Przejdź do komentarzyAgitacja socjalistów na Blanqerni ' 18.11.2006 r.
Tekst 18 z 23 ze zbioru: Listy do Pawła. Palma de Mallorca
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2017-04-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1062

Wczoraj na Blanqerni - to taki miły, ocieniony drzewami cichy deptak niedaleczko naszej General Riera - siedząc z Marijką na ławeczce (Maktar brykał, skakał, kiwał się na kiwaczkach, wdrapywał się do drewnianych domków i zjeżdżał ze zjeżdżalni razem z rówieśnikami tuż obok nas na swoim ulubionym placyku zabaw)  wczoraj obserwowałam w asyście innych gapiów jakąś akcję-agitację członków miejscowej partii socjalistycznej, trzej działacze której na zmianę nawoływali lud ten warcholski ciemny do jakichś zmian na lepsze, rozbiwszy swój wysoki przewiewny namiot - znany nam także z rodzimych letnich obrazków na polskiej posesji - w pobliżu ludnego, jak zawsze, ogródka jordanowskiego z tymi naszymi dzieciakami i wianuszkiem niań oraz tuż-tuż obok pustawego jak zwykle kościoła vis-a-vis. No, proszę, jaki patent na murowany elektorat!


Ładnych kilka godzin ci socjaliści tkwili tam, agitowali, czas swój mitrężyli - i to na stojąco (na spacerku byłam na tej Blanqerni z maluchami dwa razy, przed i po południu - i nadal jako kolejna podmiana tam urzędowali). Stali przy rozstawionych stolikach z jakimiś miskami (czyżby się posilali? do posiłku jakiegoś kogoś zapraszali?)  oraz przy wokół tych misek rozrzuconej jakiejś zapewne w broszurkach politycznej bibule. Nie podchodziłam bliżej; widziałam to wszystko z pewnego oddalenia, ale na to to wyglądało. Od czasu do czasu któryś z tych aktywistów chwytał za megafon i coś do tego ciemnego narodu warcholskiego krzyczał. Senioras e seniores! i coś o tych socialistas i  revolutiones :) Gdybym to ja lepiej się w tej szkole do swych nauk przykładała...


Ale raczej niewielkie było to *zainteresowanie* ich nawoływaniami czy bibułą, bo praktycznie jedynie ta nieoświecona niania z placu tych zabaw allbo stary pokręcony ten dziadek z kościółka pobliskiego teoretycznie musieliby się ich hałasem, hasłami - i zawartością tych zagadkowych misek? - bliżej pociekawić.


Co tak naprawdę dzisiaj mogłoby porwać tych steranych, sfrustrowanych i zapracowanych bidoków? Jakiś pogrobowiec Engelsa tego Marksa? Już prędzej chyba ten browarek z corridą! *Igrzysk i chleba!* - wołali starożytni Żytnianie, i po dwóch tysiącleciach tylko tego nadal łaknie ten lud nasz Boży... Chleba i igrzysk! Trawki stadionów! Lotów Fortuny Małysza jednego z drugim! Katastrofa...


Zmarły w 1994 r. Charley Bukowski - ta jedyna po polsku książka p. Basi - w opowiadaniu *Odmóżdżarka* pisze, że zaharowany człowiek nie ma żadnych innych pragnień, jak wybzykać się, łyknąć sobie z trzeciego czwartego kufelka i pójść krokiem tym splątanym prosto na konne wyścigi. Bomba w górę!


Gdyby ten świat - przez nas wszak zarządzany! - był chociaż kapkę bardziej ludzki, w sposób naturalny, jak te małe dzieci, zaczęlibyśmy interesować się i malarstwem (jako malarze), i architekturą (jako architekci) - i czym tylko chcieć! Na zawsze odeszlibyśmy od tej naszej przeklętej kopiatej michy i twarzą zwrócili się do Matki - Ziemi, naszej karmicielki, żywicielki.


Dzisiaj się na nią wypięliśmy. Ile par exemple takich lasów idzie na makulaturę reklamy tej naszej hiszpańskiej  `biedronki` nie `biedronki`?? Jaką chemię walimy tym lasom i polom, górom, morzom,  rzekom - i prosto z tej apteki w finale sobie w efekcie jo-jo?!


19.11.2006 r.


Pojutrze idę na zachód Palmy. Mam na to - jak zawsze - cały Boży dzień. Wracam *do domu* już po zmroku w okolicach 20:00, kiedy jest już ciemna noc czarna; myję się i skonana kładę się spać.


21.11.20006 r.


Wszędzie to samo, czy na północ, czy na południe miasta:  nowoczesność spleciona z kruchym dniem wczorajszym plus rozkopy, rozkopy i te rozkopy. No, i kupa wszędzie tych samych śmieci.


Nie inaczej i tutaj, na zachodzie Palmy. Miasto szerokim północnym łukiem obiega obwodnica Via de Cintura, znosząca część ruchu kołowego, ale i tak jedynie o świcie jest na tutejszych ulicach znośnie; w ciągu dnia panuje nieustanne kotłowisko samochodów i na zebrach te wyścigi ze śmiercią.


Wystarczy jednak wyjść poza rogatki, żeby zobaczyć kompletne pustkowie, płowordzawe wszędzie nieużytki, ziemię skalistą i nieurodzajną, porośniętą jakimiś w tej suszy dzielnymi chaszczami, krzaczorami, makią i rzadką pinią.


Tutaj dopiero w spokoju odnajdujesz swoje własne myśli. Ptaszki jakieś szczebiocą i nad tymi suchymi chaszczami polatują; jak te nasze kopciuszki szare, mają pod czarnym ogonkiem rudawe piórka - polatują też rzadkie pszczółki oraz motylki; od czasu do czasu przejedzie samotny cyklista albo przebiegnie, cały w dziesiątych potach, jakiś długodystansowiec...


Pachnie dookoła bosko - tymi żywicznymi piniami i powszechnym wszędzie tutaj piołunem. Cisza, koniki polne - czy co to za owad? może cykady? - te swojskie ptaszki-kopciuszki, pejzaż, godny pędzla Van Gogha czy Kuprina, który - mniej chociaż sławny - też przecież tak pięknie, z miłością malował swoje południe swojej Europy: cyprysy smukłe pod niebo, spieczone słońcem minarety, żywą i martwą naturę. A jakie akty strzeliste spod jego ręki wychodziły!


Na ulicy Avinguda Gabriel Roca - wypisz-wymaluj nasza ul. Nadbrzeżna - nad zatoką Badia de Palma rosną niewysokie drzewka, a na nich owocują właśnie mandarynki. Nikt tego nie zbiera, podobnie jak nie zbiera opadłych pod palmami pomarańczowych daktyli. Dlaczego? Nie ma tutaj wszak os, które u nas bronią dostępu do opadłych świeżo w sadach słodkich owoców.


Na jednym z pobliskich nad zatoką zieleńców rozstawione liczne puste ławeczki zapraszają znużone nogi do spoczynku, więc siadam sobie wygodnie i przed sobą obserwuję kolejną fontannę z zaprogramowanym *występem* tryśnięć; wszystkie fazy przechodzą płynnie jedna w drugą: rozpylanie duże, wody tryski, wody tryski plus rozpylanie małe, sik w niebo pod same nieobecne chmury itd. Kombinacji wszelkich masa - cały spektakl, który... szybko przestaje interesować. Łatwo się nudzimy...

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Dobrze się czyta-okno na świat.Serdecznosci:))
© 2010-2016 by Creative Media
×