| Author | |
| Genre | nonfiction |
| Form | article / essay |
| Date added | 2026-02-20 |
| Linguistic correctness | - no ratings - |
| Text quality | - no ratings - |
| Views | 32 |

BANDYTYZM
Bandytyzm szerzy się jak zaraza – na takie zdanie się natknąłem się w jednej z książek. I wszystkie relacje troskające się o skuteczność walki podziemnej wspominają o bandytyzmie jako o czynniku wyraźnie utrudniającym działanie. A por. Ryszard Reiff „Jacek” z UBK/ KN tak o tym mówi: „ Myśmy te bandy wystrzeliwywali z okrucieństwem nieprawdopodobnym za prowadzenie bandzioszki. Łotrostwo się szerzyło i to wszystko pod naszą firmą.” Skądinąd por. „Jacek” też w niektórych źródłach jest wymieniony jako ściągający haracz od kupców, przedsiębiorców i zamożniejszych osób na utrzymanie swej organizacji. W tych sytuacjach nie przedstawia się jako bojowiec organizacji podziemnej, ale jako bandyta – „to jest napad” i jest ucharakteryzowany na bandytę.
Już we wrześniu 1939 komunistyczna bojówka z Brzostowicy Wielkiej napadła na Brzostowicę Małą. Żydzi i Białorusini napadli na dwór i wieś mordując i torturując polskich sąsiadów.[1]
Zajęto tak około 20 miejscowości ( świadomie używam bezosobowości). Zajęło się tym kilka tysięcy miejscowych i wielu znanych kilka lat później jako „turyści”. Ale tu pojawia się zastrzeżenie, że prawie 60 tysięcy ich braci w tym czasie walczyło z Germanami. Ogólny opis tej historii to doskonały wykład o uprawianiu skutecznego terroryzmu. Tuż przed wojskami agresora przygotujemy się na poddanie się mu naszych, czyli pańskich majątków. Całe działanie opierało się i akceptowało bandytyzm w serii napadów z całym ich zestawem atrakcji: rabunek, gwałt, tortury, śmierć. Byle zdezorganizować wszystko co jest. Białorusinom przypisuje się w 09. 1939 62 zabitych, zaś Ukraińcom 23. Przy czym o ile w napadach brali udział zarówno Białorusini, Żydzi, Polacy, Rosjanie, Litwini i pewnie też Ormianie i wszyscy, którzy tam byli, to na terenach białoruskich w zabijaniu brali udział tylko Białorusini. Różne są opinie, z tych które spotkałem, ale najbardziej chce mi się wierzyć w to że oni byli najbiedniejsi i było im wszystko jedno gdzie będą należeć, a przy okazji. że swą chciwością wspomogą dywersję na zapleczu.
Niemcy chyba też nie byli zadowoleni, choć czasem z tego korzystali, jak w marcu 1940 roku, kiedy to zwieźli do Warszawy chuliganów płacąc im dniówkę 5 zł za bicie Żydów – odparły ich „bundowskie” bojówki. Starcia trwały dwa dni.
Nadmiar kar za zbyt wiele przewinień, a tak było za czasów okupacji niemieckiej – nie zaowocował wyeliminowaniem przestępczości z zestawu często objawiających się zachowań społecznych, a nawet nie ograniczył skali samego zjawiska. Konspiratorzy korzystali z doświadczeń bandytów, ale i ci korzystali z doświadczeń konspiratorów, i też trawili tą wiedzę. Ona potem wpływała na zmiany strategii. Dość skutecznie – bandytyzm szerzy się jak zaraza.
2. 03. 1940 w czasie posiedzenia Komisji Obrony Rzeszy referujący standartenfűhrer Meisinger chwali się: ujęto 6 osobową bandę, której członkowie przyznali się do popełnienia ponad 40 napadów. Ale i przyznaje, że ujęto także bandę, do której należeli niemieccy żołnierze (!). A w sprawozdaniu starostów sporządzonym przez Wydział Spraw Wewnętrznych Urzędu GG w maju 1940 z powiatu Krasnystaw donoszą o licznych napadach na majątki, z powiatu Radzyń wyliczają 44 napady rabunkowe i w tymże powiecie chwalą się likwidacją bandy Gnasa.[2]
AK - przy okazji wydania instrukcji na temat bezpieczeństwa – przyznaje, że na terenie obszaru warszawskiego, od maja do sierpnia 1943 zlikwidowano 5 band rabunkowych, zabijając 40 rabusiów i 7 raniąc. Czerwiec 1944 – obwody Grójec i Skierniewice – zabito 9 bandytów. Wrzesień 1943, powiat Grójec – 217 napadów.
Akt bandytyzmu prowokował taką samą niemiecką reakcję co akt zbrojnego oporu, z taką samą bezwzględnością i takim samym okrucieństwem okupant wymierzał karę. Wspominałem już wcześniej, że napadów bandyckich było o wiele więcej niż akcji zbrojnych podziemia. Dlatego ataki podziemia bez konieczności nie były organizowane przy dużej widowni i w ludnym miejscu. Najsłynniejsza z pierwszych polskich masakr, w podwarszawskim Wawrze, Niemcy zabijają ponad stu Polaków wyciągniętych z domów w ulicznej egzekucji, była sprowokowana właśnie takim bandyckim wyczynem. Właściciela feralnej knajpy wieszają przed nią. W knajpie tej dwaj wypuszczeni przy okazji wojny przestępcy likwidują patrol Wehrmachtu (niemieckich sił zbrojnych). O masakrze się pamięta, o polskiej akcji odwetowej też, ale dzięki przyczynie to martyrologia ... - dziś myślę, że skoro pojawiali się tacy śmiałkowie, to publiczność dopingowała – nikt nie domyślał się okrutności odwetu. Tak samo Niemcy reagują już wcześniej – bo Wawer to koniec grudnia 1939 – bo w końcu listopada: zabijają 53 Żydów/ lokatorów kamienicy, w której Pinkus Zylberryng zastrzelił policjanta. {Nie będzie sąsiad naśladował sąsiada.} Też zwolniono go z powodu wojny. Podobne zdarzenia miały miejsce i na prowincji. W Józefowie na Podlasiu bandyci zabijają w czasie napadu rabunkowego pięcioosobową rodzinę Rudolfa Kostnera, volksdeutscha, a czynią to w sposób wyjątkowo brutalny – torturując ich w czasie napadu. W odwecie Niemcy 14. 04. 1940 zabijają 191 mieszkańców wsi. [ Później bandę zlikwidowali partyzanci z oddziału „Ostoi”.]
W tym czasie panował chaos – władzę sprawowało wojsko, ale pojawiały się już placówki władz „cywilnych” GG i oddziałów RSHA, wypuszczeni z więzień kryminaliści nie byli świadomi konsekwencji – takich, a gdyby nawet, to nie wiem czy liczyliby się z nimi. Rok 1940 to wzmocnione oplecenie okupacyjnymi mackami podbitego terenu, ale i równie pokaźna ekspansja organizacji podziemnych. Okupacja pozbawiła źródeł dochodu wielu ludzi. Z racji likwidacji wielu polskich urzędów, instytucji po przejęciu władzy Niemcy po prostu zakazali ich funkcjonowania, straciło pracę większość z zatrudnionych, pozostali nieliczni pracownicy techniczni... Reszta musiała sobie poradzić. Niektórzy zajęli się bandytyzmem. A Niemcom doskonale to pasowało – tym niższego szczebla, bo represje zyskiwały jakieś uzasadnienie. Zlikwidowani bandyci doskonale poprawiali statystykę walki z partyzantką , było to łatwiejsze do zrobienia i tańsze a dawało oczekiwane w stosunku do posiadanych sił rezultaty. Ci piastujący wyższe stanowiska zaś byli rozczarowani permanentnym pogarszaniem się sytuacji. Niemcom udało się zmobilizować sprawną i bezwzględną machinę represji, cały czas powiększającą ilość informacji na temat opozycji, ale nie posiadającą dostatecznych mocy przerobowych, by wszystkich aresztować, nie mówiąc już o przesłuchaniu. 15. 10. 1941 Frank wydał rozporządzenie o ograniczenia pobytu na terenie GG , zaś egzekucję tego prawa przyznano Sądom Specjalnym .
Zdarzają się rabunki i kradzieże na wielką skalę. Albo tak bolesne jak kradzież z włamaniem do magazynów Stołecznego Komitetu Samopomocy Społecznej w marcu 1941. Utracono wówczas zapasy szacowane na jakieś 45 tysięcy złoty. Tuż przed świętami wielkanocnymi...
Bandyci czasem - po prostu , jak 22. 01. 1940 , wpadają do mieszkania mecenasa Mikołaja Lipińskiego, zabijają siekierą mecenasa i jego żonę, rabują ich dobytek, a „NKW” ogłasza nawet, że zostali schwytani.
Zygmunt Sęczkowski „Sęk” przywłaszcza sobie 90 tys. złotych przekazanych przez AK na zakup broni w lutym 1943, organizacja dowiaduje się o tym, w kwietniu zostaje usunięty ze stanowiska dowódcy plutonu, potem dostaje „kaesa”, ale Niemcy są szybsi od AK. Wincenty Kułak – Kułakowski, pośrednik w uwalnianiu więźniów przywłaszcza sobie otrzymane na ten cel pieniądze i „kaes” na nim zostaje wykonany 6. O5. 1944. Antoni Górewicz, inspektor rejonowy AK, przywłaszcza sobie 3600 dolarów na przełomie marca i kwietnia 1942 ze schowka placówki zrzutowej „Trawa”.
Gangi współdziałające z gestapo w zamian za pozyskane fanty działają w Krakowie i Łodzi. W Krakowie znany z takiego procederu ( oprócz donoszenia i szmalcownictwa) był Maurycy ( Józef?) Diamand, przedstawiający się także jako Grocholski i towarzyszący mu Julian Appl ( znany także jako Jerzy Konczynski) ps. Julek. W Łodzi podobnie działał Dawid Gertler.
Marek Chodakiewicz mówi: bandytyzm był plagą polskich wsi. Polemizując z Janem Tomaszem Grossem przy okazji wydania przez niego książki „Złote żniwa” wspomina o uwypuklonym przez tego ostatniego przykładzie wsi Wólka Okrąglik, gdzie do normy należało paserstwo żydowskich dóbr, a włościanki nie widziały nic złego w uprawianiu płatnego seksu z funkcjonariuszami nowego reżimu. I przywołuje przykład bandy „Złotego Janka” z Białostocczyzny, zlikwidowanej przez partyzantów, rabującej internacjonalnie w regionie bogatym wówczas w mniejszości.
Czy bandyci spotykają innych bandytów? Tak, zdarzają się i sytuacje znane z filmów gangsterskich – jeden gang morduje inny. Znani jako pinkertowcy, pracownicy zakładu pogrzebowego w getcie warszawskim okradający zwłoki, nawiązują kontakt z PPR. Za zebrane złoto GL obiecuje im ochronę i przerzuca ich do lasów koło Wyszkowa. Tam pinkertowcy zostają wymordowani. GL chodziło o złoto, zaś sojusznikom z Żydowskiej Organizacji Bojowej, bo zorganizowali przerzut, by uratować ludzi - o stosunek do współplemieńców.
Bandyci czasem – czy to złośliwość? – podawali ofiarom swoją przynależność organizacyjną. Ale do kogo się przyznawali? – najczęściej do AL. Zbierali na przykład kontrybucję za wspieranie „pańskiego wojska” i mówili, że są z ... Ale nie da się wykluczyć, że niektóre z tych akcji było przeprowadzonych przez żołnierzy AK, takich rozbrykanych, aby zrobić złą reklamę tym złym, a przy okazji coś tam sobie zdobyć, bo czasy ciężkie. Walka, stres, brud, smród i głód – skoro walczyli z okupantem, to żarcie i chlanie powinno im się należeć. Bo oni walczą, oni się narażają. Że kiedy wchodzimy do wsi, to mieszkańcy ochoczą ugoszczą nas. Niemcy albo mordowali ( najłatwiej było spalić z domem) i nie interesowało ich, co na to mieszkańcy sąsiedniej posesji. Albo wysiedlali mieszkańców do … obóz albo praca w Rzeszy. A oni tylko brali.
Do mrocznych aspektów okupacyjnej rzeczywistości należało wspomniane już znalezienie się Żydów w sytuacji burakuminów. Część z nich ukrywa się po lasach, czasem tworząc zbrojne oddziały. Ponieważ istotą ich istnienia nie jest obrona ludności miejscowej, ale po prostu przetrwanie, więc konieczną do przetrwania żywność zdobywają poprzez rabowanie ludności wsi. Tu oczywiście nasuwa się sytuacja oddziału braci Bielskich.[3] Tu skala, a więc i jakość jest inna, bracia zresztą nie myślą tylko o przetrwaniu, ale i o odwecie. Od 1941 tworzą oddział leśny, agitują pozostających w okolicznych gettach do ucieczek i przyłączania się. Tych, którzy dołączają w 1943 dotyka ostracyzm obozowy: jak mogliście tyle czasu wspierać i pracować dla Niemców? Na początku 1942 bracia dzielą teren ściągania haraczu żywnościowego ( mam te same skojarzenia) między swój oddział a sowiecki Wiktora Panczenki, który ich uznaje za sojuszniczy oddział. W lutym 1943 żydowska ekipa wyprzedzająco podporządkowuje się sowietom ( czy wiedzieli o tym, co spotyka polskie oddziały?), tworzy u siebie stanowisko komisarza politycznego i grupę komsomołu. Uciekający z miast Żydzi chcą trafiać do oddziału braci, bo sowieci mordują Żydów. Ciekawe, że antysemityzm wypomina się kresowej AK, ale już nie sowieckiej partyzantce. Wspomina o tym M. J. Chodakiewicz w monografii „Po zagładzie.”[4] przedstawiając tło powojennych konfliktów polsko – żydowskich. Z drugiej strony są tacy jak grupa Stanisława Kiełbasy „Dziadka”, którą ocenia się jako morderców największej detalicznie ilości Żydów. Wywodzący się z podziemia niepodległościowego rozpoczęli bandycki proceder już w 1941 roku. W 1942 proponowali ochronę Żydom, których potem mordowali.
Doskonale mieści się tu jeden z przykładów samodzielnego – chyba – działania dowódców średniego
[1]
[2] „Okupacja i Ruch Oporu...”
[3] Petr Duffy „Bracia Bielscy”, Kraków 2009. Widać wyraźne sympatie autora dla braci, ale co i rusz na wierzch wyłażą realia. I tak mniej hagiograficzne od filmu „Opór”.
[4] Marek Jan Chodakiewicz „ Po zagładzie. Stosunki polsko – żydowskie 1944 – 1947”, 2008. To ważny przyczynek do roli Żydów w czasie wojny, choć ten aspekt jest tu potraktowany jako geneza późniejszych konfliktów i kontaktów, a więc dość skrótowo. Rzecz o tyle ważna, że bardzo poszerza spojrzenie na rolę Żydów w czasie wojny.





