Go to commentsKrólestwo
Text 26 of 26 from volume: Opowieści fantastyczne
Author
Genreprose poetry
Formprose
Date added2012-07-27
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views1266

W nabierającym potężnego dla Polski rozpędu wieku czternastym, kiedy ekspansja terytorialna połączona z odzyskaniem utraconych terenów poczynała trwale dominować w polityce zagranicznej królestwa, kiedy rozwijać się zaczęła monarchia stanowa, rozwarstwiając społeczeństwo, któremu nierówno nadawano coraz to korzystniejsze przywileje, kiedy powstawały nowe cechy rzemieślników, utworzono Akademię w Krakowie, lokowano miasta i podpisano pierwszą unię polsko-litewską – w owym wieku czternastym – król Kazimierz III Wielki przystąpił do stworzenia systemu obronnego zabezpieczającego granice, szlaki handlowe i zaludnione obszary ówczesnej Małopolski. Przebiegająca nieopodal granica państwa polskiego, a także istotny dla stosunków handlowych trakt z Krakowa do Wielkopolski sprawiły, iż na linii ciągnącego się nieskończonymi kilometrami łańcucha fortyfikacji, na porośniętych gęstą trawą i zaroślami malowniczych wzniesieniach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, powstało kilkanaście kamiennych twierdz, opartych na białych wypiętrzonych skałach wapiennych, porozrzucanych boską mocą na falującej ziemi. Wśród nich znalazł się usytuowany wokół urokliwych skałek zamek o charakterystycznym, strzelistym i surowym gotyckim kształcie. Dostojne kamienne mury i wspaniała, wybita w niebo wieża przeszyte były gotyckimi oknami i otworami strzelniczymi. Od strony południowej wjazd prowadził przez duży majdan gospodarczy, zaś całość otoczono grubym murem obwodowym, który opływała głęboka fosa. Półtora kilometra dalej na zachód, wędrując wijącą się wśród skał i jaskiń ścieżką biegnącą nieznacznie wypiętrzonym terenem, dojść można było do drugiego, bliźniaczego, zamku, położonego na wyróżniającym się w okolicy dość stromym wzniesieniu. Twierdza zmyślnie dopasowana do ukształtowania terenu charakteryzowała się wysuniętą na północno-wschodnie naroże wysoką wieżą stanowiącą idealny punkt obserwacyjny umożliwiający przesyłanie i odbieranie sygnałów z drugiej warowni, co znacząco podnosiło bezpieczeństwo i uszczelniało cały system obronny. W górnej części zamku znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, na dole zaś gospodarcze oraz izby dla służby. Piękne białe mury z wysokimi otworami okiennymi zamykało podbite drewnianymi belkami płaskie kamienne sklepienie pokryte rycerskimi i religijnymi malowidłami. Do zamku prowadził długi zwodzony most położony ponad suchą fosą, a całość otaczały grube mury zwieńczone zębatymi blankami, pomiędzy którymi ustawiano łuczników korzystających z rozległego widoku na całą okolicę podczas odpierania sił oblegającego zamek przeciwnika. Południową stronę twierdzy strzegła druga, mniejsza, baszta z kopułą, zaś poniżej wybudowano czworoboczną wieżę bramną chroniącą przedzamcze. Pierwszy z bliźniaczych zamków należał do Mira, drugi do jego brata Bobola, skąd później twierdze wzięły swe nazwy, przylepione następnie do wsi wyrosłych z ich dobrobytu. Dobrobytu, którego passę przerwała kobieta.

Oba zamki, pełniąc funkcję obronną, swym wyposażeniem i organizacją przygotowane były na długi czas oblężenia. Zamieszkali je liczni rzemieślnicy, tkacze, kowale, stolarze i wytwarzający broń płatnerze. Byli również piekarze, rzeźnicy oraz bartnicy. Uzbrojone, wyćwiczone i dobrze utrzymywane przez każdego z braci armie wspólnie pod równorzędnym dowództwem Mira i Bobola wyruszały na wojny, gdzie dając pokaz męstwa, wysokiego morale bojowego, karności i lojalności wobec dobrych władców zwyciężały przeciwników, wskutek czego liczne drewniane wozy braci uginały się pod bogactwem obfitych łupów, a trzask przeciążenia zagłuszał wiwat zamkowych społeczności triumfujących na widok wojsk wracających do swych twierdz z kolejnej udanej wyprawy. Po każdej z takich bitew bracia sprawiedliwie i zgodnie dzielili wywalczony majątek, po czym wyprawiali wystawne uczty ubarwiane niekiedy turniejami rycerskimi i występami sztukmistrzów. Gdy rozległe magazyny żywności oraz przepastne skarbce wypełniły się po brzegi rozmaitymi zdobyczami, bracia postanowili wykuć w skale tunel, który nie tylko łączył obie warownie, dzięki czemu łatwiej można było stawić opór wrogowi, ale i doskonale ukrywał oraz zabezpieczał rosnące bogactwo Mira i Bobola. Dla zwiększenia bezpieczeństwa na straży skarbów bracia postawili odrażającą czarownicę. Niewielkiego wzrostu starucha w czarnym płaszczu i zakrzywionym do tyłu spiczastym kapeluszu miała zepsute, przetrzebione zęby, długi orli nos zakończony wyraźną krostą i przenikliwe czerwone oczy, którymi porażała każdego, kto odważyłby się zbliżyć do skarbu. Do pomocy dostała złego ducha pod postacią obdarzonego doskonałym węchem i słuchem psa, wyczuwającego najmniejszy ruch w błyskawicznie zapełniającym się złotem wojennym tunelu. Tak rosła potęga zamków i sława braci, zaś ich miłość umacniały zgoda i wspólne zmagania z wrogami.

Pewnej wiosny, gdy puściły siarczyste mrozy, stopniały śniegi, a woda spłynęła już z Jury, pozwalając ziemi na wystrzelenie soczystą zielenią, uwypuklającą kontrast z wapiennymi zamkami dostojnie lśniącymi w jasnych promieniach nabierającego siły słońca, król rozkazał Bobolowi wyruszyć na wojnę z Rusią. Niełatwy i wymagający przeciwnik zmusił Bobola do długich miesięcy nieobecności, zaś zaangażowanie bitewne nie pozwalało na jakiekolwiek kontakty z Mirem, który razem z całym opuszczonym przez swego władcę dworem niewymownie tęsknił za bratem. Solidaryzował się z nim, żyjąc tylko o chlebie i wodzie, wyczekując dnia, gdy powróci on ze swej wycieńczającej wyprawy. Wreszcie u schyłku upalnego tego roku lata, gdy potężne i soczyste jabłka odrywały się od przeciążonych gałęzi i z głuchym uderzeniem padały na ziemię, strażnik na wieży dostrzegł wyjeżdżające zza odległych pagórków wypełnione workami i pakunkami wozy, których liczba zdawała się nie mieć końca. Orszak z dumną chorągwią zwycięzcy prowadził Bobol, a wkrótce dało się słyszeć triumfalne dźwięki trąb zwiastujące przybycie ukochanego i niezwyciężonego władcy. Powszechna radość i szczęście nie miały granic. Na cześć brata Mir wydał dla wszystkich poddanych wykwintną ucztę, jakiej mieszkańcy obu zamków jeszcze nie widzieli. Stoły przykryto dwoma białymi, lnianymi obrusami z bogato haftowanymi brzegami. Wszystkim biesiadnikom udostępniono ręczniki, by mogli odświeżać się w miednicach nieustannie noszonych przez służbę. Zastawa stołowa składała się ze złotych i srebrnych talerzy. Inkrustowane kamieniami sztućce odbijały światło niezliczonej ilości świec i pochodni, rzucając błyszczące odpryski na złote puchary i kielichy. Podano białe pieczywo pszenne, sporządzone z odpowiednio zmielonej i dwa razy przesianej mąki, placki z jabłkami i szafranem, pierogi z serem, rogaliki, obwarzanki i pierniki. W równych odstępach na stołach porozstawiano kaszę mannę oraz bardzo wówczas luksusowy ryż. Postawiono dzbany z kwaśnym mlekiem, talerze z serami, masło i jaja. Mocne drewniane stoły uginały się pod ciężarem różnorodnych mięsiw, jakie Mir wydobył ze swych spiżarni. W ogromnej sali jadalnej unosił się kuszący zapach pieczonej wieprzowiny i wołowiny, licznych szynek, kiełbas i kiszek. W całości na złotych tacach leżały prosięta, kaczki, gęsi, kury i kurczaki oraz pieczone na rożnie kapłony. Dostojności uczcie dodawała dziczyzna w postaci mięs niedźwiedzich i jelenich, łosi, saren i dzików, a także zajęcy, głuszców, bażantów i kuropatw. Dalej stały ryby, przyrządzane zaraz po złowieniu, a także suszone i wędzone. Przeważały luksusowe łososie i jesiotry, nie brakowało jednak szczupaków, śledzi czy okoni. Wśród warzyw królowała kapusta, zarówno świeża, jak i w formie bigosu. Podano ponadto buraki, cebulę, marchew, pory, soczewicę, groch, ogórki, rzodkiewki i chrzan. Owoce, jadane pod koniec posiłku lub między nimi, stanowiły kopce jabłek, gruszek, śliwek, czereśni i orzechów laskowych. Serwowano wykwintne figi, unikalne rodzynki, migdały i egzotyczne cytryny. Potężne zastępy służby lawirowały wokół stołów, nosząc wielkie dzbany wypełnione po brzegi piwem, drogim pitnym miodem i królewskim winem. W trakcie całonocnej biesiady nieustannie grała głośna muzyka, żywo akompaniująca śpiewakom, aktorom i akrobatom. Podziwiano występy linoskoczków i niedźwiedników, zaś wnoszenie uroczystych dań zwiastowali trębacze, grając donośne fanfary, przechodzące następnie w bardziej subtelne dźwięki lir i harf.

Następnego dnia bracia przystąpili do podziału łupów. Długie godziny zgodnie dzielili ogrom zdobyczy, jakie podbita Ruś musiała ofiarować zwycięzcy. Wypełnione złotem ciężkie drewniane skrzynie wędrowały do tunelu, ręcznie tkane tureckie dywany, obrazy i posążki trafiały do komnat obu zamków, zaś narzędzia, broń i żywe zwierzęta przekazano armiom i rzemieślnikom. Całe to bogactwo bledło jednak w obliczu pięknej branki o łagodnych słowiańskich rysach, malinowych ustach, długich blond włosach i błękitno-zielonych oczach. Obaj bracia, zakochani w białogłowej od pierwszego wejrzenia, nie mogąc dojść do porozumienia, postanowili rzucić o nią losy. Zwyciężył Bobol i wkrótce pojął dziewczynę za żonę. Ona jednak, zakochana w Mirze, z trudem znosiła bezemocjonalne małżeństwo, cierpiąc podwójnie, gdy widziała dobro i troskę zauroczonego męża. Po pewnym czasie napięcie i wzajemne pożądanie stało się nie do wytrzymania i dla uniknięcia wszelkich podejrzeń Mir oraz niewierna żona Bobola, korzystając z nieobecności czarownicy spotykali się w noce sabatów w tunelu, bratersko łączącym obie warownie. Namiętna nieostrożność kochanków sprawiła, iż jednej z takich nocy zbudzili pozostawionego na straży psa, który głośno zaczął ujadać, aż echo biło się całym tunelem, ulatując donośnie do komnat zamkowych. Rozbudzony Bobol, spostrzegłszy brak żony, dobył miecza i prędko pobiegł na poszukiwania, a dotarłszy do tunelu, widząc splecionych zdrajców, przebił bez namysłu pierś brata aż krew trysnęła fontanną goryczy, a piękną małżonkę natychmiast kazał zamurować w tunelu, odcinając wszelkie połączenie z drugim zamkiem. Mimo przekonania o słuszności swego postępku, wiele miesięcy po tej okrutnej nocy Bobol wciąż nie mógł pozbyć się wyrzutów sumienia. Popadł w alkoholizm i bez ustanku snuł się po zamku, unikając ludzkiej obecności. Pewnego razu, gdy samotnie szukał zapomnienia w winie, na nocnym niebie rozpętała się burza, grzmoty zrzucały gwiazdy z nieboskłonu, a księżyc trząsł się z przerażenia. Nagle jedyny piorun, jaki wyskoczył z czarnych, skłębionych chmur, uderzył wprost w Bobola, zabijając go na miejscu.

Zamki upadły, poddani odeszli, świetność przeminęła. Czasem tylko w zrujnowanej wieży zamku w Bobolicach uważny obserwator może jasną nocą dostrzec smutną postać pięknej branki tęskliwie spoglądającej w kierunku Mirowa.


  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media