| Author | |
| Genre | adventure |
| Form | prose |
| Date added | 2026-02-23 |
| Linguistic correctness | - no ratings - |
| Text quality | - no ratings - |
| Views | 31 |

Chink
Chink to było imię małego szczeniaka. Chink myślał, że był zdolnym, małym psem. I w istocie był ale nie tak bardzo, jak sobie wyobrażał. Nie był agresywny i nie był bardzo silny czy szybki lecz bardzo hałaśliwy, dobrej natury głuptasek.
Jego pan, Bill Aubrey, był starym górnikiem i miał obozowisko w zacisznym zakątku parku Yellowstone. Zanim tam zajdziemy, warto powiedzieć, iż obozowisko Billa było bardzo odosobnionym miejscem ale miał za kompana tego zabawnego, wełnistego, małego psa. Chink nie usiedział nawet przez pięć minut w jednym miejscu. Zrobił wszystko, co jego pan rozkazał z tym małym wyjątkiem, że nie usiedział w jednym miejscu. Zawsze usiłował robić coś co było absurdalne i niemożliwe do zrealizowania.
Dla przykładu: kiedyś spędził cały poranek usiłując wdrapać się na smukłą, prostą sosnę, gdzie w gałęziach siedziała prowokująca wiewiórka. Spędził kilka tygodni pragnąc schwytać jednego z suslików amerykańskich, które mieszkały na prerii, w pobliżu obozowiska. Te małe zwierzątka miały inteligentny trik: siadały wyprostowane na swoich tylnych łapkach, trzymając pozostałe łapki blisko ciała tak, że z dystansu wyglądały jak tyczki. Potencjalny obozowicz, chcąc uwiązać konia na noc, podejdzie w kierunku suslika lecz zrozumie swój błąd dopiero wtedy, kiedy ten zerwie się i pobiegnie do nory w ziemi, z prowokacyjnym świergotem. Któregoś dnia Chink wpadł na pomysł aby schwytać jednego z suslików. Oczywiście chciał zrobić to w swój oryginalny, własny sposób, który był złym sposobem, jak zwykle. Gdy znalazł się ćwierć mili od suslika, zaczynał się skradać. Czołgał się od jednego krzaku do następnego przez około sto jardów. Był jednak zbytnio podniecony aby ciągle się czołgać więc stanął na łapach i pognał w kierunku suslika. Suseł ulokował się w pobliżu nory i obserwował taktykę Chinka; zrozumiał w lot sytuację. Po kilku minutach takiego postępowania, podekscytowany Chink zapomniał wszelkich środków ostrożności i pobiegł naprzód. Szczekając popędził w kierunku susła, który stał niczym słupek, aż do momentu, gdy Chink był całkiem blisko niego. W jednej chwili suslik pognał do swojej nory z prowokacyjnym świergotem. Cała ta sprawa bardzo nas zdumiewała lecz Chink ponawiał biegi za susłami każdego dnia. Nie złapał żadnego suslika ale nie dawał za wygraną. Wierzył, że wytrwałość musi w końcu zwyciężyć. I w rzeczy samej to dało rezultaty. Któregoś dnia podjął udaną próbę schwytania bardzo dużego susła. Pominął całą swoją absurdalną taktykę i schwytał suslika. Lecz okazało się, iż tym razem był to prawdziwy, drewniany słupek. Nie ma żadnych wątpliwości, iż pies wie kiedy zrobił głupstwo, dlatego Chink unikał nas i zachodził za namiot. Nie wychodził stamtąd przez jakiś czas. Po dłuższej chwili zapomniał o tym incydencie dlatego, że był dobrej natury, małym szczeniakiem, lecz bardzo aktywnym.
Czynił wszystko z maksymalną energią i minimalną ostrożnością. Biegał i szczekał za każdym jeźdźcem, i każdym przejeżdżającym wozem, każdą krową, która się pasła. Gdy jakiś kot z domu strażników parku znalazł się w pobliżu naszego obozu albo obozu Billa, Chink poczuwał się do obowiązku ścigania go, aż do powrotu kota, do domu strażników. Dwadzieścia razy dziennie rzucał się na stary kapelusz, którym Bill nakrył gniazdo os, wydając jednocześnie polecenie: „Przynieś go!”. Wymagało czasu aby Chink zaczął się powoli uczyć, że trzeba uważać na długie bicze i wielkie, agresywne psy jeżdżące wraz z wozami, że konie miały podkowy na swoich kopytach, że krowy miały rogi na swoich łbach i że osy nie były motylami. Tak, tak... , to wymagało czasu, długiego czasu, jednak szczeniak zaczął się rozwijać i przemieniać w prawdziwego psa, takiego o dobrych zmysłach.





