Go to commentsZdechłe motyle ważą tonę
Text 39 of 39 from volume: Opowiadania
Author
Genrecommon life
Formprose
Date added2026-02-24
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views29

Zostałem bezlitośnie wydymany przez najwspanialszą kobietę jaką poznałem. Żadna poprzednia nie była tak śliczna nawet w połowie, tak dobra, czuła i wyrozumiała. Idealnie układała się w ramionach, była marzeniem, pewnością, że będzie na forever, była pieprzoną królową balu i materiałem na żonę!

Kiedyś to ja wykorzystywałem kobiety, a teraz sam zostałem wykorzystany. Banalne, ale boli okrutnie. Okazać się dla kogoś kimś niewystarczającym, na przeczekanie, zapchaj dziurą, zastępstwem zwyczajnym.

Zatyka w klacie, czuję to dosłownie, przygniata i zabiera oddech. Całe wnętrze jest skręcone jak szmata.

I jak to pierwsze fantastyczne zauroczenie, na którym się fruwa wysoko i czuje błogo, tak ten strach, że życie będzie dalej toczyć się bez niej, ma moc podobną.

Czułem, że tak będzie, że znaczyłem tyle, co lekarstwo na receptę. Po wyleczeniu, nie jest potrzebne. W sumie cieszę się, że pomogłem, na coś przydałem.

Niezły cios dostałem, niech mnie ściśnie. Gruchnąłem o ziemię i ledwo mrugam oczami. Nie mogę się na niczym skupić, bo ciągle wraca przytłaczająca tęsknota. Zupełnie jak ta ośla na początku. Tylko, że tamta była lekka jak puch i rozkoszna, popychała do działania, do latania wysoko. A ta jest koszmarnie ciężka, jakby zdechłe motyle w brzuchu ważyły tonę, nie to co żywe na początku.


 

droubble


  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media