Przejdź do komentarzyProlog
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Szafirowa
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2011-08-16
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1200

- Dobrze, jeszcze raz – srebrnowłosy, starszy elf w szerokiej, granatowej szacie okrążał stojącą na środku magicznego kręgu młodą elfkę.

Dziewczyna, drobna blondynka w prostej, błękitnej sukni, podniosła ręce nad głowę patrząc w ich kierunku, między jej palcami skrzyły błękitne wyładowania. Powietrze zrobiło się gęste jak przed burzą. Na księgach poustawianych pod ścianą w kamiennej komnacie zebrała się rosa.

- Za dużo siły, subtelnie – pouczył. - Nie śpiesz się, to nie sztorm, tylko strumień. Nie walcz, płyń z prądem.

Kropelki potu zebrały się na jej skroniach. Wokół jej rąk pojawiła się bladoniebieska poświata. W miarę upływu czasu przybierała coraz głębszy odcień niebieskiego. Gdy zbliżyła się do granatu, zaczęła się wylewać, opływając postać elfki, dalej na podłodze, aż niknęła na krawędzi kręgu, jakby coś rozpraszało magię.

- Dalej – rozkazał elf siadając na krześle pod oknem.

Na zewnątrz nad wysoką wieżą zaczęły zbierać się ciemne chmury. Między nimi rozbłyskiwały błyskawice. Mieszkańcy miasta poniżej ze strachu chowali się do domów i zamykali okiennice. Nikt nigdy nie odważył się powiązać regularnych kataklizmów z praktykami czarujących w Wieży Magów. Woda była zbyt słaba, by przedostać się poza krąg ochronny rzucany przez Mistrzów dziedziny.

Nieboskłon przecięła pojedyncza błyskawica i momentalnie po niej chmury zaryczały od gromu.

- Mio, znowu się nie kontrolujesz – warknął upominająco nauczyciel i wzmocnił barierę. - To nie jest pokaz siły!

- Tak, mistrzu – syknęła elfka opuszczając ręce wzdłuż ciała.

Poświata zmieniła odcień, na bardziej pogodny i delikatnie opływała ciało dziewczyny lekko wirując.

Nagle drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem i wpadł do niej wysoki mężczyzna. Poświata wokół dziewczyny, gdy ta podskoczyła wystraszona, wystrzeliła na wszystkie kierunki przerywając barierę. Na zewnątrz ryknął grom i lunęło jak z cebra.

- Mio! - wykrzyknęli obaj rzucając na rozlaną moc zaklęcia niwelujące.

- Przepraszam – kajała się próbując złapać jeden z rozbrykanych promieni.

Gdy deszcz przestał padać, elfka przysiadła na stercie ksiąg przy drzwiach i czekała na reprymendę. Nikogo nie obchodziło, czy mag stracił kontrolę z własnej czy cudzej winy, mag nie miał prawa stracić kontroli.

- Niedługo czekają cię egzaminy – zaczął drugi mężczyzna. - Jesteś zbyt potężna, by na tym etapie pozwalać sobie na takie incydenty.

- Zastanawiam się, czy nie jest trochę za wcześnie, by cię do nich dopuszczać – kontynuował elf. - Będziesz jedną z najmłodszych absolwentek Wieży Magów, ale obawiam się, że nie jesteś jeszcze gotowa na konfrontację ze światem zewnętrznym.

Dziewczyna słuchała potakując co jakiś czas, aż nazbyt regularnie. Nie patrzyła na żadnego z Mistrzów, jej wzrok tkwił gdzieś poza nimi, daleko też poza wieżą czy miastem.

- Wracaj do kwatery – polecił jej nauczyciel. - Jeszcze się zastanowię, co z tobą zrobić.

Skinęła i pośpiesznie wyszła.

Planowała udowodnić wszystkim, że jest gotowa, bardziej niż pozostali egzaminowani, by wyjść poza mury wieży. Od początku nauk marzyła o wyjeździe nad morze. W mieście dusił ją brak czystej wody.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×