Przejdź do komentarzyDYPLOMACJA
Tekst 255 z 255 ze zbioru: A kiedy mi życie dopiecze
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2018-03-10
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń948





DYPLOMACJA


już od dawna nie dostałem tak po uszach

jak w niedzielę przed południem na spacerze

syberyjski się przyplątał i bezwstydnie

wciska łapy pod kaptury i kołnierze


rutynowo szukam wzrokiem termometru

ów się skurczył że podziałki nie dostrzegam

wielki minus i dwadzieścia - wymamrotał

niemożliwe pomyślałem - gość zalewa


mimo wszystko na cebulę szal jak boa

witaj czapo bez pompona! chroń powieki

od przybytku nie roztopi się polewa

zwłaszcza kiedy mrozobacik tnie od rzeki


pogwizdując wśród konarów co im śpieszno

wypączkować okolicę wygrzać smutki

toteż grzecznie się przymilam - masz pojęcie

na biegunie bardzo tęsknią krasnoludki



  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Piorko, dzięki za wskazanie :) Polski lektor Google przeoczył ten błąd :(


Hardy wybacz za wykasowanie komentarza, ale zrobiłem błąd w pisowni i stąd ta zmiana. Twój komentarz zamieszczam poniżej:

"Ogólnie tekst mi się podoba, ale do trzeciej zwrotki. Jest konkretnie o zimie, mrozie, napisane ciekawie. Te krasnoludki z czwartej zwrotki ni w pięć ni w dziesięć. Ale, może nie do końca zrozumiałem?"

Logicznie biorąc, na biegunie trudno o publiczność. Krasnoludki natomiast żyją wszędzie. W ten oto sposób chciałem wyprowadzić gościa w maliny, a może ty nie masz dość mrozu?. Czy to zrozumiałe?
avatar
Mrozem powiało, ale z przyjemnością przeczytałem.
© 2010-2016 by Creative Media
×