Go to commentsUczniowi wszystko wolno
Text 139 of 140 from volume: Pozostało w pamięci
Author
Genrebiography & memoirs
Formprose
Date added2026-01-20
Linguistic correctness
Text quality
Views33

Początkowe lekcje w klasie pierwszej gimnazjalnej to zapoznawanie się z nowymi uczniami; oni także poznają nowych nauczycieli.


Rozpocząłem pierwszą godzinę w nowym roku szkolnym, w najmłodszej klasie. „Najmłodszej” nie oznaczało dokładnie najmłodszych uczniów, gdyż każdy miał już co najmniej rok opóźnienia w nauce; wielu dwa lata a byli i z już trzyletnim powtarzaniem klas. Obok jeszcze chłopaczków widziałem też mocno wyrośniętych dryblasów z sypiącym się wąsem.


Po przedstawieniu samego siebie rozpocząłem odczytywanie listy obecności, przypatrując się przez chwilę każdemu z chłopców i każdej z dziewcząt. Pierwsze wrażenie rzadko mnie zawodziło a przynajmniej, na początku, dawało wstępne rozeznanie, z kim będę miał do czynienia.


– Abramowicz Marek… wstań, abym cię dobrze zobaczył. – Gestem ręki w górę zachęciłem pierwszego ucznia do przyjęcia postawy wertykalnej. – Proszę też następnych, aby się podnosili. To tylko dzisiaj. Ja muszę siedzieć, gdyż mamy już dziennik elektroniczny. Na kolejnych lekcjach już możecie zgłaszać swoją obecność siedząc. Bojanowski Andrzej…


Wyczytywałem po kolei nowych uczniów. Po koniec listy usłyszałem burknięcie „jestem” z tyłu sali, ale nikt się nie podniósł. Sam wstałem:


– Który to z was? Możesz się pokazać?


W przedostatniej ławce uniósł rękę przerośnięty chłopak, ubrany w bluzę z kapturem. Mina jego twarzy wyrażała postawę, jak po zgryzieniu połówki cytryny.


Podszedłem bliżej.


– Dlaczego nie wstałeś… Tomasz masz na imię, tak?


– Bo nie muszę – odparł, tym razem już bardzo gburowato.


– Faktycznie, w regulaminie szkoły nie ma o tym mowy. Jednak poprosiłem, abyście wyjątkowo dzisiaj się podnosili. Jeszcze się nie znamy. Więc proszę cię, abyś podniósł swoje cztery litery tak, jak pozostali – zaznaczyłem na końcu.


Spojrzał spode łba, ale jednak powoli powstał, całą postawą wyrażając swoje podejście do miejsca, gdzie się znalazł.


– Jednak możesz. Siadaj.


Odwróciłem się i ledwie po kilku krokach w stronę tablicy usłyszałem z tyłu rumor. Ponowny skręt ukazał mi widok drobnego chłopca podnoszącego się znad swojej ławki. Za nim siedział Tomasz. Nie tyle siedział, co się rozparł – nogi położył na ławce i butami musiał popchnąć tego chłopca z przodu.


Podszedłem szybko i zimnym głosem rzekłem:


– Zwal te nogi, ale już!


Wpierw chciał od razu coś odburknąć, ale widocznie moja twarz nie wyrażała miłego nastroju. Jednak po sekundzie odparł:


– Nie muszę. Nie ma zakazu. – Spojrzał w dół, na moje ręce. – A co, uderzy mnie pan? Nauczycielom nie wolno. Wyleci pan.


Nadal trzymał nogi na ławce i oparciu krzesła chłopca z przodu. Dopiero teraz spostrzegłem, że mimowolnie ścisnąłem dłonie w pięści. Ledwie powstrzymałem własny wybuch. Rozwarłem palce i, już w miarę spokojnym głosem, odparłem:


– Widzę, że się znasz na przepisach. Akurat na tych. A obowiązki ucznia też znasz?


– Nie muszę. Jestem nieletni i pan mi nic nie zrobi. – Uśmiechnął się drwiąco i nadal siedział z wyciągniętymi nogami.


– Wstań.


– Mi tak dobrze.


– Tak myślisz? Wszystko w swoim czasie. – Wyprostowałem w górę wskazujący palec i poruszyłem nim na boki. – Przyjdzie i twój. Przesiądź się na razie do innej ławki. – To ostatnie powiedziałem już do chłopca z przodu.


Gotowałem się w środku, ale na zewnątrz zachowałem zimną krew. Naprawdę był moment, kiedy chciałem chwycić dryblasa za jego duży nochal i szarpnięciem podnieść go do góry. W jednym miał rację – nie mogłem; obowiązywała zasada „szwedzkiego wychowania”, wprowadzona do szkół na początku lat dziewięćdziesiątych, a w skrócie sprowadzająca się do hasła: „uczniowi prawie wszystko wolno, nauczycielowi prawie nic”.


Cała klasa obserwowała zdarzenie. Wróciłem powoli do biurka, dokańczając sprawdzenie obecności. Następnie rozpocząłem zaznajamianie z programem, jaki mieliśmy przerabiać z WOS-u w pierwszym roku gimnazjum; tym razem zmieniając metodę prowadzenia lekcji – nie stałem przed uczniami, tylko zacząłem powolnie chodzić między ławkami do końca sali i wracając do tablicy drugim przejściem między rzędami siedzących uczniów.


Zrobiłem kilka takich kursów, za każdym razem podchodząc do Tomasza od tyłu. Dalej trzymał nogi na ławce, ale za każdym razem usztywniał się, kiedy przechodziłem obok. Dopiero za trzecim czy czwartym kursem rozluźnił się, widząc, że nic mu nie robię.


Po jeszcze jednym zrobieniu takiego kółka znowu podszedłem z tyłu do Tomasza. Siedział dalej rozluźniony, rozparty na krześle, ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.


To był mój moment – jedną ręką zwaliłem jego nogi z biurka, a drugą chwyciłem za kaptur bluzy i gwałtownie pociągnąłem w górę. Dół brzegu kaptura poddusił go lekko, ale w efekcie zmusił też do szybkiego powstania.


– A teraz masz stać i spróbuj się tylko ruszyć. Ani mru mru – wydyszałem mu z bardzo bliska w twarz. Był całkowicie zaskoczony. Moja mina i palec, który wycelowałem w jego oko, były wystarczająco wymowne.


– Czy go uderzyłem? – zwróciłem się głośno do klasy. Wszyscy wpatrywali się rozszerzonymi oczyma. To nie była normalna scena, jakie często zdarzają się w szkole.


– Niee! – odpowiedział chór głosów, brzmiący jak forte staccato.


– Słyszysz? – ponownie wydyszałem Tomaszowi w twarz, cały czas mocno ściskając kaptur jego bluzy. Skręciłem go nawet w dłoni tak, że ściskał mu szyję. – A teraz siad. Normalnie.


Pomogłem mu przysiąść, naciskając drugą ręką na jego bark. Usiadł i spojrzał na mnie z dołu. Miał ściśnięte usta; wyraźnie nie wiedział, jak ma zareagować.


Wróciłem do biurka i dokończyłem, jeszcze raz zwracając się do Tomasza:


– Masz szczęście, żeś teraz siadł. Dłużej bym się z tobą nie bawił. Za chwilę już by cię tu nie było. A gdzie? Domyśl się. Powiadomię innych nauczycieli. Spróbujesz coś takiego i u nich wywinąć, too… – nie dokańczając wykonałem ręką charakterystyczny ruch wyrzucania i przeszedłem do kontynuacji przerwanego wywodu z lekcji.


Tomasz siedział już spokojnie w ławce do końca lekcji. Milczał; opuścił tylko lekko głowę i spod nastroszonych brwi łypał na mnie niezbyt miłym wzrokiem. Dla mnie liczył się efekt, który został osiągnięty.


Po zajęciach przeglądnąłem w sekretariacie jego teczkę osobową. Były tam wzmianki o niezbyt kulturalnym zachowaniu w macierzystej szkole i miejscu zamieszkania, ale bardzo enigmatyczne; nic konkretnego. Dopiero nasz wychowawca jego klasy skontaktował się później telefonicznie ze szkołą macierzystą Tomasza i uzyskał więcej informacji. Tak, jak się domyślaliśmy – miał u nich już bardzo pokaźną kartotekę i z ulgą się go pozbyli do nas, kiedy tylko osiągnął szesnaście lat.


Cały wrzesień jakoś przesiedział w naszej szkole, bez bardziej poważnych rozrób. Przynajmniej na tyle pomogła jego pierwsza lekcja u mnie.


W październiku nie musieliśmy już na niego uważać. Na początku miesiąca zajęli się nim inni opiekunowie – został przewieziony do zakładu poprawczego. W swojej miejscowości został przyłapany na gorącym uczynku kradzieży z włamaniem. Sąd do spraw nieletnich dołożył mu poprzednie wykroczenia i wystarczyło do takiego postanowienia końcowego wymiaru sprawiedliwości.

------------------

*fragment z nowo pisanej książki ``W oświacie i w domu``

  Contents of volume
Comments (5)
ratings: linguistic correctness / text quality
avatar
Nie czytam zbyt często tekstów pisanych prozą na tutejszym portalu - pewno to mój błąd .. Lecz w moim, dłuuugaaachnym życiu sporo prozy przewinęło mi się przed oczami. To opowiadanie uważam za .. nawet interesujące (jak dla mnie), co już można by uznać za pochwałę autora.
Wiem, że błądzę - użycie słowa "dokańczając" jest tutaj jak najbardziej poprawne, ale .. mnie akurat razi - tak samo jak "wyłańczając". Wolałbym słowo "kończąc" .. to tylko moje zdanie :-)))
avatar
Dobromirze, każdy ma swój odbiór :)
"Nie kończąc" a "nie dokańczając" - mają trochę inny kontekst (pierwsze - "nie zostanie dokończone", drugie - bardziej niedopowiedzenie, ale zrozumiałe dla odbiorcy).
avatar
PS. Dopiero teraz zauważyłem dwa niezbyt dobrze użyte wyrażenia, więc poprawiam:
* Mina jego twarzy wyrażała postawę - mina jego twarzy wyrażała lekceważenie i niesmak,
*i szarpnięciem podnieść go do góry - i szarpnięciem podnieść go do pionu ("podnieść do góry" - to tautologia).
avatar
Hardy - z pełnym uznaniem dla Twojej wiedzy, ja tam widzę - cytuję: "Wróciłem powoli do biurka, dokańczając ..". Tam nie ma "nie": przed "dokańczając" .. a to stanowi różnicę, jak powiada pewna reklama :-)))
avatar
- chciałem zaznaczyć, że w tych "czerwieńcach" nie ma żadnego, mojego udziału ..
© 2010-2016 by Creative Media