| Author | |
| Genre | nonfiction |
| Form | article / essay |
| Date added | 2026-01-25 |
| Linguistic correctness | - no ratings - |
| Text quality | - no ratings - |
| Views | 34 |

ZŁA IMPREZA
Tydzień temu byłem na koncercie organizowanym przez kieleckich anarchistów. Koncert fajny, grindy i hardcory, ale za płotem stado panów z ONR wrzeszczących obelgi i groźby. Zmobilizowali się, przyszli, by dać upust swemu oburzeniu, ze taki event ma miejsce. Bo skoro robią to anarchole to musi być rozsadnik lewactwa, mnożący straszliwe treści. Poprzestali jednak na darciu mordy – pewnie nawet nie myśląc o tym, że darcie mordy w tym mroźno zimowym otoczeniu dobrze wentyluje płuca i pozytywnie wpływa na samopoczucie. Może nie warto by o tym wspominać, ale to doskonała ilustracja pewnego procesu myślowego, który budzi mój niepokój. Nie wiem o co tam chodzi, co tam się dzieje, ale skoro ci ludzie to organizują to mówię temu: NIE. Darcie mordy zza płotu może nie jest miłe do słuchania, ale wystarczy wejść do środka, a tam już napierdziela grind i tego darcia nie słychać. Tyle, że przez to ono nie znika.
Ta sytuacja to zresztą tylko jeden z detali całej tej kłótni, która ma miejsce w Kielcach i nie tylko, dla postronnych widocznej na ścianach. Narodowcy to damscy bokserzy. Anarchiści to w molestowaniu dzieci specjaliści. Przy czym w całej tej sytuacji widać wyraźną nierównowagę. Anarchole organizują takie koncerty, a narodowcy przeciw nim protestują – jedna strona jest dynamiczna, aktywna, druga zaś bierna i tylko burczy. Anarchole organizują akcję Food Not Bombs ( może to trochę słabe, rozdawać żarcie co 2 tygodnie, ale tak czy tak to ruch w dobrą stronę – przed ostatnimi wyborami przez chwilę splagiatowali ich państwo z Polski 2050, tyle, że nie w soboty, a we wtorki, a po wyborach inicjatywa zdechła) albo takie koncerty, czyli benefity na swą działalność albo na FNB. Narodowcy przy okazji takich eventów przychodzą i drą mordy, emitując obelgi i groźby.
Byłem na koncercie zorganizowanym przez anarcholi. Z ciekawości – może i tam muzyka by mi się spodobała – poszedłbym na taki zorganizowany przez narodowców, ale takich, z niezrozumiałych dla mnie powodów, nie ma. Oni ich po prostu nie robią. Są tylko oburzeni tym, że ktoś potrafi zorganizować takie, które im się nie podobają. Są jak dzieci, które tylko psują innym zabawę. Nie inicjują żadnej, poprzestając na przeszkadzaniu innym.
To zjawisko dotyczy nie tylko tych dwóch, odmiennie spolaryzowanych środowisk. Takie protesty miały np. miejsce przed galerią z wystawą Doroty Nieznalskiej. Nie osobiste doświadczenie, własna recepcja, tylko info z mediów, interpretacja – jak jehowcy nie czytają biblii opierając się na jej tłumaczeniach przez jakiś autorytet – tak tu ktoś coś słyszał, widział jakiś wyrazisty detal pokazany w tv i na tej podstawie wyrobił sobie zdanie. Bez obejrzenia oburzenie. Bo ktoś to obejrzał (?), przeżuł, przetrawił i wysrał, a potem powiedział, że to złe. I namówił do wyartykułowania tego innych, zgromadził protestujący tłum. Tu jednak spotykamy inicjatywy inicjowane przez tych i tamtych. Protestujący przeciw sztuce Nieznalskiej mają swoje, wyrażające ich recepcje świata wystawy i eventy. Mają możliwość patrzeć na to, co klei się z ich widzeniem świata. Ale maja taką perwersyjną skłonność patrzenia na to, co kłóci się z widzeniem świata. Z zainteresowaniem patrzą na to co jest brzydkie i złe, w ich mniemaniu, czyli lekko ich to jara.
Nie robiąc nic swojego, tylko popsuć zabawę innym – ja to obserwuję od 40 lat. Subkulturnicze klimaty od momentu zaistnienia punk i skins buzowały. Na co dzień ci ludzie spotykali się w swoich kręgach, albo w poprzek swych kręgów. Te różnice były widoczne, ale najczęściej nie rodziły konfliktów. Do momentu, gdy punki nie zaczęły organizować koncertów, czyli nie pojawiły się działania integrujące środowisko, inicjujące wskoczenie na wyższy poziom. Skini też przychodzili, ale nie po to by się bawić, ale psuć, rozpierdalać. Kontakty towarzyskie istniały. Na początku lat ’90 XX wieku koledzy nawet zaprosili na jeden z takich koncertów kapelę skins – z tamtej strony nie było takich ruchów. Nie organizowali swoich imprez, nie było więc nawet szansy na poszerzenie ich formuły o zaproszenie jakiś punków. Ale wszystkie imprezy, na których skini się pojawiali przebiegały pod znakiem urządzanych przez nich awantur. Bicie, wyzwiska, przeszkadzanie. Tak jakby kłuło ich w oczy to, że można sobie zorganizować taką imprezę – co więcej – na która i oni mogli przyjść.
Ale jest progres. Darcie mordy zza płotu to jednak o kilka poziomów niżej niż bicie.





