Go to commentsZamek Wulzburg. Wojna /5
Text 38 of 167 from volume: Jurij Klimiencienko. Okręt płynie dalej
Author
Genrehistory
Formprose
Date added2020-05-22
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views245

Do naszego nabrzeża podjeżdżają ciężarówki. Zeskakują z nich SS-mani, i dzwoniąc automatami o olinowanie trapu, wbiegają na nasze parowce. Niemcy z Kriegsmarine gdzieś znikli. Teraz wszędzie panoszą się esesowcy. Na ich czapkach pobłyskują mroczne dziwne emblematy - trupie główki ze skrzyżowanymi piszczelami. Ich stosunek do załogi jest jednak całkiem już inny: jedyna forma zwracania się do nas to popychanie, kopniaki, groźby i wrzaski. A więc wszystko już jasne.


- Hallo, Hans! - czerwonolicy żołnierz wściekle wali kolbą automatu w drzwi okrętowej spiżarni i w końcu wyłamuje zamek.

- Chłopaki, tutaj! - wrzeszczy i obiema łapami wyrzuca na pokład konserwy, pęta suszonej kiełbasy, kartony z masłem i worki cukru.


Jak stado zwierzaków pędzą do niego kolesie, zbierają rozrzucone wszędzie produkty, upychają po wszystkich kieszeniach, wyrywają jeden drugiemu z rąk, skaczą po kartonach z mlekiem. I są to ci sami w całej Europie podziwiani, kulturalni, porządni Niemcy? Jeszcze wczoraj ci ludzie, z którymi z racji wykonywanych zawodów musieliśmy często się spotykać, razem z nimi pracowaliśmy, rozwiązywaliśmy bieżące problemy rozładunku i załadunku, wcale nie byli do nich podobni! Zawsze tacy grzeczni, przyjaźni, wyjątkowo akuratni i solidni...


Pojawia się oficer w czarnych skórzanych sztylpach, w wysokiej czapie i z chłystem w ręku. Coś wrzeszczy do swoich podwładnych, którzy jak posłuszne pieski rozbiegają się po statku i zaczynają wypędzać z kajut marynarzy.


- Macie pięć minut na zbiórkę! Ale to już! migiem, brudne świnie!


Do mojej kajuty wpada młody kapral. Ten też drze mordę: - Schnell! Schnell! - i chciwie patrzy, jakie rzeczy pakuję do pokrowca.


Wszystko to robię mechinalnie, nie myśląc o tym, co ze sobą zabieram. Wrzucam wszystko, co wpada mi w ręce: mundur  wyjściowy, jakąś bieliznę, dużą fotografię Lidusi, kupon jedwabiu na jej suknię w prezencie. Hitlerowiec zatrzymuje moją dłoń.


- Moment! - wyjmuje jedwab z mojego pokrowca i chowa za pazuchę. - Tobie to do niczego niepotrzebne. Już nie zobaczysz się z żadnymi babami. Weiter! *)


Jest mi wszystko jedno. Niech bierze, co chce. Myślami jestem daleko w Leningradzie...


Niemiaszek patrzy na zegarek.


- Dosyć! - wydaje rozkaz. - Wychodź!



..............................................................


*) Weiter! - Kontynuuj!





  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media