Przejdź do komentarzyKażdą nocą - Prolog
Tekst 1 z 5 ze zbioru: Kiedy stajemy się ludźmi.
Autor
Gatunekromans
Formaproza
Data dodania2011-06-05
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2184

Prolog


Obserwował go. Chłonął go. Całego. Na początku tylko wzrokiem, ale po chwili zdawało się, że całe jego ciało było już afektowane widokiem, tą esencją życia. Pragnął go. Pożądał regularnych linii zgrabnego ciała, okrągłych i wyćwiczonych mięśni, które pięły się na pokaz. Pożądał też jego siły, mocy, która biła z jego każdego ruchu. Przemyślane gesty mężczyzny miały przekazać motyw, śmiało dać znać światu o jego orientacji i chęci. To była czysta brawura… Może właśnie to go tak w nim pociągało? Sam nie miał tej odwagi.

Widział, jak podchodzi do niego jakiś chłopaczek. Chwilę łasił się jak spragniony pieszczot kociak, by zaraz wkupić się w jego łaski. Tak po prostu. Za to on siedział kolejny wieczór tylko obserwując. Ponownie ktoś inny miał być tej nocy szczęśliwy.

W zasadzie nie miał powodów do narzekania. Nigdy nie opuszczał klubów czy barów bez towarzystwa. Każdy chciał zostać zaproszonym w jego progi. Dlaczego go wybierali? Może miał miękki, wąski tyłek? Może ładną buzię? Albo dobry ekspres do kawy?

Nikt za to nie miał pojęcia, że ukończył weterynarię. Z wyróżnieniem. Mógł mieć wspaniałą przyszłość naukową, a uczelnie z zagranicy biły się żeby robił u nich doktorat. On jednak wybrał biznesy. Tyle, że tutaj nikogo to nie obchodziło. W nim za to zrodziło się paradoksalne uczucie, że mężczyzna, którego tak wnikliwie obserwował, mógłby być nim zainteresowany. Nim. Nie jego tyłkiem.

Tylko dlaczego mógł jedynie oglądać, jak obracał tego młodego chłopaka? Jak jego dłonie błądziły po smukłym ciele innego? Pełne usta sunęły po chudej szyi małolata. Wraz z językiem wykonywały taniec eksperta, znacząc mokry ślad na barkach i ostrej linii obojczyka. Chłopaka to brało. Miał przymknięte oczy, głowę ufnie wspartą na ramieniu mężczyzny. Tylko jego tyłek leniwie podrygiwał w takt muzyki, wcierając się kolistymi ruchami w lędźwie partnera.

Widział bardzo dokładnie, jaki ten młody był wzięty i chyba zaczynało go to wkurzać. W tym samym momencie, w którym poczuł złość, w którym żachnął się i miał już wyjść, błękitne oczy mężczyzny przytrzymały go w miejscu. Patrzył na niego natarczywie. Zwierzęce spojrzenie wyzierało spod ciemnej i potarganej grzywy, świdrując go dokładnie. Mężczyzna przytrzymał za brodę chłopaka i szarpiąc ją, pewnym ruchem odsłonił więcej miejsca do całowania. Wpił się zachłannie w skórę niczym wampir, ssąc ją zapamiętale. Nadal się na niego bezczelnie gapił i nagle puścił mu oko. Tak po prostu…

To było nowe. Dziwne i niepojęte, bo do tej pory zdawało mu się, że był dla tego gościa niewidoczny. Mógł obserwować go nie wiadomo jak długo, a on traktował go jak powietrze.

Prychnął do siebie niedowierzająco i pokręcił głową z politowaniem nad sobą i nad światem. Przede wszystkim nad tym mężczyzną, bo był takim samym sukinsynem, jak cała reszta. Zadufanym w sobie arogantem. Dupkiem. Kutasem. Po prostu i jednym słowem - był facetem.

Mimo to został i obserwował. Mężczyzna skończył się bawić i odpychając od siebie półprzytomnego małolata, ruszył w jego kierunku. Podszedł do niego z wysoko podniesioną głową, rozpiętą nonszalancko koszulą i kpiącym uśmiechem na ustach. Przystanął, obserwując go spod czarnej grzywki. Dopiero teraz mógł dokładnie zobaczyć, że oczy tego mężczyzny były intensywnie niebieskie i wyraźnie odznaczały się od ogorzałej twarzy.

- Myślałem, że lubisz te przedstawienia? – odezwał się pierwszy, odgarniając z czoła spocone włosy.

Miał niski głos. Dość mrukliwy, ale też nie surowy, raczej miękki. Po prostu bardzo przyjemny i bardzo podniecający. Pieścił już tylko nim.

Spokojnie, z tylnej kieszeni jeansów, wyjął paczkę Malboro. Zębami wyciągnął papierosa, odpalając elegancką zaplaniczką.

- Co dziś poszło nie tak? – spytał, zapalając fajkę.

Przez chwilę po prostu delektował się dymem, obserwując.

- Jestem Helios – wyrzucił słowa przed siebie, nie patrząc już w stronę rozmówcy.

- Helios? Ciekawie…

Młodszy pokiwał głową z uznaniem, unosząc w zdziwieniu brwi.

- Jestem Aleksander. Niestety, nie noszę imienia po żadnym z zaszczytnych bóstw Olimpu – dodał, siląc się na lekceważący ton.

Starał się też nie patrzeć w jego stronę. Nie chciał sprawiać wrażenia, że się narzuca. Zajął się więc wnikliwą obserwacją swoich wypielęgnowanych dłoni, wspartych o blat. Czuł, że mężczyzna znów przeniósł wzrok w jego stronę. Pochylił się przy tym lekko. sSzept nieznajomego popieścił jego twarz ciepłem oddechu i wonią papierosa.

- Masz za to imię największego wojownika wszech czasów. Czy on też przypadkiem nie niósł światła poprzez ciemne kraje?

- Muszę przyznać, że to najdziwniejsza rozmowa, jaką kiedykolwiek prowadziłem o trzeciej nad ranem w nocnym klubie – powiedział Aleksander, lekko się uśmiechając.

- Chciałeś przecież ze mną rozmawiać, prawda?

Z jawnym już śmiechem, młody mężczyzna pokręcił głową tak, że jego miodowe włosy wymknęły się zza uszu i rozsypały dokoła twarzy.

- Nie. Nie chciałem.

- W takim razie, czego ode mnie chciałeś?

- Chciałem się z tobą pieprzyć – odparł Aleksander, sprawiając, że usta nieznajomego rozciągnęły się w ironicznym uśmiechu.

- Wścibski, bezczelny i do tego wygadany – skwitował to Helios. – I głupi, bo nie wie, że seks to też rozmowa. Rozmowa ciał. Skusiłby się na takiego? – spytał nagle, nie odwracając rozbawionego spojrzenia od Aleksandra.

- Bez zastanowienia – odparł młodszy, czując silny uścisk na nadgarstku.

Nawet nie zdążył zaprotestować, a już był przy wyjściu.

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Miłość niejedno ma imię

/Pierre la Mure 1955 r./

, i myśl ta nie jest wynalazkiem naszych tzw. czasów
avatar
Na pytanie, kiedy /w Polsce/ stajemy się ludźmi,

(vide nagłówek zbioru)

odpowiedź powinna brzmieć:

kiedy kończymy 18 lat.

/w USA początek dorosłości to ukończone lat 21/

Większość z nas w tym wieku już rozumie, czym jest człowieczeństwo
© 2010-2016 by Creative Media
×