Go to commentsZakamarki biblioteczne
Text 1 of 1 from volume: Zakamarki biblioteczne
Author
Genrenonfiction
Formarticle / essay
Date added2026-02-13
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views39

ZAKAMARKI BIBLIOTECZNE


WSTĘP

Mam tak samo jak ty, moje miasto a w nim… Nie, nie mam tak samo. Można mieć to samo co wielu – to prosta ścieżka. A można też mieć coś innego – i ta ścieżka może nie jest prosta, ale na pewno ciekawsza.

Tak jak wielu mam kilka półek pełnych książek. Nie podnieca mnie jednak posiadanie topowych nowości, tego, czym jara się wielu. To, czy okładka jest kolorowa, czy nie, to sprawa jest drugorzędna. Oczy otwierają mi się szerzej, gdy widzę, że pozycja została wydana w 100 egzemplarzach. Mam taką wydaną w 33 egzemplarzach… Takie pozycje mam na swojej półce. Może to rarytasy, a może kurioza – tak czy tak pozycje to niebanalne. Nie, nie są to „białe kruki’ ( choć może kilka z nich…). Mam do tych książek i broszur bardzo emocjonalny stosunek: to moje skarby. Kiedy trzymam jedna z nich w ręku zawsze z tyłu głowy czai się myśl, że większość z was nie jest świadoma ich istnienia. Część z nich to tak zwane wydawnictwa bezdebitowe – niegdyś ukazujące się poza cenzurą, a od 30 i paru lat bez rejestrowania ich wydawania. Sprzedawane, ale poza świadomością tego ze strony instytucji, ignorując tyczące się tego obszaru regulacje. Literacki garaż?

Czytam, jak wielu, i co pożyczam to pożyczam, ale czasem coś kupuję, dostaję, no i jest jeszcze bookcrossing – zostawiam i biorę.

Akurat jest czas mrozu ( początek 2026), więc mniej czasu spędzam w przestrzeni publicznej, więcej w domu i rozglądam się po regałach. Konstatacja: rany, ile ciekawostek posiadam!


MALUSZKI

Są tak niewielkich rozmiarów, że trudno je wypatrzeć na półce. 7 pozycji, z czego 4 wydano oficjalnie.

Ireneusz Iredyński „Okno”, Wydawnictwo Radia i Telewizji, Warszawa 1978. Mam do autora sentyment, ale jeszcze jej nie czytałem. Paperback z lakierowaną okładką, mam wrażenie, że niekompletny – mam 68 stron – wielkości smartfona.

Maciej Wojtyszko „Bromba i inni”, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1986, wyd. III. Kultowa pozycja – Bromba, Fumy, Prztymucle, Pciuch, Gluś i całe stado zjawiskowych, wyrazistych postaci zaludniających ten niby bajkowy świat. Książeczka niby adresowana do dzieci. Może to starcze zdziecinnienie, ale dziś, gdy do niej zaglądam nie kończy się to przekartkowaniem, ale lekturą chociaż kilku stron. Mniam. No i wartością dodatkową jest to, że to nasze, polskie.

Kahil Gibran „Prorok”, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1993. Spotkałem się z porównaniem „Proroka” do „Tako rzecze Zaratustra” Nietzchego. Tak, podobny sposób narracji, mocno przesiąknięty mistyką. Autor to maronita, arabski chrześcijanin, z tego zakamarka świata, gdzie nie tylko szyici, sunnici, ale i sufi, ismaelici, druzowie. Niech was nie zwiodą niewielkie rozmiary tej książeczki, jej lektura nie jest kwestia chwil kilku i wymaga dużego skupienia.

Ruud Noys „Czym jest muzyka anarchistyczna?”, Wolna Oficyna Wydawnicza, Kraków 2023. Przeczytałem ją, ale nie znalazłem odpowiedzi na tytułowe pytanie – bo to chyba jest tak pojemna kategoria, że trudno udzielić ścisłej odpowiedzi. Pełno neomarksistowskich sformułowań w treści – cóż. Ciekawostka.

Friedrich Durrenmatt „Upadek”, wyd. KOS, Kraków 1981. Chyba sito. Ilustrowana niebieskimi litografiami, równie trudno czytelnymi jak – miejscami tekst. Do tego koszmarne tłumaczenie, przez co ciężko się to czyta. Też ciekawostka.

Theodore Roszak „ Nauka tworzona przez rapsodyczny intelekt. Wspólnota przyszłości”, Oficyna Wydalnicza Bractwa „Trojka”. Ksero. Dwa eseje destabilizujące dotychczasowe myślenie. Szczególnie ten drugi 30 lat temu przekomponował mi patrzenie na świat. Plemiona w nowoczesnym społeczeństwie? One się tworzą, obumierają, odtwarzają – ale cały czas są obecne. Na pewnych poziomach mamy społeczeństwo, ale na innych przenikające się plemiona. Kibole i pokemoniści są dziś najbardziej widoczni na ulicach miast, ale są i inni. Potęga.

Sara Benetowa „Konopie w wierzeniach i zwyczajach ludowych”, Oficyna Wydalnicza Bractwa „Trojka”. Ksero. To praca magisterska z 1928 (?). Czytając Palusińskiego wiem, że jej nie znał, zresztą chyba „Konopie…”ukazały się niesione szumem medialnym po jego książce. To nie reklama, propagowanie. Nie, to przyjrzenie się znaczeniu tej rośliny i jej wpływie na kultury.


Takie treści wydane w formie małych książeczek, broszur noszą dla mnie wszelkie znamiona rebelianctwa. Tanie w procesie wydawniczym, burzące schematy myślowe. Dlatego tak jestem do nich przywiązany.


BLADE KRUKI

Nie są to pozycje pewnie cenne, ale to unikaty. I pewnie miałbym ich więcej, gdyby nie pożyczanie książek Pawłowi Chmielewskiemu, pisarzowi i redaktorowi naczelnemu miesięcznika „Projektor” i innym znajomym. Miało być 2 miesiące, a minęło 2 i pół roku – Paweł zniknął. Z moimi drukami ( bo tam nie tylko książki były).

Alan Alexander Milne „ Fredzia Phi – Phi”, Wydawnictwo Lubelskie, 1986, tłumaczenie – to jest tu istotne – Monika Adamczyk. Ważne jest przyzwyczajenie – w tym kontekście. Można jakiś obcojęzyczny tekst przetłumaczyć lepiej lub gorzej, a czasem takie tłumaczenie wymyka się takim ocenom. Mam biblię w dwu tłumaczeniach i widać znaczną różnicę w przekazie. Większość z nas kojarzy Kubusia Puchatka. A Fredzia? Któż to? Czyżby jakiś nieznany to jest tekst Milne’a, powstały na marginesie cyklu? Nie, to po prostu zanadto nowatorskie tłumaczenie. Bo konsekwencją powinna być Fredzia Fi – Fi, a nie Phi – Phi.

„Moje miasto”, wyd. Duch Miejsca, Gdańsk 2002. Antologia 48 opowieści o naszych miastach. Każdy z autorów opowiada o swoim mieście inaczej, mniej lub bardziej krytycznie. Najgęstsze jest trójmiasto, stamtąd tych opowieści jest najwięcej. Ale nie tylko – o Białymstoku jest dwugłos. Remik Okraska, Jany Waluszko, Krawat, Piszpunt, Maciek Hojak, Rafał Jakubowski, bracia Wytrychiwie i wielu, wielu innych opowiada o swoich miastach – dla innych. Skąd jestem i jakie miejsce mnie ukształtowało takiego jakiego mnie spotykasz. Wielu z autorów jest tam wciąż, inni wyjechali, za pracą, na studia, pozostawiając za sobą dzieciństwo i kolegów, wspomnienia.


WOJNA I OKOLICE

O dwóch pozycjach już wspominałem, dlatego, że są tak kuriozalne. O ile jedna z nich jest w wymowie taka, że trzeba być historycznym abnegatem, by się na nią powoływać, to druga nie jest już tak prosta w interpretacji i odczytaniu.

Marian Staniewicz „Wrzesień 1939. Polityka ZSRR w przededniu i w początkowej fazie II wojny światowej”, wyd. Prasa Wojskowa, Warszawa 1949. To uzasadnienie tego co nas spotkało w 1939. Po prostu była to konieczność. Kuriozalnym, niebezpiecznym interpretacyjnie było uznanie momentu rozpoczęcia wojny na 1 września 1939 – skoro zaczęła się ona 22 czerwca 1941,wedle ZSRR. Nic, nic o pribałtyce i Finlandii. II RP sama sobie to na siebie sprowadziła – taka jest wymowa tego tekstu. A ZSRR po prostu musiało tak zadziałać. Myślałem, że cytaty z Churchilla, gdy uzasadniał działania ZSRR po 17 września, to fejk, manipulacja – ale z innych źródeł wiem, że on naprawdę tak myślał. Brrr.

„Zburzenie Warszawy”, wyd. Awir, Katowice 1946. To protokoły przesłuchań dokonanych przez polskiego, peerelowskiego prokuratora Sawickiego z istotnymi Niemcami przy okazji procesu w Norymberdze. Że oni mówią ciekawe rzeczy to jedna rzecz. Że on ich terroryzuje, nakłania do mówienia rzeczy nieprawdziwych, to inna. Też o tym pisałem.

Dr. Filip Friedman „To jest Oświęcim”, Państwowe Wydawnictwo Literatury Politycznej, 1945. Broszura. Esej zbierający to, co wiedziano tuż po wyzwoleniu obozu. I w czasie, gdy Żydzi jako Żydzi byli jeszcze mili komunistycznym władzom Polski. Świadectwo tego dosyć krótkiego okresu w historii PRL.

Stanisław Wałach „Był w Polsce czas…”, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1978. Autor pracował w organach tuż po wojnie i nieco potem, dosługując się chyba stopnia generała. Dzielnie walczył z „Ogniem” i UPA. Dzielnie walczył, o czym pisze, choć jego przeciwnicy do walki się nie nadawali, to żadni przeciwnicy. Oni raczej kradli, pili samogon, to prymitywni degeneraci z bronią w ręku – tak ich przedstawia. Czemu ich zwalczanie tyle trwało? Bo milicjanci i ubecy nie mieli butów, bieda była powojenna, trudno więc było tych łotrzyków ścigać. No i to potrwało. Więc na tej kanwie powstała 500 stronicowa książka, twarda oprawa, dla mnie dotrwała bez obwoluty.


PRYL

Miłosz Kowalski „Mikołajek w szkole PRL”, Niezależne Wydawnictwo „Wokół Nas”, Gliwice 1989, wydanie III. Inspirowane przez książki Sempe i Goscinnego, ale nawet do kostek im nie sięgające. Plus okropne rysunki. Plus za imiona postaci: Pękosław, Masław, Spytko, Ziemomysł, Mściwój. Doskonały przykład tego, że nie wszystko co ukazywało się poza cenzurą to rzeczy wartościowe. Tylko ciekawostka.

Leon Pasternak, Stefan Artowski, Józef Hen „Skąd wolność szła… Trzy obrazy sceniczne”, Biblioteka Świetlicowa „Czytelnika”, 1953. 3 jednoaktówki sławiące I i II armię LWP, opowiadające o różnych epizodach z ich walk. Józef Hen do dziś się tego trzyma, że było warto i ja go rozumiem: ludzie, którzy tam trafili mieli bardzo wąski margines manewru. Czasy mamy takie jak mamy, więc w związku z tym brak uczciwych i bezstronnych analiz wielkich bitew toczonych przez te formacje. Pozostają tylko zagubione w zakamarkach półek hagiografie.

„Wieczny płomień. Wiersze o Feliksie Dzierżyńskim”, PIW, 1951. Wiersze jak wiersze, nie jest to poezja wysokich lotów – to publikacja mająca ocieplać wizerunek Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ( dziś ten resort nazywa się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych). To co ten resort wyprawiał na przełomie lat ’40 i ’50 było tak przerażające, że dziś nawet jak policjanci się gwałcą na komisariatach, duszą tam zatrzymanych i strzelają z granatników, to spoko, spoko, nic wielkiego się nie stało. Wśród autorów dużo rosyjskich nazwisk, a z tych znanych polskich są Mieczysław Jastrun, Tadeusz Kubiak i Ryszard Kapuściński ( „Brygada Dzierżyńskiego”).


BUNT I GNIEW

Czyli antyglobaliści.

Pierre Salama „Dolaryzacja”, Oficyna Literacka, Kraków 1990. Cena – a to broszura – 4400 zł. Krytyka dominującej wtedy neoliberalnej polityki i poddawania się choremu dyktatowi MFW.

Tu sam tytuł jest wymowny: Marek Głogoczowski „Jak Janosik and Co prywatyzował Bank Światowy a także List otwarty do Adama Michnika oraz inne teksty postsolidarnościowe”, wyd. Janosik and Company, Kraków 1992. Kolejny przykład na to, że neoliberalne myślenie, modne w latach ’80 i ’90 przez wielu traktowane było jako poważna aberracja, patologia intelektualna.

Theodore Kaczynski (Unabomber) „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość. Manifest wojownika”, wyd. Inny Świat, Mielec 2003. Najciekawszy z Kaczyńskich, najmocniej zaangażowany w przekuwanie deklaracji w realizacje. Ten tekst znaleziony w jego leśnym domku umożliwił jego identyfikację i schwytanie. Tekst jest krytyką tego co jest i wcale z niego nie wynika jednoznacznie, że Theodore od takich refleksji przejdzie do takich czynów.

I ostatnia z tych pozycji: „Książka kucharska zielonego anarchisty. 155 wegetariańskich i wegańskich przepisów”, Sanctus Propaganda, Białystok. Dziś takich pozycji jest całkiem sporo, ale w czasach przedinternetowych to była inspirująca pozycja. Kotleciki punk’s not dead – ki. Szybki gulasz Sarona. Por a’la Macieja. Halawa. Chamskie kluski. Mój rozkoszny sosik. Sałatka „chuje muje dzikie węże”. Wino czosnkowe. Musztarda z pomidorów. Takie przepisy. Rzecz inspirowana „Książką kucharską anarchisty”, choć tamta raczej opisywała sposoby na stosowanie przemocy/ samoobronę ( nie masz broni? – weź deskę i wbij w nią gwóźdź – już masz broń). Wszystkie przepisy proste, szybkie do realizacji – pół godziny to górna granica czasu przygotowania.


PODRÓŻNICZE

Jerzy Ostrowski „Brazylia”, wyd. Książnica – Atlas, Lwów – Warszawa. Są zdjęcia! To reportaż o Polakach, którzy wyemigrowali do Brazylii. Polski reporter wyprawia się tam w 20 –to leciu międzywojennym. Co za język! Kapibara tam to kapiwar czyli wodoświnka.

Jan Rostafiński „Autem i arabą przez Anatolię”, wyd. M. Arcta, Warszawa 1929. Też są zdjęcia i też ten archaiczny polski. Obie pozycje może inspirowane Ossendowskim to reportaże podróżnicze. Pewne grupy społeczne przed 1939 miały takie aspiracje kolonialne i badały takie egzotyczne krainy. Dziś te teksty są zabawne, bo widać w nich takie poczucie wyższości kulturowo cywilizacyjnej nad odwiedzanymi krajowcami. W obu tekstach co i rusz jednak wyłazi, że równie dobrze – i taniej by to wyszło – można pojechać na Polesie, tam też jest egzotyka.

„Szczecin dawniej i dzisiaj oraz informator”, zebrali i opracowali mgr Witold Świokło i Edward Moskalewicz, , nakładem Stronnictwa Pracy w Szczecinie, 1945. To folder reklamowy mający zachwalać możliwość osiedlenia się w tym mieście.  Na końcu jest spis adresów ważniejszych instytucji – polskie i niemieckie adresy, telefony. Informacja telefoniczna i uszkodzenia – tel. 9. Pożar  - tel. 8301. Spis ważniejszych ulic. Reklamy przewijają się w całym tekście – „Najtaniej zakupisz na drogę artykuły spożywcze w najlepiej zaopatrzonym sklepie zadowolonych klientów Ireny Smikalla, Szczecin, Bolesława Krzywoustego 26” - ! Straż pożarna. Tramwaje. Elektrownia. I przedmowa ówczesnego prezydenta miasta. Plus zdjęcia.


NARKOTYKI I PANELE

Bo nie wiem jak określić tą pozycję, a taki – jak w tytule – napis pojawił się na ulicach Kielc ostatnio. Miejsca na okładce jest, więc nie wiem czemu nazwisko autora jest tak dziwacznie skrócone. Tad. Stark. „O przyczynach występków i sposobie ich zwalczania”, Drukarnia i Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1908. Sodomia ze względów zdrowotnościowych dla mężczyzn jest niebezpieczna, dlatego jest karana, natomiast kobietom tak nie szkodzi. To endecka chyba publikacja. Ale spoko, bez debilizmu, autor dostrzega korelację między ubóstwem a przestępczością – aby ta ostatnią ograniczyć, trzeba ograniczyć to pierwsze.


Już wspominałem, że nie są to wybitne dzieła literackie. Raczej kurioza – ale za to jakie malownicze! Trawestując kolejną piosenkę: ludzie książki piszą, zwykłe, zaangażowane. Może nawet nie są zabawne, ale pouczające na pewno tak.

Taak, mam też na półkach Sapkowskiego, Pilipiuka, Martina, Bułhakowa – mam i Potockiego, a nawet Palusińskiego. Książki z obrazkami i bez. Ale opisane wyżej są ciekawe – wystają spomiędzy reszty.

Ah, mam jeszcze Anny Ponińskiej i Lidii Uziębło „Indyki”, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne. Warszawa 1980, wyd. II. Przejrzałem to. Ten mroczny i tajemniczy świat indyków. Kanibalizm wśród Bronzów i przycinanie im dziobów. Znalazłem tą pozycję na półce inżyniera elektryka. Indyki? Za tym musi czaić się gęsty mrok.



  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media