Przejdź do komentarzyList trzeci
Tekst 3 z 19 ze zbioru: Listy do siebie
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2015-06-16
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1462

Trochę jakby bez zastanowienia piję drugą kawę… Tego samego dnia to może być zabójcze dla mojego żołądka. A pomyśleć, że nie kto inny jak marszałek Piłsudski pił kaw kilkanaście na dobę i bystrość umysłu zachował. Nie wiadomo nic o stanie jego żołądka, ale tamto pokolenie było twarde.

Kiedy Piłsudski dobywał szabli i na kasztance przyjmował honory, rodzili się w Radomsku bracie Różewiczowie: Stanisław, Tadeusz i  Janusz.  Tadeusz prawie noblista, Stanisław prawie laureat Oskara, tylko Janusz nie zdążył być osobowością. Umarł młodo w czasie wojny.

Dla nich trzech i każdego z osobna Radomsko organizuje co roku Różewicz Open Festiwal. Przyjeżdża tu wielu gości a kilka razy byli sami zainteresowani. Stanisław rzewnie wspominał Kinemę (tutejsze kino - dzisiaj zamknięte), a Tadeusz spacerował ulicami miasta, przypominając sobie dzieciństwo i młodość. Pewnie nieco go onieśmielały, sprowadzały do wspomnień, kazały robić jakiś rachunek… Też tak mam, gdy jadę na wieś, w której spędziłam dzieciństwo.

Różewicz jeździł po świecie, ale zdecydowanie bardziej cenił sobie prowincję, może dlatego mieszkał do końca życia w Gliwicach. A pod koniec życia nie chciał nawet umawiać się na wywiady, odrzucał propozycje jedna po drugiej, powtarzając, że nie ma nic do powiedzenia, a co miał napisać, to napisał.

Na pewno  miał oko na wszystko i na wszystkich… Nie wiedzieć kiedy wyciągał ze swego poetyckiego kapelusza takie obserwacje, że z ich rzeczowością  nie można  dyskutować. Mój mąż nie lubi poezji. Chyba , że coś się rymuje, ma jaki taki rytm i szybko się czyta. A w sobotę, o dziwo, oceniając przedstawienie Teatru Nowego z Łodzi, który zaprezentował przedstawienie pt. „Miejsce urodzenia”, wyrzekł: „To wszystko prawda! Tacy jesteśmy: jedni na straży – pilnują całego świata – inni mówią, co chcą i robią, co chcą, jak panowie świata”.

Przedstawienie było ciekawe. Widzowie mieli odczuć, że nie są tylko widzami. Dano im na wejściu żółte opaski strażników i widok leżącego w trumnie Głodomora, którego nie wolno karmić. Przyznaję, odkryta  trumna z poruszającym się w niej „trupem” to mocna prowokacja!

Myślałam o Różewiczu cały wieczór, przypominałam sobie jego wiersze, wywiady, których tak bardzo nie lubił, a mimo to powstała z nich opasła publikacja pt. „Wbrew sobie”. Dostałam ją od moich uczniów, czytałam w tamte wakacje dla siebie… Szukałam tam Różewicza – człowieka i znalazłam. Różewicz był uszczypliwy a nawet nieprzyjemny, zwłaszcza wtedy, gdy kazano mu po raz setny tłumaczyć  jego wiersze z czasów wojny.

Znalazłam też coś o Radomsku: „Przejmuję się niepotrzebnie, bo jestem człowiekiem z prowincji. Nie myślę o sztuce, tylko myślę, jak ją przyjmą w moim Radomsku. Mówią mi: masz dobrą opinię w Paryżu, a ja się zastanawiam; ale ten Kowalski w Radomsku to pewnie na mnie psy wiesza, że nakłamałem”. Panie Różewicz, Kowalski z Radomska widzi prawdę i ją docenia!

Przez te kilka chwil spędzonych w Parku Świętojańskim miałam wrażenie, że Różewicz siedzi w pierwszym rzędzie i razem z publicznością ogląda przedstawienie. Nie wiem, czy pijał kawę? Pewnie nie, jak na prowincjusza przystało…

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Za mało kawy w kawie :) na pewno było więcej przemyśleń niż sam Różewicz, można to było jeszcze naprawdę rozwinąć do dłuższego tekstu. Podob mi się to, co tu jest, ale nieco za krótkie :) z chęcią czytałabym dalej.
avatar
Kapitalne połączenie subiektywności spojrzenia z jego (spojrzenia) obiektywnością.
avatar
Bardzo fajne połączenie fikcji i faktów-jakby scalone,można urcuhomić wyobraźnię i unieść się razem niby w teatrze nad widownia-jak z tego i nie z tego okresu.
Poprawnosci nie sprawdzam,bo mi się dziś nie chce,jest niedziela.
© 2010-2016 by Creative Media
×