Go to commentsEwangelia Ostatecznego Testamentu
Text 4 of 5 from volume: opowiadania SF i fantasy
Author
Genrefantasy / SF
Formprose
Date added2026-01-27
Linguistic correctness
- no ratings -
Text quality
- no ratings -
Views28

Ewangelia Ostatecznego Testamentu


Prolog


Dźwięk SMS-a przerwał odpoczynek biskupa Jasiaka. Przyjeżdżaj szybko! – głosiła wiadomość od nuncjusza.

- Ja gorę!- Rzekł, jak zawsze w chwilach zaskoczenia. Pognał z Olszyna do Warszawy z impetem równym amatora nielegalnych wyścigów.

Było grubo po północy, na ulicach tłoczyły się tłumy pijanych Anglików. Zaspany nuncjusz położył na stole jakieś dokumenty.

- Mamy do czynienia z poważnymi objawieniami. Iracki chrześcijanin z Goteborgu, Abel Faouzzi, otrzymał przekaz od Zygmunta III Wazy i spisał pod jego dyktando coś, co nazywa Ostatecznym Testamentem.  Jakie tam są rzeczy! Jezus na Mauritiusie, Madagaskarze, w Australii i na Tonga, zapowiedź nadejścia czasów ostatecznych. Kazał mu przyjąć imię Amos i poprowadzić ludzkość do Nowego Świata. Osiedlił się wraz ze swoimi wyznawcami na Wyspach Kerguelena , blisko Antarktydy. Papież chce, żeby się biskup baczniej temu przyjrzał. Zatem z musu lecieć na Reunion, a tam już ksiądz Michel załatwi helikopter.-

- Ja gorę, ja gorę!- Wrzasnął biskup i zemdlał.



*

- Ellie, tatuś mówi, że ostatnio nie rozmawiasz z koleżankami i jesteś smutna.- Spytała z północno albańskim akcentem Andronika Vitoshi.

- Nie mam czasu, rozmawiam!- Rzekła rudowłosa dziesięciolatka.

Podała jej kartkę i kredki, by narysowała swojego rozmówcę, dziewczynka odwróciła się w stronę ściany.

- On tu jest! Nasz dawny władca!-  Krzyknęła z radością Ellie.

Andronika sięgnęła po książeczki na temat królów Szwecji, które zwykł czytać jej zmarły na białaczkę synek. Z ciężkim sercem pokazywała je po kolei. Gdy zatrzymała się na tej, prezentującej Zygmunta III, dziewczynka ożywiła się.

- To on!- Wskazała placem.

– On mówi, że źli ludzie zginą, a dobrzy, tacy jak Pani, przetrwają.- Dodała.

Po chwili dziewczynka wydała z siebie gruby, męski głos.

- Dopóki świat jest taki, jaki jest, nie ma szans na prawdziwe dobro.- Powiedziała z dworską manierą.

Andronika zawołała jej ojca, Henrika.


Monotonny lot do Saint Denis męczył niemiłosiernie biskupa Jasiaka. Po krótkiej drzemce zerknął do kupionego na lotnisku egzemplarza Le Figaro. Na pierwszym miejscu przerażające raporty naukowców o nagłym obniżaniu się poziomu oceanu i powiększaniu się pacyficznych atoli oraz  olbrzymim parowaniu lodu na Antarktydzie i w Arktyce.

- Ja gorę, ja gorę!- Rzekł do siebie przerażony.

- Ach, to wszystko takie przerażające, Brat Amos się nie mylił.- Stwierdził współpasażer podróżujący z córką.

Dziewczynka nagle odstawiła grę z pokładowego systemu rozrywki i przyjrzała się uważnie biskupowi.

- On też przeżyje!- Krzyknęła.

- Cicho, tu są ludzie!- Skarcił ją ojciec.

- Ale on też tu jest i będzie nam towarzyszył!-

- Jaki ten świat jest mały, również podróżujemy na Wyspy Kerguelena!- Stwierdził biskup.

- Córka ciągle widzi Zygmunta Wazę, z początku jej nie wierzyłem, do czasu, gdy w poradni psychologicznej przemówiła jego głosem. Zacząłem studiować Ostateczny Testament i to brzmiało identycznie z tym, o czym mówiła.- Rzekł Henrik.

Odchrząknął, po czym zaczął kontynuować.

- Coś jest na rzeczy, zabierają dzieci rodziców wyznających poglądy Brata Amosa. Na nas ktoś próbował zakablować i dlatego uciekliśmy.-

-Nieprawda!- Nie dawała za wygraną Eliie.

- Córeczko, daj mi już spokój!- Powiedział Henrik.

Dziewczynka oglądała jakąś bajkę, a rozmowa mężczyzny i biskupa ciągła się aż do lądowania.


Ksiądz Michel czekał w pobliżu lądowiska. Przetarł pot z czoła. Był zaskoczony biegnącymi w jego stronę Ellie i Henrikiem, którzy ledwie wgramolili się do helikoptera. Przelatując nad wyspą Crozeta, dziewczynka wydała okrzyk radości.

- Urosła! Tu zamieszkają ocaleni!-

- Zapewne tak.- Pogłaskał ją po głowie Henrik.

Wiatr znosił ich na południe, w oddali majaczyły Wyspy. Pilot miał problem wylądować, silny podmuch uszkodził śmigło, maszyna zaczęła ostro pikować w dół, cudem udało się wylądować na dzikim lądowisku. Do osady Brata Amosa były trzy godziny drogi. Ellie z radością ruszyła w jej stronę. Wiatr rozwiewał włosy dziewczynki, zatrzymała się w milczeniu u stóp wzniesienia.

- Ellie, co się dzieje?- Zapytał przerażony ojciec.

- Powiedział mi, że zaraz przyjdą tu bazyliszki!- Wrzasnęła.

- Przecież one są tylko w bajkach!- Stwierdził Henrik.

- Zobaczysz, przyjdą!-

Zza wzgórza wyłoniły się jaszczurowate istoty z niewielkimi, kolorowymi skrzydłami. Ellie podeszła do nich, wtuliła się w jednego z nich. Spojrzała w górę, jakby szukała gwiazd.

- On na nas czeka, chodźmy!- Zawołała.

W dole wznosiła się ogromna osada, jej centrum stanowiła budowla na planie koła. Uliczki, mimo braku asfaltu, były niezwykle schludne, na placach bawiły się dzieci, młodzież przesiadywała na prowizorycznych ławkach, rozmawiając o prozie życia w osadzie.

Dom Brata Amosa był otoczony niewielką palisadą, szybko zauważył ich w oknie, otwarł obskurne drzwi wejściowe. W środku stała biała trumna, w której zwykł spać.  Na biurku leżały pastele autorstwa .lokalnego artysty przedstawiające sceny z Ostatecznego Testamentu, Jezus wśród ptaków dodo, nauczający Aborygenów, wskrzeszający Króla Tonga i malgaską dziewczynkę.

- To chyba ilustracje do Księgi?- Zapytał biskup. Wziął je do ręki, słuchając tłumaczeń Brata Amosa.

-  A Zygmunt Waza w wieku 29 lat miał objawienie i Pan Bóg powiedział mu ,że pod każdym kontynentem kipi ocean ognia, który wypłynie na końcu czasów.- Rzekła dobitnie Ellie.

Brat Amos zerknął w jej oczy, dziewczynka podeszła doń uśmiechnięta.

- Pierwsza wybrana… przywódczyni Nowego Świata.- Wyszeptał.

- Bazyliszki już tu są.- Powiedziała.

Przeżegnał się dwa razy, wiedział, że to jeden ze znaków, powrót wymarłych zwierząt. Został tylko chaos i katastrofa.

*

Justyna, wysoka piętnastolatka z blond włosami do ramion, wraz z uczniami jednej z gdańskich szkół podstawowych uczestniczyła w rekolekcjach. Nudziła się, ksiądz straszył gejami i muzyką Popka. Inni podśmiewywali się pod nosem.

- Strzeżcie się gender!- Zagrzmiał ksiądz.

- Strzeżmy się złych ludzi, idzie koniec!- Zawołała młodzież i wyszła z kościoła. Ksiądz zamknął się w zakrystii, bał się.




*

Grupka turystów z Bułgarii spacerowała po rynku w Warszawie. Słuchali przewodnika, robili selfie.

- Stojko, odejdź stąd!- Krzyknęła jego żona, Veselina, po czym wzięła go pod ramię, prowadząc jak najdalej.

- Co ty wyrabiasz?!- Oburzył się.

Pod kolumną Zygmunta siedziała grupa nastolatków, śmiali się, pijąc tanie wino, spojrzeli po sobie, dając nogi za pas. Usłyszeli łomot i krzyk. Kolumna zawaliła się.

- On to przewidział!- Darła się w niebogłosy ufarbowana na rudo dziewczyna.

- Zygmunt Waza mnie uratował!-

Wszyscy, z wyjątkiem jej towarzyszy, patrzyli na nią jak na wariatkę.

- On jest tutaj, ubrany w złote szaty!- Zawołała jeszcze raz.

Pobiegli przed siebie, to był dopiero początek.


*

- Masowa histeria młodzieży, doznają widzeń, w których ukazuje się Zygmunt III Waza, przekazujący orędzie zbliżone treścią do Ewangelii Ostatecznego Testamentu. Wizje otrzymują osoby o różnym światopoglądzie i wyznaniach. Ci, którzy ich doświadczyli przemieszczają się statkami, które nabyli za symboliczną opłatą od armatorów zafascynowanych naukami Brata Amosa. – Powiedziała czarnoskóra prezenterka z ekranu tandetnego telewizora.

Henrik przełączył na głupawy teleturniej, nagle przerwano emisję, by nadać wiadomość o całkowitym uwolnieniu się Antarktydy od lodu i wyłanianiu się nowego kontynentu w pobliżu wyspy Guam.

- To już za parę dni!- Zawołała uradowana Ellie.

- Ja gorę, ja gorę!- Wykrzyknął biskup Jasiak, upuszczając szklankę.

Kolejne dni mijały na ostrzeżeniach naukowców przed erupcjami superwulkanów  oraz wieściami o nagłym zielenieniu się Marsa.

Ostatni Dzień niewiele różnił się od innych, biskup Jasiak spacerował z Bratem Amosem, Ellie wybrała się w góry zamieszkane przez coraz to nowe stworzenia. Potężny huk rozdarł niebo, dziewczynka zamarła, spoglądała na chmury popiołów zasnuwające horyzont.

Nadeszła ciemność, wiatr dziwną mocą opierał się o prowizoryczne dachy, robiło się jasno jedynie od błyskawic.

Henrik z niecierpliwością czekał na Ellie, zmoczona przybiegła po godzinie, rzuciła się ojcu na szyję, po czym zajęła swoje miejsce przy stole modlitewnym. Wszyscy trzymali się za ręce, z ich oczu płynęły łzy. Piorun uderzył w dach, paląc go doszczętnie.

- Udajmy się nad ocean.- Rzekł Brat Amos.

W strachu zmierzali do brzegu, potężne fale wdzierały się głęboko w ląd.

- Przejaśnia się.- Wskazał jeden z mieszkańców.

Niebo na wschodzie jaśniało złocistym blaskiem, pierwsze promienie smagały ziemię, wkrótce chmury zniknęły, odsłaniając poczwórną tęczę. Ellie podskoczyła wysoko, zupełnie bez wysiłku, jakby zmieniła się grawitacja.

Wyspa rozkwitła tropikalną roślinnością. Do brzegu dopłynęło kilka statków. Wśród pasażerów rozpoznała Andronikę, rzuciła się w jej ramiona. Grupy młodych ludzi wychodziły na ląd, brodząc w wodzie. Justyna zerknęła prze lornetkę na zieleniące się Wyspy Heard i McDonalda. Ufarbowana na rudo dziewczyna, usiadła na skale, susząc buty.

Zagrzmiały trąby, do brzegu zbliżyła się złota łódź ozdobiona kwiatami, wstrzymano oddech. Wyszedł z niej długowłosy jegomość z hiszpańskim zarostem ubrany w elegancki garnitur i haftowaną koszulę. W ręku trzymał laskę z rzeźbionymi głowami aniołów.

- Oto jestem, Mesjasz, Jezus, Mahdi, Wisznu czy jak mnie tam zwiecie. Powiem wam jedno, witajcie w Nowej Erze.- Zakręcił laską i odpłynął na dalsze wyspy.

Aż do wieczora siedziano nad oceanem, już nie trzeba było jeść.


Epilog

Zasiedlili wyspy, Arktykę, Antarktykę i Marsa. Nie znali upału ni chłodu. Budowali miasta na innych planetach. Najważniejsze , że mówili jednym językiem i przestali się spierać .


KONIEC








  Contents of volume
Comments (0)
ratings: linguistic correctness / text quality
no comments yet
© 2010-2016 by Creative Media