| Author | |
| Genre | prose poetry |
| Form | prose |
| Date added | 2011-02-21 |
| Linguistic correctness | |
| Text quality | |
| Views | 3902 |

Gdy księżyc wchodzi w fazę wabienia dzików, już śpimy w swojej dziupli na poddaszu. Nie słyszymy watahy wyciągniętej z zacisznego barłogu młodnika. Sunie ona środkiem nocy, zgłodniałym sznurem w rytm muzyki lasu, zataczając coraz większe, ciemne kręgi. Gwiazdy, jakby drżąc z wrażenia, połyskują pomiędzy gałązkami drzew. Fukając na boki i przed siebie, gromada żerujących dzików przemierza leśną głuszę. Przeoruje kłami liściaste i iglaste zakamarki. Szeleszczą i chrupią w zębach jak ciasteczka jagody, żołędzie, owady, ślimaki, gryzonie i inne przysmaki, jakby wyczarowane i wyciągnięte językiem z poszycia lasu.
Syte zwierzęta taplają się potem w mazistym mule rowu, oddzielającego łąkę od lasu. Wokół dostojnej lochy, plączą się pokwikując, warchlaki. Gdy stają się niesforne, trzeba je chwilami skarcić. Przelatki, mniej wymagające opieki, buszują nieco dalej. Odyniec z tyłu, lub całkiem na uboczu.
Rankiem oglądamy w rowie, jakby księżycowy owal jego brzucha, leniwie odciśnięty w błocie nocy.






ratings: perfect / excellent
Pięknie...