Przejdź do komentarzyPutin chce kroić metodą salami
Tekst 10 z 11 ze zbioru: Posłaniec pana B.
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2014-03-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2093

Dzień dobry, Szefie. Wiem wiem, długo mnie nie było, ale czas u mnie w kraju. a zwłaszcza za miedzą, u wschodniego sąsiada gorący. Wrze tam, że hej! Ten jeszcze większy sąsiad, co ma za prezydenta Putina, część kraju tego pierwszego, Ukrainą zwanego, próbuje zagarnąć. A przez to i u nas się robi troszkę gorąco, ludzie są podenerwowani. Bo wie Szef, tyle lat już w spokojności żyli moi tuziemcy, zapomnieli, co to wojna. A tu nagle jak filip z konopi! Znaczy gorąco się zrobiło.


A zaczęło się od tego, że w Kijowie, znaczy stolicy tej Ukrainy, długo trwały protesty przeciwko rządzącym i korupcji. No i w ostateczności nowi objęli władzę. Ci nowi nie w smak są temu Putinowi, gdyż poprzedni byli od niego zależni. No to odczekał on, aż zakończyły się u niego zimowe igry olimpijskie i zaatakował tych Ukraińców. Znaczy metodą salami atakuje. Niby pokojowo i dla zachowania pokoju.


Nie zna Szef tej metody?! Każdy, kto się historią interesuje, zna ją. Zwłaszcza w naszym rejonie Europy. Stosował ją kiedyś ten zbrodniarz Hitler. Najpierw chciał tylko Nadrenię, potem tylko Austrię, potem tylko część Czechosłowacji, następnie tylko pozostałą resztę naszych południowych sąsiadów, przy okazji od Litwy tylko Kłajpedę. Za każdym razem pokój obiecywał. No i skończyło się, kiedy od kraju mego zażądał tylko korytarza przez Pomorze Gdańskie i tegoż Gdańska na dokładkę. Skończyło się straszną wojną. Tak samo robił Stalin, drugi zbrodniarz, który rządził poprzedniczką dzisiejszej Rosji. Też metodą salami. A to pół mego kraju wraz z Hitlerem zagarnął, a to zdobył na Finach Karelię, a to kawałek od Rumunii uszczknął, a to po `przyjacielsku` Estonię, Łotwę i Litwę wchłonął... wszystko w naszym regionie, Szefie. Metodą salami, po kawałeczku...


Teraz ten Putin, co Rosją rządzi, zaczął znowu tę metodę stosować. To i nie dziwne, że wszyscy w nerwach chodzą, historię pamiętają. Na razie prawie już oderwał Krym od Ukrainy, przebąkuje też o wschodnich regionach tego państwa. Nawet już o północnej części Kazachstanu, w Azji leżącego, jego ludzie gadają. Znaczy, że wszędzie tam mieszkają Rosjanie i niby chcą powrotu `do matuszki Rassiji`. A dużo Rosjan mieszka w Estonii, Łotwie, na Litwie... a my też sąsiadujemy.


Wie Szef co? Jeszcze niedawno inni szefowie ważnych krajów na mojej Ziemi uważali Putina za zimnego, ale rozważnego gracza w polityce. Teraz nie wszyscy już tak uważają. Chodzą nawet słuchy, że ma guza w mózgu i zaczął śpieszyć się, aby zdążyć dokonać tego, co obiecał kiedyś, na początku swego prezydentowania, ludziom w państwie swoim. Znaczy, że odbuduje mocarstwowość, jak było za Zeteseser, znaczy poprzedniczki dzisiejszej Rosji. A wielu w niej tęskni za tamtymi czasami. Jak to oni mówią: `było biednie, ale wszyscy nas się bali`. Ot, takie wyobrażenie, co w życiu jest ważne.


Szefie, nie wiem, Naprawdę nie wiem, jak to się skończy. Bo wie Szef, te kraje na Zachodzie, które mogą wpłynąć na Putina i powstrzymać go, różnie do tego podchodzą. Mają interesy gospodarcze - a to kupują tanio od Rosji gaz, a to sprzedają im towary, w tym nawet okręty wojenne. To dla nich ten Krym czy też Ukraina nie są aż tak ważne, jak dla pobratymców moich. Bo my jedziemy prawie na tym samym wózku, a ci na zachodzie nie. Niektórzy z przywódców, jak ten Obama z Juesej, bardziej pamiętają tę metodę salami, inni oglądają się na zyski i straty. Oby znowu nie powtórzyło się to, co Hitler i Stalin robili... mam nadzieję, że jednak nie. Ale to tylko tak gdybam, Szefie. Oby się nie powtórzyło.


Co Ukraińcy? Ach, co robią? Muszę przyznać, że wyciągnęli nauczkę z tego, co było z Gruzją w dwa tysiące ósmym. Wtedy Gruzini dali się podpuścić, sprowokować, pierwsi wystrzelili i wtedy Putin już oficjalnie wysłał wojska `dla ochrony ludności niegruzińskiej`, jak to nazwał. I Gruzja straciła dwa swoje regiony, Abchazję i Południową Osetię. A Ukraińcy miękko się opierają na Krymie, oddają pod naporem, jednak nie strzelają w obronie. To nawet jak cały Krym chwilowo stracą, ale praw do niego nie utracą. Wie Szef, tak sobie przypomniałem, że jeden z królów kraju mego, Kazimierzem słusznie Wielkim zwany, podobnie postąpił z Pomorzem Gdańskim. Niby odstąpił tę ziemię Krzyżakom, którzy Twoje, Szefie, zawoła... dobra, już nie wspominam. Znaczy odstąpił im, bo i tak wcześniej nam zagarnęli podstępem, a potrzebował czasu pokoju na wzmocnienie kraju.  Ale oddał jako, nie wiem jak to dobrze nazwać? O, jako niby wieczyste użytkowanie, ale własność była dalej przy nas! To i później była możliwość ich odzyskania. Długo to trwało, ale prawo było po naszej stronie! Może Ukraińcy o tym też słyszeli?


Tak, Szefie. Na pewno będę uważnie obserwował. Jakby co, to od razu sprawozdanie złożę.


Co o naszych? Ach, co wewnątrz u nas się działo, a poprzednio nie zdążyłem? Szefie, mówiąc szczerze, to wszystko teraz trochę mniej ważne się stało. Ale zaraz... mogę z pamięci? Dobrze, Szefie. To tak skrótowo. No więc, z Oenzetu zarzucili tym Twoim najważniejszym przedstawicie... dobrze już, dobrze. Powiem bez określeń. Zarzucili tym purpuratom w Watykanie, że dalej się nie chcą rozliczyć z przypadków pedofilii w ich kościele. A Watykan odpowiada, że niby chce, ale coś tam, coś tam. I takiego przykładowo abepe Wesołowskiego, który jest oskarżany właśnie o pedofilię na Dominikanie, chroni. Ściągnął go potajemnie z tego kraju, wykorzystując paszport dyplomatyczny, a teraz nie chce wydać go Polsce. Niby dlatego, że jest obywatelem Watykanu, jakby zapomniał, że jest też cały czas obywatelem kraju mego. I był wysłany na Dominikanę z Polski jako polski ksiądz. Polski!


No i widzi Szef, znów się uniosłem, a nie chciałem. Ale jak się nie unosić na takie coś?! Albo takie drugie, już u mnie w kraju. Jest taki urząd, GIODO zwany, który pilnuje praw tuziemców moich co do ochrony ich osobistych danych. Wydał on decyzję, że księża muszą respektować akt apostazji obywatela i odnotowywać to w księgach chrztu. A taki bepe Polak, to znaczy nazwisko ma takie same jak narodowość, nawołuje, aby duchowni tej decyzji nie honorowali. Po naszemu - nawołuje do nieposłuszeństwa prawu polskiemu. W kraju naszym do nieposłuszeństwa. Przecież to jawne nawoływanie  do nieuznawania władz mego państwa. Ale pieniążki państwowe na budowę kolejnej bombastycznej świątyni ku czci... znaczy niby dla Ciebie, mój Panie, to chętnie biorą! Już razem dwadzieścia milionów i dalej by chcieli! I taki minister Zdrojewski ciepłą rączką dał im te miliony. A jest on ministrem od kultury. Kulturalnym instytucjom i organizacjom dał po kilkadziesiąt tysięcy, a na... tak się pytam, co budowa kościoła ma wspólnego z kulturą, Szefie? Czy mam do tego myśleć, że jest ten Zdrojewski ministrem, ale nie zna konstytucji kraju mego, któremu ma służyć? Że szasta publicznymi pieniędzmi, łamiąc przy okazji tę konstytucję?!


No dobra, przepraszam Szefie. Już mi mija. Ale to Szef chciał wiedzieć, co tam u nas się też dzieje. Nie wspomnę o innych jeszcze sprawach, bo znowu z nerwów mogę wyjść. Nie, nie są aż tak ważne, ale wkurza... znaczy, denerwują każdego normalnego tuziemca u nas. Więc i mnie wku... denerwują. Widzi Szef, z nerwów zapominam, że mam spokojnie mówić. To do widzenia, Szefie. Jakby coś, to pamiętam, że mam od razu o kolejne posłowanie prosić. O, ciemno się już zrobiło, to dobranoc powiem.

  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Kolejny świetny, niezwykle aktualny i wnikliwy felieton.
Na początku szóstego akapitu "naprawdę" niepotrzebnie napisałeś wielką literą. Przed tym słowem jest przecinek, a nie kropka. Bo gdyby była kropka, to należało napisać wielką literą.
avatar
Do Janko:
W tym miejscu miała być kropka, a nie przecinek. Posłaniec odpowiada na (niezapisane) pytanie Szefa.

Zauważyłem, że popełniłem jeszcze dwie drobne pomyłki w zapisie w drugim zdaniu. Zamiast kropki powinien być przecinek, a ostatni przecinek w innym miejscu. Zdanie powinno być zapisane:
Wiem wiem, długo mnie nie było, ale czas u mnie w kraju, a zwłaszcza za miedzą u wschodniego sąsiada, gorący.
avatar
Bardzo lubię Twoje felietony i przyznaję, że jak długo nic nie komentujesz, to mi tego brakuje.

Świetny!
avatar
Medicus, to prawda, jesteś uczestniczką tego spektaklu. Ogromna większość ludzi niezbyt interesuje się polityką, ale nie da się przed jej skutkami uciec nikomu. Zwłaszcza w chwilach kryzysów politycznych wpływa na wszystkich. To jak z Mahometem - nie chciał przyjść do góry, to góra przyszła do niego... A najbardziej obrywają właśnie halabardnicy, a nie aktorzy pierwszoplanowi. Ci drudzy zawsze jakoś się ustawią i zabezpieczą na starość. Już Maria Konopnicka kiedyś o tym wiersz napisała...

Piórko, dziękuję. Niestety, czasem czasu brakuje na dłuższe felietony. Na kolanie w kilka minut nie napisze się tego...
avatar
Podziwiam lekkość pióra, choć wiem, że kryje się za tym praca. To wielka przyjemność czytać twoje felietony, Hardy. Tym razem opisałeś duży kawałek świata, w czasie i w przestrzeni. Na szczęście piszesz w taki sposób, że człowiek się zaduma, znowu podenerwuje na to, co się dzieje, ale kończy czytać z uczuciem, że chyba nie będzie tak źle. To zasługa narratora. Umiejętnie dobrany.
avatar
Chriss, wystarczy, jeżeli nie pozwoli się niedźwiedziowi "podiwanić" dzisiejszych Inflant. Niedźwiedź zawsze jest żarłoczny, zwłaszcza jeżeli mu pozwolić. Są w pobliżu byłych Inflant jeszcze inne, żyzne ziemie i bogate krainy.

Lilly, dziękuję za ocenę. Co do uczucia czytelnika "na końcu czytania" - niestety, nie jestem wróżbitą ani telepatą. Mogę tylko przewidywać z dozą prawdopodobieństwa, znając się troszkę na historii i osobowościach różnych władców.
© 2010-2016 by Creative Media
×