| Author | |
| Genre | poetry |
| Form | blank verse |
| Date added | 2026-01-14 |
| Linguistic correctness | |
| Text quality | |
| Views | 37 |

niech świat wysławia się niewyraźnie
(zabawnie by było: źle usłyszał
własne słowa, przekłada je na język
przedmiotów – i rano ludzie, zamiast
pantofli wzuwają kartofle)!
po co nam wiedza, efekty odkryć, zdobycze
nauki? chcę wyruszyć z tobą w świetlistą krętaninę
(deklaracja tyleż czysta, co trącąca anarchizmem!),
gdzie nie będzie się liczyć z przeszłością, dobrze?
zatem patrz:
uśmiechnięci opuszczają czarne muzea. jesteśmy
w tym tłumie. na następnej ulicy czeka nas baśń:
nieco nadpróchniały drakkar o falujących
na wietrze strzępach żagli, pękata bestia
spoczywająca na grzbiecie przeogromnego ptaka.
wsiadaj, proszę.
i lecimy na Księżyc, bo przecież można to zrobić,
byle na wstrzymanym oddechu. z zawodu jestem
celowniczym, więc umiem nawigować nawet
z zamkniętymi oczami. bez problemu
wylądujemy na Morzu Spokoju.
ileż tam magii! naturalny satelita okazuje się
być olbrzymim repozytorium pamiętników
i zarazem teatrem, gdzie wystawiane
są sztuki na podstawie niechcianych wspomnień.
patrzymy, czytamy. oskórowywanie widm,
skalpowanie cieni. pamiętaj to tylko baśń.
więc przepracowujemy... przyszłość.






ratings: perfect / excellent