Go to commentsW niebie przecież nie ma poczty
Text 10 of 12 from volume: Twórczość młodzieńcza
Author
Genrefantasy / SF
Formprose
Date added2011-03-11
Linguistic correctness
Text quality
Views2199

Siedziałam na ławce w parku. Pożółkłe liście hulały na wietrze. Słońce ukryło się za szarymi chmurami. Było chłodne popołudnie.  

W parku, gdzie zwykle bawiły się dzieci i spacerowali dorośli, dziś nie było żywej duszy. Tylko ja na ławce, naprzeciw kamiennego muchomora. W muchomorze, który stał tu chyba od zawsze, przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło. Park był taki jak pamiętałam go z wczesnego dzieciństwa. Tylko ja byłam już inna. 

- Witaj ! – usłyszałam nagle. Dotychczas wpatrywałam się w zamyśleniu w czubki swoich butów.  

Uniosłam głowę i spojrzałam niechętnie w stronę, z której dobiegł głos. Dziwnie znajomy głos. 

I zamarłam z zaskoczenia. 

Do ławki, na której siedziałam zbliżał się średniego wzrostu ciemnowłosy mężczyzna w szarej koszuli i jeansach. Zbyt lekko ubrany jak na taką pogodę. Na jego twarzy widniał uśmiech. Usiadł na ławce obok mnie. 

- Cześć wujku! – powiedziałam, czując jak ogarnia mnie niesamowita radość. W końcu nie widziałam go ponad osiem lat. – Nic się nie zmieniłeś. 

- Za to ty bardzo. Gdzie się podziała ta mała dziewczynka, z którą zawsze siedziałem na tej ławce? 

- Siedzi przed tobą. Tylko nie jest już teraz taka mała. – gdy to mówiłam do oczu napłynęły mi łzy. Przecież to oczywiste, że nie jestem już taka jak wtedy. Minęło osiem lat.  

Wujek uśmiechnął się. Wiedział, że to nie jest dobry temat do rozmowy. 

- A właściwie to gdzie byłeś tak długo? – zapytałam z lekkim wyrzutem. 

- Wyjechałem bardzo daleko i ... 

- I nawet nie wysłałeś mi kartki? – dokończyłam za niego. Zrobiło mi się strasznie smutno.- Jak byłeś w wojsku często wysyłałeś mi kartki. I listy. Mimo, że nie umiałam jeszcze wtedy czytać. Ale to był tylko rok. Teraz o wiele dłużej... Dlaczego do mnie nie pisałeś? 

- Wybacz. Nie miałem... możliwości. 

- Ale teraz już wróciłeś, prawda? – zabrzmiało to trochę rozpaczliwie. No cóż, naprawdę chciałam, żeby już został. Nie musiałam nawet wiedzieć gdzie był, co robił i co odbierało mu możliwość pisania o mnie. Tylko, żeby został. 

- Widzisz... – zaczął smutno. – Ja już nie mogę wrócić na stałe. Nie myśl, że nie chcę. Po prostu tak musi być. Teraz przyszedłem, żeby się z tobą spotkać. Brakowało mi mojej małej siostrzenicy. 

- Mi ciebie też brakowało wujku. 

- Wiem. 

- Ale nie wiesz jak bardzo. 

- Nie płacz. Pobędziemy trochę razem. 

- Nie płaczę. Tylko mi się oczy pocą. 

Zapadło chwilowe milczenie. 

Smutek znów ustąpił miejsca radości. Może po ośmiu latach, może na bardzo krótko, ale widzimy się. Trzeba się tym cieszyć. 

- Wiesz wujku, próbowałam uczyć się grać na gitarze. – powiedziałam wreszcie. – Ale nic z tego nie wyszło. Szkoda, że cię nie było. Ty byś mnie nauczył, prawda? 

- Oczywiście, że bym cię nauczył. Niestety... nie mogę. 

- Szkoda. Ale ja się jeszcze nauczę. Zobaczysz. 

Znów cisza. Tym razem przerwał ją wujek. 

- Jak tam ta twoja koleżanka Dorotka? Przyjaźnicie się jeszcze? 

- Można tak powiedzieć. 

- Pozdrów ją ode mnie. Chyba, że mnie nie pamięta... 

- Na pewno pamięta. Ciebie, wujku, nie można zapomnieć. 

Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Wspominaliśmy wszystkie chwile, które wydarzyły się tak dawno, a zdawały się być tak bliskie. 

Opowiadałam wujkowi o sobie. O tym, jaka jestem teraz. O różnych swoich sprawach. Jak przyjacielowi. Teraz nie ma już kucyków i smerfów. Teraz nie ma placu zabaw. Zmieniłam się. Wujek rozumiał to doskonale. Słuchał uważnie. 

Wiedziałam, że znów będzie mi go brakowało. Ale nie mogłam nic na to poradzić. Nie mogłam zatrzymać czasu. A tak bardzo chciałam. 

- Czas na mnie. – powiedział w końcu. 

- Zostań jeszcze chwilę. – poprosiłam. 

- Nie mogę. – odpowiedział, po czym pożegnał się ze mną i odszedł. 

Opuściłam głowę i znów przez chwilę wpatrywałam się w czubki swoich butów. 

Zawiał wiatr. 

Podniosłam wzrok. Siedziałam na ławce na cmentarzu. Pożółkłe liście hulały z wiatrem po nagrobkach. Na cmentarzu nie było nikogo. Czy to był naprawdę on? 

Naprzeciwko ławki, na której siedziałam stał granitowy nagrobek. Na płycie nagrobnej widniał złoty napis: 

Śp. Józef Szczęsny 

Żył lat 24 


Nic dziwnego, że nie wysłałeś mi kartki, pomyślałam. W niebie przecież nie ma poczty. 


Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy.


31 pazdziernika 2004

  Contents of volume
Comments (1)
ratings: linguistic correctness / text quality
avatar
Wsparcie naszych najbliższych NIE KOŃCZY SIĘ TUTAJ.

Ich wielka duchowa moc rozciąga się nad nami ochronnym kloszem na zawsze. Kto prawdziwie całym sercem kocha, wie, co mam na myśli
© 2010-2016 by Creative Media