Przejdź do komentarzyMy z Jamestown Bicz
Tekst 7 z 13 ze zbioru: Wiersze Laury Kurek
Autor
Gatunekpoezja
Formautwór dramatyczny
Data dodania2019-10-22
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń177


Na tej oto obczyźnie gryzę wdowi chleb.

Niebo, ptak, czereśnie- leżę na wznak,

oko moje formatuje krajobraz w trzęsawiskach.

Wieś moja bliska, i lody z zielonej budki

smaki dzieciństwa, jak Litwa co nie zginie.


Likierek podpijany u wujostwa i rózgi.

Wcirusy ileż tego było, za ucho tarmosili, bili.

Płytkie sadzawki i komary, noce i dnie, nenufary.

Kościółek biały, pierwsze wino, ułański śpiew.

Baby w głupich czapkach nieprzystojne i ja.


Cały na niebiesko w mundurze i berecie krzywym,

za plecami śmierć, mogiła ciemna nad oceany.

Nie zdążę na ojczyźniany piaszczysty brzeg,

żal żem ruszył po dolary, iżem szczezł niepochowany.




  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Jamestown (patrz nagłówek) - to 1. osada białych na terenie Ameryki Północnej, założona w początkach XVII w. (nie licząc prekolumbijskich osad instalowanych wzdłuż wschodnich wybrzeży grubo wcześniej przez Wikingów).

Czy wśród pierwszych osadników byli Polacy? A dlaczego nie?

Wieś moja bliska i lody z zielonej budki,
smaki z dzieciństwa jak Litwa, co nie zginie.

(patrz 1. strofa - cytuję z pamięci)

Które to już pokolenie naszych śle swoje wyrazy tęsknoty zza Atlantyku?
avatar
/w niebieskim mundurze hallerczyka z krzywym beretem/

Nie zdążę na piaszczysty ojczyźniany brzeg,
żal, żem wyruszył po dolary...

(patrz ostatnie linijki)

W pogoni za tym sianem zawsze jesteś robiony w konia.

Absolutnie
© 2010-2016 by Creative Media
×