Przejdź do komentarzyNietoperze
Tekst 9 z 9 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2026-09-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń168

Nie pamiętał dnia, w którym świat stał się szary. Być może nigdy nie miał jednego koloru. Może od początku mieszały się w nim rzeczy, których nie powinno się mieszać: kwiaty z popiołem, poranki z wieczorami, nadzieja z tym cichym przeczuciem, że wszystko kiedyś musi się skończyć.

Pamiętał za to, że kiedyś czekał na burzę.

Lubił tę krótką chwilę, kiedy powietrze stawało się ciężkie, a niebo ciemniało. Wiedział, że za chwilę spadnie deszcz, a po nim przyjdzie świeżość. Wystarczyło wyjść przed dom, otworzyć usta i poczuć na końcu języka smak mokrego świata.

Później przestał czuć.

Burze nadal przychodziły, ale nie przynosiły ze sobą niczego. Ani ulgi, ani zapachu ziemi, ani obietnicy początku. Tylko mokre szyby i jeszcze jeden wieczór, który trzeba było jakoś przeżyć.

Coraz częściej zostawał w domu.

Koszula, którą rano wyciągał z szafy, była wymięta, lecz leżała na nim idealnie. Jakby właśnie tak powinien wyglądać człowiek, który przestał oczekiwać od siebie czegokolwiek. Nie prasował jej. Nie poprawiał kołnierzyka. Nie miał już potrzeby wyglądać dobrze dla świata.

Wieczorami wychodził czasem na zewnątrz.

Pod nocnym niebem czuł się mniej widoczny. Ciemność była łagodniejsza od ludzi. Nie pytała, dlaczego tak długo milczy. Nie zauważała jego wstydu. Mogła go przyjąć takim, jakim był: z nagą głową, zmęczoną twarzą i rękami opuszczonymi wzdłuż ciała.

Mógł wtedy pomyśleć o tobie.

Tylko o tobie.

I o kilku nietoperzach przelatujących nad głową.

Nie wiedział, czy jeszcze naprawdę istniałaś w jego życiu. Być może zostałaś już tylko w pamięci, która z czasem coraz bardziej przypominała sen. A jednak to właśnie ty byłaś ostatnią przyczyną, dla której rano otwierał oczy.

Nie wielkie plany.

Nie przyszłość.

Nie wiara, że będzie lepiej.

Ty.

Czasami wystarczała sama myśl o tym, że gdzieś istnieje osoba, przed którą nie musi udawać, że wszystko jest w porządku.

W mieszkaniu tymczasem przybywało ciszy.

Kurz osiadał na meblach. Pod zlewem gniły odpady, których nie miał siły wyrzucić. Rzeczy powoli traciły swoje przeznaczenie. Kubek stawał się tylko kubkiem, łóżko miejscem do leżenia, okno prostokątem, przez który można było patrzeć na życie innych.

Nawet słowa przestały być lekkie.

Kiedy próbował coś powiedzieć, zdania rozpadały się gdzieś po drodze. Spływały z ust i rozlewały po podłodze. Trzeba było uważać, gdzie postawić stopę, żeby nie nadepnąć na coś, co jeszcze chwilę wcześniej było myślą.

Dlatego coraz częściej milczał.

Leżał na poduszce i słuchał wskazówek zegara.

Każdego dnia przesuwał je o jedną minutę.

Nie wiedział właściwie dlaczego. Może chciał mieć poczucie, że jeszcze czymś kieruje. Może potrzebował małego rytuału, który przypominałby mu, że czas jednak płynie. A może chciał tylko zobaczyć, jak daleko można przesunąć wskazówki, zanim człowiek sam przestanie odczuwać upływ czasu.

Jedna minuta.

Tylko tyle.

Codziennie.

A potem kolejna.

Zostało mu już niewiele. Ciało, które rano nie chciało wstawać z łóżka. Kilka myśli pojawiających się bez zaproszenia. Urojenia, że w tłumie ktoś patrzy właśnie na niego. Wspomnienia, które czasem przychodziły zbyt późno, kiedy nie było już komu ich opowiedzieć.

Był jak fusy na dnie kubka.

Jeszcze przed chwilą był częścią czegoś większego, czymś potrzebnym, czymś, co miało smak i zapach. Teraz można go było tylko wylać.

Czasami zastanawiał się, czy właśnie tak wygląda znikanie.

Nie jak wielki koniec.

Raczej jak powolne przesuwanie się ku krawędzi.

Najpierw przestajesz wychodzić.

Potem przestajesz mówić.

Później przestajesz czekać.

Aż w końcu pozostaje tylko ciało na poduszce i wskazówka przesunięta o kolejną minutę.

A jednak pewnego wieczoru znowu wyszedł.

Stał długo pod nocnym niebem. Nad nim przesuwały się chmury, a gdzieś wysoko krążyły nietoperze. Przez chwilę pomyślał, że może świat wcale nie jest szary. Może tylko patrzył na niego zbyt długo przez zmęczone oczy.

Nie poczuł świeżości.

Ale przez moment nie było też popiołu.

Pomyślał o tobie.

I pomyślał, że chciałby kiedyś opowiedzieć ci wszystko od początku. O kwiatach, które pomieszał z popiołem. O burzach, które przestały przynosić ulgę. O koszuli, która mimo wszystko leżała idealnie. O kurzu pod łóżkiem i fusach w kubku. O tym, jak bardzo można tęsknić za własnym życiem, będąc jeszcze w jego środku.

I przede wszystkim o tym, że nie chce być tylko hasłem w krzyżówce.

Chce być choć jednym zdaniem.

Takim, które ktoś przeczyta powoli.

I przez chwilę nie będzie chciał przewrócić strony.



  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Oczywiście. Jestem tym, CO myślę, a nie tym, co mówię i co robię /piszę/,

dlatego

tytuł koniecznie do wymiany
© 2010-2016 by Creative Media
×