Przejdź do komentarzyBoża Ręka
Tekst 124 z 255 ze zbioru: Czarcie kopyto
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2017-04-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1165

Boża Ręka*


- Co, matka, zbaraniała? W szopie benzynę rozlewać?

- Ty jadź do Zawad po te beczkę na kapustę, bo nie będziem mieli w czym kisić.

- A po co, matuli, te butelki z benzyną? Ruskie na czołgach jadą?

- A może i jadą! Skąd wisz, Marian?

- Zostawi matka, te butelki, bo jeszcze nieszczęście będzie.

- Co ma być to będzie, Marian, a ty idź do swojej roboty.

- A matka chyba nie myśli, te butelki na Stasiaków chałupę szykować, co?

- Tyś Marian dłużej do szkoły chodził, ale nie wisz, że jak świat światem, to jedne drugich paliły. Często dla przykładu.

- Ręka Boża matkę broni! Idzie matka z tej szopy różaniec odmawiać. Już!

- Ty się, Marian, od ręki Bożej odpierdol, bo ona sama wie kogo bronić, a kogo pokarać.


Jagna Stasiakowa po Heńku, standardowo wywoziła gdzieś swojego bękarta na wakacje, bo by mu nasze wioskowe bachory żyć nie dały. Szykowała go do liceum w Białym, gdzie jej ciotka jakaś żyła i miał z nią przez ten czas mieszkać. Ostatni dzień był we wiosce i jak Jagna pojechała z młodszym na zakupy do Zawad, to bachory standardowo urządziły na bękarta polowanie. Zagnały brudasa pod zagrodę Kownackich, a on tam się przy bramce przewrócił. Gienka wyleciała z chałupy, gdy usłyszała harmider i jak zobaczyła, że bękart leży przy furtce, ale wstać próbuje i się pcha do zagrody, bo go bachory atakują, to kij na dzikie psy wzięła, co stał na schodach dla obrony i czym prędzej do bramki poleciała. Won! - krzyczała - won! - i szturchała go kijem przez oka w siatce. Co i raz, też któryś z bachorów podleciał by dźgnąć bękarta dzidą. Cała gromada ich była. Ze dwadzieścia sztuk. Chłopaki i dziewuchy w różnym wieku. Reszta pluła na niego i wołali: bękart. A te dzidy, to były takie naostrzone kije leszczynowe. Ale dwóch chłopaków miało dzidy z gałęzi dębowych. Takie fest i elegancko naostrzone, co brudas znał, bo mu one nie raz ubranie przebiły.

Wreszcie się wywinął jakoś i zaczął do lasu uciekać, a Kownacka szczuła bachory dalej: No lećta zanim! Bo w las pójdzie! Gońta bękarta! I wszystkie za nim poleciały do lasu. Ale zdążył  im się schować do bunkra w lesie, do którego nikt nie wchodził ze względu na duchy, a poza tym, niebezpieczeństwo było, że się zawali, bo we wojnę bomba na nim wybuchła i beton popękał. Jeden z ministrów wyjął butelkę z benzyną, co mu stara Kownacka dała i chciał ją do środka wrzucić, żeby bękarta wykotłować, ale inne jak zobaczyły, to zaczęły krzyczeć, że las się zapali i dał się na spokój.

W końcu jednak, ta butelka na coś się przydała...


.- Bękarty chcesz żeby latały po naszej wiosce, skurwysynu? To leć do ty kurwy! Jeden chuj był głupi we wiosce, mało?

- Toć kobicie chałupa się pali! Wypada ratować! Co, matka?

- Siedź, skurwysynu! Diabeł zasiał! I diabeł zabierze!

- To chociaż zadzwonić po straż...

- Ani mi się waż!

- Matka! Toć chłopak lata dookoła chałupy i ratunku woła!

- Bękart czarci! Siedź skurwysynu!

W tej chwili Kownacka podeszła do telefonu, po czym uchwyciwszy kabel szarpnęła z wielką siłą wyrywając gniazdko ze ściany. Telefon był uszkodzony.


Kiedy łuna ognia była dostatecznie wysoka, ktoś z sąsiedniej wioski wezwał straż. A gdy usłyszano z oddali syreny wozów strażackich, nagle wszystkie chłopy z naszej wioski wybiegli na dwór z wiadrami. Tylko, że podobno nie było już co polewać.

Podobno ten starszy z bękartów wszedł w ogień i podobno widywano jego zjawę na pogorzelisku przez jakiś czas jeszcze. W każdym razie bękart zaginął, bo dwa ciała znaleziono, a jego nie, i ludzie długo jeszcze bali się wieczorami z chałup wychodzić. Podobno też przy gaszeniu do bójek doszło. Kobiety się na mężczyzn rzucały, szarpały i wyły jak suki, aż policja musiała interweniować. Zenek policjant poturbował się na pogorzelisku z jakimiś pismakami, a po tygodniu śledztwa zdjął mundur i wyprowadził się z całą rodziną do Białego. Podobno, gdy Gienka lamentowała rano na pogorzelisku, to na nią ludzie warknęli, a ktoś powiedział: Wy, Kownackie, to palenie mata we krwi. Jeszcze w sąsiedniej wiosce, stodoła waszych ojców z Żydami dobrze nie wystygła! Ty, se przypomnij na czyim wy siedzita, Gienka! A folksdojcze Stasiaki, w piwnicy gromadę Żydów bez dwa lata chowali. Cała wioska wiedziała i Stasiakom kartofle nosilim, kto miał. Tylko wasze, Gienka, nic nie wiedzieli, bo każden rozumiał, że by zaraz Niemce, Stasiaków na drzewach powywieszali. Tak było, Gienka. A potem nikt nie widział Kownackich przez miesiąc, a jeszcze dłużej nikt z nimi we wiosce nie gadał. Podobno w gazetach pisali o strasznym nieszczęściu i o tym, że świadków nie było i nikt nic nie widział, dopóki syren strażackich nie usłyszano. I o zepsutym telefonie u Kownackich, sąsiadów – pogorzelców, napisano.

Podobno też, Żydki jakieś, na pogorzelisko przyjechały i pół dnia się bujali na nim, stojąc, a potem detektywów najęli, którzy po wiosce chodzili i o bękarta, tego co ludzie widzieli, jak wchodził w ogień, rozpytywali, ale nikt z nimi gadać nie chciał. I z proboszczem na plebanii spotkanie było, na którym on zapaści dostał, kiedy mu szyjkę od butelki z kawałkiem nadpalonej szmaty pod nos podtykali, i go pogotowie na dwa dni, do Białego zabrało. Jednak po pewnym czasie, plotka zaczęła krążyć, że brudasa znaleziono i Żydzi, go, do Hameryki wywieźli. Nikt nie wierzył, bo prędzej, go, gdzie psy dzikie dopadły i poszarpały w lesie, jeśli się w ogniu nie spalił.

A jak proboszcza odwieźli na plebanię, to tylko Klarze powiedział, że podobno starszy chłopak Stasiaków się nie spalił, i żeby go wszyscy szukali, bo jak się szybko nie znajdzie, to wszystkich we wiosce pozamykają. Starych i młodych. Wszystkich. Nic więcej nie chciał powiedzieć i ludzie doszli do wniosku, że mu się coś z głową po tym nagłym ataku zrobiło.

Ludzie gadali jeszcze, że jak Gienka uklękła do spowiedzi, to proboszcz wstał i z konfesjonału wyszedł.

Sprawę, po trzech miesiącach umorzono i zaczęło przysychać...



Machał rękoma, kiedy zobaczył z daleka, światła wozów strażackich, ale gdy usłyszał krzyki zbliżających się ludzi z wioski, uciekł do lasu. Pomyślał tylko, że zdążą go wrzucić do ognia, za nim wozy strażackie dojadą i czmychnął. Jeszcze przez tydzień, za dnia chował się w bunkrze, a jak się ściemniało na pogorzelisko przychodził i kładł się na nim. I tarzał. A ludzie się żegnali, bo myśleli, że to duch pogorzelców, albo pies jaki dziki z lasu. Nikt się nie ważył pójść i z bliska zobaczyć. Dopiero, go, grzybiarze jacyś, z miasta, co pobłądzili, ledwie żywego w lesie znaleźli i ze sobą zabrali. Ale o tym nikt we wiosce nigdy się nie dowiedział. Ani o tym, że natychmiast jak go na posterunek przywieźli, to się po niego zgłosiła rodzina Żydów z Hameryki, których ojców Stasiak Bogdan w czasie wojny, w piwnicy chował i życie im uratował. A to nie byle jacy Żydzi byli. I wioskę naszą mogli całą do kryminału zamknąć, ale historie z wojny dobrze znali i nam darowali, o czym nikt nie wiedział. Prócz Zenka policjanta, któremu oni tą samą szyjkę od butelki pokazali, co proboszczowi. A ta butelka była od Kownackich, bo oni w takie samogon rozlewali i Zenek od razu się poznał. W końcu dwadzieścia lat był policjantem. Broń mu zabrano, gdy podobno chciał strzelać do siebie. Bo mu tą szyjkę, za bękarta na biurko rzucili i nic więcej, prócz go zabrać ze sobą, nie chcieli. A on wiedział też, że ani stara Kownacka, ani Marian, ani nikt z ich chałupy, Stasiaków nie podpalił, a tego już Zenek, mimo że wiele przeżył i widział, udźwignąć nie potrafił.


K O N I E C




* - rozdział z `Bękart`

  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
oczekuję na całość wydana drukiem, choć jestem świadom, ze korektor będzie miał dużo roboty. Oprócz licznych błędów interpunkcyjnych pojawił się błąd ortograficzny: "za nim". Tutaj nie chodziło, że ktoś szedł za nim, ale o to, że coś stało się wcześniej. Czyli powinno być "zanim".
avatar
Z "zanim" źle napisałem. Otóż to zdanie brzmiało: Nie lećta zanim.
Miało być "za nim", gdyż "zanim" oznacza, że coś stało się wcześniej.
avatar
Dziękuję, Janko. Nie radzę sobie z interpunkcją, kiedy poprawiam wtedy przecinków jest za dużo. "Bękarta" pisałem ciurkiem przez cztery dni. W pierwotnej wersji zawierał trzydzieści trzy rozdziały. Podobnie jak "Malowany ptak" Kosińskiego, nie jest "Bękart" całkiem "z dupy wzięty", a jego napisanie trochę mnie kosztowało. Przeczytało go jak sądzę kilka tysięcy osób, a oto trochę komentarzy czytelników:

MrFeral5
15 gru 2014

skurwiony żydzie szczysz o niczym nierobie jebany...wypierdalaj z neta bo naszczałeś już wystarczająco


17 gru 2014

dziadu w piżamie,nie przez przypadek pasiastej, jude 100% jak ty przez te ruszta uciekles? Moje wyksztalcenie żydzie jebany nie ulega wątpliwosci bo sam na nie zapracowalem i oczywiscie zaplacilem za kazdy semestr...Natomiast ty dziadu żydowski,nigdy wiedzy nie polizesz,bo ci nie wolno,więc nie udzielaj sie glupi kmiocie,bo piec zaraz rozpale!


18 gru 2014

Jak najbardziej sie obawiam waszej zarazy to fakt...Patriotą ani katolikiem nie jestem...Faszystą hmm..niewątpliwie dumnie brzmi a nawet pasuje. Wiec przejde odrazu do rzeszy tzn. rzeczy.Moj piec przyjmie każdą ilość waszego ścierwa łącznie z resztą kolorowej nacji:)


Wczoraj o 10:42

no czyli widze że ciebie już przerobili,musialo bolec...jak sie czujesz w tej tfu nowej skórze żydku...ale jest jeszcze nadzieja,podskocz na najblizszy cpn, benzynka zmyje z ciebie ten ,,brud,, oczywiscie zapalniczka będzie niezbędna do tego jakże przyjemnego procesu oczyszczania:) wlasnie z tego żydowskiego ścieku wychodze...skurwiony pierdolony żydzie,obmywam sie i zostawiam ten syf tutaj tak jak w niego wlazłem:) pozdro dla bosa jahwe,czy jak tam temu chujowi leci:) żegnaj żydzie:-)
avatar
2 gru 2014

nie wiem, co ty bierzesz, ale powiedz lekarzowi, zeby to ci odstawil, gdyz calkowicie straciles kontakt z rzeczywistoscia ty jestes POnad tym, ty to wszystko lepiej wiesz, moznaby wnioskowac.
ale w rzeczywistosci jestes taki sam jak ta banda zdrajcow i przestepcow.



Boguslaw W.
6 gru 2014

napisalem, sbcki cwelu, ze jestes klamca i manipulantem.
te twoje wypociny, na ktore sie powolujesz, produkowali, produkuja, falszowali i falszuja twoi sbccy koledzy, klamcy, szuje, zlodzieje, oszusci i mordercy zycze ci, zebys zdychal w meczarniach, moze wtedy cos zrozumiesz.





Boguslaw W.
6 gru 2014

Spadaj, sbcki cwelu. Te moraly zachowaj dla swoich komuszych bekartow, tak samo POdlych, jak ty sam.
A propos, jak sie czyta, ze cos takiego jak ty wspomina imie Boga, to ma sie od razu pelny obraz POdlosci i zaklamania tego, co reprezentujesz.


10 gru 2014

Szkoda ze tylko won z kraju, takich jka ty powinni tylko won do dołu i zakopać dla dobra planety.


kaczor donald
11 wrz 2014

zacznij od siebie potworku z filmu "mucha"

Hoszeq GameplayStudio
4 maj 2014

Spierdalaj głupi chuju jebany ić się lecz


Margot McLoud
19 maj 2014

trzeba zwalczac takich ickow jak ty,ktorzy propaguja antykatolickie "filmiki" nie tylko nazmyslaliscie wine na jezusa i Go ukrzyzowaliscie, to jeszcze po 2000 latach szukacie Bog wie czego. Won z Polski, macie swoj kraj pasozyty.


Oto jak zostałem Żydem.
avatar
Wyjątkowo podłe i obrzydliwe wypowiedzi.
avatar
Heh. Napisałem: "przeczytało go kilka tysięcy osób". To nieprecyzyjne, powinno być: "widziało", co nie oznacza przeczytania nawet linijki tekstu.
avatar
Tekst napisany krwią.

Co oznacza, że przecinki czy inne spacje nie mają ŻADNEGO znaczenia!
© 2010-2016 by Creative Media
×