Przejdź do komentarzyLong Island w codziennym praniu
Tekst 9 z 11 ze zbioru: New York City. Dziennik
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-05-31
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1334

9.08.1998 r.


W środku nocy zbudziły mnie dzikie wrzaski jakiejś rodziny, mieszkającej kilka numerów dalej - jak mawiają wojskowi - *na 10.tej godzinie* vis-a-vis mojego okienka. Darł się jakiś chłop, darła się jego rozczochrana ani chybi baba, w nocnej koszuli zapewne, wydzierały się dzieci, i szczekał pies - i trwało to czas niemały... po czym decrescendo głosy ucichły, Bogu najwyższemu dzięki :) Jak zawsze o tej świętej porze znowu słyszałam jedynie odwieczne owadzie trzaski, pocierania i cykanie miejscowych *śpiewików*, jednak po chwili crescendo wszystko wróciło ab ovo: te same wrzaski wylały się aż na dwór, towarzyszył im tupot bosych nóg i wyraźny jakiś odgłos... łamania?? (czyżby łamano sobie wzajem kości?!) Trzask drzwiami obwieścił kolejne wyciszenie, krzyki, stłumione grubością ścian, wszak trwały nadal, w kolejnym crescendo nasilając się tak, że w końcu łomot z furią po raz kolejny wypchniętych drzwi - a za nim też rodzinny szał - apiać sięgnęły zenitu! Miałam wrażenie, że pies i ogarnięci żądzą mordu ludzie w ten sposób kotłują się i przewalają wte i we wte tam i sam w domu i po posesji dobre... pół godziny?? I nikt nawet palcem nie kiwnął, żeby temu wariactwu zaradzić?? I gdzie ta nowojorska policja?! Zupełnie niezrozumiałe było, że strony walczące zmagały się - ze sobą? z jakimś złodziejem?? z grzechotnikiem? z czym się one zmagały?! - nie wyklinając i po trzeźwemu! Znam już na tyle angielski tutejszy slang, by odróżnić przekleństwa i ten pijany bełkot! Nikt też nie wołał ratunku - tego helpu! Ani śladu stróżów porządku - co chyba jeszcze dziwniejsze... Zdumiewające... Zapytana rano o te nocne ekscesy Bernadka powiedziała, że oni... nic nie słyszeli! ... co w końcu bardzo możliwe, skoro śpią po drugiej stronie domu... Nikt nic nie słyszał...


Dzieci na Long Island - a i dorośli też nierzadko - latem biegają tutaj... na bosaka! I trzeba mieć w Polsce wiele wyobraźni dodanej, żeby to sobie przedstawić: na powyginanych od upału i połatanych, jak u nas, asfaltowych jezdniach, często pozbawionych chodnika, jest tyle samo, co nad Wisłą, potłuczonego szkła, a ci zasuwają boso, mało zresztą o to dbając, pod te nożyny swoje nie patrząc! Naturalnie, takie piesze wycieczki są zwykle na krótkich dystansach i tylko na wyspie - nikt tak nie paraduje na V Alei, gdzie każdy musowo stara się wypaść jak najgodniej. U nas największy golec bez grosza przy duszy buty - jakie takie siakie - jednak zawsze na tych brudnych niedomytych nogach nosi, choćby nie wiem jak kryzysowy był!


Młodzież naszą obserwuję z wielką przyjemnością - jest prze-słod-ka :) Bardzo zaradna, wyjątkowo zgodna i posłuszna - i od pieluch autentycznie zaangażowana w żywotne sprawy domu. Nasz 13-latek Peter przez internet od dawna prowadzi za Rodziców ich z tutejszymi instytucjami anglojęzyczną korespondencję, pilotuje wszystkie domowe płatności i rozlicza rodzinny *insiurans*! W głowie się nie mieści tak odpowiedzialne zadanie na karku polskich jego rówieśników, którzy w Kraju problem wielki mają z codziennym umyciem własnych zębów, odrobieniem własnych lekcji czy tym głupim wynoszeniem śmieci! Hodujemy w Polsce roszczeniowe pokolenie obiboków i dyletantów :(


Zaskakuje miejscowy zwyczaj przejmowania całodobowej - a nawet kilkudniowej! - opieki nad cudzymi dziećmi przez często sobie obcych rodziców, niekoniecznie z sąsiedztwa czy choćby *z klasy*. Karmi się tych małych gości i hołubi, jak własne pociechy, urządza im wesołe pikniki, połowy nocnych krabów nad Atlantykiem czy wspólne wypady do lunaparku albo po prostu ot, tak *w siną dal* w pogoni za przygodą...


Dzieciarnia ta sypia w cudzych łóżkach równie smacznie, jak u siebie - i im więcej jest tej prowizorki w tym spaniu, tym cudowniej! Najentuzjastyczniej śpi się na nadmuchiwanych materacach, rozłożonych wprost na tym grubym na dwa palce *karpecie*, na pościeli własnej lub w śpiworze! Niestety, niestety, cudowna ta młodzież w takich razach zawsze urzęduje do późnych godzin nocnych (wakacje)... Rano budzą się wszyscy z głową na schodach albo pod łóżkiem czy na czyichś adidasach dopiero koło południa. Niedopilnowane dzieciaki nie umyją się, podobnie jak te nasze rodzime *czyścioszki*, i z rozczochraną fryzurą lecą same do kuchni, by zrobić sobie to swoje ukochane *syrio* z lodowatym mlekiem i chrupkami. Dokładnie wiedzą, co jest gdzie, w jakiej szafce, w której szufladzie, i rządzą się lepiej od gospodarzy.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×