| Autor | |
| Gatunek | bajka |
| Forma | proza |
| Data dodania | 2026-07-05 |
| Poprawność językowa | - brak ocen - |
| Poziom literacki | - brak ocen - |
| Wyświetleń | 115 |

Kokua została sama na ulicy. Wiatr wył w gałęziach drzew, jak gwałtowny ruch i trzask płomieni piekielnych; cienie kładły się w świetle ulicznej lampy, zdawały się podchodzić do niej łapiącymi rękoma złych duchów. Gdyby miała siłę i moc uciekłaby, a gdyby mogła złapać oddech, krzyczałaby głośno; ale gwoli prawdy nie mogła zrobić ani jednego, ani drugiego i stała, i trzęsła się na ulicy niczym przestraszone dziecko.
Wtedy ujrzała starego człowieka powracającego z butelczyną w swojej ręce. „Zrobiłem to, o co mnie prosiłaś...” - powiedział - „Zostawiłem twego męża łkającego jak niemowlę; dziś wieczorem będzie spał spokojnie.”. I zaoferował jej butelkę. „Zanim mnie ją oddasz” - rzekła Kokua - „Weź co dobre od złego – poproś diabła o uwolnienie od kaszlu...”. „Jestem już starym człowiekiem” - wycedził - „Zbyt blisko wrót grobu aby przyjąć łaskę od biesa. Co to znaczy? Dlaczego nie bierzesz butelki, wahasz się...?”. „Nie waham się tylko jestem bardzo słaba...” - odparła Kokua - „Daj mi chwilkę. To moja ręka wzdraga się przed znienawidzoną rzeczą. Tylko jedną chwilę!”. Starzec spojrzał na niewiastę litościwie. „Biedne dziecko...” - westchnął - „ Więc cóż, raz kozie śmierć, pozwól mi zatrzymać ją; jestem już stary i mogę już nigdy nie być szczęśliwym na tym świecie, a także i na tamtym...”. „Oddaj to diabelstwo!” - krzyknęła Kokua - „Tu są twoje pieniądze... . Myślisz, że jestem tak podła? Dawaj butelkę!”. Ukryła butelkę pod swoim holoku, pożegnała się ze starcem i ruszyła spacerkiem wzdłuż ulicy, nie troszcząc się specjalnie o to dokąd zmierza. A to dlatego, że wszystkie drogi dla niej były teraz takie same i wiodły prosto do piekła. Chwilami spacerowała, chwilami biegła; czasem głośno krzyczała, a czasami leżała przy poboczu drogi w pyle i łkała. Wszystko to co do tej pory słyszała o piekle powróciło do niej ze wzmożoną mocą; ujrzała płomienie buchające i woń dymu, a ich błyski pochodziły od kostek węgla.
Wcześnie rano doszła nieco do siebie i powróciła do domu. Było dokładnie tak, jak powiedział starzec – Keawe spał spokojnie jak niemowlę. Kokua stała i przyglądała się jego twarzy. „Teraz, mój mężu” - powiedziała do siebie w myślach - „Odzyskujesz swój spokojny sen. Kiedy się zbudzisz powrócisz do radosnego śpiewania i błogiego śmiechu. Lecz dla biednej Kokuy nie będzie więcej spokojnego snu, nie będzie więcej śpiewu, nie będzie więcej rozkoszy czy to na tej ziemi, czy to w niebie.”.







