtedy nachodzą…
Ci państwo, którzy wrzucają śmieci przez dziury w ścianach. Penetratorzy/recyklingerzy. Badacze gabarytów wystawionych za hasiokiem. Tak, patrzę na nich z góry, gdy nie są świadomi tego, że są obserwowani. Ci sąsiedzi, którym nie chce się nosić klucza i niosą śmieci, ale nie widzę by otwierali drzwi, więc pewnie zostawiają worki przed. Sąsiadka K. z mojego bloku, która organizuje przestrzeń wokół naszego bloku i idąc do hasioka zbiera te śmieciska, które walają się wokoło niego. Jej koleżanka z bloku naprzeciw, która też tak działa. No i Golum, który za tym hasiokiem pija piwo.
Właściwie to są 2 hasioki i parking obok nich– doskonała ilustracja polskiej kłótliwości.
Całe to podwórko to 3 bloki – 2 zwrócone szczytem do ulicy, a pomiędzy nimi jeden ustawiony do ulicy kalenicą. Kiedy zaczął się ten szał inwestycyjny, sprowadzający się do tego, by hasioki były zamykane, dostępne tylko dla mieszkańców tych bloków, to wspólnoty mieszkaniowe z tych 3 bloków rozpoczęły negocjacje na temat zmiany tego ogólnodostępnego na taki zamykany. Aby te śmieci wywalane przez recyglingowców w poszukiwaniu surowców z kubłów nie fruwały po podwórku. W zarządzie wspólnoty bloku, w którym mieszkam, byli wtedy pani Wanda ( najżważsza z tej trójcy), pan K. ( były mąż sąsiadki K.) i pan Kogut. Średnia wieku, którą pani Wanda zaniżała, to nieco ponad 70 lat. Pani Wanda, estetka, jak się okazało, uznała, że na podwórku wspólnym dla tych 3 bloków, na które wychodziły jej okna, ona nie chce widzieć hasioka. Ten ma być ukryty za szczytem naszego bloku ( w nawias trzeba wziąć ewentualny letni smród – widok! widok!). Co przy podziale podwórka na grodzone parcele miało istotne znaczenie – no bo jak to: do naszego bloku, a do hasioka konkretnie, mieliby schodzić się mieszkańcy bloków sąsiednich? Więc nic razem z nimi!
Mieszkańcy dwóch sąsiednich bloków dogadali się między sobą i zdecydowali o budowie hasioka dla siebie. Na terenie dotąd wspólnym. Pani Wanda nie dogadała się z nimi i w efekcie miała widok z okna na obcy teraz hasiok. No to budujemy obok tamtego swój hasiok. Brawo pani Wanda! Nie chciała mieć z okna widoku na hasiok? – no to ma widok na dwa.
A potem zarząd wspólnoty mieszkaniowej u nas się zmienił i ogrodziliśmy sobie teren przy bloku. Mamy spory parking, dwie ławki, gdzie siedzimy z małymi ludźmi albo pijemy piwo i z satysfakcją patrzymy na policjantów tęsknię zaglądających zza ogrodzenia. I swój własny, blokowy hasiok.
A potem dwa bloki obok, dotąd współpracujące, porozmawiały sobie o tym podwórku. Może parking? Nie wiem jak te rozmowy wyglądały, ale efekt finalny jest taki, że ten blok naprzeciw, też ogrodzony, ale nie tak obszernie jak nasz – ten stojący szczytem do ulicy – wyślizgał ten stojący kalenicą do ulicy i rozpoczął budowę swego parkingu, zagarniając praktycznie całe podwórko przy hasiokach. Tym od kalenicy do ulicy zostały tylko pobocza dojazdowe.
Patrzę na tą sytuację i widzę Polskę w miniaturze. Ja! Ja! Moje! Porozmawiajmy. I zgódźmy się na moje. Przecież to nasz wspólny interes. Ja przecież proponuję dialog, byście się zgodzili na moje propozycje.
Ktoś to zrobił tak, byśmy się gryźli o te skrawki, a zrobił to tak by mieć wygodnie, a nas poszczuć na siebie. Mieszkaliśmy koło siebie tyle lat i nagle ktoś dał sygnał: wyszarp dla siebie tyle ile się da. Mieszkasz w hasioku to czego się spodziewasz?







