Przejdź do komentarzyRozdział I
Tekst 1 z 1 ze zbioru: Przygody Szopa Pracza Mordercy
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2013-10-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1747

Tego dnia Kraków był wyjątkowo piękny. Pierwszy raz od tygodnia spomiędzy ciężkich chmur wyłoniło się słońce, a jasne promienie swobodnie opadały na śnieg, pokrywający każdy wolny kawałek przestrzeni. Życie toczyło się tak, jak co dzień. Ulicą leniwie sunęły samochody i tramwaje, ludzie spieszyli się do pracy, szkoły, na spotkania lub po prostu spacerowali. Dzielnica o nazwie rodem z „Wesela”, Bronowice, nie różniła się pod tym względem od innych. Marta Wolińska wolnym krokiem szła w kierunku sklepu, wciągając z przyjemnością chłodne powietrze w płuca. Niewiele radości zostało jej na stare lata. Mąż odszedł pięć lat temu, dzieci wyjechały za granicę, wnuków nie widziała od ponad pół roku. Jedyne szczęście, jakie jej teraz zostało, to te spokojne wędrówki do sklepu, raz w miesiącu na pocztę po rentę, bo bankom nie ufała, i obserwowanie Wojtusia, jej kocura. Cieszyła się tym bardziej, że reumatyzm nie dokuczał jej tak jak zwykle i prawie nie czuła swoich siedemdziesięciu czterech lat. Ledwie na chwilę spojrzała w górę, by nacieszyć się widokiem nieba, kiedy poczuła tak mocne uderzenie w ramię, że straciła grunt pod nogami i upadła na chodnik. Nad nią stał chłopiec, co najwyżej osiemnastoletni.

- Pani wybaczy… Taki nieszczęśliwy wypadek. – powiedział chłopak z lekkim przerażeniem na twarzy. Marta próbowała się uśmiechnąć, chociaż w tym momencie ostry ból kręgosłupa skutecznie przypomniał jej o upływie lat.

- Ależ nic się nie stało, chłopcze. – Wysiliła się na uprzejmy ton. Chłopak usłużnie podał jej rękę, by pomóc jej wstać. Kiedy Marta otrzepywała się ze śniegu, młodzieniec podał jej torebkę. Widocznie musiała ją upuścić, kiedy upadała.

- Bardzo mi przykro, jeszcze raz przepraszam.

– Nastolatek ukłonił się i czmychnął. W tym momencie żadne z nich nie wiedziało, że są czujnie obserwowani przez parę uważnych oczu, które nie przeoczyły ani jednego szczegółu tego wypadku. Marta dowiedziała się chwilę później, co umknęło jej uwadze, przy płaceniu za zakupy. W torebce, którą uczynnie podniósł jej chłopiec, brakowało jednej, ale jakże istotnej rzeczy – jej portfela, w którym miała całą rentę, odebraną chwilę wcześniej z poczty.

- Wszystkie pieniądze… Na cały miesiąc… - jęknęła cicho. Dzień już nie był taki piękny. Musiała wrócić do domu, bez zakupów i zastanowić się, jak przeżyć cztery tygodnie do następnej renty bez grosza przy duszy.


Wieczorem tego samego dnia ten sam nastolatek wytoczył się z jednego z klubów na Nowej Hucie, w którym zwykł świętować, gdy udało mu się upolować wyjątkowo ładną sumkę. W głowie przyjemnie szumiało mu od wypitego alkoholu, nogi jeszcze poruszały się w rytm dudniącej muzyki. To był jego ulubiony lokal, ale miał jedną ogromną wadę – kolejki do toalety były wręcz skandaliczne, dlatego też wyszedł na zewnątrz, by tam ulżyć swojemu pęcherzowi bez stania w ogonku. Zaszedł za róg, w ciemną, węższą uliczkę i z zadowoleniem zrobił, co należało. Kiedy zasuwał rozporek, usłyszał kroki. Podniósł głowę i spojrzał na postać, która zamajaczyła się kilka metrów przed nim.

- Hejka, jak leci? Co za niesamowity przypadek – uśmiechnął się, starając się stać w miarę prosto. Postać przysunęła się bliżej i jakby przypadkowo zderzyła się z nim. W normalnych okolicznościach byłby zdziwiony, ale alkohol skutecznie stępił jego zmysły i kojarzenie.

- Nic nie dzieje się przypadkiem – Usłyszał szept przy uchu, po czym postać jak gdyby nigdy nic oddaliła się. Chłopak przez chwilę stał jak osłupiały. Rzadko zdarzało mu się tak dziwne i zagadkowe spotkanie. Dopiero po chwili poczuł ciepłą ciecz, spływającą po udzie i lekko zakręciło mu się w głowie. Przysunął dłoń do brzucha, po czym skierował ją w stronę latarni, majaczącej się przy skrzyżowaniu. Z jego palców leniwie skapywała czerwona wilgoć, która barwiła śnieg na piękny, głęboki szkarłat. Dopiero wtedy poczuł ból. Osunął się na kolana, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Po chwili odpłynął z policzkiem wtulonym w tak przyjemnie chłodzący, ubity śnieg. Rano stały się dwie rzeczy. Marta, wyjmując ze skrzynki pocztowej codzienną porcję reklam i ulotek znalazła w niej swój portfel z zawartością przewyższającą nawet tą, którą miała przy sobie poprzedniego dnia. Policja natomiast odnalazła w jednej z mniej uczęszczanych uliczek ciało nastolatka w kałuży zamarzniętej krwi. Po przeszukaniu jego ubrania znaleziono przy nim kilka porcji kokainy, zatem automatycznie gazety przypisały jego zabójstwo lokalnemu gangowi narkotykowemu. A zagadkowa postać nadal krążyła po ulicach Krakowa, wymierzając sprawiedliwość na własną rękę.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×