Przejdź do komentarzy'Szlakiem jeleniego wzgórza'. Część pierwsza.
Tekst 32 z 32 ze zbioru: 'Opowiadania o zwierzętach'
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2026-01-25
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń22

Szlakiem jeleniego wzgórza”. Część pierwsza.


To był bardzo gorący dzień. Woda w stawach była ciepła od gorącego słońca. Wobec tego Yan poszedł ku strumieniowi, jedynemu miejscu, gdzie mógł znaleźć chłodne picie. Kiedy pochylił się nad strumieniem, jego spojrzenie padło na mały odcisk kopyta w piasku – wyraźny i elegancki ślad. Podniecił się tym faktem ponieważ wiedział, że to był trop dzikiego jelenia. Inni łowcy mówili mu, iż tam nie ma jeleni pośród tych wzgórz.

Ale gdy przyszedł pierwszy śnieg, Yan mając w pamięci ów odcisk kopyta w piasku wziął swoją strzelbę i tak rzekł do siebie: „ Będę chodził między tymi wzgórzami każdego dnia, póki nie przyniosę z powrotem jelenia”. Yan był wysokim, silnym chwatem w wieku około dziewiętnastu lat. Nie był jeszcze łowcą w pełnym tego słowa znaczeniu lecz wspaniałym tropicielem, pełnym energii. Między wzgórzami mijał dzień za dniem, noc za nocą i Yan powracał do swej chaty rozczarowany.

Któregoś dnia, z dala od chaty, znalazł w końcu ślad jelenia – ponownie się podekscytował. Myślał: „Na drugim końcu linii śladów w śniegu jest stworzenie, które je sprawia. W swoim czasie odnajdę sprawcę”. Ślady nie były świeże więc nie wiedział w którym kierunku iść. Ale podążając w górę wzgórza doszedł do wyraźnego tropu w piaszczystym podłożu. Szedł dalej z ogniem w swojej krwi. Ślad stawał się wyraźniejszy, gdy jeleń biegł wzgórzami i przez las. Podążał za zwierzęciem cały dzień póki nie stało się zbyt ciemno aby mógł zobaczyć jakiekolwiek ślady; wtedy powrócił do domu. O poranku wyszedł ponownie. Ślady były tak świeże, iż mógł łatwo za nimi podążać. Kiedy obserwował ślady u swych stóp, z pobliskiego zagajnika wyskoczyły nagle dwa szare zwierzaki. Biegły na sam jego skraj, jakie pięćdziesiąt jardów dalej, a wtedy obróciły się ku niemu aby się przyglądnąć. Poczuł miękkość ich spojrzenia i stał spokojnie jakby zaczarowany. Tylko odgłos: „O ja cię, o ja cię...!” dochodził z jego krtani. Zdawały się zapomnieć o nim zupełnie i unosić się w górę i w dół. To było cudowne móc w taki sposób je obserwować. Dzięki muśnięciu ich racic o podłoże mogły unosić się na osiem lub sześć stóp w powietrzu. Yan nie mógł oderwać swoich oczu od tych pięknych stworzeń. Za każdym razem unosiły się wyżej i wyżej, kołysząc swoimi ciałami z gracją. Czasem te „ptaki bez skrzydeł” zdawały się zawisać w powietrzu, gdy skakały w otchłań kanionu. Były już daleko lecz on obserwował je dopóki wszystkie nie zniknęły z zasięgu wzroku. Wtedy zrozumiał, że z wrażenia zapomniał do nich strzelić.

Zawrócił do miejsca, gdzie zaczęły igrać i znalazł jeden trop. Ale gdzie był następny? Znalazł drugi ślad piętnaście stóp dalej, następny dwadzieścia stóp dalej. Potem dystans pomiędzy śladami powiększył się do dwudziestu pięciu, a momentami do trzydziestu stóp. „Ojej!” - myślał Yan - „One nie biegły! One leciały i w jednej chwili spadały aby dotknąć ziemi swoimi eleganckimi kopytami. No cóż... jestem zadowolony, że „dały nogę”. Widziałem dzisiaj coś, czego nikomu nie udało się jeszcze zobaczyć o tym czasie i w tym miejscu”.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×