Przejdź do komentarzyObcy: Bernardo Soares - kolejna twarz Fernando Pessoi /finał
Tekst 5 z 23 ze zbioru: Obcy - czyli nie mój... ergo gorszy
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2017-05-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1147

XX-wieczny personalizm głosi: *To nie człowiek ma służyć społeczeństwu i być całkowicie do dyspozycji - jak twierdziły totalitaryzmy - ale społeczeństwo winno oddać się na służbę osobie, stanowi ona bowiem główną i nadrzędną wartość, stojącą ponad jakiekolwiek organizacje.* /J. Maritain, francuski teoretyk personalizmu/


Ale ten z torebką chipsów zdefragmentowany średni ludź: Bernardo vel Fernando czyli... każdy z nas - ta jednostkowa osobna PERSONA na kuli ziemskiej, ów wiecznie poza stadem *obcy* - co prawda - ma świadomość, KIM jest: zna swoje nazwisko, wie, kim byli matka/ojciec/dziad i wcale świetnie potrafi posługiwać się przodków językiem, lecz jeśli od powicia go odciąć od RODZINY - a przypominam, że nasz bohater *Księgi niepokoju*/*Autobiografii bez faktów* - co tu wydaje się kluczowe - tej rodziny nigdy nie miał!! - jeśli każdego odciąć od korzeni, z nikim i z niczym się już nie zidentyfikuje: ani z nazwiskiem, ani z przodkami, ni z językiem! Owszem, będzie bełkotać tak, jak jego najbliższe otoczenie, jednak mentalnie odleci tak szybko... jak przyleciał. Dzieci pozbawione miłości najbliższych albo - jak w tym słynnym Bismarcka eksperymencie - wymierają w miesiąc, jak te marne muchy, albo, cudem przeżywszy, już jako dorośli będą stanowić główną obsadę wszelkich możliwych zakładów *poprawczych*.


Filozofia - ta magistra vitae - powinna dzisiaj wreszcie odejść od tak przecież zagdakanej pogubionej od stuleci osobnej OSOBY (której - widzimy - żadna pomoc społeczna, nawet ten *caritas* nie są w stanie uratować) i zająć się w końcu, po całych tych tysiącleciach błądzenia, RO-DZI-NĄ!! Tą, o której od pradziejów wszak wszyscy intuicyjnie wiemy, że to podstawowa komórka społeczna, od dobrostanu której zależy pomyślność ludzkości. Kamienowanie kobiet - tych pozbawionych głosu PERSON - podrzynanie na każdej szerokości geograficznej gardeł *giaurom*/*obcym*, mnożenie wszelkiej konduity krzyżowców, ataki terrorystyczne w madryckim metrze, *Na Tagance* w Moskwie, na Manhattanie, na norweskiej wyspie Uj, w biesłańskiej szkole - zawsze na w stadzie zdezintegrowane pojedyncze przypadkowe OSOBY! - dzielenie świata na zdecydowaną mniejszość TYCH LEPSZYCH oraz rzesze GORSZYCH, w majestacie każdej religii, która wszędzie na naszym globie skupia się - per saldo - wyłącznie na pojedynczym wiernym, na tej oseparowanej od reszty błędnej, wyrwanej tłumowi personie owieczki  - wszystko to zniknie, kiedy tylko ludy zajmą się rzeczywistą u podstaw ochroną dobrobytu RODZINY, kiedy - jak w społecznościach tzw. *dzikich* - na powrót nauczymy się szacunku dla Matki/Tatki/Babki, dla Dzieci i Wnuków. Nie pojedyncze indywiduum, nie persona - a FAMILIA, sagrada familia! zawsze decydowała o kondycji osobnego JA!


Straszliwy odsetek sierot społecznych, problemy najstarszego zawodu świata, rosnącej wciąż i wciąż liczby wszelkiej maści uzależnień - i uzależnionych! - krzywa skokowa kubatur oddziałów psychiatrycznych i powierzchni *mieszkalnej* penitencjarnej - tych, o hańbo! osadzonych!! w świecie, w którym tyle się p......rzy o wolności! - wszystkie te coraz szerszego marginesu *obcych* przypadki - wszystko rozwiąże jedno: doinwestowanie familii! Doinwestowanie na każdym, nie tylko materialnym, poziomie! Proporcjonalnie do potrzeb wszystkich rodzin - w tym również, ma się rozumieć, rodzin dysfunkcyjnych. I miałoby ono postać rzeczywistego specjalistycznego psychologiczno-pedagogicznego, finansowego, medycznego, prawnego itd.itd. wsparcia! No, i naturalnie owi wszyscy wąscy specjaliści d/s rodziny musieliby jednak definitywnie odkleić się od tego swojego własnego stołka biurka i z buta na trwałe wejść w lud!


Wracając ale z tych obłoków: polecam ostrzelanym Czytelnikom lekturę tej bardzo niepokojącej prozy, choć to zajęcie wręcz zabójcze; ta spowiedź czującego serca i rozpalonej głowy tak jest intymna, tak dotkliwie szczera i napakowana cierpieniem, że zanurzając się w ten świat, z mety sam się czujesz, jak obity cepami, i nie jesteś w stanie tego czytać dłużej - jak od skrawka do wyimka...


Czemu wobec tego to w ogóle czytać?? skoro to nic tylko te kije-samobije?? Ano, może temu... żeby samemu w tym samozadowoleniu i nirwanie nie sczerstwieć i całkiem nie zeskorupieć? Żeby nie przespać raz tylko danego nam Czasu *z otwartymi oczami*? Żeby być w stałym kontakcie z tym swoim bezmyślnym własnym sercem??


Nasz słynny buntownik-skandalista, St. I. Witkiewicz dawno-dawno temu *przed wiekami* powiedział kiedyś o sobie, że tak jest napakowany, jak ten pocisk, i brak mu tylko działa, żeby się - w Kosmos?? - wystrzelić! Otóż i mamy tej *Księgi niepokoju* armatę! Moje są te rozterki pogubionego bezmyślnego serca... Bo gdyby tylko mogło myśleć...


Z drugiej jednak strony, kiedy tak sobie z tym Syzyfowym mozołem - acz zachwytem - czytasz tego Lizbończyka, wprost na usta same się pchają życiowe rady naszego walecznego Forresta Gumpa: *Jak tak ci źle, że nie może być gorzej, weź kija i tak długo wal się nim po swoich tłustych łydach - aż poczujesz się lepiej!* i naszej Marii Dąbrowskiej motto programowe: *Kiedy tak jesteś nieszczęśliwy, że bardziej się nie da, zawsze możesz pobiec na pomoc innemu drugiemu człowiekowi.* (czy jakoś tak, bo cytuję to z pamięci).


To świetna książka, doskonała - przez swoją nowatorską formę, przez bogactwo obrazowania, przez wsad myśli, przez głębię analizy - ale nie da się tym karmić dzisiejszych pokoleń, bo nie znajdziesz tam w tych nieustannych biadoleniach żadnej pożywki na JUTRO! Brak tu jakiegokolwiek światła, jakbyś czytał nie skąpanego w słońcu Portugalczyka - a mrocznych, skazanych na półrocze nocy polarnych Skandynawów!


W górę serca!


11.09.2014



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×