Przejdź do komentarzyCięci
Tekst 13 z 14 ze zbioru: Wiersze III
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2026-07-07
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń70

przyznaję, że, jak to zabawnie nazwała mama,

fukałem. przez całe lata, dzieciństwo z przyległościami,

wycinałem z papieru żołnierzy, potwory,

wszelaką mutantozę. nigdy nie byli przedstawiani

en face, zawsze z profilu, niby postaci

ze staroegipskich malowideł.


ich ręce były spiczaste, oczy – skośne,

pyski – podłużne, a dłonie domyślne,

podobnie, jak zabijający ich laserami-blasterami,

jedyny sprawiedliwy bohater,

obrońca świata i wszystkich jego galaktyk,

którego nie wycinałem, bo i po co.

był on widoczny jedynie w wyobraźni.


i biegało się z papierowymi monstrami w dłoniach,

wygwizdując-wyświstując odgłosy wystrzałów,

robiąc wdzziuw-wdziuuw.


papier, z jakiego wycinałem szkarady, powinien być

w miarę gruby, z gazet wychodziły

niestabilne w moich oczach, za miękkie,

by się nimi bawić, słabiaki-mutanciaki.


w wakacje przefukiwałem (znów – określenie

nadane przez mamę) nieaktualne już zeszyty,

a nawet podręczniki szkolne (czemu mi pozwalano

– nie wiem). chlastało się nożyczkami mamine

książeczki z rozwiązanymi krzyżówkami

(trochę za cienki papier!), kalendarze (dobry papier!),

było się stwórcą. mniejsza o to, że bestii.


tak się zastanawiam (nostalgia znosząca poczytalność?),

czyje imię nadano sowchozowi, gdzie obecnie tyrają

moi wielkozębi ludkowie z papieru, w jakim wymiarze

znajdują się pola, które orzą pługi ciągnięte przez

krokodylokształtne indywidua.


bo przecież oni wszyscy muszą gdzieś istnieć.

nie może być inaczej.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×