Go to commentsNa naukę nigdy nie jest za wcześnie. Opowiastka Mexa
Text 10 of 11 from volume: Opowiadanie dla dzieci
Author
Genreadventure
Formprose
Date added2020-06-05
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views950

Na naukę nigdy nie jest za wcześnie. Opowiastka Mexa


Cześć, dzieciaki! Nazywam się Mex (albo Mexiński, tak mnie mama i babcia czasem nazywają), mam pięć latek i mieszkam w Niemczech. Jestem przedszkolakiem, ale za rok pójdę już do szkoły. I już się bardzo cieszę. Moja starsza siostra chodzi już do szkoły. Do niemieckiej szkoły. Tylko mama i babcia chodziły do polskiej, bo jak chodziły, to mieszkały jeszcze w Polsce. Mama mówi, że moja siostra bardzo dobrze się uczy. Umie już ładnie pisać, czytać i liczyć. Ja też bym chciał już to wszystko umieć, ale mama mówi, że jeszcze jestem za mały... Ja za mały? Wcale nie!

Jak jestem u babci, to babcia zawsze mnie uczy pisać i liczyć. Bo ja to bardzo lubię. Malować już umiem, bo moja mama jest malarką i już mnie nauczyła. Pisać i liczyć też już trochę umiem. Zwłaszcza liczyć. Babcia mówi, że całkiem dobrze mi to idzie. A liczę i po niemiecku, i po polsku. Do dziesięciu w obu językach już od dawna umiem liczyć, teraz uczę się do stu, ale babcia musi mi trochę podpowiadać, bo jakoś trudno mi zapamiętać nazwy dziesiątek.

Bardzo lubię liczyć na liczydełku. Babcia kupiła je jeszcze mojej siostrze, ale jak ona poszła do szkoły, to je schowała i dla mnie przechowała.



Kiedy tak sobie siedzę przy stole i głośno liczę, babcia się śmieje i takim śmiesznym głosem śpiewa:


Mexiński z rumieńcem na twarzy,

na liczydełku uczy się liczyć...

raz: eins, zwei, drei... raz: jeden dwa, trzy...

aż koraliki wszystkie policzy.


Co do tych nazw dziesiątek, babcia mówi, że mam się nie martwić, bo moja siostra też miała problem z ich zapamiętywaniem. A jeszcze większy problem miała z odmianą liczebników zbiorowych po polsku i wtedy babcia specjalnie dla niej napisała rymowaną bajeczkę, którą nazwała: „Przygody z dodawaniem”.

Dobrze, że babcia sobie o tej bajeczce przypomniała, bo mi jej jeszcze nigdy nie czytała. Obiecała, że zaraz po obiedzie przeczyta i poszła do kuchni gotować. A ja, wyglądając przez okno, zająłem się liczeniem rosnących w ogródku kwiatuszków. Potem zjedliśmy razem pyszny obiadek. Dzisiaj była zapiekanka z brokułami. Mniam, pychota! Ja bardzo lubię brokuły. A potem już było: „Poczytaj mi babciu”. Przyznam, że bardzo mi się spodobała ta bajeczka i aż trzy razy babcia musiała mi ją czytać, tak ją prosiłem.

— No, to teraz odmianę liczebników z bajki zapamiętasz z pewnością. Przynajmniej dziś — zaśmiała się babcią, kończąc trzecie czytanie.

Hmm... może zapamiętam... A jak nie, to babcia mi na pewno przypomni. Bo moja babcia jest bardzo kochana. Często do niej mówię:

— Ich liebe dich über alles. Du bist die beste babcia der welt... Co po polsku znaczy: Kocham Cię nade wszystkim. Jesteś najlepszą babcią na świecie.

Jak byłam jeszcze bardzo malutki i dzwoniłem do babci, i jej nie było akurat w domu, wtedy nagrałem się jej na sekretarce — to właśnie mówiąc. Potem babcia przegrała ten mój głos na Handy, czyli na telefon komórkowy, i teraz, jak ktoś do niej dzwoni, za każdym razem słyszy to, co do niej wtedy mówiłem. Teraz też często tak do niej mówię, ale babcia uważa, że wtedy miałem bardziej słodziutki głosik. Mówi nawet, że jak aniołek... No nie wiem, ale jak babcia tak mówi, to pewnie tak było... O, teraz też ktoś do babci dzwoni. Babcia się śmieje i całuje mnie w główkę. Zawsze tak robi, najpierw ze śmiechem mnie całuje, a dopiero później odbiera. To i ja się wtedy śmieję.


Kiedy pod wieczór moja mama po mnie przyjechała, i gdy byłem już przy drzwiach wyjściowych, zawołałem do babci:

— Ale nie chował tej bajeczki o dodawaniu, bo jutro znów będziesz mi ją czytać.

Naprawdę mi się ona podoba, bo uczy liczenia i wiele się w niej dzieje, a wszystkie zwierzątka, które w niej występują są bardzo miłe i wesołe. Jeśliby ktoś z was miał ochotę ją poznać, to niech wam wasza mama albo babcia przeczyta:



PRZYGODY Z DODAWANIEM


Kaczuszka Żółciunia pływa po stawie

I ciągle na brzeg spogląda ciekawie…

Kaczorek Kędziorek na brzegu stoi,

Chce skoczyć do wody, ale się boi.

— No plaśnij do wody, strachajło ty moje! —

Kwacze Kaczuszka: — Popływamy — WE DWOJE!!!


— No dobrze, już dobrze... już przecież skaczę!

A nie myśl, że się boję... ja tylko patrzę.

Gdyby na drodze nie stał Muchomorek,

Dawno bym skoczył — skłamał Kaczorek.

— Ech, ty Kędziorku, i te wymówki twoje.

Skacz! Nie marudź! Pobawimy się — WE TROJE!!!


Muchomorek kapelusz na bakier przekrzywił...

— Chcą żebym pływał? — w myślach się zdziwił.

— Och, kwa-kwa! — Kaczuszka ze śmiechu pęka.

— On myśli, że musi pływać, i tego się lęka.

Kędziorku, ty zostań już lepiej na brzegu…

A ja przypłynę z Myszką, jak złapię ją w biegu...

Ejże, Szaraniu... wyglądasz na chorą!

Stójże! No nie pędź tak! Pobawimy się — WE CZWORO!!!


Myszka już na mostku hamuje z łoskotem.

— Dobra, już stoję! Lecz nie wrócę z powrotem!

Kaczuszka zakwakała: — A to ci heca!

Jesteś blada jak woskowa świeca.

— Nie kpij ze mnie! Widziałam potwora! —

Pisnęła Myszka do żartów nieskora.

Kaczuszka oniemiała po tym co usłyszała

I — Tere-fere-kuku! — głośno wykwakała.

— Popatrz sama! — Myszka zarośla wskazała

I ze strachu pacnęła do stawu, tak jak stała.

— Droga Szaruniu, przecież to Żabcio Moro!

Wyłaź z wody głupiutka! Pobawimy się — W PIĘCIORO!!!


Tymczasem Żabcio z zarośli się wygramolił...

— Co się dzieje?! Właśnie będę się golił!

Z wrażenia wszyscy wielkie oczy zrobili

I zdębieli, gdy go całego w pianie zobaczyli.

Moro dumnie podąża znów do zarośli,

Kumkając głośno: — Proszę, zachowujcie się jak dorośli!

Zaraz wrócę… tylko dokończę dzieła.

Kaczuszka buchnęła śmiechem, aż w pół się zgięła.

— A cóż on tak wydoroślał? Ma jakiś powód?

Gdzie Żabcia Kumcia?... Może ona ma na to dowód.

O, już się zbliża, a za nią drepcze Moro.

Po wyjaśnieniu sprawy pobawimy się — W SZEŚCIORO!!!


— Już wam wyjaśniam! — Kumcia zakumkała

I Żółciuni na grzbiet w mig się wdrapała.

— Sprawa jest delikatna — rzekła po chwili. —

Dlatego proszę, bądźcie dla niego mili.

(Zaśmiała się, głaszcząc Żółciunię po ogonie).

Moro jest dzielny jak żołnierz na poligonie,

Taki mu komplement wczoraj powiedziałam,

Że się nim tak przejmie, tego nie wiedziałam,

I że golenie do rannej doda toalety…

— A, już rozumiem… Stąd te jego podniety —

Żółciunia zakwakała i śmiać się przestała

I poważnym już głosem po chwili dodała:

— Nikomu to przecież wcale nie przeszkadza.

Lubimy go, bo nas dobrym sercem nagradza...

— Racja! — Szaruni z pyszczka bladość już zniknęła

I lądującego Tylcia w objęcia wzięła.

Ktoś zaśmiał się serdecznie… To Żabcio Moro.

— Nie zwlekajmy już dłużej. Bawmy się — W SIEDMIORO!!!


Motylek Tylcio trochę się wzruszył

I z ramion Myszki do Żabcia ruszył...

A że w emocjach ruchy kontrolować trudno,

Runęli z hukiem, gdzie najbardziej brudno.

— Powiedzieć wam tylko chciałem… przecie…

Że nudno by było na naszym świecie…

Gdyby wszyscy byli tacy sami… —

Nie skończył. Rumieniec oblał go barwami.

— Nic się nie stało — szepcze Kaczuszka

Prosto do jego brudnego uszka:

— Wykąpać się wszakże wam pomożemy,

Bo w dobrym nastroju bawić się chcemy.

Nie ma tu mowy o niczyjej winie...

O, Rybka Pypka z pomocą też płynie.

Niechaj się wszyscy tutaj wnet zbiorą

I po kąpieli pobawimy się — W OŚMIORO!!!


Pypka ogonkiem w wodzie plusnęła

Aż ta strumieniem ogromnym chlusnęła.

Moro i Tylcio zażywają kąpieli...

Lecz tej przyjemności dużo nie mieli.

Rybka ziewnęła: — Skończona praca!

Długo pracować się nie opłaca. —

I już jak strzała chyżo pruje wodę,

Chce Muchomorka chlusnąć na ochłodę.

A ten jak mimoza wystraszony stoi,

Nie wie co go czeka, i już się boi...

Tylcio ląduje mu na kapeluszu

I szuka dojścia do jego uszu...

— A więc, mój drogi, posłuchaj mej rady:

Uśmiech najważniejszy, mówię bez żenady.

Niech zawsze więc gości na twojej twarzy

A krzywdę ci zrobić nikt się nie odważy.

— Prawda! — słychać kogoś z drugiego brzegu.

To Raczek Nieboraczek tam woła w biegu.

— Dwa dni zwiedzałem pobliskie jezioro.

Jestem już z wami! Pobawmy się — W DZIEWIĘCIORO!!!


Podróżą umęczony jestem okrutnie,

Chyba na początek drzemkę sobie utnę.

Hej ty Kędziorku, brachu mój drogi,

Pomóż podróżnemu z dalekiej drogi.

Wyłożyć się marzę na twoim grzbiecie,

Lepszego posłania nie znajdę przecież.

Kaczorek zakwakał na znak swojej zgody

A serdeczny uśmiech dodał mu urody.

O jak to dobrze! — wysapał znów Raczek

I zaczął się wspinać po grzbiecie kaczym.

— Rety, jego szczypce! Oj, niewesoło! —

Ogromny popłoch się zrobił wokoło...

— Poczekaj jeszcze z tym swoim wspinaniem! —

Poprosił Kaczorek głośnym kwakaniem.

— My pomożemy! — rozbrzmiał cały akwen...

Lecz Raczek w głęboki zapadł już sen.

Tak więc go śpiącego na grzbiet wytaszczyli,

Sapiąc: — Ufff! Ale żeśmy się narobili!

Kaczorek zakwakał: — Idę do wody,

Po ciężkiej pracy zażyć ochłody…

— Kaczorku Kędziorku, słońce ty moje —

Rzekła Kaczuszka, patrząc na nich dwoje.

Pływajcie tak długo, aż Raczek się wyśpi.

W tym czasie ktoś z nas zabawę wymyśli...

Po chwili już słychać Kaczorka kwakanie:

(Wszyscy zdębieli... Czy znów coś się stanie?)

— Moi drodzy, pozwólcie przedstawić sobie:

Oto Łabędź Książątko we własnej osobie!

— Witamy serdecznie! — ukłonił się Moro. —

Przypłyń tu do nas! Pobawimy się — W DZIESIĘCIORO!!!


Łabędź Książątko nie mówi wiele,

Dostojnie podpłynął i szepnął: — Przyjaciele.

I jakże się miło zrobiło dookoła…

Gromadka przyjaciół jest bardzo wesoła.


Kaczuszka wtem kwacze: — A więc, moi drodzy,

Niech każdy fantazji popuści wodzy,

Niech każdy zabawy propozycję poda...

I bawmy się w końcu, bo czasu szkoda!



PODSUMOWANIE DODAWANIA:


Widzicie dzieci, tak w sumie jest, iż dodawanie przyjemne jest. Zwłaszcza przyjaciół miło jest dodawać, by móc piękne chwile przeżywać i się przyjaźnią napawać.



  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media