Go to commentsNina i Czarna Herbata - Rozdział dziewiąty.
Text 9 of 24 from volume: Nina i czarna herbata
Author
Genrecommon life
Formprose
Date added2022-11-04
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views469

Czy w tym tygodniu dużo się działo? W sumie trudno mi to stwierdzić. Na pewno dowiedziałam się czegoś nowego. Jednak zacznijmy po kolei. 

 

Wtorek, Pierwszy listopada. 

Dzisiaj było zdecydowanie zbyt ciepło na moją co prawda szeroką i bawełnianą, ale wciąż czarną sukienkę. Ów strój ma duży, biały, haftowany kołnierzyk. W połączeniu z moimi warkoczami czułam się niczym jakaś ważna małoletnia bohaterka horroru. Niestety na cmentarzu nie zauważyłam dziewczyn z mojej klasy, na których tle mogłabym się poczuć lepiej, no ale trudno. 

Nastrój na grobbing z samego rana miałam nawet całkiem pozytywny. Niestety wszystko zepsuła mama. Odmówiła wyjścia, bo twierdziła, że woli pocierpieć w samotności. W końcu przecież Pawła i tak jej już nic nie zwróci, więc pójście na jego grób też niczego nie zmieni. Nie wiem czemu, ale poczułam wyrzuty sumienia, tak jakbym to ja jej tego Pawła zabrała. Pomimo namów od strony taty, rodzicielka pozostawała nieugięta. 

Na samym cmentarzu obiektywnie nie było źle. Większość grobów naszej rodziny znajduje się pod drzewami, więc jesienne słońce aż tak bardzo nie grzało. Całe dwie godziny praktycznie wystałam na nogach. Wiem, że spokojnie mogłabym usiąść na którejś ławce przed grobem. Dziadkowie mnie nawet do tego zachęcali. Mam jednak silnie zakorzenione przekonanie, iż dzieci czy nastolatkowie na cmentarzu stoją. Właśnie gdy staliśmy przed symbolicznym grobem Pawła, przypomniały mi się wszystkie inne wizyty na cmentarzach po jego śmierci. Zawsze, kiedy prosiłam o to, czy mogę usiąść, mama robiła raban pół cmentarza, że skoro Paweł nie może już stać, to my musimy robić to za niego. Więc i dziś tak stałam do końca, pomimo silnych zawrotów głowy z powodu nadmiernych emocji. Na szczęście potem pojechaliśmy na obiad do dziadków. Na początku byłam spięta. Obawiałam się, że dziadkowie zdadzą tacie przebieg z naszej niedawnej rozmowy. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Ba, dziadek nawet zaprosił mnie na ognisko w przyszłym tygodniu, a babcia, która siedziała naprzeciwko mnie, przez chwile głaskała czule moją dłoń. To był uroczy obiad, w czasie którego do jadalni wpadały promienie popołudniowego, zachodzącego słońca. 

 

Środa, Drugiego listopada. 

Dziś nadal byłam przepełniona wczorajszymi emocjami. Z racji mojej pesymistycznej natury przeważały bardziej te negatywne, wręcz we mnie buzowały. 

Właśnie była długa przerwa. Nasza zadziorna sprzątaczka tego dnia przegoniła towarzystwo z korytarza, gdyż pastowała podłogi. Więc cała ta granda debili i szaraczków nie opuściła sali. Nie mogłam sobie nawet spokojnie pomyśleć o tym, co było wczoraj! Jeszcze te klasowe gwiazdki, czyli Daga, Mariolka i Anita gadały o planowaniu imprezy Halloweenowej u tej pierwszej. 

Naprawdę nie wiem, czy ja po prostu jestem wredna i złośliwa z natury, czy musiałam się wyładować, a może byłam zazdrosna, że cała klasa była zaproszona, a co do tego, że ja zostanę w tym pominięta, nie miałam najmniejszych wątpliwości. Niezależnie od powodu mój język działał szybciej niż zdrowy rozsądek. 

- Dziewczynki moje kochane. – Zwróciłam się do nich pobłażliwym wręcz tonem. - Nie wiem, czy wiecie, ale niezależnie o tym, jak bardzo o tym marzycie to nie żyjemy w USA. Halloween nie jest świętem z naszego kręgu kulturowego, więc nie wiem czemu chcecie małpować czyjeś zwyczaje. Nawet małpować dobrze nie potraficie, bo z tego, co wiem to Halloween już było. I zapraszanie całej klasy? Kolejny pokaz durnoty. 

Nie wiem czemu, to wszystko powiedziałam. Tak naprawdę nie mam nic do tego całego Halloween. Ta ich impreza też mnie nie obchodzi. Czemu raz jestem zlęknionym kurczątkiem, a raz nadmiernie agresywnym tygrysem? Dlaczego nigdy nie ma nic pośrodku? 

- O patrzcie państwo, patriotka się znalazła! - Daga była wściekła, jej oczy błyszczały, a policzki przybrały odcień dojrzałego wina. - Ktoś cię prosił o opinię? 

- Nie, ale jako członek klasowej społeczności chyba mogę się wypowiedzieć, prawda? 

- Nie musisz. I tak nie jesteś zaproszona. Zresztą pewnie nawet nie masz czasu na imprezy, bo jesteś zbyt zajęta romansowaniem z Kaliszem. - Wyraźnie ze mnie zadrwiła. 

Poczułam, jak krew uderza mi do głowy. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jednak faktycznie chodzą o nas te wszystkie plotki! Odczuwałam, że brakło mi tchu. A z drugiej strony miałam tyle złości w sobie, że musiałam ją wyładować. Nie myślałam logicznie. Chwyciłam mój miękki pluszowy piórnik i rzuciłam nim prosto w córkę dyrektora. 

- Ty tępa idiotko, nie rozgaduj nigdy więcej takich bzdur na mój temat! - Oczywiście atak piórnika nic Dagmarze nie zrobił. Lekko się zachwiała, ale jej wiernie koleżaneczki zaraz ją podtrzymały. Wszystkie osoby w klasie popatrzyły na mnie takim wzrokiem, że aż się skuliłam. Potem jak gdyby nigdy nic wrócili do swoich rozmów, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Pani Kasia, która wróciła na lekcje, podniosła mój piórnik. Chciała wyciągnąć ze mnie, co się dokładnie stało, ale ja byłam uparta i nic nie powiedziałam. Do końca dnia byłam spięta i czułam kostki lodu w żołądku. 

 

Czwartek, Trzeciego listopada. 

Najgorsze nadeszło dopiero dziś. Od kiedy tylko weszłam do szkoły z panią Kasią czułam, że dokładnie mi się przygląda, niemalże śledzi każdy mój ruch. Miałam ochotę stać się żółwiem i schować się w swojej skorupie. Atmosfera w klasie była tak gęsta, że dało się ją kroić nożem. Klasa zgodnie unikała nawet spojrzenia w moją stronę, natomiast nauczycielka wspomagająca wręcz wpatrywała się we mnie niemalże oskarżycielsko. Kumulacja emocji nastąpiła na lekcje przed długą przerwą. Pani Kasia szeptem uprzedziła, że na przerwie odwiedzi mnie nasz wychowawca. Nie mieliśmy z nim dzisiaj lekcji. Zresztą, nawet gdybyśmy mieli, to takie rozmowy z uczennicą na osobności to nigdy nie jest wesoła rozmowa przy herbatce. Miałam pewność, że Dagmara na mnie doniosła. 

Kiedy polonista na początku długiej przerwy wszedł do sali i usiadł naprzeciwko mnie, na dworze rozpoczęła się potężna ulewa. Dodawało to dramatyzmu. Nauczyciel chyba nie ma doświadczenia w takich rozmowach, bo zdecydowanie nie wiedział, jak zacząć, w końcu jednak znalazł odpowiednie słowa. 

- Słyszałem o wczorajszym incydencie w klasie pomiędzy tobą a Dagmarą Kwiatkowską... 

- Ach, no tak! - Weszłam mu w słowo. - Córeczka dyrektora zdążyła się przed nim popłakać, to trzeba robić raban na całą szkołę! 

- Nino, uważaj na słowa! - Zabrzmiał ostrzegawczo, nawet nieco groźne. Nie powstrzymało mnie to jednak. 

- Bądźmy szczerzy, gdyby chodziło o jakąś zwykłą szarą Anię Kowalską, to byście to olali, taka jest prawda! 

- Nino, i tak masz już obniżoną ocenę z zachowania na ten semestr, a teraz zastanawiam się, czy to nie jest zbyt niska kara! 

Faktycznie. Trochę przegięłam. Pomimo że naprawdę myślę to, co powiedziałam, to nie powinnam mu tego mówić. Nie chcę mieć więcej kłopotów niż mam. 

- Dobrze, przepraszam. Nie powinnam się tak unosić. 

Nauczycielowi wyraźnie ulżyło. 

- Powinnaś przeprosić również Dagmarę. 

- Z całym szacunkiem, ale to ona mnie sprowokowała! 

- Sprowokowała czy nie, nie powinnaś załatwiać spraw w ten sposób. Nie wiem o co poszło, ale postąpiłaś karygodnie. Zachowuj się, jak na pełnoletnią osobę przystało. 

I oto cała polska edukacja w pigułce. Zero realnej pomocy. Ważne jest to aby podlizać się dyrektorowi załatwioną sprawą. A czy sprawa jest naprawdę załatwiona, czy zamieciona pod dywan? A kogo to obchodzi! 

Polonista już zbierał się do wyjścia, gdy dodał. 

- Nino, bardzo zawiodłaś swoją mamę. Nie uważasz, że wystarczająco już cierpi po stracie Pawła? Po co dokładasz jej cierpień? Powinnaś wziąć z niej przykład. Co prawda za czasów szkolnych bardzo nie lubiła się z naszym byłym panem dyrektorem. Ciągle pisała coś na niego w swoim pamiętniku. A jednak wyrosła na porządną osobę i świetnego pedagoga. 

- Pamiętnik? - Temat wyraźnie mnie zaciekawił. 

- Nie zmieniaj tematu. Przemyśl swoje zachowanie. Do zobaczenia jutro. - Wyszedł szybkim krokiem z sali. 

Zostało jeszcze trochę czasu do końca długiej przerwy. Złość na Dagmarę mieszała się we mnie z zimnymi kostkami lodu w żołądku na myśl, że znów zawiodłam mamę. Było jeszcze we mnie trzecie uczucie – ciekawość. Mama pisała pamiętnik? Co w nim było? Czy pisze tam, dlaczego nie lubiła dyrektora Kalisza? A może będzie coś o tym, z jakiego powodu jest taka oschła i zafiksowana na Pawle? Może prowadziła go przez lata? Tylko jak znaleźć ten pamiętnik? I czy w ogóle jeszcze istnieje? 

Oczywiście na zajęciach pozaszkolnych nie powiedziałam o niczym Tomkowi. Chciałam, ale coś mnie zblokowało. Poza tym nie mam zamiaru robić mu problemów. 

Uff, to wszystko na dziś. Rodzice mają mi bardzo za złe tę całą sytuację z Dagmarą. Zgodnie się do mnie nie odzywają. Jak mają do mnie jakąś sprawę, to przekazują to przez Oskara. Dziecinada totalna. No ale trudno żyć w takiej dziecinadzie. 

Może następny tydzień będzie lepszy? 

Trzymajcie się!

  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media