Przejdź do komentarzyBestie
Tekst 5 z 7 ze zbioru: Polowanie na Myśliwego.
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2014-09-30
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1704

Siedziba Gmachu Sądu Okregowego w Warszawie mieszcząca sie przy Alei Solidarności przeżywała istne oblężenie. Właśnie tu odbywał sie głośny proces Aleksandra Matusika, przedsiębiorcy, milionera oraz prezesa jednej ze spółek Kampanii Weglowej S.A. Tłumy dziennikarzy, którym nie zezwolono na udział w procesie, kłebiły sie przed budynkiem jak mrówki. Panowała istna atmosfera podniecenia, jakby zaraz, każde z nich miało otrzymać wymarzony prezent świąteczny. Panował gwar i ekstaza. Kilka stacji transmitowało relację na żywo, czyli na ekranie telewizora przez kilka godzin można było zobaczyć jedynie budynek Sądu i powtarzające się dwa zdania na przesuwajacym się poniżej ekranu pasku. Za każdym razem gdy drzwi otwierały się błyskały flesze i atmosfera wzrastała lecz kiedy dostrzeżono, że opuszczające budynek osoby nie są tymi na których czekają, temperatura automatycznie spadała poniżej zera.

Bartek mocnym pchnieciem otworzył drzwi i w oczy błysnęły mu dziesiatki fleszy. Był wściekły. Energicznymi ruchami, wrecz brutalnie przedarł się przez stado i znajdując odrobinę miejsca kucnął zakrywając twarz dłońmi.

– Kurwa mać – zaklął starając się uspokoić. – To po prostu nie jest możliwe.

Biegnąca tuż za nim Agata  - która również otrzymała swoją porcje światła – nie kryła swojego oburzenia, lecz widząc reakcję swojego partnera postanowiła, że musi zachować spokój.

– Uspokój sie Bartek. Musisz się uspokoić.

– Co mam, kurwa, zrobić?! – wrzasnął i wyprostował się. – Widziałaś to? Widziałaś?!

Nerwowa dyskusja przyciągnęła uwage kilku dziennikarzy. Błysnęły flesze. Ot tak, na wszelki wypadek.

– Bartek zaczynasz przyciagać uwagę – odezwała się spokojnie, lecz stanowczo. – Jedźmy stąd.

W tym momencie, jak gdyby ktoś włączył ogromny sprzęt stereo, rozległy się krzyki i temperatura znów podskoczyła. W drzwiach Gmachu Sądu, w asyście swojego adwokata i kilku rosłych ochroniarzy,  pojawił się Prezes Matusik. Uśmiechał się jak gdyby właśnie ogłoszono go Królem Hiszpanii. Błyskały flesze, tłum napierał lecz żaden z reporterów nie mógł przedrzeć się przez barierę ustawioną przez czterech ochroniarzy.

– Drodzy Państwo, prosze o spokój – apelował adwokat – Dajmy panu Prezesowi odetchnąć. To był długi i meczący dzień i chyba każdemu należy sie odrobina spokoju.

– Panie Prezesie – odezwała się jedna z dziennikarek – jakie to uczucie zostać uniewinnionym w tak głosnym procesie jak ten?

Matusik uśmiechnął się okazując rząd idealnie białych zębów. Był wysokim brunetem dobiegającym czterdziestki.

– Uczucie wspaniałe. Orzeczenie sadu było dokładnie takie jakie powinno być. – uniósł palec wskazujacy ku górze jak gdyby właśnie wygłaszał bardzo poczuczająca mowę. – Najważniejsza jest sprawiedliwość i dzisiaj, to nie ja, a ona triumfuje.

Flesze wciąż błyskały. Agata próbowała odciągnąć Bartka lecz ten stał jakby go wmurowano w chodnik.

– Jak obecna sytuacja odbije się na notowaniach spółki i innych Pana przedsięmwzięć? Czy nie nadszarpnęło to pana wizerunku jako stabilnego partnera biznesowego?

– Proszę, proszę. Wszyscy doskonale wiemy, że to nie czas ani miejsce na rozmowy o interesach. Jednak aby uspokoic wszystkich naszych klientów i inwestorów powiem jedynie, że ostatnie wydarzenia w żaden sposób nie odbiją się na kondycji moich projektów. Jutro jest nowy dzień i nowe wyzwania. Jutro wracamy do gry.

Panujący wokół gwar nagle umilkł gdy jedna z dziennikarek zadała swoje pytanie.

– A co z pańskimi ofiarami? Czy one tez jutro wrócą do gry? Jak te kobiety mają dalej żyć Panie Matusik.

Bartek i Agata spogladali z zaskoczeniem na niewysoką kobietę w błekitnym żakiecie.

Prezes dyskretnie spojrzał na swojego adwokata, który nagle poczuł jak gdyby własnie dostał w pysk.

– Prezes Matusik został oczyszczony z wszelkich fałszywych zarzutów stawianych mu przez Agencje Bezpieczeństwa Wewnetrznego. – grzmiał – Pani pytania znieważają w tym momencie godnośc osobistą mojego klienta i jeżeli Pan Prezes sobie tego zażyczy, jeszcze dziś przygotuję oficjalny pozew sądowy przeciwko Pani i Pani pracodawcy.

Sytuacja wymykała sie spod kontroli i Prezes znów oczarował wszystkich uśmiechem.

– Drodzy Państwo, proszę. Panie Mecenasie. Jestem wolnym obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej. Wolnym człowiekiem, takim, jakim byłem przed tym całym zamieszaniem. Z całego serca ubolewam nad tą sprawą i w tak ciężkim czasie dla nas wszystkich, dołożę wszelkich starań by zapewnić tym kobietom odpowiednią pomoc.

– Kpina – szepnęła Agata kręcąc głową.

– A teraz – kontynuował Matusik -  pozwolą Państwo, że wrócę do swojej rodziny, która przez to całe zamieszanie, również przyżywa niesamowicie ciężkie chwile. Spróbujemy zapomnieć o tym koszmarze i cieszyć sie z życia jak każdy. Bo każdy, drodzy Państwo, ma prawo do szczęścia.

Niebieski Żakiet nie zamierzał dać się łatwo zbyć.

– Prawo do szczęścia? Tak! Ale chyba nie każdy ma szczęście do prawa.

Kolejna cisza.

– Panie Prezesie – odezwał się ktoś z tłumu. – Czy bedzie Pan wnosił o odszkodowanie od Skarbu Państwa?

– Oczywiście. W wolnym kraju, takim jak Polska, nie można niszczyć czyjegoś dobrego imienia na podstawie jedynie domysłów i zeznań osób niepoczytalnych. Pieniądze z tego tytułu przeznaczę jednak na pomoc dla osób poszkodowanych w tak odrażający sposób.

Wydarzenia, które później nastąpiły rozegrały się w ciągu zaledwie kilku sekund. Bartek z impetem ruszył do przodu odpychając na boki tłum. Gdy Matusik zbliżył się do czarnej limuzyny stojącej przy ulicy, porucznik lewym sierpowym położył na chodnik jednego z ochroniarzy. Drugi, który ruszył mu na pomoc podzielił jego los poprzez cios w splot słoneczny. Matusik ze zdziwieniem obserwował całe zdarzenie. Bartek przedarł się. Chwycił jego zaczesane do tyłu włosy i z całym impetem przywitał idealnie ogoloną twarz Prezesa z lśniącą karoserią BMW. Rozległy się krzyki. Flesze błyskały. Dwóch pozostałych ochroniarzy rzuciło się na niego powalając go na ziemię. Agata próbowała przedrzeć się przez tłum wymachujac legitymacją służbową. Krzyczała. Krew z rozbitego nosa Prezesa spływała po szybie samochodu. Ostatnia rzeczą jaką Bartek pamietał była pięść wielkości arbuza zbliżająca się do jego twarzy.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×