Przejdź do komentarzyNieco historii i geografii. Majorka' 5.10.2006 r.
Tekst 2 z 23 ze zbioru: Listy do Pawła. Palma de Mallorca
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-03-23
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1308

Buenos dias, Amigo :)


Wstrząsające, Pawełku kochany, kontrasty: od kapiącego złotem bogactwa i książęcych przepychów, do biedoty obdartej, naćpanej i - pardon - na oczach tłumów i tych przelotnych leksusów sikającej :( Im bliżej centrum i zatoki Palma de Mallorca - tym droższe istne pałace, wystawniejsze magazyny i sklepy, wykwintniejsze deptaki, zieleńce, place i kwartały; na peryferiach tego cudu ludzka bida, obszarpane domostwa, walące się płoty, stosy nieuprzętniętego wszędzie śmiecia wszelakiego, i *piejo kury, piejo - ni majo koguta...*


Chodzimy z 2-latkiem Maktarkiem za rączkę i z wózeczkiem z tycią Marijką na pobliskie place zabaw z drewnianymi domkami na palach i z drabinkami, zjeżdżalniami, piaskownicami, *pajęczą siecią* i króliczkami/barankami/słonikami, bimbającymi się na potężnych sprężynach, że chłop by się na nich mógł wcale nieźle pokiwać w tył i w przód - i ta bimbawka to przetrzymałaby! Psy obsrywają - excusez-moi! - wszystkie kwietniki i trawniki, a dzieciarnia bawi się w tych niedorzecznych kupach, miazmatach i oparach... i nikt jakoś potem nie choruje... Zagadka jakaś... Toż to upalna, sucha jak pieprz o tej porze Hiszpania - nie Polska, gdzie codzienny deszczyk wszystko raz-dwa zmyje!


Każdy tutejszy piesek wygląda, jak jego pani/pan - wszystkie tak wypielęgnowane i *ufryzowane*, jakbyś je świeżo z pralki wyjął. Hiszpanie kochają higienę; zawsze są świezi i wyperfumowani, aż w nosie kręci.


W powietrzu wszędzie i od rana do nocy non-stop unoszą się jakieś niesprecyzowane nęcące kuchenne aromaty, inne niż u nas, bo je się tutaj - wg danych mojego guru, p. Basi - je się głównie smażeniny, ryż, makarony i inne *kluchy* plus do tego sosy zawiesiste z warzywami, frutti di mare czy/i z mięsiwem, z dodatkami i przyprawami, jakich nasz tradycyjny codzienny stół wcale nie zna. Do tego kawa, cygaro, egzotyczne słodkości - i wszystko to ma swój własny endemiczny smak i zapach, prawdziwie majorkański. Tym bardziej oryginalny i niepowtarzalny, że wszędzie dookoła o tej porze na wiór wysycha powszechny tutaj piołun - ojciec dziś już zakazanego absyntu, którym delektowała się (i często na śmierć potem zapijała) w tamtym stuleciu europejska modernistyczna bohema...


Byłam dzisiaj z wózeczkiem i Marijką - kilka przecznic dalej od naszej General Riera - na wielkim pustym cmentarzu (w środku sporego miasta... cmentarz?? mało to miejsca za opłotkiem?). Ocieniony wysokimi drzewami w różnych fazach kwitnienia/owocowania, cichy i bezludny, a na jego środku coś w rodzaju... no, właśnie... czego? świątyni? kostnicy? Wysoka, w kształcie rotundy, na planie wieloboku foremnego budowla cała w totalnym remoncie: wszędzie od dachu po fundamenty zwiewne osłony, rusztowania, tunele do zsypywania gruzu i tych dachówek? więc nie bardzo wiadomo, co to takiego... Może dom pogrzebowy? administracja jakaś? kościółek??


Wzdłuż cmentarnych cichych dróżek, tu i owdzie obsadzonych cienistymi balsamicznymi drzewami, stare, stare - ale także i od czasu do czasu całkiem nowe - z szarego niepozornego kamienia nagrobki ze stylizowanym, wysokim na 2-3 m i z identycznego co ten nagrobek kamienia krzyżem i najczęściej tylko skromnym wykutym napisem *familia Pizarro*, *familia Gonzales*, *familia Cortez*; bez żadnych imion, dat, wyraźnie stare i zapomniane, nieliczne ze spłowiałą, położoną ot, tak, wiązanką sztucznych kwiatów, na innych (rzadko) kupa fotografii w dagerotypach członków całej tej, pogrzebanej już, familii. Są też mogiłki młodsze, bardziej już *nasze*: z tych marmurów drogocennych czy innych *drogich* kamieni; są także te z napisami i datami szczegółowego przyjścia i zejścia... Najstarsze z tych dat sięgały początków XX stulecia. Zniczy czy jakichś kwiatów czy krzaków, rosnących przy grobach, nie uświadczysz - prostota, asceza, jednaki surowy styl i gust. Sprawia to wrażenie jakiejś głębszej prawdy i pokory wobec staruchy-Kostuchy śmierci. W końcu ilu mamy tak naprawdę prawdziwie drogich drogich zmarłych? U nas, jak już człowiek wreszcie sobie zemrze, wszyscy sadzimy się na wyszukane - dla niego? dla niej? - *pomniki*, wieńce, pozytywki, wieczne ognie, świeże co tydzień kwiaty; każdy chce przebić każdego... i wychodzi nie zaduma nad ludzką kondycją, kruchością i ułomnością życia i nieuchronnego przemijania - a bardzo tani kuglarskokramarski jarmark :(


Hiszpania ma za sobą piękne karty dobrosąsiedzkich stosunków z Muzułmanami z pobliskiej Afryki i Maghrebu - vide Alhambra i jej unikalne w skali naszego kontynentu perły sztuki, kultury i architektury - ma też jednak w swojej historii niebywale okrutne (przy całej jej, jak u nas, katolickości), niesłychanie barbarzyńskie akty podboju Indian i grabieży złota w Ameryce Łacińskiej. Sama ze sobą miała straszliwe problemy - wystarczy wymienić tak przecież nieodległe zdarzenia, jak rzeź w Guernice w Kraju Basków, tragiczna wojna domowa, romans z faszyzmem, alians z Hitlerem. To bardzo dziwny, jak na nasze, polskie odczucia, i chyba niezbyt jednak *bezpieczny* świat... Atak terrorystyczny na metro w Madrycie w marcu 2004 r. jedynie potwierdza tę konstatację :(


Wracajmy jednak na naszą wyspę. W Palma de Mallorca istna Wieża Babel: mnóstwo Murzynów, Azjaci, Arabowie, Romowie - biali, kolorowi, czerwono-czarni, mieszańcy - i wszyscy oni mówią *po hiszpańsku* (żeby nie było: p. Basia mówiła - ten hiszpański rzecznik - że tutaj obowiązują DWA języki urzędowe - albo kataloński, albo kastylijski). Przypominam: jest już wczesna jesień i czas PO sezonie turystycznym. Wszyscy, których tutaj spotykam, na ogół są już raczej TUTEJSI. Cała ta kolorowa mieszanka zaakceptowała ten kraj i z nim związała swoją przyszłość.


Wszystkie te ich dzieciaki (a dzieci tutaj masa!) chodzą tu do szkoły - uwaga! nie spadnij z krzesła! - od trzeciego roku życia (tak mówi ten mój Przewodnik, p. Basia, która mieszka w Hiszpanii od 10 lat, więc chyba wie, co, gdzie, po ile i jak :) Czasami widuję te maluchy, jak ze swoimi malutkimi kolorowymi wózeczkami na kółeczkach *ciągną* wszystkie w jednym kierunku za swoją mamą czy tatą - dokąd? Boże święty wszechmocny! do szkoły?? Wychodzą z domu rano, mają jakieś *normalne* lekcje, potem obiad, sjesta popołudniowa, znowu te zajęcia - i wracają stamtąd dopiero po 17:00?? Nic dziwnego, że w takim pedagogicznym reżimie najgorszy osiołeczek język - choćby i był w dwóch wariacjach - język każdy załapie raz-dwa!


Zdumiewa huśtawka temperatur: rano rzeźwy chłodek (i sweterek obowiązkowy), potem słupek rtęci ostro skacze w górę (chociaż w cieniu nadal jeszcze rześko, i dobrze jest mieć przy sobie drugi rękaw), potem - już po południu - panuje dziki skwar do plus 35 - i więcej! - stopni (w słońcu może być wtedy i 50!!) i dopiero późnym wieczorkiem... znowu jest dosyć już chłodnawo. Majorkańczycy znają własny śnieg, który zimą w tutejszych górach na wysokości prawie naszego Giewontu często utrzymuje się tygodniami.


Najwyższe na Majorce pasmo górskie rozciąga się wzdłuż jej zach. wybrzeży i nosi nazwę - jak czytam na mapie - Serra de Tramuntana, osiągając na swoim szczycie Plug de Massanella max. wysokość 1365 m n.p.m. Czyli... niezła musi być ta jazda bez trzymanki na tych hiszpańskich tutejszych saneczkach :)


I tym zimowym akcentem kończę, życząc rychłego naszego spotkania tutaj, na tej ziemi obcej zadziwiającej.


Całuję i trzymam wszystkie kciuki za Twoją Norwegię - mama.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dzięki autore, za pyszne łyki, cudownej egzotyki...
© 2010-2016 by Creative Media
×