Przejdź do komentarzyZdechłe motyle ważą tonę
Tekst 39 z 39 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2026-02-24
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń22

Zostałem bezlitośnie wydymany przez najwspanialszą kobietę jaką poznałem. Żadna poprzednia nie była tak śliczna nawet w połowie, tak dobra, czuła i wyrozumiała. Idealnie układała się w ramionach, była marzeniem, pewnością, że będzie na forever, była pieprzoną królową balu i materiałem na żonę!

Kiedyś to ja wykorzystywałem kobiety, a teraz sam zostałem wykorzystany. Banalne, ale boli okrutnie. Okazać się dla kogoś kimś niewystarczającym, na przeczekanie, zapchaj dziurą, zastępstwem zwyczajnym.

Zatyka w klacie, czuję to dosłownie, przygniata i zabiera oddech. Całe wnętrze jest skręcone jak szmata.

I jak to pierwsze fantastyczne zauroczenie, na którym się fruwa wysoko i czuje błogo, tak ten strach, że życie będzie dalej toczyć się bez niej, ma moc podobną.

Czułem, że tak będzie, że znaczyłem tyle, co lekarstwo na receptę. Po wyleczeniu, nie jest potrzebne. W sumie cieszę się, że pomogłem, na coś przydałem.

Niezły cios dostałem, niech mnie ściśnie. Gruchnąłem o ziemię i ledwo mrugam oczami. Nie mogę się na niczym skupić, bo ciągle wraca przytłaczająca tęsknota. Zupełnie jak ta ośla na początku. Tylko, że tamta była lekka jak puch i rozkoszna, popychała do działania, do latania wysoko. A ta jest koszmarnie ciężka, jakby zdechłe motyle w brzuchu ważyły tonę, nie to co żywe na początku.


 

droubble


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×